Nowy Numer 16/2019 Archiwum

Dwie strony dramatu

Nie ma sprzeczności między diagnozą Benedykta a diagnozą Franciszka dotyczącą źródeł nadużyć seksualnych wśród duchownych. Zarazem jednak każda z nich… pomija drugą stronę medalu. Dlatego też obie dobrze się uzupełniają. 

Po reakcjach w Polsce i za granicą na artykuł Benedykta XVI „Kościół a skandal wykorzystywania seksualnego” można odnieść wrażenie, że wszyscy rozczarowani Franciszkiem i powtarzający głośno lub szeptem „wróć, Benedykcie”, poczuli wiatr w żagle. Bo papież senior zabrał głos w sprawie, która będzie miała kluczowe znaczenie dla przyszłości Kościoła. I dobrze, że zabrał, ale bynajmniej nie dlatego dobrze, że Franciszkowa diagnoza dotycząca pedofilii w Kościele jest nietrafna. Choć taka opinia wyraźnie dominuje we wszystkich entuzjastycznych komentarzach o artykule Benedykta.

Po pierwsze, z faktu, że to rewolucja seksualna, zapoczątkowana w 1968 roku, i związany z nią upadek obyczajów, a w dalszej konsekwencji osłabienie chrześcijańskiej koncepcji moralności leży u podstaw kryzysu nadużyć w Kościele (jak przekonuje Benedykt), nie wynika wcale, że nie jest za to odpowiedzialny również klerykalizm (jak przekonuje Franciszek) rozumiany jako wypaczenie istoty posługi kapłańskiej i zrobienie z niej „narzędzia narzucania władzy, łamania sumień i ciał najsłabszych” (to definicja kard. Rubena Salazara Gomeza, arcybiskupa Bogoty) oraz generalnie jako system, w którym jest przyzwolenie na krycie takich przypadków. Od razu dodajmy, że za klerykalizm, zdaniem Franciszka, mogą być odpowiedzialni tak samo duchowni, jak i świeccy. W swoim „Liście do ludu Bożego” obecny papież pisze, że klerykalizm jest myśleniem, iż Kościół reprezentują tylko kapłani, tworzący hierarchię władzy, a nie, że jest on solidarną wspólnotą wierzących świadków Ewangelii.

Dlatego wolę mówić o uzupełnianiu się obu diagnoz obu papieży. Bo i w jednej, i drugiej brakuje jednak tego, o czym mówi każdy z nich z osobna. U Franciszka brakuje może zwrócenia uwagi na całe tło przemian kulturowych, jakie miały miejsce po 1968 roku, a tym samym na przyzwolenie w kręgach kościelnych, już od seminarium, na tworzenie się „klik homoseksualnych” (o czym pisze Benedykt). U Benedykta z kolei brakuje podkreślenia tego, że to klerykalizm jednak stał się doskonałym nośnikiem czy raczej konserwatorem nadużyć i „solidarności korporacyjnej”, zamiast tworzyć klimat solidarności z ofiarami. Zarazem u Benedykta diagnoza wydaje się w tym sensie niepełna, że zbyt mocno ustawia cezurę czasową: rok 1968 nie zapoczątkował nadużyć w Kościele, one miały miejsce już co najmniej w latach 50. XX wieku (nie mówiąc już o wcześniejszych przypadkach), co potwierdził m.in. słynny raport z Pensylwanii. Pod tym względem także bliżej mi do Franciszkowej diagnozy, która zwraca uwagę na kościelne źródła nadużyć – bo wskazując na to, na co jako Kościół możemy mieć wpływ, mamy szansę zająć się rozwiązaniem problemu o wiele skuteczniej, niż gdy kolejny raz wskazujemy na winę świata zewnętrznego. 
A swoją drogą, to jednak fascynujące zjawisko, gdy artykuł papieża seniora jest przez niektórych traktowany niemal jak dokument papieski czy wręcz wypowiedź ex cathedra, gdy tymczasem oficjalne nauczanie papieża sprawującego obecnie swoją posługę przez te same osoby bywa co najmniej lekceważone. Warto chyba przypomnieć, że encykliki, adhortacje, a nawet listy apostolskie są jednak bardziej wiążące dla katolików niż nawet najgłębsze w treści – a takim jest tekst Benedykta XVI – artykuły papieża seniora. 
 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

  • DREM0R
    13.04.2019 16:15
    Benedykt XVI szuka przyczyn w rewolucji seksualnej 1968 roku, co jest wynikiem jego osobistych doświadczeń i historii życiowej. Ratzinger, jako młody teolog był dość liberalny jak na swoje czasy, przełomem był dla niego właśnie 1968, kiedy to na własne oczy widział manifestacje studenckie i gejowskie. Dla kapłana, wychowanego w murach świątyni i uczelni zetknięcie z tym zjawiskiem było szokiem, który zaważył na jego przyszłej (bardzo wartościowej) teologii. Niemniej sprowadzanie wszystkiego do lat sześćdziesiątych jest sporym uproszczeniem, bo źródła problemu są o wiele głębsze. Nietrafne jest też wiązanie problemu z upadkiem teologii moralnej, gdyż problem pedofilii i nadużyć występuje zarówno w "liberalnych" Kościołach Niemiec, Austrii, czy Szwajcarii, jak i mocno konserwatywnych Kościołach Chile, Irlandii, czy USA.
  • Anna Panna
    13.04.2019 18:49
    Jeśli ja, kobieta świecka, nieograniczona ślubami, przepisami, etc. mogę NIE BYĆ LESBIJKĄ, to tym bardziej nie ma usprawiedliwienia dla księży homoseksualistów i pedofilów. Proste jak budowa cepa.
  • zielona
    14.04.2019 04:58
    Szkolna gehenna kanadyjskich indianskich dzieci w przymusowych katolickich szkolach zaczela sie w 1883 roku, a to grubo przed 1968 rokiem. Przeczytalam artykul Eweliny Kaszubskiej w "Glos Poloni"
    doceń 1
  • EwitaL
    14.04.2019 09:14
    Dziwne...Ludziom wydaje się, jakby te sprawy działy się tylko w naszych czasach. Od wieków zawsze istniały rozwiązłość, rozpusta, zdrady małżeńskie, homoseksualizm, pedofilia jak choćby małżeństwa nieletnich. Ludzie od zawsze miewali kochanki lub kochanków, odwiedzali domy publiczne, mieli nieślubne dzieci, a już władcy uważali, że 6 przykazanie ich nie obowiązuje. Księża, biskupi a nawet papieże byli często nie lepsi, wystarczy trochę się doinformować. Ludzi to gorszyło lub nie, dzisiaj się temu dziwimy, jakby to było coś nowego. Cóż, chcielibyśmy, aby przynajmniej księża byli nieskazitelni, ale niestety, to się nigdy nie uda, bo natura ciągnie wilka do lasu, a dziś ludzie - księża też - Boga się praktycznie nie boją.
    doceń 2

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.