Nowy numer 29/2019 Archiwum

Żyjemy ponad stan

Dobra koniunktura gospodarcza trwa, a mimo to niespłacane w terminie długi Polaków rosną i wynoszą już 76 mld złotych. Co się stanie, jeśli sytuacja w gospodarce się pogorszy?

Dla pełnego obrazu istotna jest także struktura tego zadłużenia. Otóż z informacji zgromadzonych przez Rejestr Dłużników Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor wynika, że większą część tego długu, ok. 41 mld zł, stanowią długi pozakredytowe, na przykład zadłużenie wobec firm windykacyjnych, sektora telekomunikacyjnego, firm pożyczkowych. Dochodzą do tego także niezapłacone czynsze, opłaty za gaz oraz zaległości z tytułu niepłaconych alimentów. Pozostała część to przeterminowane długi wobec banków, widoczne w Biurze Informacji Kredytowej. Średnie zaległości klienta z powodu nieopłaconych pozakredytowych zobowiązań wynoszą 18 518 zł, a z powodu przeterminowanych kredytów 29 799 zł. Obie kwoty cały czas rosną, również dlatego, że nieuregulowanych zobowiązań przybywa szybciej niż niesolidnych dłużników.

Oficjalna statystyka nie oddaje jednak całej złożoności problemu zaległości kredytowych Polaków. Banki bowiem starają się dość szybko pozbywać się niespłaconych kredytów i należności, sprzedając je firmom windykacyjnym. Ten proceder wzmógł się po wprowadzeniu podatku bankowego, płaconego przez banki od posiadanych aktywów, a są nimi także kredyty. Jeśli więc bank ma przeterminowane kredyty, to opłaca mu się sprzedać ten portfel firmom zewnętrznym, np. windykacyjnym, a ściślej tzw. funduszom sekurytyzacyjnym. Dlatego długi wobec banków nie rosną tak szybko, jak jest w rzeczywistości. Po sprzedaży nie są to już bowiem długi bankowe, ale przechodzą na konto firm windykacyjnych. Nie zmienia to jednak faktu, że pierwotnym źródłem zadłużenia nie są tylko kredyty zaciągnięte w bankach.

Transfery niewiele pomogły

Niestety, wielkie transfery socjalne, jakie zostały zainicjowane przez rząd PiS, nie zatrzymały wzrostu zaległości dużej części społeczeństwa. – Wprawdzie zaobserwowaliśmy, że po wprowadzeniu programu 500 Plus przez dwa kolejne kwartały zmniejszała się liczba osób, które miały w naszych statystykach przeterminowane długi. Niestety, nie była to tendencja stała, gdyż po jakimś czasie wszystko wróciło do normy – mówi Sławomir Grzelczak, prezes Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor i wiceprezes Biura Informacji Kredytowej.

Realia są więc takie, że – jak wynika z danych BIG InfoMonitor oraz BIK – prawie co dziesiąta dorosła osoba w Polsce ma problemy ze spłatą swych zobowiązań. Co piątej rodzinie w kraju nie wystarcza pieniędzy na bieżące opłaty. Ciekawe są także odpowiedzi na pytanie, dlaczego ludziom brakuje pieniędzy. Nie zawsze są to zaciągnięte kredyty i pożyczki czy jakaś sytuacja losowa, np. choroba czy też nieterminowy wpływ pensji. Część problemów spowodowana jest skłonnością do poprawy własnego standardu bez uwzględnienia realnych możliwości. Do tego dochodzi nieumiejętność zarządzania domowym budżetem, do czego ludzie także się przyznają. Co ciekawe, brak pracy występuje bardzo rzadko jako przyczyna bieżących problemów finansowych. W sumie więc można powiedzieć, że program 500 Plus pomógł osobom nieradzącym sobie z obsługą zobowiązań, ale tylko na krótką metę.

– Zauważamy, jako BIG, niepokojące zjawisko, że zaległe zobowiązania rosną szybciej niż płace czy PKB – mówi prezes Grzelczak. Ten proces dotyczy mniej więcej tej samej grupy osób. Niesolidnych dłużników nie przybywa bowiem w takim tempie, w jakim rośnie kwota zaległości, czyli niespłacanych w terminie rachunków, czynszu oraz rat kredytowych i pożyczkowych. – Zauważamy też – dodaje Grzelczak – że w przypadku pożyczek i kredytów to, co miało być krótkim zastrzykiem, zamienia się w finansowanie długoterminowe. W efekcie ta sama grupa klientów danego banku i firmy pożyczkowej bierze kolejne kredyty i pożyczki. Spłacalność kredytów gotówkowych jest u nas (jak wynika z danych BIK) na bardzo przyzwoitym poziomie i wynosi ok. 94 procent. Złych kredytów nie jest wiele, bo ok. 6 procent. – Jeśli jednak dobra koniunktura się zakończy – kontynuuje prezes Grzelczak – mogą pojawić się kłopoty. Ludzie będą mieć większe problemy z zatrudnieniem, a ich płace będą wolniej rosły, ich zdolność kredytowa się zmieni i nie dostaną wsparcia ze strony banku czy firmy pożyczkowej. Wtedy ci, którzy dzisiaj dobrze spłacają swoje zobowiązania, jutro mogą mieć problem z ich obsługą. Ryzyko, że wpadną w spiralę zadłużenia, będzie dużo wyższe.

Z większym rygorem

Jak można powstrzymać wzrost zadłużenia z tytułu kredytów i pożyczek? – Moim zdaniem – mówi prezes Grzelczak – dobrym sposobem na przeciwdziałanie tej sytuacji byłaby polityka systematy­cznego zaostrzania kryteriów, na podstawie których banki i inne firmy decydują o przyznaniu pożyczek. Chodziłoby przede wszystkim o to, aby osoby posiadające niespłacone zobowiązania nie zaciągały nowych. To oczywiście nie jest proste, gdyż banki i firmy pożyczkowe „żyją” m.in. z pożyczania, a nastroje społeczne są prokonsumpcyjne. Widać to w statystykach dotyczących relacji zadłużenia do PKB kraju. Jesteśmy w czołówce Europy, jeśli chodzi o zadłużenie na konsumpcję, ale zarazem na szarym końcu pod względem kredytów hipotecznych. O czym to świadczy? Z pewnością o ciągle relatywnie mniejszej zamożności naszego społeczeństwa, ale także o jego dużej nieufności i obawach co do przyszłości. Kredyt hipoteczny spłaca się przez lata, niekiedy przez znaczną część życia. Polacy wyraźnie nie chcą się znaleźć w takiej sytuacji, nie mając pewności, jak będzie wyglądała ich przyszłość. Jesteśmy więc skłonni zadłużać się na niewielkie sumy, starając się poprawić standard naszego życia, ale nie chcemy ryzykować w przypadku większych kwot.

– Osobnym problemem jest to, że wiele osób nadal nie czyta dokładnie umów, które podpisuje, zaciągając kredyty – zwraca uwagę prezes Grzelczak. Jest nawet duże społeczne przyzwolenie na taką postawę. Badanie Moralność Finansowa Polaków pokazuje, że dopuszcza taką możliwość co trzecia osoba. Tymczasem nieraz przynosi to bardzo złe skutki.

Od wielu lat utrzymuje się także systematyczny podział Polski na regiony lepiej spłacające wszelkiego rodzaju zobowiązania oraz radzące sobie z tym gorzej. Najlepsza moralność płatnicza niezmiennie jest na południu Polski, a więc w Małopolsce i na Podkarpaciu, dobrze wygląda też w województwach świętokrzyskim i podlaskim. Zdecydowanie gorzej sytuacja przedstawia się w zachodnich regionach kraju. Najczęściej opóźniają spłatę bieżących rachunków, rat kredytów i pożyczek mieszkańcy województw: lubuskiego, zachodniopomorskiego, kujawsko-pomorskiego oraz dolnośląskiego.

Dłużnicy alimentacyjni

Wielkim problemem jest rosnące zadłużenie z tytułu niespłacanych alimentów, co jest trudne nie tylko dla osób, których ten problem bezpośrednio dotyka, ale także dla nas wszystkich, gdyż to społeczeństwo składa się na Fundusz Alimentacyjny. W tej chwili w rejestrach odnotowanych jest ok. 304 tys. dłużników alimentacyjnych, głównie mężczyzn, którzy nie płacą zasądzonych alimentów, i za nich ten obowiązek przejmuje Fundusz Alimentacyjny. Warto pamiętać, że dotyczy to tylko tych opiekunów dziecka, których kwota dochodu w rodzinie nie przekracza 700 zł netto na osobę. W takiej sytuacji obowiązek wypłaty alimentów przejmuje Fundusz Alimentacyjny, który dopiero później ściąga należność z dochodów dłużnika alimentacyjnego. Zadłużenie z tego tytułu jest ogromne, gdyż to kwota prawie 12 mld zł. Jeśli przypomnimy, że cała kwota zadłużenia w Polsce wynosi 76 mld zł, widać, jak wielkim problemem społecznym są długi alimentacyjne. Prezes Grzelczak podkreśla, że w ujęciu na jednego niesolidnego dłużnika skala długu alimentacyjnego ustępuje jedynie zaległościom wynikającym z opóźnianych w spłacie kredytów mieszkaniowych. Znacznie przekracza natomiast wszelkie niespłacone kredyty konsumpcyjne i wynosi już ponad 39 tys. zł na głowę.

Warto dodać, że w rzeczywistości kwota należności z tytułu niezapłaconych alimentów jest znacznie większa, aniżeli odnotowują to oficjalne statystyki informujące o zadłużeniu. Do rejestru dłużników nie trafiają bowiem osoby, za które alimentów nie wypłaca Fundusz, a nie może tego zrobić, jeśli dochód opiekuna dziecka, któremu należą się świadczenia, jest na tyle wysoki, że przekracza 700 zł netto na osobę w gospodarstwie domowym. W takiej sytuacji osoba, która zajmuje się niealimentowanym dzieckiem (zwykle jest to kobieta), musi na własną rękę przez komornika windykować swe należności od ojca dzieci i choć może wpisać dłużnika do rejestru BIG za 1 zł, zwykle tego jednak, niestety, nie robi.

Rosnące zadłużenie społeczeństwa nie jest zjawiskiem dobrym, gdyż niesie w sobie ładunek niepokoju, który może wybuchnąć, gdy sytuacja gospodarcza stanie się trudniejsza. Wszystkie radykalne ruchy polityczne nabierały wiatru w żagle w czasach dekoniunktury, kiedy ludzie tracili osiągniętą wcześniej stabilizację ekonomiczną i poczucie bezpieczeństwa socjalnego. Dlatego warto stale podkreślać wartość odłożonych dzisiaj, niestety, do lamusa starych cnót, takich jak umiar, roztropność czy oszczędność. To przesłanie jest szczególnie aktualne w okresie kolejnej kampanii wyborczej, kiedy politycy znów rozpoczną nakręcanie społecznych emocji pod hasłem, że należy nam się więcej. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji