Nowy numer 42/2019 Archiwum

Pamiętaj!

O tym, jak mówić o bezcennej krwi Baranka w grzecznym, uprzejmym towarzystwie, i o skutecznym lekarstwie na duchową amnezję opowiada Scott Hahn, pastor, który przeżył głośną konwersję na katolicyzm.

Marcin Jakimowicz: Nudzi się Pan na Mszy?

Scott Hahn: Tak, zdarza mi się. (śmiech)

Pytam byłego cenionego prezbiteriańskiego pastora i biblistę, którego analiza dzieł ojców Kościoła i ślęczenie nad Biblią, zwłaszcza nad Paschą Jezusa i cytatami o „łamaniu chleba” w pierwotnym Kościele, doprowadziły Wielkanocą 1986 roku do konwersji na katolicyzm…

Czasem się nudzę. Mam trochę powodów, bo moją głowę zaprzątają i radości, i trudności. I te w rodzinie, i w pracy. „Stary człowiek” we mnie chciałby, aby Msza skończyła się jak najszybciej, żebym w końcu mógł skupić się na praktycznych, życiowych sprawach. Oczywiście najlepiej zrobiłbym, gdybym położył to wszystko, co mnie rozprasza, na ołtarzu Jezusa Chrystusa – i staram się tak robić, chociaż bywa, że bardzo późno o tym sobie przypominam. Cóż, taka ludzka natura…

Myślę, że wszyscy czasem się nudzimy i wszyscy jesteśmy rozproszeni. Powinno to utrzymywać nas w pokorze i w poczuciu humoru wobec siebie samych. Naprawdę nie ma się co katować i pastwić nad sobą. Po prostu mówmy Bogu „przepraszam” i… zaczynajmy od nowa. Nawet jeśli Msza Święta już się kończy. (śmiech) Dobra nowina jest taka, że Ojciec zawsze czeka, żeby nas przyjąć.

Pana „Czwarty kielich” – książka o Passze Jezusa właśnie trafiła na sklepowe półki nad Wisłą. Po jej lekturze zrodziły się we mnie dwa impulsy. Po pierwsze, chciałem jak najszybciej iść na Mszę, po drugie, byłem wdzięczny za krew, którą przelał za mnie Jezus…

To ogromnie satysfakcjonujące dla autora usłyszeć coś takiego. Piszemy książki, żeby coś przekazać. Bardzo się cieszę, że udało się wywołać taką reakcję.

Dlaczego my, katolicy, tak rzadko zaczynamy głosić Dobrą Nowinę od stwierdzenia, że ​​jesteśmy zbawieni przez Jego krew? Że jest ona jedyną przepustką do nieba?

Nie wiem... Być może to pewnego rodzaju zakłopotanie tymi terminami, które wydają się zbyt prymitywne dla współczesnych „nowoczesnych” uszu? Krew? Naprawdę? W starożytnym świecie każda religia wymagała poświęcenia krwi, tak więc ludzie byli przyzwyczajeni do tego rodzaju rozmów. Nie raził ich ten temat, był dla nich codziennością. Ponadto krew i śmierć były niezwykle mocno związane z rodziną i wspólnotą, społecznością. Dlaczego? Bo nie było szpitali ani kostnic. Chorowało się i umierało w domu.

Uciekamy od tego tematu, bo nie jest politycznie poprawny?

Dziś krew nie jest publicznie dobrze widziana ani wspominana w grzecznym, uprzejmym towarzystwie. Mimo to wciąż krwawimy i wciąż umieramy. Myślę, że nasza niechęć do mówienia o krwi Jezusa jest częścią większej alienacji od tej rzeczywistości.

Znajomy, którego zapytałem, dlaczego tak rzadko ewangelizację rozpoczynamy od zdania: „​​Jesteśmy zbawieni przez krew Jezusa”, odpowiedział: „Bo ludzie poczują się usprawiedliwieni i... zaczną grzeszyć”. Naprawdę?

Trochę rozumiem te obawy… Jesteśmy katolikami, więc nie trzymamy się fałszywej, rozpowszechnionej w świecie doktryny: raz zbawiony, na zawsze zbawiony.

Bo doprowadzi nas to do lekceważenia grzechu, skoro i tak został zgładzony na krzyżu...

Tak! Są ludzie, którzy wierzą, że krew Jezusa może nawet wyzwolić nas od kolejnego grzechu, skoro został on już przebaczony. Ale to przecież nie jest to, co mówi nam Pismo Święte. Krew Jezusa uwalnia nas od naszej niewoli grzechu. Jako Jego dzieci trzymamy wyższy poziom, nie niższy.

Znajoma zakonnica opowiadała mi niedawno: „Poznałam Kościół z brudnej, ciemnej strony. Widziałam jego małość, słabość. To nie może być Kościół, którego pragnął Jezus!”. Czy po okresie zachwytu Kościołem katolickim doświadczył Pan kryzysu, goryczy, wątpliwości lub zgorszenia?

Jezus wyraźnie zapowiedział, że nadejdą skandale („muszą przyjść zgorszenia”), dlaczego więc jesteśmy tak zaskoczeni, gdy rzeczywiście nadchodzą? Księga Apokalipsy pokazuje zresztą jak na dłoni, że już pierwsze pokolenie chrześcijan uwikłane było w różnorakie skandale. W pierwszych trzech rozdziałach tej księgi święty Jan wiele miejsca poświęca na tyrady przeciwko konkretnym występkom poszczególnych wspólnot, przeciwko rozluźnieniu i samozadowoleniu nie pogan, ale chrześcijańskich lokalnych Kościołów! Rozczarować mogą się jedynie ludzie, którzy żyją iluzjami. I, paradoksalnie, jest to dla nich dobre, bo tracą swoje fałszywe przekonania. Czasem „kryzys, gorycz i wątpliwości” są znakami, że wchodzimy w nową i głębszą formę wiary, wolną od złudzeń, ale skupioną wyłącznie na Jezusie.

Ma Pan coś z porucznika Columbo. Doszedł Pan do katolicyzmu wbrew sobie, drogą mozolnych biblijnych poszukiwań. Czy po słowach, które dla całego protestanckiego świata są prawdziwym trzęsieniem ziemi: „Promujący zasadę sola scriptura, tylko Biblia, zdają się nie zauważać, że nie występuje ona w samym Piśmie Świętym”, spotkały Pana hejt, odrzucenie, oszczerstwo?

Oczywiście. Tyle że dziś myślę, że ludzie, którzy mnie wówczas atakowali i dziś zażarcie to robią, mają… dobre intencje. Nawet hejterzy. Dlaczego? Bo oni czują głęboką i żywą lojalność wobec swoich rodziców, którzy wpoili im pewne rzeczy. Czują się lojalni wobec kaznodziejów i pastorów, którzy pobudzili ich do większej miłości do Chrystusa. Rozumiem ich motywacje; trudno im przyjąć fakt, kiedy ktoś kwestionuje to, w co święcie wierzyli.

Zwłaszcza jeśli robi to „swój”…

Powiem szczerze; osobiście też nieszczególnie lubię momenty, kiedy ktoś mną wstrząsa… Uważam, że trzeba być wrażliwym i bardzo delikatnym wobec gniewnych reakcji innych. I prosić Boga o łaskę cierpliwości i przebaczenia.

Ulf Ekman, szwedzki pastor, który kilka lat temu ku zaskoczeniu swego środowiska przeżył konwersję na katolicyzm, nie mówi o protestantach negatywnie. Nie stawia ich w złym świetle, jest wobec nich delikatny... Czy wciąż ma Pan przyjaciół w tym środowisku?

Jasne! Nie tylko przyjaciół, ale i wielu członków rodziny czy mentorów. Nie rozumiem, dlaczego ktokolwiek miałby mówić negatywnie o całej grupie ludzi, o katolikach czy protestantach. Protestanci nie są z natury bardziej cnotliwi ani złośliwi niż katolicy. Myślę, że powinniśmy starać się mieć przyjaciół w każdym środowisku. Na sto osób mamy być zainteresowani całą setką.

Słowa Jana Pawła II o tym, że „ekumenizm jest wymianą darów”, wzbudzają nad Wisłą gorącą dyskusję. Czego możemy się nauczyć od braci protestantów?

Zapału i gorliwości dzielenia się Ewangelią, ogromnej miłości do Pisma Świętego. I większej chęci do mówienia o sprawach wiary.

Świętujemy właśnie Wielką Noc Paschy. W czasie uczty sederowej, gdy syn pyta ojca o powód do świętowania, ten odpowiada: „Dzieje się tak ze względu na to, co uczynił Pan dla mnie w czasie wyjścia z Egiptu” (Wj 13,8). Żydzi przetrwali dzięki wspominaniu, pamiętaniu. Hebrajskie słowo zakar oznacza nie tylko „nasienie”, „plemnik”, ale i „pamięć”. Naprawdę jest ona tak kluczowa w przeżywaniu wiary?

Oczywiście! Trzeba pamiętać o tym, że w tradycji biblijnej pamięć nie jest tylko psychicznym aktem przywołania wydarzenia z przeszłości, ale raczej ponownym przedstawieniem tego wydarzenia. Zachwycające jest to, że Żydzi, którzy dziś celebrują Paschę, mówią o sobie jako o… uczestnikach Wyjścia. Oni dziękują za wybawienie, za to, że przeszli przez Morze Czerwone, za mannę, przepiórki. I dlatego kiedy syn pyta ojca o powód świętowania, ten odpowiada mu wersetem z Tory: „Dzieje się tak ze względu na to, co uczynił Pan dla mnie w czasie wyjścia z Egiptu” (Wj 13,8). „Dla mnie!” To niezwykłe! Co to znaczy? Wyzwolenie nie należało jedynie do ostatniego pokolenia, które żyło w niewoli egipskiej, ale do wszystkich Żydów (zbiorowo i do każdego z osobna). To ja wyszedłem z Egiptu, ja przeszedłem suchą nogą przez morze, ja zostałem nakarmiony chlebem z nieba. Gdy Jezus ustanawiał Eucharystię, powiedział: „Czyńcie to na moją pamiątkę”. Musimy często przypominać sobie, pamiętać o obecności Boga, o Jego woli, o Jego opatrzności, o powołaniu, które w nas złożył. Jeśli nie wysilamy się, by o czymś pamiętać, to znaczy, że już zaczęliśmy o tym zapominać. A tego przecież nie chcemy… •

Tłumaczyła Dominika Frydrych

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL