Nowy numer 29/2019 Archiwum

Płeć z wyboru

Ideologii gender nie da się pogodzić ani z wiarą, ani z rozumem i nauką. To główny wniosek, jaki płynie z watykańskiego dokumentu poświęconego kolejnej odmianie marksizmu.

O tym, że podstawowy błąd marksizmu odżywa dziś w ideologii gender, pisał w ubiegłym roku papież Franciszek w przedmowie do wyboru pism Benedykta XVI. Podczas gdy papież senior wskazywał, że podstawowy błąd ideologii marksistowskiej polega na odrzuceniu zależności człowieka od Boga, Franciszek dodawał, że ta pokusa jest dziś znowu bardzo aktualna i pojawia się w nowych formach, w tym w „kolonizacji sumień ideologią zaprzeczającą głębokiej pewności, że człowiek istnieje jako mężczyzna i kobieta, którym zostało powierzone zadanie przekazywania życia”. Trzy lata wcześniej, w czasie podróży do Gruzji, papież Franciszek powiedział wprost: „Dzisiaj trwa wojna światowa, by zniszczyć małżeństwo. wielkim wrogiem małżeństwa w dzisiejszych czasach jest teoria gender. Niszczy się je nie za pomocą broni, ale idei; niszczą je kolonizacje ideologiczne”.

W tym właśnie kontekście warto spojrzeć na dokument watykańskiej Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej pod znamiennym tytułem: „Mężczyzną i kobietą stworzył ich. Z myślą o drodze dialogu o kwestii gender w edukacji”. Prefekt Kongregacji kard. Giuseppe Versaldi wyjaśniał mediom, że jest to odpowiedź Kościoła na narzucanie ideologii gender w szkolnictwie oraz eliminowanie innych poglądów, zwłaszcza chrześcijańskiego. Zdecydowanie mocną stroną dokumentu jest trafnie zdiagnozowana przyczyna rozwoju ideologii i wskazanie na jej sprzeczność z naturą, nauką i wszelką wiedzą o człowieku. Niestety, jego wymowę osłabia zupełnie niepotrzebne rozróżnienie na ideologię gender i tzw. studia genderowe, z sugestią, że te drugie mogą zawierać jakieś punkty umożliwiające dialog z chrześcijaństwem. Spróbujmy przyjrzeć się jednej i drugiej stronie tego dokumentu (w chwili pisania tekstu nie było jeszcze oficjalnego polskiego tłumaczenia, korzystałem z angielskiej i francuskiej wersji językowej).

Brak orientacji

„Staje się coraz bardziej oczywiste, że stoimy obecnie w obliczu tego, co można by nazwać kryzysem edukacyjnym, zwłaszcza w dziedzinie afektywności i seksualności. W wielu miejscach planuje się i wdraża programy nauczania, które »rzekomo przekazują neutralną koncepcję osoby i życia, a jednocześnie odzwierciedlają antropologię przeciwną wierze i rozumowi«” – czytamy we wstępie. Autorzy trafnie wskazują na dezorientację, jaka pojawiła się w związku z tym w naszej kulturze, co pomogło „zdestabilizować rodzinę jako instytucję”, z tendencją „znoszenia różnic między mężczyznami i kobietami, przedstawiając je wyłącznie jako efekt uwarunkowań historycznych i kulturowych”. Dalej autorzy słusznie zauważają, że ideologia ta ma wyraźny charakter misyjny, a narzędziem tej misji stały się edukacja i prawo. Różnym formom tej ideologii nadano ogólną nazwę „teoria płci”. Ta „zaprzecza różnicy i wzajemności w naturze mężczyzny i kobiety i przewiduje społeczeństwo bez różnic seksualnych, eliminując tym samym antropologiczne podstawy rodziny. Ta ideologia prowadzi do programów edukacyjnych i aktów prawnych, które promują osobistą tożsamość i emocjonalną bliskość radykalnie odseparowaną od biologicznej różnicy między mężczyzną i kobietą. W konsekwencji ludzka tożsamość staje się wyborem jednostki” – czytamy w dokumencie o gender.

Umowa społeczna

Źródło tej ideologii autorzy dokumentu widzą w połowie ubiegłego stulecia, kiedy to opublikowano badania, które podkreślały rolę uwarunkowań zewnętrznych na określanie osobowości. „Kiedy takie badania były stosowane do ludzkiej seksualności, często robiono to w celu wykazania, że tożsamość seksualna jest bardziej konstruktem społecznym niż danym faktem naturalnym lub biologicznym” – czytamy. I dalej: „Te szkoły myślenia zjednoczyły się, zaprzeczając istnieniu jakiegokolwiek oryginalnego elementu w osobie, który poprzedzałby i jednocześnie stanowił naszą osobową tożsamość, tworząc niezbędną podstawę wszystkiego, co robimy. Zgodnie z takimi teoriami jedyną rzeczą, która ma znaczenie w relacjach osobistych, jest uczucie między zaangażowanymi osobami, niezależnie od różnicy płci (…)”. Trzeba przyznać, że to najlepsze filozoficzne wytłumaczenie samego jądra ideologii gender – bo dopiero rozumiejąc jej istotę, można też zrozumieć jedną z jej konsekwencji: podważanie modelu instytucjonalnego tradycyjnej rodziny na rzecz takiej wizji rodziny, która jest czysto umowna i dobrowolna.

Rewolucja

Watykański dokument idzie jednak jeszcze dalej w rozłożeniu na czynniki pierwsze podstaw tej ideologii: „Na początku lat dziewięćdziesiątych koncentrowano się na możliwości określenia przez jednostkę własnych tendencji seksualnych bez konieczności uwzględniania wzajemności i komplementarności relacji męsko-żeńskich (…). Ponadto zasugerowano, że można utrzymać teorię radykalnego podziału na gender [płeć kulturową] i sex [płeć biologiczną], przy czym ta pierwsza miałaby mieć pierwszeństwo przed drugą. Taki cel był postrzegany jako ważny etap w ewolucji ludzkości, w którym można przewidzieć »społeczeństwo bez różnic seksualnych« (…). Oddzielenie to leży u podstaw rozróżnień między różnymi »orientacjami seksualnymi«, które nie są już definiowane przez różnicę płci między mężczyzną i kobietą, a następnie mogą przyjmować inne formy, określone wyłącznie przez jednostkę, która jest postrzegana jako radykalnie autonomiczna. Co więcej, pojęcie płci jest postrzegane jako zależne od subiektywnego nastawienia każdej osoby, która może wybrać płeć nieodpowiadającą jej płci biologicznej, a zatem sposób, w jaki inni widzą tę osobę (transseksualizm)”. I jeszcze: „W rosnącej sprzeczności między naturą a kulturą teorie genderowe zbiegają się w koncepcji »queer«, odnoszącej się do wymiarów seksualności, które są niezwykle płynne, elastyczne, tak jakby były nomadyczne”.

Dokument nie tylko trafnie diagnozuje źródła, ale też nazywa po imieniu ich skutki – to przede wszystkim „stworzenie rewolucji kulturalnej i ideologicznej napędzanej relatywizmem, a następnie rewolucja prawna, ponieważ takie przekonania domagają się szczególnych praw dla jednostki i społeczeństwa” – czytamy. I dalej: „W gruncie rzeczy ogólna koncepcja »niedyskryminacji« często ukrywa ideologię, która zaprzecza różnicy, a także naturalnej wzajemności istniejącej między mężczyznami i kobietami”.

Czytelnik wybaczy przydługie cytaty, ale pozwalają one dostrzec, jak wielowymiarowo kwestią ideologii gender zajęła się watykańska kongregacja.

Dialog z monologiem?

Ważną część dokumentu stanowi pozytywny wykład chrześcijańskiej antropologii, która jest nie tyle alternatywą dla ideologii gender, ile jedyną racjonalną i jednocześnie otwartą na Objawienie wizją człowieka. W kontekście płciowości jej cechą zasadniczą jest to, że „postrzega seksualność jako podstawowy element własnej osobowości. Jest to jeden z jego [człowieka – J.Dz.] sposobów bycia, manifestowania się, komunikowania się z innymi i odczuwania, wyrażania i przeżywania ludzkiej miłości. Dlatego nasza seksualność odgrywa integralną rolę w rozwoju naszej osobowości” – czytamy. Nie będę już w tym miejscu cytował wszystkich argumentów uzasadniających chrześcijańską antropologię, kluczowe jest to, że obejmują one zarówno sferę wiary, jak i filozofii czy psychologii. Dopiero w tym zestawieniu widać wyraźniej, że ideologia gender jest… właśnie ideologią, tzn. świadomą próbą przedefiniowania podstawowych pojęć, wbrew nauce, wbrew doświadczeniu i wbrew zamysłowi Stwórcy.

Z tego też powodu nie do końca rozumiem, dlaczego w dokumencie znalazły się punkty, które, w moim odczuciu, rozmywają trochę wcześniejsze jasne definicje. Autorzy bowiem proponują „ścieżkę dialogu”, która prowadzi do rozróżnienia między ideologią gender a całym obszarem badań nad płcią. Mowa jest także o „wspólnych punktach” – wśród nich wymienia się konieczność zwalczania dyskryminacji. Trzeba przyznać, że to najsłabsze fragmenty dokumentu. Nie dlatego, że – słusznie przecież – przypominają o godności każdej osoby i prawie do szacunku bez względu na skłonności w sferze seksualnej. Chodzi o to, że do tego nie potrzeba żadnych gender studies.

To trochę tak, jak gdyby wysunąć argument, że ponieważ można znaleźć pewne punkty wspólne z marksizmem (np. docenienie robotników i wołanie o sprawiedliwość społeczną), należy docenić wartość studiów marksistowskich. Czym innym jednak jest zapoznanie się z głównymi założeniami marksizmu, czym innym zaś tworzenie kierunku studiów, który sugerowałby, że istnieje taka dyscyplina naukowa jak marksizm. Podobnie w przypadku „studiów genderowych” – nie powinno być na uniwersytetach miejsca dla kierunków, które sankcjonowałyby naukowy charakter całkowicie ideologicznego prądu myślowego.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • Gość
    26.06.2019 20:24
    A co z hermafrodytami? Szatan ich stwarza? Z woli Stwórcy świat nie jest czarno-biały. Tylko Kościół się upiera, że taki ma być! Kiedyś musiał być heliocentryczny, bo tak!
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji