Nowy numer 42/2019 Archiwum

Pokusa federalna

Polska nam się zaklinowała. Czy wyjściem z kryzysu może być oddanie większej władzy regionom?

Wszystko zaczęło się w sieci. Takie czasy. Zanim pomysłodawcy projektu Zdecentralizowana Rzeczpospolita pokazali się publicznie, gotowy był nie tylko statut stowarzyszenia, ale projekt Karty Wojewódzkiej i proponowanych zmian ustrojowych. Potem w mediach pojawiło się coś na kształt manifestu programowego. Przygotowali go ludzie spoza dwóch głównych obozów politycznych, nieaspirujący do władzy, na co dzień zajmujący się zarządzaniem, historią, nowymi technologiami. Zalicytowali ostro: „A co gdybyśmy odpowiedzialność za dzielące nas kwestie sporne przekazali władzom samorządowym?”. Projekt Zdecentralizowanej Rzeczpospolitej przesunąłby Polskę w stronę państwa federacyjnego. Zapewne tak się nie stanie, bo trudno sobie wyobrazić, by któraś z partii zechciała skorzystać z oferty założycieli Inkubatora Umowy Społecznej (tak nazywa się stowarzyszenie firmujące projekt). Ale pokusa federalna może rosnąć z każdym miesiącem trwania konfliktu blokującego Polskę.

Wybory nie rozwiążą problemu

III RP wyczerpuje swoją formułę. Mamy problem z demokracją, która się zaklinowała. „Zakładnikiem wojny polsko-polskiej są m.in. niezależne instytucje oraz szeroko rozumiane usługi publiczne, których niska jakość pogłębia nieufność obywateli wobec państwa” – zauważają twórcy projektu. Tego problemu nie rozwiążą wybory, bo zbyt wyrównane są siły skonfliktowanych kulturowo obozów. Niezależnie od wyników elekcji mniej więcej połowa Polaków uzna, że już nie jest we własnym państwie gospodarzem. I to jest nasz realny problem.

Trudno z taką tezą się nie zgodzić. A mimo to nawoływania płynące z obu stron, że jesienią rozstrzygnie się bój o wszystko, są… prawdziwe. Nawet niewielka przewaga w wyborach parlamentarnych da zwycięzcy władzę ustawodawczą, dostęp do mediów publicznych, środki ze spółek Skarbu Państwa. I możliwość wprowadzania zmian, niekoniecznie akceptowalnych dla milionów rodaków. Widać to choćby po obawach, czy standardy WHO w edukacji seksualnej wprowadzane w warszawskich szkołach nie staną się ogólnopolską normą w razie przejęcia władzy przez Koalicję Europejską.

Pomysł Zdecentralizowanej Rzeczpospolitej sprowadza się do generalnie słusznej propozycji, by nie testować kontrowersyjnych rozwiązań na całej populacji, ale dać możliwość odmiennych wyborów poszczególnym regionom. Nie tylko w sprawie segregowania śmieci, ale i w kwestiach zasadniczych – kulturowych, obyczajowych, które najbardziej dzielą Polaków. Miałoby to sprawić, by ludzie o różnych wrażliwościach nie czuli się marginalizowani i wypychani z narodowej wspólnoty.

Wygaszanie czy rozlewanie?

Pomysł to radykalny. Chodzi o system wartości, stosunek do historii, wychowanie dzieci, rolę Kościoła w życiu publicznym. To nie są tematy zastępcze. Różnice, które nas dzielą, są istotne. A skoro nie ma widoków na kompromis, może warto decyzje delegować w dół, do regionów – proponują eksperci IUS. – Co by się stało, gdyby rząd w Warszawie, zamiast narzucać połowie obywateli swoją wizję moralności czy prawdy historycznej, zajął się trudną, ale ważną dla wszystkich kwestią zapewnienia każdemu Polakowi bezpieczeństwa: międzynarodowego, wewnętrznego, ekologicznego, zdrowotnego, ekonomicznego? – pyta prof. Antoni Dudek, jeden z autorów projektu.

Po takiej decentralizacji zwycięzca wyborów parlamentarnych nie będzie mógł automatycznie narzucić swojej wizji całemu krajowi. Decyzje w wywołujących konflikty kwestiach przeniesione zostaną z Warszawy do samorządowych województw. Możemy mieć – jak w USA, Niemczech czy Szwajcarii – różne regulacje w ramach jednego państwa. Ma to „rozładować konflikt polityczny”. A może raczej go przenieść? Nie rozładować, ale rozlać konflikt po kraju? To zasadnicza wątpliwość. Czy sejmik województwa zamieniony w lokalny rząd nie uwikła się w permanentny wewnętrzny konflikt? Czy między regionami nie narodzą się animozje utrudniające współpracę, a różne systemy edukacyjne nie zablokują swobodnego przepływu kadr?

Wbrew pozorom propozycja IUS wygląda na przemyślaną. Autorzy wmontowali w sugerowane rozwiązania ustrojowe liczne bezpieczniki (szczegóły na stronie: zdecentralizowanarp.pl), zakładają silną władzę centralną, liczą nie na wojnę domową, ale współpracę i wymianę doświadczeń, testowanie i upowszechnianie dobrych praktyk. Wszystko to jednak wydaje się bardzo dalekie od polskich realiów.

Wywoływanie wilka z lasu

„Nasze doświadczenia dotyczące samorządności są zdecydowanie pozytywne” – przekonują autorzy. Tyle że ocena dotychczasowych reform samorządowych też dzieli Polaków. Założenie: „zły rząd, lepszy samorząd” jest co najmniej dyskusyjne. Miastami rządzą deweloperzy, a zaangażowanie polityczne wielu prezydentów nie podoba się większości mieszkańców. Wątpliwości budzi także teza o podziale kulturowym nakładającym się (historycznie) na mapę regionów. Ostatnie wybory pokazały raczej, że ów podział ma charakter wyspowy: liberalne metropolie kontra konserwatywna prowincja. Nasze regiony wytyczone administracyjnie i uznaniowo 20 lat temu raczej nie mają jakiejś jednolitej tożsamości – jak w Niemczech czy Szwajcarii. I nie wiadomo, czy warto ją sztucznie budować wokół decyzji podejmowanych w sprawach światopoglądowych – owszem, demokratycznie – ale zapewne też nie aż tak znaczącą większością głosów.

To prawda, że na przykład ustalanie dziś przez Warszawę maksymalnych stawek za parkowanie w całej Polsce jest patologią, że praktycznie wszystkie instytucje mające wpływ na los polskich obywateli nie powinny mieć swoich siedzib w stolicy. I to warto zmienić. Ale przy zachowaniu racjonalnego umiaru, w duchu zasady pomocniczości. Pomysł, by coraz bardziej wrogie sobie środowiska zamknęły się w osobnych twierdzach i rządziły po swojemu, raczej nie obniży temperatury polskiego sporu. Rzecz jasna, rozbicie dzielnicowe nam nie grozi, a ruchy separatystyczne mają w Polsce jeszcze mniejsze wzięcie niż nacjonaliści. Tylko po co wywoływać wilka z lasu?

Jedność nie znaczy jednolitość

To jeden z chwytliwych bon motów, jakie padły podczas pierwszej publicznej prezentacji projektu Zdecentralizowanej Rzeczpospolitej w Pałacu Staszica. Dlaczego nie w Piotrkowie czy Cieszynie? Bo wtedy nie udałoby się zgromadzić na sali tłumu ciekawskich z różnych stron – od lewicy, przez liberałów, po konserwatystów. A to już wartość sama w sobie, mimo wyczuwalnego sceptycyzmu wobec poszczególnych rozwiązań zawartych w przedstawionej tam Karcie Wojewódzkiej, podstawowym dokumencie proponowanego nowego ustroju.

Zdecydowana większość publikacji dotyczących zdecentralizowanej Rzeczpospolitej jest krytyczna. Z drugiej strony pomysł budzi spore zainteresowanie, co świadczy o głodzie nowych idei, koncepcji lepszego niż dotąd urządzenia Polski, dającego obywatelom większą siłę sprawczą. Prawa wyborcze zyskuje generacja, która domaga się realnych możliwości oddziaływania na swój los – codziennie i w każdej sprawie, a nie raz na cztery lata. Nie jest więc pozbawiona sensu przedstawiona w Karcie propozycja referendów elektronicznych dających obywatelowi poczucie kontroli nad lokalną władzą, z możliwością odwołania w trakcie kadencji radnego, wójta, burmistrza, prezydenta miasta czy marszałka województwa.

Potrzeba debaty ustrojowej (do której zachęcał także Prezydent RP) jest realna, także ze względu na sytuację w Europie. Inna skala, te same dylematy – jedność nie znaczy jednolitość. Brytyjczycy mają podobny problem jak Polacy: też muszą poradzić sobie z głębokim podziałem w kwestii brexitu. Referendum okazało się nie tyle rozwiązaniem, ile problemem. Demokracja liberalna znalazła się w głębokim kryzysie. Trwa poszukiwanie nowych rozwiązań ustrojowych i niewątpliwie rację mają twórcy Inkubatora, zachęcając, by to z Polski, jak już wielokrotnie w historii bywało, wyszła koncepcja nowej umowy społecznej. Może niekoniecznie jeszcze ta, którą właśnie zaprezentowano, ale warto nie ustawać w poszukiwaniach. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • wierny czytelnik
    15.05.2019 09:20
    W przypadku województwa Śląskiego federalizacja nie zasypie podziałów. Różnice pomiędzy dwoma zaborami wchodzącymi w skład województwa są nie do zniesienia. Trzebaby od nowa ustanowić podział administracyjny z jednym województwem Śląskim z stolicą w Katowicach i drugim Zagłębiowskim z stolicą w Sosnowcu, przy czym te miasta sąsiadują ze sobą.
    Przykładowo w Zagłębiu 15% ludzi uczestniczy w niedzielnej mszy. Na Śląsku 60% a na śląskich wsiach nawet ponad 80%.
    Różnice są we wszystkich kwestiach światopoglądowych i wyznawanej etyce. Przykładowo na Śląsku mówi się: Rób to co dobre, a nie rób tego co złe bo nie wolno źle robić, nie wolno nikogo krzywdzić. Za to w Zagłębiu mówi się Rób to co korzystne, nie rób tego na czym mógłbyś być stratny, co jest niekorzystne dla ciebie, nie wolno dać się skrzywdzić.
    Było ostatnio kilka przypadkow w województwie gdy w szpitalach zmarło kilka osób w poczekalni nie doczekając się na pomoc.
    3 przypadki w kilka dni były w Zagłębiu (Sosnowiec, Dąbrowa Górnicza, Zawiercie). Po interwencji mediów, rzecznik szpitala wysłał maila że jutro należy oczekiwać oficjalnego oświadczenia w tej sprawie.
    Ale był też jeden taki sam przypadek na Śląsku w Wodzisławiu. Dyrektor szpitala tego samego dnia przeprosił i wyrażał ubolewanie, że do tego doszło i zapowiedział zwolnienia.
    Niestety wtedy Wiadomosci pokazały materiał "Co się dzieje z śląskimi szpitalami" co było po raz kolejny celowym przekłamaniem mającym sugerować, że Śląsk jest zły a etos pracowitego dobrego Ślązaka jest nieprawdziwy.
    Niestety pan Kaczyński nadal Śląska nie rozumie i się go boi, a nie wie pan Kaczyński, że Polska byłaby krajem jego marzeń, tradycycyjnych wartości, bogobojnych dobrych, pracowitych uczciwych, oszczędnych ludzi, kochających Polskę, gdyby ta Polska w całości była jak ten Śląsk.
  • mudia
    15.05.2019 09:34
    Chciałem dodać komentarz, ale wasz automat cenzurujący to jakaś porażka. Nie wiem czy chodziło o słowo sek5ualna czy też o link, ale powinniście to stanowczo poprawić.
    doceń 2
  • krut00
    15.05.2019 23:40
    RP III miała z założenia właśnie sama siebie zniszczyć. Kompetencje Prezydenta i Premiera wzajemnie się wykluczają i prowadzą do animozji lub otwartej wojny. Ten ustrój polityczny jest zły i należało go już dawno temu zmienić, tyle że proponowane przez pana rozbicie na federacje jest dalszym osłabieniem, umierającego już, państwa polskiego.
    doceń 1
  • tomaszl
    16.05.2019 07:15
    Aby Polska miała być federacją potrzeba nie 16 czy 49 województw co najwyżej 3-4 regiony. Ale dziś dla wielu, bardzo jest niezrozumiałym pojęcie samorządu lokalnego, a co dopiero w sytuacji federacji... Cóż, komuna zbiera swoje owoce, co widać dziś w tęsknocie za silna centralna władzą.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL