Nowy numer 42/2019 Archiwum

Co zmienił Jan Paweł II?

Udowadnianie, że papież-Polak nie był supermenem jest bezcelowe. Czy ktoś w ogóle tak twierdzi?

To już czternaście lat…

Dobrze pamiętam tamten dzień, i to od rana, choć Papież zmarł wieczorem. Bo rano byłem na targu, robiłem zakupy i już wtedy uderzyło mnie, że ludzie nie rozmawiają ze sobą tak jak zwykle. Kupując marchewkę i kartofle, mówili o Janie Pawle II. – Podobno umierający jest – usłyszałem przechodząc obok dwóch panów, którzy wyglądali na częstszych bywalców knajpy niż kościoła. Byli smutni, przejęci.

Atmosfera w całej Polsce zrobiła się uroczysta. Zaczynał się tydzień, jakiego nie było w historii Polski. Odtąd aż do pogrzebu świętego papieża praktycznie wyparowały wszelkie inne tematy. W telewizjach, w radiu i gazetach był tylko Jan Paweł II, na większości samochodów powiewały czarne wstążki, czasem z żółtą i białą. Ludzie po kościołach modlili się liczniej niż zwykle, a nawet na Onecie komentarze internautów zrobiły się poważne. Ba! Niektórzy pytali tam, gdzie mogliby się wyspowiadać. Świadectwa nawróceń sypały się zewsząd. Określenie „narodowe rekolekcje” na to, co się wtedy działo, było całkowicie adekwatne.

– Ja po papieżu płakałem bardziej niż po mamie – powiedział mi znajomy ksiądz.

To nie było zjawisko odosobnione, zupełnie tak, jakby dar łez został wylany na całe społeczeństwo.

Zdarzają się zbiorowe histerie, psychozy, ale to nie miało nic wspólnego z takimi rzeczami. Tym bardziej nie było to coś, do czego próbowali porównywać to nieliczni ludzie złej woli, mianowicie do żałoby po Stalinie albo po koreańskich Kimach. Właśnie to zestawienie pokazywało zasadniczą różnicę: było to całkowicie szczere, spontaniczne i dobrowolne, a owocowało nawet takimi zjawiskami, jak pojednanie się kibiców rywalizujących ze sobą drużyn sportowych.

Ten niezwykły czas został zwieńczony największym pogrzebem, jaki widział świat. Do Rzymu przyjechało kilka milionów ludzi, aby patrzeć, jak na Placu Świętego Piotra Duch wieje dosłownie, szarpiąc krwistoczerwonymi ornatami setek kardynałów i biskupów, i wertując karty leżącego na trumnie ewangeliarza, aby go w końcu zamknąć.

Dzieło ziemskiego życia Jana Pawła II było skończone, ale jego błogosławione owoce trwają.

Do niezwykłych zjawisk należy zaliczyć i to, że dopiero teraz, po czternastu latach od śmierci papieża-Polaka, zaczynają pojawiać się próby kwestionowania jego dokonań. Zazwyczaj takie rzeczy dzieją się bardzo szybko po śmierci, bo „obalanie pomników” albo przynajmniej ich „odbrązawianie” to ulubione zajęcie wielu osób, zwłaszcza gdy pragną własnego pomnika. Nie ma w tym zresztą nic złego, przeciwnie – jest to pożyteczne, bo jeśli poparte dowodami i poprawnie uargumentowane, zbliża do prawdy. Na Jana Pawła II jednak – co zdumiewające – nikt nie znalazł prawdziwego „haka”. Nawet raporty esbeków okazały się pierwszym „procesem informacyjnym” do jego kanonizacji. To, co mamy teraz, to dywagacje, przypuszczenia, rozsiewanie wątpliwości niepopartych konkretami. Albo po prostu taka prywatna „filozofia kwestionowania”.

Znaczący dla tego sposobu widzenia komentarz zamieścił jeden z internautów pod moim ostatnim felietonem w GN. „Dociera do nas powoli, że Nasz Papież nie był wcale takim »Supermenem«, jak przyzwyczailiśmy się myśleć. Z perspektywy lat okazuje się, że wcale nie obalił komunizmu, nie zmienił świata, ani nawet nie odnowił Kościoła. W naszym kraju sprowadzony został jedynie do symbolu, któremu stawia się pomniki i imieniem nazywa szkoły” – napisał ktoś o nicku „Gość”.

Zdaje się, że takie myślenie się upowszechnia, więc pozwolę sobie się do niego odnieść. Nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek rozumny na poważnie twierdził, że JPII jest nadludzkim herosem. Widzieliśmy jego słabość, towarzyszyliśmy mu w chorobie. Błędy też popełniał, lecz nad podziw mało można ich dziś, po latach, wskazać przy tak długim pontyfikacie. Supermenem dla nas nie był – ale świętym był, owszem. Świętym w takim stopniu, w jakim to na ziemi możliwe, gdy się Boga szczerze kocha i ma stałą wolę pełnienia Jego woli. Wyczuwaliśmy to powszechnie.

Komentator pisze: „Z perspektywy lat okazuje się, że wcale nie obalił komunizmu, nie zmienił świata, ani nawet nie odnowił Kościoła”. Takie opinie będą pewnie coraz częstsze, ale coś podobnego można powiedzieć równie dobrze o każdym świętym. Ba, można to powiedzieć nawet o Panu Jezusie! Nie sprawił przecież, że ludzie przestali grzeszyć, czyż nie? A czy zmienił świat, skoro większość jego mieszkańców czci dziś obcych bogów albo samych siebie? Wciąż cierpimy i umieramy, toczymy wojny i krzywdzimy maluczkich. Więc jakie jest to dzieło Jezusa?

Ano takie, że otwarł nam niebo i umożliwił ludziom przyjęcie łask, które nas do zbawienia wiecznego prowadzą. Reszta zależy od nas. Jedni to wykorzystują, inni nie. Jedni mniej, drudzy więcej. Jan Paweł II należy do tych drugich – przyjął Boży plan dla siebie bez marudzenia i wprowadzania poprawek, więc stał się święty. Nie obalił komunizmu, fakt – ale doprowadził do tego Bóg, posługując się nim. Czy papież zmienił Kościół? Oczywiście, że tak – ale na tym świecie takich rzeczy nie da się zmierzyć, podobnie jak nie można powiedzieć na ile zmieniają się, na przykład, ludzie słuchający dobrych rekolekcji.

Czy zmienił świat? Na tyle, na ile wpłynął na zmianę ludzi. Na mnie wpłynął.

Przeczytaj również:
8 wypowiedzi św. Jana Pawła II na temat odwagi

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Zobacz także

  • żylasty
    02.04.2019 11:29
    Na przykładzie obecnie odkrytych materiałów można podważać udział L.Wałęsy w obaleniu komunizmu w Polsce. W przypadku Papieża Jana Pawła II i jego działań w latach 80-tych np. z R.Reganem i innymi dyplomatami zachodnimi otrzymujemy obraz przeciwny (polecam wspomnienia R.Regana i Brzezińskiego). Kazania wygłaszane podczas pielgrzymek też przyczyniały się do tego (pośrednio i bez). Próba zamachu na życie zorganizowana przez Sowietów jasno pokazuje kto był dla nich wrogiem nr 1. Na jakiej podstawie wyciągać można inne wnioski? Mam świadomość że prowokatorów nie brakuje.
    doceń 27
  • żylasty
    02.04.2019 11:57
    Mechanizm prowokacji jest zawsze ten sam. Najpierw wrzuca się informację że np: "Polacy z Niemcami mordowali i zakładali obozy podczas II wojny światowej". Za jakiś czas powtarza to samo, i jeszcze raz...Po kilku latach B.Obama w oficjalnym wystąpieniu zaczyna bredzić o polskich obozach koncentracyjnych...Powtarza to później sekretarz stanu, podchwytują nierzetelni dziennikarze, i tak realizuje się wrogie zamiary. W ostateczności skłóca się nasz naród i neutralizuje nasz głos.
    doceń 25
  • Obserwator
    02.04.2019 12:49
    "Co zmienił Jan Paweł II?" Dla starszego pokolenia bardzo dużo.Dla młodszego tylko jedno - małą architekturę w co drugiej parafii. Gdzie figura lub pomnik JPll wyrastały jak po deszczu.Kiepskiej jakości figury zamieniły JPlI w odpustowego świętego,a tkanina z kroplą jego krwii stała się obwoźną atrakcją.Nie wierzycie? Spytajcie młodzieży....
    doceń 24
  • CSOG
    02.04.2019 14:12
    „Powrót do głębokiej modlitwy, która jest uważnym słuchaniem Boga, daje wolność, stwarza w nas niezbędny dystans wobec świata.” - Cyprian Moryc – Wolność jest w Tobie
    Mam nadzieję że kolejna kolumna w dziale opinie Gosc.pl i powyższy artykuł redaktora Kucharczaka przyniesie przynajmniej jeden pożyteczny owoc. Mam nadzieję, że nie tylko autorowi felietonu, ale również kilku innym osobom nasunie refleksję, że o ile warto zająć swoje własne stanowisko, wyrazić własną opinię, swoje zdanie, to już wchodzenie w dialog z myślą ograniczoną kajdanami przekonania „tylko ja mam jedyną słuszną rację” może być totalnie bezowocne. A nawet szkodliwe. Dialogi i dyskusje w obrębie rozmówców dla których posiadanie swojej własnej świętej racji jest nie tylko świętością i wartością samą w sobie, jest też wartością najwyższą. Obrona tej wartości staje się życiowym celem pojmowanym jako akt odwagi, heroizmu i poświęcenia. Walka z tego rodzajem alter ego, a nawet prowadzenie z nim jakiegokolwiek dialogu przynosi najczęściej po obu stronach więcej strat, niż korzyści. Warto to dostrzec, docenić i w przyszłości wykorzystać. Czasami dajemy się podpuścić kuszącej propozycji „warto rozmawiać”. Taką tezę trzeba jednak każdorazowo weryfikować pod kątem zysków i strat. Dla właściwej oceny wartości dialogu bilans aktywów i pasywów jest niezbędny. Zdarzają się bowiem rozmówcy o horyzoncie myślowym tak zacementowanym, że jakikolwiek argument ma rację bytu tylko wówczas, kiedy opowiada się po stronie tego rozmówcy. Inne argumenty nie mają u tego typu rozmówców żadnej racji bytu, żadnej wartości i żadnego uzasadnienia. Nie wspominając o osobach, które dogmatu o wyższości intelektu nad uczuciem trzymają się bardziej kurczowo niż wisielec sznura, a tonący brzytwy. Najbardziej niebezpieczni są dyletanci postrzegający siebie samych za oczytanych … to gatunek nie do pokonania. :) Tak więc przyznaję rację jednemu ze swoich adwersarzy w innym wątku, że czasami dobrze jest wypowiedzieć swoją myśl i zamilknąć. Posłuchać lepiej ciszy niż wrzasku.
    Pewne wartości można obronić tylko w taki sposób. Upamiętniając minutą ciszy pamięć o tych, którzy zawsze muszą mieć rację. Niech mają, na zdrowie. :)
    doceń 11
Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji