Nowy numer 43/2020 Archiwum

Przed wielką zmianą

Ks. prałat Marián Gavenda opowiada o tym, jak zmienia się sytuacja Kościoła na Słowacji.

Andrzej Grajewski: Wybór na przezydenta Słowacji Zuzanny Čaputovej, która w kampanii prezentowała bardzo liberalne poglądy, skłania do pytania, co stało się z katolicką opinią publiczną na Słowacji?

Ks. Marián Gawenda: Sytuacja zaczęła się polaryzować kilka miesięcy przed wyborami, kiedy zradykalizowała się strona prawicowo-konserwatywna i w ten sposób w centrum debaty stanęły kwestie gender, LGBT oraz ochrony życia. To są rzeczy ważne, podstawowe, ale nie jedyne. Błąd tej kampanii, w moim przekonaniu, polegał na tym, że rok przed wyborami, a może wcześniej, nie starano się wyjaśnić ludziom, jakie znaczenie mają te kwestie dla życia publicznego i czym jest liberalna demokracja. Kiedy zostały ogłoszone kandydatury, przebieg kampanii był już zdeterminowany postępującą polaryzacją społeczeństwa. Kandydaci musieli odnieść się do tego, co miało wpływ na przebieg kampanii.

Jaką rolę odgrywały w niej media?

Ważną. Nie były jednak obiektywne. Zdecydowana większość mediów elektronicznych i drukowanych wspierała ultraliberalny program, który prezentowała Čaputová.

A Kościół zabierał głos w tej kampanii?

Hierarchowie także byli podzieleni. Dlatego nie zdecydowali się, aby jasno zabrać głos przed pierwszą turą. Przed drugą przedstawiciele hierarchii zdecydowali się na spotkanie z drugim kandydatem, przedstawicielem rządzącej partii i komisarzem europejskim Marošem Šefčovičem.

Marian Kotleba, przywódca nacjonalistów, który także często mówił o katolickiej Słowacji, raczej nie mógł liczyć na ich poparcie.

Fenomen pewnej popularności Kotleby bierze się stąd, że potrafił część młodych wyborców pociągnąć swym radykalizmem. Przede wszystkim zaś potrafił mówić o kwestiach drażliwych, które niepokoją społeczeństwo, a politycy innych partii ze względu na poprawność polityczną mówić o nich nie chcieli.

O jakich na przykład?

Na przykład o kwestii romskiej, która ma wielkie znaczenie, a współżycie z Romami jest nieraz bardzo trudne. Każdy krytyczny przejaw reakcji społecznej na styl życia i zachowania Romów oceniany jest w mediach jako przejaw rasizmu. To niesprawiedliwa i uproszczona ocena, a wielu Słowaków zgadzało się z krytycznymi poglądami Kotleby na ten temat.

I to dało mu ponad 10 proc. głosów w pierwszej turze?

Nie tylko, także prezentowana w jego programie troska o zwykłego człowieka lub zupełnie inne wyobrażenie o tym, czym może być koalicja bądź opozycja. Jedno jest pewne, Kotleba mówił o rzeczach ważnych, o których nie wspominali ani rządzący, ani opozycja. Dlatego głosowali na niego także ci, którzy nie zgadzali się z innymi treściami jego programu, na przykład z nacjonalizmem. Otrzymał też głosy od wyborców poszukujących czegoś nowego. Wielu zadawało sobie pytanie, dlaczego mamy głosować na opozycję, która niewiele zrobiła, może trzeba dać szansę innym.

Gdyby połączyły się głosy Kotleby i Štefana Harabina, który także odwoływał się do narodowych haseł, to do drugiej tury przeszedłby jeden z tych kandydatów, a nie Šefčovič.

To prawda, wówczas w decydującym starciu byłaby liberalna Čaputová i kandydat bloku narodowego. Myślę, że dla Kościoła byłaby to bardzo trudna sytuacja, gdyż musiałby się jakoś w tym sporze opowiedzieć. Oznaczałoby to, że cały blok liberalny przedstawiałby Kościół jako sojusznika radykalnego, prawicowego kandydata.

Po co Rada Główna Episkopatu spotkała się przed drugą turą z Šefčovičem?

Myślę, że to był sygnał dla społeczeństwa, że skoro nie mamy właściwego kandydata, to z tej dwójki mniej szkodliwy, mniej niebezpieczny jest Šefčovič.

Wyborcy jednak postawili na Čaputovą.

Na ten wybór wielki wpływ miały media, które starały się przedstawić Šefčoviča w złym świetle, a Čaputovą w dobrym. Wpływ mediów na wynik tych wyborów był bardzo duży. Ludzie w znacznym stopniu podejmowali decyzje na podstawie tego, jak politycy byli w nich prezentowani. Nie bez znaczenia było także upowszechniane w mediach przekonanie, że liberalizm jest wyborem świata otwartego, nowoczesnego, postępowego, a tradycyjne wartości są przejawem dogmatyzmu. W ten sposób wybory sprowadzono do starcia liberalnego-otwartego, tolerancyjnego światopoglądu z dogmatyzmem, ciasnym, bez wrażliwości, bez przyszłości. Już po pierwszej turze było jasne, kto według mediów przegrał w tych wyborach. Przegrać miały przede wszystkim katolicka Słowacja i Kościół katolicki. To pokazało, jakie siły stały w rzeczywistości za kandydaturą Čaputovej i były sponsorami jej kampanii.

Można powiedzieć, że zwycięstwo Čaputovej jest porażką Kościoła na Słowacji?

W jakimś sensie tak. Efekt jest taki, że teraz w życiu publicznym ton nadaje ekstremalnie liberalna linia, zarówno w mediach, jak i w programach politycznych. To konsekwencja tego, że pani Čaputova podczas kampanii opowiadała się za ustawą dla związków partnerskich, mówiła o prawie do adopcji dzieci dla par homoseksualnych oraz dalszej liberalizacji ustawy aborcyjnej.

To oznacza głęboką zmianę społecznej moralności.

To prawda, i konsekwencje realizacji tego programu będą dla Kościoła poważne. Problem jest jednak znacznie szerszy i dotyczy całej agendy gender, która jest obecnie na Słowacji wprowadzana w życie. Jeśli mówimy o aborcji, ludzie wierzący mogą się jeszcze bronić klauzulą sumienia. Natomiast w przypadku programów gender, wprowadzonych do szkół tylnymi drzwiami, jesteśmy właściwie bezbronni. Widzimy, z jakimi założeniami przyjeżdżają do nas instruktorki z Brukseli, aby w osadach romskich realizować programy wychowania seksualnego. Jeśli te programy zostaną wprowadzone do systemu oświaty publicznej, konsekwencje będą ogromne dla całego społeczeństwa. Ten nacisk rozpoczął się zaraz po wyborach, chociaż w kampanii wyborczej nikt o tym głośno nie mówił. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że jesteśmy w przededniu wielkiej zmiany i starcia cywilizacyjnego.

Co jest największym problemem słowackiego Kościoła?

Myślę, że konsumpcjonizm, który krok po kroku, bez przemocy, ale konsekwentnie wypycha wiarę z naszego życia, niszcząc wszelkie odniesienia duchowe i katolicki styl życia. Widzimy, jak ludzie rezygnują ze spowiedzi, później z uczestnictwa we Mszy św., a wreszcie odchodzą z Kościoła, chociaż formalnie nadal są jego członkami. Oczywiście w tej przestrzeni konsumpcyjnej jest wiele rzeczy dobrych, chodzi jednak o hierarchię wartości, którą konsumpcjonizm radykalnie zmienia. Kolejnym problemem jest mentalność i przygotowanie do pracy duszpasterskiej wielu księży. Mamy parafię, która tętni życiem religijnym, i drugą, niezbyt od niej odległą, gdzie wszystko jest martwe. W czym jest różnica? W pracy księdza.

Czy obserwowany jest spadek powołań duchownych?

Wielki, już od trzech lat w metropolii bratysławskiej nie było żadnego kandydata do seminarium.

A ilu było wyświęconych księży?

Trzech lub czterech w archidiecezji bratysławskiej. W innych jest nieco lepiej, ale liczba wyświęconych księży na Słowacji radykalnie się zmniejszyła w ciągu ostatnich lat. Bo zmieniła się rodzina. Powołania rodzą się głównie w pobożnych, wierzących rodzinach, a tych jest coraz mniej.

A jak jest z powołaniami wśród mniejszości węgierskiej?

Są, ale też jest ich bardzo mało.

Romowie najczęściej są katolikami?

Dość specyficznymi, ale najczęściej katolikami.

Mają powołania?

Bardzo niewiele, a księża wywodzący się spośród nich nie chcą później z nimi pracować. W środowiskach romskich pracują przede wszystkim słowaccy księża. Trzeba mieć wielki hart ducha i bardzo silne powołanie, aby ta praca przynosiła owoce.

Podobno wśród grekokatolików powołań jest więcej?

To prawda, ale oni mają problem małych parafii, które nie są w stanie utrzymać kapłana z rodziną. Greckokatoliccy kapłani otrzymują od państwa ok. 550 euro miesięcznie. Za to trudno utrzymać rodzinę. Jeśli parafia jest duża, a ksiądz dodatkowo uczy religii w szkole, to jakoś wiąże koniec z końcem. Jednak wiele parafii greckokatolickich jest małych i to stwarza problemy bytowe.

Jak Słowacy pamiętają św. Jana Pawła II?

Jan Paweł II był i jest bardzo czczony na całej Słowacji, nie tylko w kościołach. Także w prywatnych domach wielu Słowaków ma jego portrety i ludzie modlą się za jego wstawiennictwem. Wielki szacunek dla niego mają także ludzie niewierzący. Jan Paweł II jest dla wielu Słowaków ciągle jasnym punktem prowadzącym do Boga.

Wspominamy 40. rocznicę pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski. Czym ona była dla Słowaków?

Zaraz po wyborze Jana Pawła II wiedzieliśmy, że papież jest „nasz”. Czuło się w nim specyficzną charyzmę Ducha Świętego. W czasie jego pielgrzymki do Polski w 1979 r. mieliśmy o niej wiele informacji. Przekazywała je słowacka sekcja Radia Watykańskiego, wówczas masowo słuchana, zwłaszcza w środowiskach niezależnych i katolickich. Mieliśmy pisma drugiego obiegu, które przekazywały o niej informacje. Wiele grup podjęło dobrowolną głodówkę w intencji powodzenia tej pielgrzymki. Papież wiedział, że Kościół na Słowacji doświadczał wielu cierpień i miał nasze wielkie duchowe wsparcie. Nie wiem, czy tego kapitału modlitwy i cierpienia, zgromadzonego przez poprzednie generacje, nie rozmieniamy dzisiaj na drobne. •

Ks. prałat Marián Gavenda

formację otrzymał w grupach tworzących Kościół podziemny na Słowacji, później emigrował i studiował w Rzymie. Przez 9 lat był redaktorem naczelnym tygodnika „Katolícke Novíny”. W latach 2000–2006 był rzecznikiem Konferencji Episkopatu Słowacji. jest nauczycielem akademickim i pracuje w mediach katolickich.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama