Nowy numer 42/2019 Archiwum

Jak się uczy cudze dzieci?

Są dwa powody, żeby zostać nauczycielem: lipiec i sierpień – żartują pedagodzy. Nie żartują związkowcy, którzy grożą strajkiem.

W polskich szkołach pracuje 492 tys. nauczycieli. Około 80 proc. z nich to kobiety. Daniel Skorupski przez 4 lata uczył w warszawskich szkołach: podstawówce i gimnazjum. Odszedł, bo miał dość biurokracji. – W państwowych placówkach jest ogromny nacisk na papierologię, która nie jest nikomu potrzebna, a zajmuje nauczycielom czas – tłumaczy. – Wiele godzin zajmowało mi pisanie sprawozdań z egzaminów próbnych, egzaminów właściwych, egzaminów szóstoklasistów, wypełnianie dokumentów wewnątrzklasowych – bo byłem wychowawcą, tworzenie sprawozdań z konkursów. Było tego mnóstwo. Z nauczyciela stałem się urzędnikiem.

Obowiązek tworzenia dokumentacji wynika z ministerialnych przepisów i zasad ustalanych przez same szkoły. Najwięcej biurokratycznej pracy jest wtedy, kiedy nauczyciel stara się przejść na wyższy szczebel awansu zawodowego. A od tego zależy jego płaca.

Od stażysty do dyplomowanego

Są cztery stopnie awansu zawodowego nauczycieli: stażysta, nauczyciel kontraktowy, nauczyciel mianowany i nauczyciel dyplomowany. Zasady te wprowadzono w 2000 r. Na początku bieżącego roku szkolnego zostały one zmienione – cała droga awansu trwa teraz ok. 15 lat zamiast dotychczasowych 10.

Stażysta pracujący na pełny etat zarabia 1750 zł brutto, jeśli nie ma tytułu magistra lub przygotowania pedagogicznego. Jeśli ma jedno i drugie, dostanie ok. 2 tys. zł. Na początku stażu młody pracownik szkoły przedstawia dyrektorowi plan rozwoju zawodowego. Po 9 miesiącach pracy (czyli w praktyce po jednym roku szkolnym) musi udowodnić, że go zrealizował. Jeśli to się nie uda, staż zostaje przedłużony. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, nauczyciel może dostać umowę na czas nieokreślony.

Dotychczas o kolejny awans można było się ubiegać po 9 miesiącach od zakończenia stażu, a młodego nauczyciela oceniano na podstawie rozmowy przeprowadzanej przez komisję kwalifikacyjną. Obecnie okres oczekiwania wydłużono o rok, a rozmowę zastąpił egzamin.

Daniel Skorupski zakończył staż, a później uzyskał status nauczyciela kontraktowego. Aby tak się stało, musiał dokumentować prowadzone przez siebie konkursy dla uczniów i różne przedsięwzięcia realizowane w szkole. Potrzebna była też pozytywna ocena sposobu prowadzenia przez niego zajęć. Awans oznaczał większe zarobki. Nauczyciel kontraktowy (będący magistrem i posiadający przygotowanie pedagogiczne) zarabia ok. 2,1 tys. zł miesięcznie. Daniel Skorupski otrzymywał jeszcze dodatek za wychowawstwo, którego wysokość ustalają samorządy. W niektórych regionach kraju wynosi on 40 zł, w innych 260 zł. Anglista dorabiał jeszcze w szkole językowej, gdzie otrzymywał jedną trzecią tego, co w głównym miejscu pracy. Później rozpoczął starania o uzyskanie kolejnego stopnia, ale po roku zrezygnował. Po 4 latach pracy pożegnał się z publiczną oświatą i przeszedł na stałe do szkoły językowej. Gdyby tego nie zrobił, następnym szczeblem awansu byłby tytuł nauczyciela mianowanego.

