Nowy Numer 21/2019 Archiwum

Tolerancja smogu

Myśl wyrachowana: Prawda każe odrzucić grzech, kłamstwo - pojęcie grzechu.

W polskiej tradycji obrażania pozostało słowo „mać”, choć samo znaczenie już się zatarło. Wciąż wiadomo jednak, że gdy się chce kogoś sponiewierać, najskuteczniej jest uderzyć w jego matkę. A na skalę społeczną? O tak… Matka Boska. To w Polsce musi ludzi ruszyć. Nie przypadkiem coraz częściej do rozmaitych bluźnierczych prowokacji wykorzystuje się wizerunek Maryi z Jasnej Góry.

Niedawno w Płocku pojawiły się plakaty, nawet na drzwiach toalety, z takim właśnie wizerunkiem, z aureolami Matki Bożej i Dzieciątka przemalowanymi na kolory tęczy.

Był to dalszy ciąg akcji rozpoczętej w Wielką Sobotę w jednym z kościołów, do którego weszło dwoje aktywistów homolobby, oburzonych, że w wystroju Bożego Grobu wśród wypisanych tam grzechów znalazł się skrót „LGBT”. Na znak protestu próbowali wetknąć tam tęczowe flagi. Teraz zgrywają niewiniątka i ofiary nietolerancji. Bo, co ciekawe, to wszystko dzieje się w imię tolerancji właśnie.

W jaki sposób za tolerancyjne może być uznane zestawianie najświętszych symboli z propagandą najcięższych grzechów? Bardzo prosto: z grzechu zrobi się cnotę społeczną i gotowe. Trzeba tylko odpowiednio długo tłuc w głowy, że zachowania homoseksualne są naturalne, a skoro tak, to są dobre i trzeba je obdarzyć przywilejami należnymi małżeństwom i rodzinom. Trzeba się oburzać, gdy ktoś spróbuje temu zaprzeczać, nawet gdy ten ktoś jest duchownym i robi to z ambony, powołując się na Pismo Święte i katechizm. Trzeba się zapowietrzać, wzdychać i wywracać oczami, no i nie zapomnieć o wypowiedzeniu mantry: „Niech się ksiądz proboszcz zajmie pedofilią w swoich szeregach, a nie zagląda innym do łóżka”. Dobrze jest też zasugerować, że kto sprzeciwia się homopropagandzie, ten sam jest gejem, ale ukrytym, więc musi się przyznać i wszystko będzie dobrze.

Gdyby to nie pomagało, z pomocą przyjdą zaprzyjaźnieni duchowni, którzy powołają się na „współczesną hermeneutykę biblijną” i nawet świętego Pawła umieszczą wśród obsesyjnych „homofobów”.

Jednym z popularnych argumentów, jakie słyszą oponenci, jest: „Nie musicie korzystać z praw, których się domagamy. Wam to nie zaszkodzi”. Niezupełnie. Tym nasiąkają wszyscy, zwłaszcza dzieci. W całej tej diabelskiej grze chodzi o zaprzeczenie istnienia grzechu albo uznanie go za coś całkowicie prywatnego i nieszkodliwego. Tymczasem każdy grzech jest społeczny, nawet gdy jest dokonywany w samotności.

Jak to działa? To jest tak jak ze smogiem. Jeden człowiek pali plastikiem, a wszyscy to wdychają. Im więcej ludzi pali śmieciami, tym zatrucie jest większe – i większe przyzwyczajenie. Z czasem już nikt trujących dymów nie czuje. Ale smog jest i szkodzi niezależnie od tego, czy się go uznaje, czy nie. Tyle że w tym drugim przypadku się z nim nie walczy. A nawet robi mu się propagandę.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji