Nowy numer 42/2019 Archiwum

Lewicowe samobójstwo opozycji

Antyklerykalizm i ideologia LGBT są tematami marginalnymi w polskim społeczeństwie. Dlaczego więc opozycja się ich uczepiła?

Kampania Koalicji Europejskiej przed wyborami do Parlamentu Europejskiego wygląda jak ciąg politycznych samobójstw. Najpierw wywołanie dyskusji o LGBT przez decyzje Rafała Trzaskowskiego. Prezydent Warszawy chciał wprowadzić w stolicy politykę sprzyjania tej grupie politycznej w skrajnej formie. Platforma Obywatelska, z której wywodzi się Trzaskowski, a za nią cała koalicja tworzona jeszcze przez Nowoczesną, SLD, PSL i Zielonych, bardzo dużo straciła na skojarzeniach ze skrajnie lewicowymi hasłami obyczajowymi.

Jakby jednego problemu opozycji było mało, uchwyciła się ona kolejnego, niszowego tematu. Podczas wiecu polityków Koalicji Europejskiej z Donaldem Tuskiem jego organizator, Leszek Jażdżewski wygłosił skrajnie antyklerykalne przemówienie. A przecież chwilę temu klapą okazała się zbiórka podpisów pod projektem „świeckiego państwa”. Ale jakby wejścia w drugi już ślepy zaułek politykom opozycji nie było dość, postanowili połączyć dwa niekorzystne dla siebie tematy. I bronili profanacji wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej symboliką ideologii LGBT.

Lewicowa fatamorgana

Dlaczego Koalicja Europejska prowadzi samobójczą kampanię? Wytłumaczeniem może być kopiowanie strategii zachodnich przeciwników „populizmu”. Np. W USA przeciwnicy Donalda Trumpa uznali, że nie warto walczyć o centrum, tylko mobilizować skrajnych wyborców na lewicy. Wychodzą z założenia, że skoro Trump zmobilizował skrajnych (ich zdaniem) wyborców prawicy, oni muszą bardziej zmobilizować drugą skrajność. Ale strategia ta w czasie wyborów do Kongresu dała niewiele poza osiągnięciem tradycyjnego wyniku: Senat dla jednych, Izba Reprezentantów dla drugich.

Brak efektów strategii mobilizacji skrajnej lewicy jest łatwy do zrozumienia. Po prostu jest niewiele do zmobilizowania. Zwycięstwo Trumpa było efektem przesunięcia się amerykańskiej sceny politycznej na prawo. To, co wielu lewicowych komentatorów nazywa prawicową skrajnością, stało się politycznym centrum. Strategią amerykańskich demokratów było odwołanie się do lewicowej fatamorgany. Można by tę strategię porównać do odwoływania się do skrajnego liberalizmu gospodarczego w czasie Wielkiego Kryzysu lat 30-tych.

PiS stał się centrum

Podobna sytuacja miała miejsce w Polsce. Po kryzysie roku 2008 większe znaczenie zaczęło mieć odwoływanie do interesu narodowego, dbania o własną tożsamość, osłabienie globalizacji. PiS, głosząc podobne hasła przez lata, niepostrzeżenie stanął w centrum nowej polityki. I wygrał wybory. Jednak polska opozycja, podobnie jak ta amerykańska, niezbyt dobrze zrozumiała przemiany społeczne. I uznała, że musi bardziej zmobilizować swoje skrajne skrzydło.

Ale to jeszcze nie tłumaczy odwołania opozycji do antyklerykalizmu i ideologii LGBT. W Polsce są one nawet nie skrajnością, ale skrajnością skrajności. Dlaczego więc Koalicja Europejska po nią sięga? Być może stoi za tym sposób myślenia sprzed przynajmniej dziesięciu lat. Skoro PiS wygrał hasłami eurosceptycznymi, to trzeba zmobilizować euroentuzjastów. A dzisiaj ważną agendą europejskich elit jest kwestia LGBT i multikulturalizmu.

Polska opozycja nie zauważyła jednak jednego. To właśnie silny nacisk europejskich elit na promocję multikulturalizmu kosztem tradycyjnych tożsamości europejskich oraz wsparcie politycznych dążeń ruchów LGBT sprawiło, że wielu Polaków zaczęło przechodzić na pozycje bardziej eurosceptyczne. Nie chcą oczywiście wychodzić z UE, ale nie chcą też jej nadmiernej ingerencji w sprawy polskie. Do takiego podejścia zdaje się odwoływać PiS. I sondaże wskazują, że jest to taktyka skuteczna. Opozycja, zamiast odwołać się do tego nowego, eurorealistycznego centrum, prowadzi samobójczą taktykę spychania się do lewego narożnika.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bartosz Bartczak

Redaktor serwisu gosc.pl

Ekonomista, doktorant na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach specjalizujący się w tematyce historii gospodarczej i polityki ekonomicznej państwa. Współpracował z Instytutem Globalizacji i portalem fronda.pl. Zaangażowany w działalność międzynarodową, szczególnie w obszarze integracji europejskiej i współpracy z krajami Europy Wschodniej. Zainteresowania: ekonomia, stosunki międzynarodowe, fantastyka naukowa, podróże. Jego obszar specjalizacji to gospodarka, Unia Europejska, stosunki międzynarodowe.

Kontakt:
bartosz.bartczak@gosc.pl
Więcej artykułów Bartosza Bartczaka

Zobacz także

  • św Eufenia
    08.05.2019 15:02
    Zaczęło się od zapowiedzi adopcji dzieci przez homoseksualistów. Teraz są kolejne ataki na Kościół, w których każdy obuwatel musi się opowiedzieć, po której jest stronie. Albo jesteś za lewicą i jej lewymi działaniami, albo jesteś za prawicą i jej prawym postępowaniem. Ten rok wyborczy jest rokiem przełomowych decyzji dla przyszłości Polski.
    doceń 0
  • tomaszl
    08.05.2019 15:13
    W Polsce co niedzielę uczęszcza do kościołów katolickich koło 40% dorosłych, przy czym co oczywiste nie są oni wyborcami tylko jednej partii.
    Pozostałe 60% to w jakiejś części antyklerykałowie i pewnie wiele haseł jest skierowanych do tej grupy wyborców. Stąd nie dziwią jakieś tam hasła antykościelne.

    Natomiast PIS wygrał ostatnie wybory radykalnie lewicową retoryką gospodarczą i antyunijnymi hasłami. Stąd ciekawie wygląda nagła zmiana poglądów o EU przed obecnymi wyborami. Ale jakoś nadal nie widzę aby PIS stał się partia środka. I raczej trudno uważać aby była to partia o poglądach katolickich (vide obywatelski projekt zakazujący aborcji eugenicznej).
    doceń 0
  • tnn
    08.05.2019 15:18
    Panie Redaktorze, takim samobójcom to wypada tylko dalej kibicować. Podobno nawet Kasprzak się dołączył, dlatego wieczorem kupuję popcorn i oglądam dalej. A poważniej, to wyjaśnienie tego "samobójstwa" da się odnaleźć choćby w historiach Gedeona (Sdz) czy króla Ezechiasza (2Krn), gdzie wrogowie Izraelitów sami się dziesiątkowali.
    doceń 1
  • DREM0R
    08.05.2019 17:11
    DREM0R
    Pan Redaktor jak zwykle w świecie własnych wyobrażeń, no bo przecież nie rzeczywistości. Nie zauważył Pan, że temat antyklerykalizmu nie jest podejmowany przez opozycyjne partie polityczne (nawet Biedroń hamuje swoich zwolenników). Akcje są oddolne. Wszystkie analizy pokazują, że elektorat partii opozycyjnych jest dużo bardziej radykalny, niż same partie polityczne. Liderzy Platformy Obywatelskiej np. w temacie aborcji mówią o zachowaniu obecnego kształtu przepisów, podczas gdy elektorat PO w większości popiera aborcję na życzenie. Schetyna zaczyna mówić o rejestrowanych związkach partnerskich, podczas gdy elektorat coraz częściej zaczyna domagać się małżeństw osób tej samej płci. Podobnie u Biedronia, który mówi na przykład o renegocjacji niektórych punktów konkordatu, podczas gdy jego wyborcy w większości chcą całkowitego zerwania stosunków z Watykanem. Porównania z tak lubianym przez Pana podwórkiem USA nijak mają się do polskich realiów, gdzie partie polityczne bardziej starają się kreować postawy elektoratu, niż reagować.
    doceń 12

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji