Nowy numer 48/2020 Archiwum

Radosny przegląd prasy

Internet to nie druk i nieco innymi prawami się rządzi. Jednak między „proste” a „prostackie” jest spora różnica.

Ze względu na wykonywany zawód czasem wchodzę na różne internetowe portale informacyjne. Czy też na różne portale „informacyjne”. Bywa bowiem, że przeczytam coś sensownego, interesującego i dobrego. Bywa, że to nawet inspirujące. Ale zazwyczaj włos jeży się na głowie, a teksty prezentowane na portalach są po prostu źle redagowane, prymitywne. Jasne, że internet to nie druk i nieco innymi prawami się rządzi. Jednak między „proste” a „prostackie” jest spora różnica. Tak samo między „tekst krótki” a „tekst okrojony z wartości merytorycznych”. Ale to nawet nie jest największy problem, o ile – co warto zaznaczyć – czytelnik owych portali ma też inne źródła informacji i strony internetowe nie są jego jedynym źródłem wiedzy o świecie ani jedynym kontaktem z tekstem. Dużo gorzej prezentuje się tematyka owych „informacji”. Że tendencyjna – pokazująca niemal wyłącznie zło, skandale i nieco spaczoną wizję świata, to jedno. Drugie, że kreuje pewne tematy czy zjawiska, o których nawet byśmy nie wiedzieli, że istnieją. Bo tak naprawdę nie istnieją lub są marginalne. Dzięki zainteresowaniu jednego czy drugiego portalu, a de facto stworzeniu problemu, mają szansę zaistnieć. Portal wykarmi się dzięki temu, bo czytelnik klika – najpierw tematem zadziwiony, potem zainteresowany, a na końcu –przekonany, że ów tekst jest prawdą. „Taką prawie z Wikipedii” – jakby właśnie Wikipedia, którą może „redagować” każdy, była miernikiem prawdziwości.

To teraz krótka próbka. Przegląd prasy na wesoło, czy raczej groteskowo, jednego z portali.

Temat pierwszy. Kolejna odsłona upadłego love story dawnego premiera i jego byłej już (kraj odetchnął, ale tylko na chwilę) żony – poetki. W zasadzie temat znany i wielokrotnie odgrzewany. Nie trzeba wspominać, że żenujący. Ale co tam. Napisze się, przywoła, okrasi. Ludzie klikną. Przecież wielu czytelników ma podobne problemy. A nawet jeśli byłe żony poetkami nie są i publicznie brudów nie piorą, to człowiek przynajmniej się z tego faktu ucieszy.

Temat drugi. Jakiś łzawy reportaż o tym, że małżeństwa się rozstają, bo ona się rozwija, a on nie. Ona idzie po szczeblach kariery jak burza, a on nie wie, co to dress code i nie myje rąk. Znają państwo takie sytuacje? No to poznają.

Temat trzeci. Tekst „Mój tata jest księdzem”, a obok „Celibat to przeżytek” – czyli kolejna odsłona poważnych tematów poruszanych przez ignorantów. Nie z troski o Kościół, lecz o klikalność.

Takie są niektóre media. Dlatego szukajmy dobrych.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także