Nowy numer 41/2019 Archiwum

Pen szał

Na stole, w specjalnym stojaku, pionowo ustawiono 65 przezroczystych piór. Każde zatankowane innym atramentem.

Przypominają trochę probówki laboratoryjne. W końcu założyciel firmy produkujacej atramenty, z wykształcenia i zawodu jest chemikiem. Rozmawiamy podczas siódmej edycji Pen Show Poland w Katowicach. – Potrzebowałem atramentu odpornego na rozpuszczalniki – wspomina Konrad Żurawski. – Żaden z dostępnych nie odpowiadał mi jednak kolorem. Stwierdziłem, że prościej będzie zrobić taki atrament od zera niż modyfikować istniejący – opowiada. To było siedem lat temu. Potem pojawiły się prośby od przyjaciół i znajomych. – Po 4 latach założyłem firmę. Dziś poza Europą mamy swoje przedstawicielstwa w USA, Kanadzie, Republice Południowej Afryki, Japonii, na Tajwanie – wylicza Żurawski. Sen o Warszawie, Wisienka, El Dorado, Błękit #5, Wspomnienie znad Bałtyku – to tylko niektóre proponowane kolory. Atramenty różnią się nie tylko barwą, ale i przepływem, smarowaniem, tendencją do strzępienia na papierze.

Pendoctor

Zajmujący się naprawą i renowacją piór wiecznych Przemysław Dudek nie narzeka na brak zamówień – również z zagranicy. – Nie wiem, kiedy dokładnie to się stało, ale zacząłem czytać o piórach, potem postanowiłem je kolekcjonować. Od czasu do czasu kupowałem. W pewnym momencie zobaczyłem, że to nie jest tylko hobby, że zaczyna mocno wkraczać w życie. Ilościowo, jakościowo, finansowo. Chciałem umieć naprawić każde pióro, które sobie kupię – wspomina. Opowiada, jak z kilkoma innymi pasjonatami wymyślali metody naprawy kolejnych usterek. Teraz przyjmuje zamówienia także od zagranicznych kolekcjonerów, którzy często przysyłają pióra wymagające nie tyle naprawy, ile renowacji. – Rzeczom naprawdę zniszczonym, zrujnowanym można przywrócić dawny wygląd – taki jak 80 czy 90 lat temu. Ceny tych najbardziej pożądanych egzemplarzy osiągają nawet pięciocyfrowe sumy – tłumaczy.

Zakład prowadzony przez Przemysława Dudka w Chorzowie to dziś jeden z niewielu w tej części Europy warsztat naprawy piór, do którego można wejść z ulicy. Samych „pendoctorów” – zawodowców i amatorów – jest więcej, ale zamówienia przyjmują tylko korespondencyjnie. – Kiedyś to był fach, tak jak szewc czy zdun – mówi Przemysław Dudek.

Jeszcze do niedawna legendarną postacią, znaną nie tylko przez polskich miłośników piór wiecznych, był zmarły w 2016 r. Marian Grega. Swój warsztat prowadził w Krakowie w latach 1947–2014. Pióra naprawiali u niego ks. Karol Wojtyła, Andrzej Wajda czy Czesław Miłosz. – Historia XX wieku była pisana głównie piórem – przypomina Przemysław Dudek. Zapytany o ulubiony egzemplarz ze swojej kolekcji starych piór bez dłuższego zastanowienia wymienia to, które było niemym świadkiem jednego z najważniejszych wydarzeń w dziejach świata. To model Montblanc 4 typu safety. Podczas II wojny światowej duński żołnierz znalazł je na terenie dzisiejszej Łotwy. – Syn żołnierza przekazał to pióro kolekcjonerowi w Kopenhadze, a ten mnie. Pewnie dlatego, że pióro ma dodatkowy imprint świadczący o tym, że zostało zakupione w sklepie w Szczecinie. Model ten pochodzi z połowy lat 20. – opowiada Dudek. – To był świadek historii. Tak samo jak moje pióro, którym piszę od 20 lat i które dostałem od babci, było świadkiem mojego życia – dodaje. Opowiada też o innym egzemplarzu. Kiedy trafił do warsztatu, miał założoną nieprawidłową stalówkę – efekt wcześniejszej naprawy. Okazało się, że tym piórem jego właściciel podpisywał dokumenty dotyczące dzieci porwanych przez nazistów z terenów Polski. – Tym piórem przywracano te dzieci ojczyźnie i rodzicom, jeśli żyli – wspomina Przemysław Dudek. – Wszyscy mi mówili, żebym nawet nie próbował wymieniać tej stalówki, bo w niej jest zaklęta historia – wielka, przykra, ale na końcu szczęśliwa – mówi.

Decydują ułamki milimetra

Chcąc posiadać wyjątkowe narzędzie do pisania, można postawić na stare pióro, a można na absolutnie nowe. Takie, jakiego nie ma nikt inny. Wykonywaniem pojedynczych, „szytych na miarę” egzemplarzy piór wiecznych zajmuje się Przemysław Marciński. Choć na jego stronie czy stoisku na targach można znaleźć gotowe modele, 95 procent produkcji to pióra na konkretne zamówienie, zrobione według szczegółowych wytycznych odnośnie do materiału (zwykle to ebonit, drewno lub żywica), kształtu, koloru. Jak jednak przypomina Przemysław Marciński, zamówione u niego pióro „nie jest jednym z setek tysięcy takich samych egzemplarzy z wtryskarki”. Ma też dożywotnią gwarancję.

Praca nad piórem zaczyna się od propozycji klienta. Jedni opisują, jak wyobrażają sobie swoje nowe pióro, inni przysyłają zdjęcie egzemplarza, który chcieliby zmodyfikować, jeszcze inni rysują.

Wykonanie korpusu zaczyna się od toczenia, drążenia, wiercenia, ręcznego kształtowania pióra. – Dlatego każde jest nieco inne – mówi Przemysław Marciński. Potem następuje dokładniejsze kształtowanie, szlifowanie i polerowanie – procesy te mają po kilkanaście etapów. Na koniec przychodzi czas na stalówkę. – Testuję wszystkie swoje stalówki, szlifuję je, aby odpowiednio podawały atrament, rozpisuję, badam przepływ atramentu – opowiada rzemieślnik. Po testach pióro można zapakować i wysłać do klienta.

Nauka tego procesu nie była łatwa, wymaga bowiem niesamowitego wyczucia, odpowiedniego dotyku. – Przy toczeniu pióra dotyk jest tak ważny, że często wstrzymuję oddech. Ułamki milimetra mogą sprawić, że to pióro nie wyjdzie takie, jakie powinno, zostaną bruzdy, ślady, dołki – tłumaczy Przemysław Marciński. Podkreśla, że taka produkcja wymaga zarówno zmysłu estetycznego, jak i praktycznego. – Pióro to przedmiot codziennego użytku i każde powinno pisać „od dotknięcia”, powinno być wygodne, nie za ciężkie, żeby nie męczyło dłoni – mówi.

Piórem pisze się ładniej

Pen Show to spotkanie nie tylko tych, którzy „przeszli na zawodowstwo”. – W tym roku zaskoczyło nas to, że przychodzi coraz więcej zupełnie obcych osób. Jeszcze 2, 3 lata temu to byli sami znajomi – mówi Dagmara Kędziora, jedna z organizatorek Pen Show Poland. Ci znajomi to między innymi użytkownicy internetowego Forum o Piórach (forumopiorach.net), które zaczęło działać w listopadzie 2010 roku.

Pierwsze Pen Show Poland odbyło się wiosną 2013 roku. Od tego czasu zmieniła się nie tylko liczba wystawców i osób odwiedzających ich stoiska czy biorących udział w warsztatach kaligraficznych. Część firm stara się mieć na to spotkanie coś wyjątkowego. W tym roku już po raz trzeci firma KWZ Ink przygotowała atrament „Liquid Words”, dostępny tylko na targach, co roku w innym kolorze. Przy współpracy z organizatorami Przemysław Marciński zaprojektował zaś „penszałowe” pióro. Ciemnozielone, wyprodukowane w krótkiej, bo liczącej zaledwie 30 sztuk serii, kształtem ma nawiązywać do kropli atramentu. Stąd jego nazwa – IDA, czyli Ink Drop Analogy.

Co tak przyciąga w piórach wiecznych? Może to historie, o których mówi Przemysław Dudek. Może – na co zwraca uwagę Dagmara Kędziora – potrzeba posiadania czegoś wyjątkowego. Jest też coś w obiegowej opinii, że „piórem pisze się ładniej”.

Ewa Landowska, prowadząca warsztaty kaligrafii, podkreśla, że coraz brzydszy charakter pisma to wina nie długopisu, ale braku lekcji pisania w szkole. Z drugiej strony przyznaje, że pióro ma wpływ na to, jak piszemy. Jak wyjaśnia, jeżeli piszemy twardym narzędziem, takim jak długopis, to ono usztywnia mięśnie ręki, pracujące przy pisaniu. Kończy się to bólem i zmęczeniem, co wpływa na charakter naszego pisma i na jego czytelność (a właściwie nieczytelność). – Jeżeli stalówka – czy to w piórze wiecznym, czy taka maczana w atramencie – się ugina, to pracują także nasze mięśnie. Napinają się i rozluźniają. Nie są cały czas spięte, co umożliwia nam dłuższe i piękniejsze pisanie. Nie działa tutaj jakaś magia tego narzędzia, ale jego mechanika – tłumaczy Ewa Landowska. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL