Nowy Numer 21/2019 Archiwum

Róża ze Skopje

Kojarzona z Kalkutą św. Matka Teresa urodziła się i ukształtowała w macedońskim Skopje. 7 maja przybędzie tam papież Franciszek, aby spotkać się z ubogimi oraz siostrami ze zgromadzenia świętej.

Od ordynariusza Skopje bp. Kiro Stojanowa usłyszałem, że dla papieża Franciszka wizyta w tym mieście i spotkanie z siostrami Matki Teresy będzie wyjątkowym przeżyciem. – Ten papież ją kanonizował, bliskie mu jest świadectwo jej życia oraz główny charyzmat: troska o ubogich i opuszczonych – podkreśla. – Niewykluczone, że właśnie z tego powodu zdecydował się wizytę w Bułgarii uzupełnić pobytem w Macedonii Północnej – dodaje bp Stojanow. To w jego domu przebywać i odpoczywać będzie papież, gdyż w Skopje nie ma nuncjatury.

Ruszyłem z kolegami z KAI (Krzysztofem Tomasikiem i Aliną Petrową-Wasilewicz) do Macedonii Północnej, a w samochodowej podróży z Sofii do Skopje towarzyszył nam o. Marcin Grec, kapucyn pracujący w Bułgarii. Współczesna stolica Macedonii w żaden sposób nie przypomina miasta, w którym 26 sierpnia 1910 r. w rodzinie albańskich katolików urodziła się Anjezë Gonxha Bojaxhiu, znana w całym świecie jako Matka Teresa z Kalkuty. Straszliwe trzęsienie ziemi, które nawiedziło miasto 26 lipca 1963 r., kompletnie je zrujnowało. Późniejsza odbudowa wraz z ostatnią rekonstrukcją centrum, zainicjowaną kilka lat temu, zmieniła jego kształt. Pozostał w nim jednak klimat pogranicza i styku różnych kultur i religii. W pejzażu miasta obok wież i kopuł kościołów chrześcijańskich widoczne są wieże minaretów. Niemała część kobiet ubrana jest w tradycyjne muzułmańskie stroje i chodzi w chustach. W centrum stoi także synagoga – ślady wieloetnicznego tygla, jakim było Skopje w czasach dzieciństwa Matki Teresy, nadal są widoczne. Jej rodzina wywodziła się z albańskich katolików, którzy nadal w tym mieście mieszkają. Nieprzypadkowo oprócz łacińskiego imienia Anjezë – Agnieszka nadano jej również albańskie. Gonxha oznacza pąk róży. Miasto, w którym się urodziła, nazywało się Üsküp i było administracyjnym centrum tureckiej prowincji Kosowo. Z Kosowa pochodzili także rodzice świętej – ojciec Nikollë Bojaxhiu oraz matka Drana, której pobożność, a przede wszystkim zaangażowanie w dzieło pomocy wszystkim potrzebującym ukształtowały całą trójkę ich dzieci. Sytuacja dość zamożnej rodziny zmieniła się w 1919 r., kiedy zmarł ojciec i matka musiała zarabiać szyciem i haftowaniem na utrzymanie dzieci.

Miasto wielu religii

Anjezë Gonxha wyrastała w mieście, którego sporą część mieszkańców stanowili Albańczycy: przede wszystkim muzułmanie, ale także katolicy. Nie brakowało też prawosławnych, Macedończyków i Bułgarów należących wówczas do Kościoła bułgarskiego. Katolikami obrządku łacińskiego w mieście byli najczęściej Chorwaci lub przybysze z Zachodu. Podziały wyznaniowe widoczne były w topografii miasta. Chrześcijanie mieszkali po prawej stronie rzeki Wardar, lewobrzeżna część była natomiast muzułmańska i do dzisiaj zachowała taki charakter. Przekraczając Kamienny Most, wspaniały przykład osmańskiej architektury z XV wieku, wchodzi się w rejon, gdzie roi się od muzułmańskich sklepów, kawiarń i warsztatów rzemieślniczych, rozsianych gęsto przy pnących się pod górę uliczkach. To Czarsija – najstarsza, „turecka” część miasta. Góruje nad nią twierdza Skopsko Kale. Gwar miasta co jakiś czas miesza się tu z głosem muezina wzywającym wiernych na modlitwę. Rodzina Bojaxhiu mieszkała nieopodal Czarsiji, ale po drugiej stronie Kamiennego Mostu. Mieli niewielki drewniany domek.

Obecnie w tym rejonie znajduje się monumentalny plac Macedonia, z potężną rzeźbą Aleksandra Macedońskiego. Nazwę monumentu niedawno zmieniono na „pomnik jeźdźca”, aby nie drażnić Greków. Trwające ponad 500 lat panowanie tureckie zakończyło się jesienią 1912 r., kiedy miasto zostało zdobyte i splądrowane przez serbskie wojska. Üsküp zmieniło nazwę na Skopje, które stało się częścią Królestwa Serbii, a później komunistycznej Jugosławii. Od jej rozpadu w 1991 r. Skopje jest stolicą Macedonii Północnej, jak brzmi ustalona dwa miesiące temu po negocjacjach z Grecją nowa nazwa państwa.

Dom Pamięci Matki Teresy

Dom rodziny Bojaxhiu został zniszczony w czasie trzęsienia ziemi. Dlatego pamięć wielkiej rodaczki współczesne Skopje czci w innym miejscu. W 2009 r. przy reprezentacyjnej arterii – ulicy Macedonia – stanął Dom Pamięci Matki Teresy. Tworzą go przestrzeń ekspozycyjna, centrum edukacyjne i niewielka kaplica, w której obecnie trwa remont przed przyjazdem papieża. Przechowywane tam są oryginalny akt chrztu świętej, jej sari, modlitewnik, różaniec i krucyfiks. Miejsce na budowę Domu wybrano nieprzypadkowo. Tutaj stał kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa, w którym dzień po urodzeniu młodsza córka państwa Bojaxhiu została ochrzczona. Świątynia runęła podczas trzęsienia ziemi, a komunistyczne władze nie zgodziły się na jej odbudowę. Katolicy wybudowali więc kościół w innym miejscu, bardziej odległym od centrum. To katedra katolickiej diecezji skopijskiej. Budowla jest nowoczesna, a przy ołtarzu stoi ocalona ze starego kościoła figura Najświętszego Serca Pana Jezusa. To przed nią modliła się Anjezë Gonxha. W swojej parafii, prowadzonej wówczas przez jezuitów, po raz pierwszy usłyszała o Indiach i potrzebach misji katolickich na całym świecie. Stało się to za sprawą o. Franjo Jambrekovića. Podczas spotkań parafialnych czytał dzieciom listy misjonarzy z Indii i Afryki i zachęcał do ewangelizacji tamtych terenów. Był to pierwszy impuls, który ukształtował powołanie przyszłej zakonnicy. Dojrzało ono bardzo wcześnie. Anjezë Gonxha miała zaledwie 12 lat, gdy postanowiła zostać misjonarką. Stało się to w sanktuarium Czarnej Madonny w miejscowości Vitina w Kosowie, do którego pielgrzymowała z rodziną. Mając 18 lat, opuściła Skopje, aby wstąpić do zgromadzenia sióstr loretanek w Dublinie. Tam w 1931 r. złożyła śluby zakonne, przyjmując imię Teresa. Nigdy więcej nie spotkała się z matką ani rodzeństwem, którzy pozostali w rodzinnym mieście.

Dom na uboczu

Skopje na każdym kroku podkreśla związki z Matką Teresą, wyraźnie starając się wykorzystać jej międzynarodową sławę dla własnej promocji. Jednak najważniejszym śladem, jaki pozostał po świętej, nie jest memoriał w centrum, ale niewielki dom w jednej z peryferyjnych dzielnic. To dom Sióstr Misjonarek Miłości, gdzie posługują cztery siostry. Trzy z nich spotkałem, czwarta przebywała we Włoszech. Jest to wspólnota międzynarodowa. Siostra Ignacja jest Hinduską, Mary Linda Albanką pochodzącą z rejonu Szkodry, katolickiego bastionu w północnej Albanii, najmłodsza Maria Edyta – Słowaczką. Dzięki temu, że w czasie wizyty towarzyszył nam o. Marcin, zakonnice zgodziły się na rozmowę. Stanowczo jednak odmówiły zgody na robienie im zdjęć. Wyraziły zgodę na prywatne fotografie, zaznaczając, że nie mogą zostać opublikowane.

Wystrój domu jest prosty. Na ścianie w kuchni wisi plakat z Domu Pamięci Matki Teresy, przedstawiający jej zdjęcia z dzieciństwa z rodzicami i rodzeństwem. Obok uśmiechnięty portret Jana Pawła II. Kaplica w pokoju obok także jest skromna – na ścianie krzyż, w centrum drewniany ołtarz. W pomieszczeniu nie ma ławek, jedynie kilka taboretów. Siostry rozmawiają między sobą po angielsku, ale znają kilka języków. Pytam Słowaczkę, jak trafiła do zgromadzenia. Z uśmiechem mówi, że był to trwający 12 lat proces dojrzewania do decyzji, którą podjęła wcześniej, ale długo nie miała odwagi, aby ją zaakceptować. Próbowała zdawać do szkół artystycznych, żyła aktywnie. – Dopiero teraz jestem we właściwym miejscu – podkreśla. Dobre przygotowanie językowe do pracy w Macedonii ma siostra Ignacja, która przez wiele lat pracowała w klasztorze w Sofii. Język bułgarski jest bliski macedońskiemu, dzięki czemu Alina Petrowa mogła tłumaczyć rozmowy z siostrami i bp. Stojanowem.

W domu razem z siostrami mieszkają cztery dziewczyny. Odzwierciedlają przekrój miejscowej społeczności. Dwie najmłodsze, uśmiechnięte i rezolutne, są prawosławne. Starsza, Albanka, jest muzułmanką, a jej koleżanka Cyganką i katoliczką. Połączył je dramatyczny los. Wszystkie pochodzą z rodzin patologicznych, dotkniętych pijaństwem, przemocą domową oraz nędzą. Patrząc na ich uśmiechnięte twarze, trudno uwierzyć, że niedawno jeszcze przebywały w koszmarnych warunkach. Siostry wspomagają wolontariusze, którzy dbają o zaopatrzenie, załatwiają sprawy administracyjne oraz pomagają w gotowaniu ciepłych posiłków, które codziennie są wydawane potrzebującym. Zakonnice regularnie odwiedzają osoby chore, samotne, opuszczone. Chodzą tam, gdzie nie dociera pomoc społeczna. Oczywiście mają świadomość, że nawet najbardziej ofiarna praca nie jest w stanie rozwiązać problemów społeczności, która boleśnie odczuwa skutki transformacji ostatnich lat. – Ważniejsze jednak od pomocy materialnej jest wsparcie duchowe – mówi s. Maria Linda, z którą rozmawiam po niemiecku. – Jeśli ludziom starym, opuszczonym mówimy, że Pan Bóg ich kocha i przysłał nas do nich, czujemy ich wielką wdzięczność. Przełamywanie poczucia odrzucenia i zapomnienia przywraca im nadzieję i wiarę w sens życia – dodaje. – To równie ważne jak chleb, który im zanosimy.

Misjonarki mają dobre kontakty nie tylko z chrześcijanami, ale także z muzułmanami, którzy siostry Matki Teresy darzą szacunkiem. Ostatnio w tych relacjach pojawiła się jednak niepokojąca rysa. Do Skopje wracają ludzie, którzy wyjechali na stypendia fundowane przez Arabię Saudyjską i nie są już tak przyjaźnie nastawieni do chrześcijan jak starsze pokolenie. Wobec wszystkich siostry są otwarte i gotowe do dzielenia się tym, co posiadają. Cieszą się, że wezmą udział w spotkaniu papieża w Domu Pamięci i są przekonane, że jego spotkanie z biednymi będzie okazją do przypomnienia całemu światu ciągle aktualnego przesłania świętej misjonarki, której historia rozpoczęła się w tym mieście.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji