Nowy numer 29/2019 Archiwum

Przegranie okazji byłoby klęską

Kościół wsparł opozycję podczas rozmów Okrągłego Stołu, gdyż był przekonany, że choć dialog z komunistami był ryzykowny, w tamtych warunkach stanowił jedyne możliwe wyjście.

Rozmowy między władzami a opozycją, które miały doprowadzić do Okrągłego Stołu, zainicjowane przez spotkanie Czesława Kiszczaka z Lechem Wałęsą 31 sierpnia 1988 r., rozpoczęły się we wrześniu i trwały właściwie nieprzerwanie aż do połowy lutego, kiedy ruszyły obrady toczące się już przy słynnym meblu. Rozgrywały się przy pośrednictwie episkopatu i z udziałem jego przedstawicieli. Kolejne ważne spotkania odbyły się 15 i 16 września. Jako delegaci episkopatu uczestniczyli w nich bp Bronisław Dembowski i ks. Alojzy Orszulik. Biskup Dembowski otrzymał od kard. Glempa dość jasną instrukcję: „Ksiądz prymas poprosił mnie, bym był uczestnikiem tych rozmów we wrześniu 1988 roku. Gdy wyraziłem zgodę, prymas zapytał: »Nie pytasz o instrukcję?«. Speszyłem się i odpowiedziałem, że oczywiście pytam. Usłyszałem w odpowiedzi z niezmierną powagą wypowiedziane zdanie: »Instrukcja jest tylko jedna: rób, co możesz, aby pierwsza rozmowa nie była ostatnią«”.

Postępować ostrożnie

Początkowo stosunek hierarchii kościelnej do rozmów nie był jednoznaczny. Władzy komunistycznej nie ufano. Idee przyszłych rozmów przedstawił w czasie obrad episkopatu na początku października 1988 r. Andrzej Stelmachowski (doradca prymasa), który następnie odpowiadał na pytania biskupów dotyczące sytuacji politycznej i postawy władz. Pytano m.in. o to, czy możliwe jest ograniczenie wiodącej roli partii, czy potrzebne są chrześcijańskie związki zawodowe. Ważne kwestie związane z przygotowaniami do Okrągłego Stołu podnieśli abp Jerzy Stroba i bp Ignacy Tokarczuk. Arcybiskup Stroba pytał: „Cała istota tej instytucji mnie interesuje. Jakie są szanse egzekutywy, czyli efektywności? Cele wydają się sprzeczne: legalizacja Solidarności i jej rozmycie. Obie strony chcą rozmowy, ale jej wyniki?”. Jego wątpliwości uzupełniała wypowiedź ordynariusza przemyskiego: „Czy strona rządowa zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji? Czy wyczuwa się, że oni problem polski rozumieją jako polski, czy wiążą go z sytuacją w bloku? Jak widzą koncepcje komunizmu?”. Odpowiedź Stelmachowskiego pokazywała wyraźnie, że prowadził on działania zgodne z linią prymasa Glempa – postępować ostrożnie i w kierunku zawarcia porozumienia.

Dzięki pośrednictwu Kościoła udało się doprowadzić do kolejnego spotkania Kiszczaka z Wałęsą, które odbyło się 18 i 19 listopada. W rozmowie wzięli udział także bp Tadeusz Gocłowski i ks. Alojzy Orszulik. Do porozumienia nie doszło, gdyż minister nie chciał się zgodzić na legalizację Solidarności. Rozmowa nie zakończyła się fiaskiem jedynie dzięki zaangażowaniu duchownych, którzy przekonali obie strony, aby w komunikacie zapisać, że dialog będzie kontynuowany. W czasie posiedzenia episkopatu 15 lutego 1989 r., a więc kilka dni po rozpoczęciu obrad Okrągłego Stołu, kard. Glemp zauważył, że bez udziału sekretariatu episkopatu ich rozpoczęcie byłoby niemożliwe, oraz wskazał aktualne cele Kościoła. „Sytuacja w kraju jest nowa. Przyczyny tego nowego stanu leżą w załamaniu się ekonomii całego Bloku. Jest to wada systemu. (…) Przegranie okazji Okrągłego Stołu byłoby wielką klęską” – mówił. Za najważniejszy cel rozmów uznał ratowanie kraju przez podniesienie gospodarki i naprawę stosunków społeczno-politycznych. Do tego potrzebne jest również odrodzenie moralne, dodał. Prymas zdawał sobie sprawę, że podczas rozmów obie strony będą musiały iść na ustępstwa. „Za Okrągły Stół płaci się kompromisem. Partia płaci wewnętrznym rozbiciem, Solidarność też pokazała podziały wewnętrzne i rozchwianie co do kierunku, w jakim iść – politycznym czy związkowym” – mówił.

Biskupi wydali też 8 marca 1989 r. komunikat z obrad konferencji plenarnej, jednoznacznie opowiadając się za prowadzeniem rozmów przy Okrągłym Stole oraz przemianami, do których miały one doprowadzić: „W tym niezwykle odpowiedzialnym momencie współczesnych dziejów Polski biskupi rozważali trudne sprawy naszej ojczyzny. Rozmowy przy Okrągłym Stole, do których Kościół również wniósł swój wkład, zaowocować powinny doniosłymi przeobrażeniami w życiu społecznym, politycznym i gospodarczym. Wysiłek podjęty przez ludzi, którzy wznieśli się ponad dzielące ich uprzedzenia, urazy i krzywdy, zasługuje na szacunek społeczeństwa”.

Jedynym hierarchą, który otwarcie sprzeciwiał się rokowaniom z władzami, był bp Ignacy Tokarczuk. Ordynariusz przemyski w przeciwieństwie do innych członków episkopatu był krytycznie nastawiony do rozmów Okrągłego Stołu. Uważał, że dygnitarze partyjni planowali oszukać zarówno swoich opozycyjnych partnerów, jak i społeczeństwo. Mówił o tym wprost: „W 1989 r. była szansa na przemiany. Było już normalnie. Potem były te wszystkie przewroty i Okrągły Stół, co wszystko popsuł. (…) Bo sprawiał wrażenie, że demokratycznie wszystko zrobiono, tymczasem to już było dawno przygotowane. I ta mistyfikacja z Okrągłym Stołem, te rozmowy, to właściwie zaciemniło obraz, kto jest kto. W tym Michnik i inni odegrali dużą rolę. To było szukanie przez rozmaite grupy jakiegoś sposobu, żeby tę sytuację przeciągnąć, żeby utrzymać panowanie tych samych ludzi, choć zza kulis”.

„Główny sprawca”

Kościół, mimo wielu zabiegów władz, nie pozostał neutralny w czasie wyborów w czerwcu 1989 r. (władze starały się go „przekupić” m.in. ustawą o osobowości prawnej Kościoła, o którą biskupi zabiegali od wielu lat) i wspierał w różny sposób kampanię wyborczą Komitetu Obywatelskiego. Oficjalne stanowisko wobec nadchodzących wyborów sprecyzowano w komunikacie wydanym po konferencji episkopatu z 2 maja, w którym biskupi napisali, że wybory są szansą, która „winna być wykorzystana przez wiernych w poczuciu odpowiedzialności za wspólne dobro narodu, jakkolwiek pozostaje świadomość, że obecne wybory są tylko pierwszym krokiem do pełnej podmiotowości społeczeństwa”. Jednak niektórzy spośród hierarchów stwierdzali wyraźnie, że nie może być im obojętne, kto wejdzie do parlamentu i czy kieruje się on w swoim postępowaniu wartościami chrześcijańskimi. Jak raportowano w dokumencie Urzędu ds. Wyznań z czerwca 1989 r., zaangażowanie duchowieństwa katolickiego w kampanię wyborczą na rzecz opozycji przybierało różnorodne formy: pomocy organizacyjnej, moralnej i materialnej w formowaniu się wyborczych komitetów obywatelskich, a także w dyskredytowaniu kandydatów rządowych.

Władze, niezadowolone z takiego stanowiska hierarchii kościelnej i działalności duchowieństwa, stosowały różnorodne środki nacisku, aby osiągnąć „neutralność polityczną” Kościoła: od protestu wyrażonego na forum Komisji Wspólnej, do rozmów profilaktycznych prowadzonych z biskupami, by uzyskać od nich zapewnienie, że duchowieństwo w ich diecezji będzie zachowywać neutralne stanowisko wobec wyborów. Biskupi, poza nielicznymi przypadkami, nie mieli jednak zamiaru stosować żadnych środków, by dyscyplinować duchowieństwo.

Wybory czerwcowe zakończyły się klęską obozu rządowego. Mieczysław Rakowski winą za tę sytuację obarczał duchowieństwo. „Kościół jest głównym sprawcą tego, co się stało” – twierdził. Nie było to w kierownictwie PZPR stanowisko odosobnione, można nawet powiedzieć, że tego typu ocena wśród ludzi z tego gremium dominowała.

Kościół katolicki odegrał kluczową rolę w doprowadzeniu do rozmów Okrągłego Stołu. Zdecydowana większość hierarchii kościelnej uważała, że to najlepsza droga do porozumienia społecznego. Z tego względu Episkopat Polski odegrał rolę mediatora między władzami a opozycją, a następnie stał się gwarantem ustaleń podjętych w czasie rozmów z 1989 r. Wbrew jednak nadziejom władz PRL Kościół nie tylko nie zachował neutralności w czasie wyborów czerwcowych, ale zdecydowanie wsparł kampanię wyborczą Solidarności, co było jedną z najważniejszych przyczyn sukcesu listy Komitetu Obywatelskiego. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji