Nowy Numer 28/2019 Archiwum

Między fortem a forcikiem

Tysiąc amerykańskich żołnierzy… piechotą nie chodzi. Ale 35 tysięcy też nie.

Dobrze jest znać miarę rzeczy. Wymaga to równocześnie i umiejętności liczenia, i rozumienia szerszego kontekstu, uwarunkowań itp.

A zatem, po pierwsze, jeśli ktoś obiecuje nam przysłanie dodatkowych 1000 swoich żołnierzy, to oznacza to… jednak 1000 więcej, a nie 1000 mniej czy też brak jakichkolwiek zmian. Tymczasem z niektórych komentarzy można było wyczytać w najlepszym wypadku delikatną ironię: pojechał Duda po Fort Trump, wraca z kilkoma szablami. Otóż to jednak nie kilka szabel, ale 1000 żołnierzy amerykańskiej armii. Nie mówiąc o całym pakiecie, w tym deklaracji zakupu samolotów F-35 czy umowie na zakup jeszcze większej ilości gazu z USA oraz o memorandum dotyczącym współpracy w zakresie wykorzystania energii jądrowej w celach cywilnych. Oczywiście, że to przede wszystkim sukces administracji amerykańskiej: Donald Trump ubił kolejny dobry interes, polityczny i gospodarczy. Ale Polska nie ma za bardzo alternatywy i swoje bezpieczeństwo musi uzależniać od umów z Amerykanami, które dla nich samych będą opłacalne. Zwłaszcza gdy – jak w tym wypadku – koszty budowy i utrzymania infrastruktury będzie ponosiła strona przyjmująca.

Po drugie – znać miarę rzeczy, to widzieć również szerszy kontekst. A ten jest taki: za naszą zachodnią granicą stacjonuje ok. 35 tys. amerykańskich żołnierzy. Jeszcze dekadę wcześniej było ponad 50 tys., ale kilkanaście tysięcy zostało już przeniesionych w rejon Pacyfiku, co pokazuje, gdzie Stany Zjednoczone naprawdę mają swoje interesy do pilnowania. Oczywiście, że obecność U.S. Army w Niemczech ma swoje źródła w powojennej układance. Tyle tylko, że dziś jesteśmy w zupełnie innej sytuacji geopolitycznej. I jeśli mimo przerzucenia sporej części wojsk do Azji to w Niemczech pozostaje miażdżąco większa liczba żołnierzy niż obiecany Polsce tysiąc – oznacza to, że jeszcze nie doszliśmy do etapu pełnego uznania przez Waszyngton głównych źródeł zagrożeń dla pokoju w Europie. A w najgorszym wypadku – że nie jest to dla Waszyngtonu aż tak ważne, jak rosnący w siłę chiński konkurent. Przejawia się to również w sformułowaniu zawartym w deklaracji: mowa nie o stałej (permanent), ale o trwałej (enduring) obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Różnica niby subtelna, ale dla dyplomacji zasadnicza – w innym wypadku nie stosowano by żadnych wygibasów językowych, żeby tylko nie użyć jasnej formuły „permanent”.

Znać miarę rzeczy w przypadku wczorajszych wydarzeń w Waszyngtonie oznacza, po pierwsze, przyznanie, że jesteśmy jednak kilka kroków do przodu w zakresie polityki bezpieczeństwa w stosunku do tego, z czym mieliśmy do czynienia jeszcze parę lat temu; po drugie – że nasze bezpieczeństwo nie jest jeszcze dopięte na ostatni guzik. Jeśli w kraju, któremu agresja rosyjska nie grozi, ba, który z Rosją ubija kolejne gazowe interesy, pozostaje ciągle 35 tys. amerykańskich żołnierzy, a w Polsce, wystawionej bezpośrednio na rosyjską agresje, do obecnych 4500 żołnierzy ma dobić 1000 kolejnych, to prosta arytmetyka każe cieszyć się w sposób umiarkowany. Pozostaje mieć nadzieję, że to tylko jeden z etapów wzmacniania naszego bezpieczeństwa i że nie jest to proces skończony.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

  • Władysław
    13.06.2019 12:35
    Jak to pisał bp I Krasicki: Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. Przerabialiśmy to już w1939 roku.Oby nie więcej.
  • Artur
    13.06.2019 21:18
    A o umiejętności gry na kilku fortepianach w polityce międzynarodowej Szanowny Pan Redaktor słyszał? Szerszy kontekst wymaga spojrzenia jak zawalamy sprawę z Rosją, Niemcami, Izraelem i Chinami. Żeby się przypadkiem nie okazało, że ten kontygent 1000 żołnierzy będzie równie przydatny jak wojska międzynarodowe w Srebrenicy.
  • Karol-
    14.06.2019 19:37
    1.Chciałbym zwrócić uwagę, że ocena, czy komuś można zaufać to element zarówno polityki "realistycznej", jak i "idealistycznej". 2. Przecież mu już prowadzimy taką politykę (nie mówię, że jest idealna). Trxebs jednak oceniać, co NAM przynosi korzyść. Z Niemcami mamy silne więzi gospodarcze. Jest jednak zagwozdka. Niemcy mają różne interesy, w tym niekorzystne dla innych (do tej pory nic dziwnego), ale forsują ja niespecjalnie chcą uwzględniać interesy innych, a w dodatku - udają, że to nie interesy niemieckie, lecz unijne. Albo że dany interes jest tylko ekonomiczny, a jest i to bardziej polityczny.
    doceń 2
  • podaj nick
    14.06.2019 21:53
    no to halo ... żołnierze NATO są w Niemczech czy oni nie powinni w razie agresji rosyjskiej się przenieść do kraju atakowanego jeśli by to była Polska też członek NATO, w tym ci amerykańscy z Niemiec czy oni tam są dla pilnowania Niemców, żeby nie pomogli Rosji w wypadku agresji czy niemiecki żołnierz ma obowiązek sojuszniczy pomagać Polsce czy nie ma
    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.