Nowy numer 29/2019 Archiwum

Porzucone wymarzone

Są rodzice, którzy porzucają dzieci, i tacy, którzy o nich marzą.

W tym filmie nie pada słowo "aborcja". Jednak nie ma wątpliwości, że – niezależnie od intencji reżyserki „Wymarzonego” – ten problem pojawia się gdzieś w tle.

Kilka rodzin, które poznajemy na początku dramatu „Wymarzony” Jeanne Herry, marzy o dziecku. Jedna z bohaterek, która nie może mieć własnego, już od lat stara się o adopcję. Jak się jednak okazuje, droga do adopcji jest długa i najeżona przeszkodami. Film nie jest dokumentem, ale pokazując kilka rodzin starających się o adopcję, przedstawia szczegółowo, jak ta droga wygląda we Francji.

„Wymarzony” jest znakomitym i z wyczuciem nakręconym dramatem o szansie, jaką dla porzuconego dziecka stanowi adopcja. Studentka, która pojawia się w prologu, miała do wyboru trzy drogi. Aborcję, samotne wychowanie dziecka albo urodzenie go i pozostawienie w szpitalu. Tak do końca nie wiemy, dlaczego wybrała trzecią opcję. Ta niewiedza nie jest jednak najważniejsza, bo film opowiada o czymś innym.

O ludziach, którzy przez lata czekają na pozytywną decyzję komisji decydującej o adopcji, o pracownikach instytucji, od których zależy los porzuconego dziecka, i o tymczasowych opiekunach, którzy opiekują się dzieckiem do czasu zakończenia procesu adopcyjnego. Reżyserka traktuje swoich bohaterów z niesłychaną empatią. Każdemu poświęca tyle uwagi, by widz sam ocenił jego postawę. Jednak w centrum dramatu przez cały czas znajduje się porzucone przez matkę dziecko. I jego dobro.   

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

  • DREM0R
    27.05.2019 21:06
    DREM0R
    W tym kontekście dobrze by było zwrócić uwagę na problemy, jakie spotyka się w Polsce. Wprowadzone niedawno przez obecny rząd przepisy zmieniają okres, w jakim matka może podjąć decyzję o oddaniu dziecka do adopcji. Niepotrzebnie i sztucznie wydłużono ten czas do pół roku, w którym dziecko znajduje się w "zawieszeniu". Nie może trafić do rodziny adopcyjnej, ani też nie ma kontaktu z biologiczną matką. Zmiana była motywowana dobrem matki, której dano wiecej czasu do namysłu i zmiany zdania, ale zapomniano o dobru dziecka, które spędza pierwsze pół roku życia bez przytulenia, kontaktu z kochającym człowiekiem, mimo, że są osoby, które chętnie by tę miłość dały.
    doceń 13
  • Krzysztof
    28.05.2019 09:34
    Jeśli matka jest np. w depresji poporodowej, to dopiero po dłuższym czasie będzie mogła inaczej ocenić sytuację. Wydłużenie czasu ma więc sens. Nikt nie zastąpi naturalnych rodziców i pół roku czekania na nich, nawet bez przytulania, ma mniejsze znaczenie w kontekście całego życia nowego człowieka.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.