Nowy numer 42/2019 Archiwum

Skromność i wizja

– Świątynia – na tyle, na ile się da – powinna być skromna – twierdził Stanisław Niemczyk, zmarły niedawno wybitny twórca architektury sakralnej.

Projektowane przez niego kościoły odróżniały się od innych – śmiałością wizji, wpisanym w nią ładunkiem duchowym, konsekwentną symboliką, dbałością o detal. 13 maja w wieku 75 lat zmarł wybitny architekt Stanisław Niemczyk.

Inżynier od dziwnych rzeczy

Nim zasłynął jako twórca pięknych budowli sakralnych, dał się poznać z innych nowatorskich realizacji. Związany od 1968 r. z Miastoprojektem Nowe Tychy, zaprojektował m.in. zabudowę ośrodka wypoczynkowego w Paprocanach czy osiedle mieszkaniowe H7 na terenie dzielnicy Glinka. Jednak jego najodważniejszymi i najciekawszymi wizjami okazały się właśnie projekty kościołów.

Pierwszy był kościół Ducha Świętego w Tychach, budowany w latach 1978–1982. W rozmowie z GN Niemczyk tak wspominał początki pracy nad tą świątynią: – W biurze projektowym zjawił się ks. Franciszek Resiak. Przyszedł do nas jak każdy inny klient i poprosił, żeby mu zaprojektowano kościół. Dyrektor trochę się spłoszył, zaczął tłumaczyć, że biuro nie projektuje kościołów, tylko domy, że nie mamy mocy przerobowych itd. Wtedy ksiądz na korytarzu spotkał swoją parafiankę, a ona posłała go do mnie do domu z rekomendacją, że „jest taki inżynier, który robi różne dziwne rzeczy” – opowiadał architekt przed kilku laty Jackowi Dziedzinie.

Co ciekawe, ów projekt, przypominający na pierwszy rzut oka olbrzymi namiot, początkowo nie zyskał akceptacji komisji kurialnej. Podobał się jednak ks. Resiakowi i całej parafii, dlatego ostatecznie udało się uzyskać zgodę od ówczesnego biskupa katowickiego Herberta Bednorza. Dziś kościół Ducha Świętego uznawany jest za jedno z najwybitniejszych osiągnięć polskiej architektury sakralnej ostatnich dziesięcioleci. Nawiązuje m.in. do rodzimej architektury kościołów drewnianych, ale w środku uderza nietypowe zagospodarowanie przestrzeni. W centrum „namiotu”, ozdobionego polichromią Jerzego Nowosielskiego, znajduje się ołtarz, otaczany przez wiernych z czterech stron. Taki układ ma głęboką wymowę symboliczną – ukazuje, jak wokół ofiary Chrystusa tworzy się wspólnota.

Miejsce dla Stwórcy

Do projektowania kościołów Stanisław Niemczyk podchodził z wielką pokorą. – To trudne – zwierzał się Barbarze Gruszce-Zych – stworzyć miejsce dla Stwórcy. Bo ja staję się twórcą czegoś dla Stwórcy. To onieśmiela. Człowiek krępuje się niestosownymi poczynaniami. Cały czas mam świadomość, że działam w przestrzeni pierwotnej, istniejącej od stworzenia świata. I powinienem budować świątynię, jednocząc przestrzeń naturalną z kulturową, czyli tą, którą będę budował. Od wieków właśnie z kontaktu z Bogiem brała się potrzeba budowania, malowania, myślenia. To, co nas pobudza, płynie z przynależności do Stwórcy, Tego, który sam tworzy.

Twierdził jednak, że współcześni artyści stali się głusi na sacrum, a to rozejście dróg sztuki i sacrum zaczęło się dokonywać już w renesansie: – Od tego czasu ludzie coraz silniej skłaniają się ku materializmowi, mniej myślą o sprawach ducha. W związku z tym trudno o ciekawe dokonania artystyczne w tej sferze. Wielu artystów traktuje Biblię jak bajki. Jeśli ktoś nie wierzy w słowa w niej zapisane, to na pewno nie będzie go ona inspirować – mówił w rozmowie z GN. I dodawał, że zanik sacrum w sztuce przyczynił się też, jego zdaniem, do duchowego zubożenia współczesnego świata: – Proszę spojrzeć na centra handlowe czy biurowce. To świat z papierowej wycinanki. Przypomina kalejdoskop – obraz wygląda ładnie, ale mogę nim bez żalu obracać i układać go w dowolny sposób. A prawdziwa sztuka to coś trwałego.

Architekt krytycznym okiem patrzył na współczesne betonowe kościoły, przypominające rakiety albo skocznie narciarskie. – Brytyjczyk Peter Cook tak kiedyś scharakteryzował nową polską architekturę sakralną: zmiął papierową serwetkę i poczekał, aż się rozprostuje. Gdzieś wystawał dziób, w innym miejscu zrobiła się dziura – rządził tym przypadek. To była bolesna, ale prawdziwa diagnoza. Nikt nie potrafił przełożyć zmian w liturgii na budowę nowych obiektów. Natomiast ze starych kościołów w barbarzyński sposób powyrzucano stare ołtarze i rzeźby – ubolewał Stanisław Niemczyk.

Nowe wątki ze starych znaków

Nigdy jednak nie zamierzał dyskutować nawet z najbrzydszą formą kościoła, który już powstał i został przyjęty przez wspólnotę: – To uraziłoby lokalną społeczność, nie mogę jej odebrać radości z przebywania w „ich” kościele. Materiał zastyga jak lawa w postaci murów. Gdy się wyleje – nic się nie da zmienić. Dopiero nowe pokolenia mogą kształtować taką świątynię, dowartościowywać ją, żeby zbliżyła się do jakiegoś kanonu piękna – mówił Barbarze Gruszce-Zych. Ubolewał jednak nad tym, że architekci wyrzekli się sprawdzonych form, w ich mniemaniu trącących myszką. – Tworzenie sztuki współczesnej wcale nie oznacza, że nie możemy korzystać z doświadczeń poprzedników. Przeciwnie – chodzi o tworzenie nowych wątków z już istniejących znaków – podkreślał.

Sam Niemczyk stosował się do tych zasad. Jego kolejne projekty, nowatorskie i jednocześnie zanurzone w tradycji: kościół Podwyższenia Krzyża Świętego w Pawłowicach, kościół Bożego Miłosierdzia na krakowskim osiedlu Oficerskim czy ceglany kościół Jezusa Chrystusa Odkupiciela w Czechowicach-Dziedzicach – są tego najlepszym dowodem. Ostatni z wymienionych był dla niego szczególnie ważny, bo Czechowice-Dziedzice to miejsce jego urodzenia. Świątynia powstała na rzucie trójkąta, a jej trzy wieże przypominają o wejściu w trzecie tysiąclecie chrześcijaństwa. – Budowa wśród swoich i dla swoich wydawała się trudna, nie byłem tam osobą anonimową. Bardzo chciałem sprostać oczekiwaniom społeczności, którą znałem – zwierzał się architekt naszej dziennikarce. Sam, niczym średniowieczni muratorzy, doglądał pracy, codziennie zjawiał się na placu budowy.

Tworzył głównie z cegły i kamienia. Pięknie uzasadniał ten wybór. Przypominał, że z kamienia wznoszone były piramidy egipskie, mury Azteków i Rzymian. Cegłę zaś porównywał do chleba: – Cegła, jak chleb, ma stronę dolną, której się nie pokazuje, i błyszczącą – górną. Ta dolna ma wyraz, nosi ślady palców budowniczych... Tak jak wypieczony chleb, który od spodu najlepiej smakuje.

Bez przepychu

– Świątynia – na tyle, na ile się da – powinna być skromna – mówił Jackowi Dziedzinie. – Różne rzeczy przez to rozumiem. Nie może to być przepych. Staram się też wpuszczać mało światła do moich obiektów sakralnych. Nie ma witraży. Ale to nie oznacza, że światło dzienne zastępujemy mocnymi żarówkami. Liturgia powinna być ubogacona nie sztucznym światłem, tylko naturalnym. Jest zatem półmrok, a resztę doświetlenia powinno nam dać światło żywe: świeca i kaganek oliwny.

Jedną z jego ostatnich realizacji był kościół św. Michała Archanioła we lwowskim Sichowie, ćwierćmilionowej dzielnicy na południowym obrzeżu miasta. Skromny i elegancki zarazem. Stylowego wyglądu dodała świątyni przedwojenna cegła, pochodząca z rozbiórek w Polsce i Austrii. Na oczyszczonej cegle widać oryginalne napisy. Niestety, choroba nie pozwoliła architektowi uczestniczyć w uroczystości poświęcenia tej świątyni. Nie mógł więc zobaczyć radości mieszkańców dzielnicy, która z założenia miała być typową komunistyczną sypialnią – bez żadnych świątyń, widocznych znaków religijnych.

Pozostawił też po sobie niedokończone dzieła. Ciągle w budowie jest kościół św. Jana Pawła II w Pszczynie, nawiązujący do dawnych romańskich świątyń, a także kościół św. Franciszka i św. Klary w Tychach, którego pomysł zrodził się podczas pielgrzymki architekta do Włoch i pobytu w Asyżu. Prace nad nim trwają już 19 lat. Świątynia budowana jest na planie krzyża, a jej pięć wież w kształcie gwoździ, dobrze widocznych z krajowej jedynki, symbolizować ma pięć ran Chrystusowych i jednocześnie stygmaty św. Franciszka. To jeszcze jeden dowód na śmiałość wizji Stanisława Niemczyka – artysty, który opowiada nam o Bogu językiem współczesnej architektury.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Szymon Babuchowski

Kierownik działu „Kultura”

Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Przez cztery lata pracował jako nauczyciel języka polskiego, w „Gościu” jest od 2004 roku. Poeta, autor pięciu tomów wierszy. Dwa ostatnie były nominowane do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego, a „Jak daleko” został dodatkowo uhonorowany Orfeuszem Czytelników. Laureat Nagrody Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba, stypendysta Fundacji Grazella im. Anny Siemieńskiej. Tłumaczony na język hiszpański, francuski, serbski, chorwacki, czarnogórski, czeski i słoweński. W latach 2008-2016 prowadził dział poetycki w magazynie „44/ Czterdzieści i Cztery”. Wraz z zespołem Dobre Ludzie nagrał płyty: Łagodne przejście (2015) i Dalej (2019). Jest też pomysłodawcą i współautorem zbioru reportaży z Ameryki Południowej „Kościół na końcu świata” oraz autorem wywiadu rzeki z Natalią Niemen „Niebo będzie później”. Jego wiersze i teksty śpiewają m.in. Natalia Niemen i Stanisław Soyka.

Kontakt:
szymon.babuchowski@gosc.pl
Więcej artykułów Szymona Babuchowskiego

 

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji