Nowy numer 43/2020 Archiwum

Lewa edukacja

Myśl wyrachowana: "Edukacja seksualna" to nie nauka - to próba zarządzania życiem innych na ich koszt.

Rzecznik PO (praw obywatelskich) Adam Bodnar chce obowiązkowej edukacji seksualnej w polskich szkołach. Wie co prawda, że dzieci w szkole mają przedmiot „wychowanie do życia w rodzinie”, ale uważa, że jego program jest zły i trzeba go napisać według sławetnych wytycznych Światowej Organizacji Zdrowia. Pan rzecznik wyznaje zapewne laicki dogmat, że ludzie o chrześcijańskim światopoglądzie nie mają prawa układać żadnych programów szkolnych nawet dla narodu prawie w całości chrześcijańskiego. My mamy się słuchać mądrzejszych, którzy wiedzą, że Boga nie ma, są więc „wolni od ograniczeń” i z tego powodu mogą naszym dzieciom przekazywać takie treści, jakie oni – a nie my – uznają za słuszne.

Żeby to mogło się dokonać, zajęcia z „seksu” muszą być obowiązkowe – pan Bodnar właśnie tego się domaga, uważa bowiem, że polscy rodzice nie potrafią i nie chcą o tym z dziećmi rozmawiać. Chce więc zmiany aktualnych przepisów, które dają rodzicom prawo do decydowania, jak ich dzieci będą się uczyć w szkole o sprawach seksu.

Czy to nie rozkoszne? Urzędnik państwowy, którego zadaniem jest reprezentować wobec państwa interesy obywateli, domaga się od państwa, żeby tych obywateli zmuszało do rzeczy, których sobie nie życzą – i to wbrew ich konstytucyjnemu prawu!

Trzeba jednak przyznać, że jakichś obywateli pan rzecznik tu reprezentuje: Rafała Trzaskowskiego, Pawła Rabieja, Jacka Jaśkowiaka, Aleksandrę Dulkiewicz, może jeszcze kogoś. Trochę ich mało. W dodatku są to ludzie, którym dano prawo zarządzania miastami, a nie wpychania się w życie ich mieszkańców i wychowywania cudzych dzieci według swojego widzimisię.

Ale dobrze, załóżmy, że pan rzecznik ma rację i Polacy rzeczywiście nie chcą z dziećmi rozmawiać o seksie. I co z tego? Nawet w takim wypadku nie jest to sprawa urzędników. Jeśli my, rodzice, nie chcemy z dziećmi o czymś rozmawiać, to znaczy, że taka jest nasza wola, i nic innym do tego. Seks to nie matematyka i nie trzeba go małolatom wbijać w głowę. Raczej przeciwnie – trzeba uczyć odpowiedzialności i zdolności panowania nad seksem. Z takiego podejścia oczywiście kpią dzieci rewolucji seksualnej, ale stawka jest za wysoka, żebyśmy dla uniknięcia czyjegoś rechotu mieli ryzykować przyszłość doczesną i wieczną tych, których najbardziej kochamy.

Działaniom Bodnara sprzeciwił się nowy rzecznik praw dziecka Mikołaj Pawlak. „Mówię zdecydowane »nie« pomysłom wprowadzenia obowiązkowej edukacji seksualnej do polskich szkół (...) to naruszy konstytucję i prawo rodziców do wychowywania” – napisał, zaznaczając, że w jego ocenie prawa rodziców zostaną naruszone, jeśli prezydent Warszawy wprowadzi do szkół edukatorów seksualnych.

Cóż, pewnie jednak wprowadzi. Ale jeśli rodzice się postawią – to i wyprowadzi.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także