Starania o zdobycie tego stopnia może podjąć osoba będąca od 3 lat nauczycielem kontraktowym. Zaczyna ona 9-miesięczny staż, po którym ponownie jest oceniana. Jeśli dobrze wypadnie, jako nauczyciel mianowany zarobi 2,4 tys. zł miesięcznie. Po kolejnych 4 latach może podjąć starania o osiągnięcie najwyższego stopnia – nauczyciela dyplomowanego. Staż potrwa wtedy 2 lata i 9 miesięcy, a kandydata oceni szkolna komisja oraz organ pełniący nadzór, czyli najczęściej kuratorium oświaty. Sukces oznacza wzrost pensji do wysokości 2,8 tys. zł. Wraz z awansem rośnie też stabilność zatrudnienia – nauczyciele dyplomowani uchodzą za pracowników niemożliwych do zwolnienia. Gorzej, jeśli nauczyciel będzie szukał nowego zatrudnienia. Szkoła nie dostaje żadnego bonusu finansowego za przyjęcie nauczycieli o wyższym statusie zawodowym. Ich pensje, tak samo jak pozostałych, pochodzą z subwencji oświatowej, która wynosi 5,6 tys. zł na każdego ucznia. Im więcej jest belfrów z wyższym stażem, tym trudniej podzielić tort.

Do pensji dochodzi dodatek stażowy (1 proc. zasadniczego wynagrodzenia za każdy przepracowany w szkole rok) i dodatek motywacyjny, który można dostawać przez okres od 2 do 6 miesięcy. Dodatek dla dyrektorów i wicedyrektorów to od 5 do nawet 100 proc. pensji. Największe szanse na dorobienie korepetycjami mają nauczyciele języków obcych, polskiego i matematyki. Innym nie zawsze się to udaje.

Kurs po nic

Pensum, czyli liczba godzin, które nauczyciel musi przepracować w tygodniu, jest ustalana przez organ prowadzący szkoły, czyli np. gminę. Nie może być wyższa niż 22 godziny tygodniowo. W 2009 r. ówczesne ministerstwo wprowadziło jeszcze tzw. godziny karciane (najpierw jedną, potem dwie), które trzeba było przepracować w ramach dotychczasowej pensji. W 2016 r. minister Elżbieta Zalewska zlikwidowała ten obowiązek.

Godziny przepracowane dodatkowo, np. na dyżurach, traktowane są jako płatne dodatkowo. Nie są rozliczane rady pedagogiczne, wywiadówki i dni otwarte, a także sprawdzanie prac uczniów i przygotowywanie lekcji. – Jeśli ktoś, jak matematycy czy poloniści, ma dużo prac pisemnych do sprawdzenia, to zabiera je do domu albo zostaje po godzinach w szkole – mówi Daniel Skorupski. – Rodzice uczniów byli zdziwieni, kiedy dowiadywali się, że nie mamy dodatkowego wynagrodzenia za wyjazdy na zielone szkoły, choć wtedy pracujemy i odpowiadamy za bezpieczeństwo uczniów przez 24 godziny.

Są też obowiązkowe szkolenia, organizowane często w weekendy. – Przez 4 lata pracy w publicznej podstawówce nie pamiętam, żebym miał jakieś szkolenia dotyczące metodyki nauczania mojego przedmiotu czy metodyki w ogóle. Zdarzały się kursy BHP, a najwięcej było szkoleń na temat zmian w przepisach – wspomina były nauczyciel w szkole publicznej.

Pani nie przyszła, bo strajkuje

Warunki pracy nie zadowalają nauczycielskich związkowców. Zarówno Związek Nauczycielstwa Polskiego, jak i Solidarność zapowiadają strajki. Już we wrześniu zeszłego roku działacze ZNP demonstrowali w Warszawie. Na początku lutego br. poinformowali, że zakończyli pierwszy etap przygotowań do strajku, jakim jest oficjalne przedstawienie żądań. Jak mówią, w spór zbiorowy z dyrekcjami weszli pracownicy ponad połowy polskich szkół i przedszkoli. W tym samym czasie wielu nauczycieli poszło na zwolnienia lekarskie, nie ukrywając, że to forma protestu.

Solidarność także namawia nauczycieli do protestu, choć dystansuje się od korzystania z fałszywych zwolnień. – Nie popieramy takiej metody – mówi Ryszard Proksa, szef sekcji oświaty w NSZZ „Solidarność”. – Okazała się dziwnie skuteczna w przypadku innych branż, ale wyglądało to na ustawkę polityczną. Prowadzimy protesty zgodnie z polskim prawem, a ten sposób krzywdzi ludzi, którzy naprawdę zachorowali, a pada na nich podejrzenie, że coś kombinują.

Działacze Solidarności zaczęli już wchodzić w spory zbiorowe z kierownictwem szkół, w których pracują. Ewentualny strajk ma być częścią protestu całego związku, do którego może dojść w kwietniu.

Według sondażu opublikowanego pod koniec stycznia przez portal wp.pl, Polacy nie są zachwyceni pomysłem strajku w szkołach. Większość uważa, że nauczyciele powinni zarabiać więcej niż obecnie, ale 44 proc. ankietowanych nie chce protestu. Przeciwnego zdania jest 38 proc. Gdyby strajk miał oznaczać zamknięcie placówek oświatowych, przeciw niemu opowiedziałoby się 48 proc. respondentów, a 32 proc. poparłoby go. Można przypuszczać, że przeciwników byłoby jeszcze więcej, gdyby do protestu doszło w czasie egzaminów, co zapowiada część związkowców.

Jedno „dziękuję”

Choć pensje nie są wysokie, polscy nauczyciele ostatnio nie muszą się martwić o etaty. Wbrew ostrzeżeniom ZNP, rozpoczęta w 2016 r. likwidacja gimnazjów nie spowodowała masowych zwolnień pracowników oświaty. Nauczyciele narzekali na kłopoty z pracą w okresie, kiedy kilka lat temu zmieniano podstawy programowe, ograniczając w praktyce liczbę godzin historii czy języka polskiego. Obecne władze MEN podają, że w latach 2007–2015 zatrudnienie straciło ok. 42 tys. nauczycieli i zamknięto 1040 szkół. Aktualnie problemem jest raczej niewystarczająca liczba chętnych do pracy w szkołach i przedszkolach. Na początku roku szkolnego okazało się, że w poszczególnych województwach brakuje od kilkudziesięciu do nawet kilku tysięcy pracowników dydaktycznych. „Dziennik Gazeta Prawna” podawał, że we Wrocławiu do obsadzenia było 100 wakatów, w Gdańsku – 140, w województwie zachodniopomorskim – 144, a w łódzkim – 149. Ponadto 800 wolnych miejsc czekało na nauczycieli w Małopolsce, a rekord padł na Mazowszu. Tu brakowało 3 tys. pedagogów, z czego 1,6 tys. w Warszawie. Najdotkliwiej odczuwalny był brak specjalistów od nauczania początkowego i przedszkolnego, a także anglistów.

Od lat spada też odsetek najmłodszych nauczycieli, co oznacza, że studenci niechętnie wiążą swoją przyszłość z tym zawodem. Tylko 3 proc. osób uczących w szkołach ma 25 lat lub mniej (dane z roku szkolnego 2014/2015). Ludzie w wieku 26–30 lat stanowią 10 proc. nauczycieli, 36–40-latkowie to już ok. 15 proc. Kolejne grupy wiekowe są jeszcze liczniejsze.

Powodem takiej sytuacji są przede wszystkim niskie zarobki. – Nauczyciele dawno nie dostali waloryzacji płac – tłumaczy Ryszard Proksa, przewodniczący sekcji oświaty w NSZZ „Solidarność”. – Z powodu inflacji ich możliwości nabywcze spadły poniżej tych z 2007 r., a o 15 proc. obniżyła się relacja płacy nauczyciela do średniej krajowej.

Solidarność domaga się 15-procentowej podwyżki od razu. Ministerstwo Edukacji Narodowej proponuje trzy podwyżki po 5 proc. w ciągu półtora roku. Wzrosnąć mają też premie i dodatki, ale związkowcy domagają się podwyższenia zasadniczych płac. 8 lutego minister Anna Zalewska podpisała rozporządzenie wprowadzające podwyżkę płac dla nauczycieli. Zarobki nauczycieli z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym (stanowią oni 96 proc. wszystkich uczących w polskich szkołach) wzrosną od 121 do 166 zł brutto – w zależności od stopnia awansu zawodowego. Od 1 stycznia br. nauczyciel stażysta zarobi 2538 zł brutto (wzrost o 121 zł brutto), kontraktowy – 2611 zł (wzrost o 124 zł), mianowany – 2965 zł (wzrost o 141 zł), a dyplomowany – 3483 zł (wzrost o 166 zł). Rzecznik MEN Anna Ostrowska stwierdziła w rozmowie z „Gościem”, że liczy na to, iż do protestów nie dojdzie.

Wszystko wskazuje więc na to, że największą korzyścią z wykonywania zawodu nauczyciela pozostaną długie wakacje i satysfakcja z pracy z młodzieżą. – Jedno „dziękuję” usłyszane raz na jakiś czas potrafi człowieka podbudować – mówi Daniel Skorupski.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL