Nowy numer 42/2019 Archiwum

Walka z nienawiścią

Do więzienia nie idzie się za chciwość, tylko za kradzież; nie za pożądliwość, tylko za molestowanie; nie za nienawiść, tylko za atak.

„Donoszę, że ochotniczo my ukończyli akcję tępienia analfabetyzmu w powiecie. Ostatni analfabeta ukrywał się w krzakach na Górce Piastowskiej, ale my go znaleźli. Trochę się bronił, ale mu szwagier przyłożył kłonicą, a ja mu poprawiłem. Tak, że nie ma już analfabety”.

To opowiadanie Sławomira Mrożka (jeden z „Donosów” pisanych w latach 80.) przypomina mi się, kiedy oglądam toczącą się w Polsce walkę z nienawiścią. Polega ona na hejtowaniu nienawistnych świń z drugiej strony barykady. Od czasu do czasu można też przejść od słów do czynów, jak w przypadku demonstrantów, którzy przed siedzibą TVP Info zaatakowali Magdalenę Ogórek. Nie zaszkodzi też publiczny rachunek sumienia cudzego (czy to bydlę nie sieje nienawiści?) i własnego (czy aby nie za bardzo pobłażam nienawistnikom?). Finałem ma być stworzenie przepisów, które wyeliminują nienawiść z życia publicznego.

Gdybyśmy potraktowali serio hasło państwowej walki z nienawiścią, należałoby je uznać za utopię. Zgodnie z europejską tradycją człowieka nie karze się za myśli i emocje, tylko – jeśli na to zasługują – za czyny. Do więzienia nie idzie się za chciwość, tylko za kradzież; nie za pożądliwość, tylko za molestowanie; nie za nienawiść, tylko za atak – przynajmniej werbalny. Potępienie nienawiści, a raczej nauka tego, jak żyć miłością, to zadanie Kościoła i innych wspólnot wyznaniowych, wychowawców czy rodziców. Państwo i jego prawo mają pewną rolę wychowawczą, ale dość ograniczoną. Trudno byłoby karać, albo nagradzać człowieka za to, co dzieje się w jego głowie. Istnieją systemy polityczne, w których władza próbuje to robić, ale nie uchodzą one za wzór do naśladowania.   

To jednak rozważania z dziedziny filozofii polityki. Praktyka jest taka, że hasło „mowa nienawiści” to sposób na uciszenie przeciwników. Działający zresztą w jedną stronę – nie przypominam sobie w każdym razie sprawy o nazwanie kogoś „dzieciorobem”, albo „klechą”. I jeśli polskie władze naprawdę uchwalą przepisy o walce z nienawiścią, Mrożka będzie można uznać za kolejnego narodowego wieszcza.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jakub Jałowiczor

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwent nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynał w radiu „Kampus”. Współpracował m.in. z dziennikiem „Polska”, „Tygodnikiem Solidarność”, „Gazetą Polską”, „Gazetą Polską Codziennie”, „Niedzielą”, portalem Fronda.pl. Publikował też w „Rzeczpospolitej” i „Magazynie Fantastycznym” oraz przeprowadzał wywiady dla portalu wideo „Gazety Polskiej”. Autor książki „Rzecznicy”. Jego obszar specjalizacji to sprawy społeczno-polityczne, bezpieczeństwo, nie stroni od tematyki zagranicznej.
Kontakt:
jakub.jalowiczor@gosc.pl
Więcej artykułów Jakuba Jałowiczora

Zobacz także

  • CSOG
    05.02.2019 14:00
    Ziarno i chwast
    Sprawa jest prosta kiedy siejemy ziarno a przychodzi zły człowiek i w dobry zasiew wsiewa chwast. Znacznie gorzej, kiedy sami siejemy nie zwracając uwagi, że razem z dobrym ziarnem zasiewamy chwast. Nie rozumiecie tej prostej przypowieści? Jak zatem zrozumiecie kiedy zechcę napisać o złożonym procesie jakimi jest oddziaływanie na społeczeństwo przez przekazywane medialnie treści? Dziennikarz to siewca. To taka osoba, która wyławia, wyłuskuje z rzeczywistości określone wydarzenia, przetwarza je na informacje i zasiewa na glebie społeczeństwa, które osobiście i bezpośrednio się z tym wydarzeniem nie zetknęło. I to jest właśnie miejsce i czas w którym siewca czyli dziennikarz powinien oddzielić dobre ziarno od plew i nasion chwastu. To jest sposobność i okazja, aby zasiać dobre ziarno i nie rozsiewać nasion chwastów. Dobre ziarno, to dobre nowiny, dobre myśli i dobre słowa. To zachęta do czynienia dobra. To nie tylko dobre działanie, ale również mówienie i pisanie o dobru, również zachęcanie czytelnika do myślenia o dobru. Kiedyś doświadczony życiowo i profesją ksiądz powiedział do mnie: ”Nie dyskutuj ze złem, nie wchodź z nim w dialog, bo zawsze przegrasz”. Dyskutuj z dobrem, z nim prowadź dialog, o nim myśl, pisz i rozmawiaj. Wtedy na pewno nie przegrasz. Mądry ksiądz. Nam przecież nie polecono walczyć ze złem, ani mieczem ze stali ani stalówką pióra. Od zła należy się zdystansować, odsunąć, odgrodzić, unikać jakiegokolwiek z nim kontaktu. Nam nakazano głosić dobro i dobrą nowinę. I dla mnie w głębokim błędzie jest dziennikarz, który pozostaje w przekonaniu, że „nauka tego, jak żyć miłością, to zadanie Kościoła i innych wspólnot”. To w równej mierze zadanie dziennikarza, który jest częścią tego Kościoła!
    W przeciwnym razie wszyscy staniemy się jak owo „stado świń” w które wpędzono legiony duchów złych nowin, złych informacji, duchów złych słów i myśli, aby następnie w zaślepionym pędzie skierowały się one ku przepaści swojej zagłady.
  • thebodzio
    05.02.2019 14:05
    Echh… Jedyna „mowa” jaką jest „mowa nienawiści” to „nowo-mowa”. Niestety, ale to wszystko stare, dobre (niedobre?) orwellowskie klimaty. „Mowa nienawiści” to znakomity przykład współczesnej subwersji językowej: „stwórzmy określenie naładowane emocjonalnie, ale niejasne, tak, żeby można nim było określać coraz to nowe i nowe formy ludzkiej wypowiedzi lub działalności. W ten sposób zwyczajną, słuszną «krytykę» będzie można nazwać «mową nienawiści», a przecież «miłość» – «dobrze», «nienawiść» – «źle». Kto by się przejmował logiką? Przecież postmodernizm i tak jej nie uznaje – ważne tylko czyja narracja wygrywa. Kto by się przejmował, że druga strona może mieć rację? Przecież «Tolerancja über Alles»! A kto nie wyznaje religii «tolerancji»? Tego na «stos»! «Stos» gazet, «pręgierz» telewizji, «szafot» portali internetowych. Przecież to «nienawistnik». Dokładnie o to nam chodzi. W dodatku nowe określenie zostanie w umysłach ludzi. Będą go używać w myśląc, a przez to ich myślenie będzie coraz bardziej niejasne, nielogiczne i podatne na sugestie. Oczywiście z naszej strony…” Marcuse byłby dumny…

    Autor artykułu ma w 100% rację: nie można karać za „myślo-zbrodnie”.

    A co ja mam, biedny grzesznik, robić? Chyba jak i dawni Katolicy, od samego początku Kościoła: przylgnąć jeszcze bardziej do Prawdy, przez modlitwę i „higienę” serca i umysłu. Mam się na czym oprzeć, bo Kościół to też potężny gmach intelektualny, który pięknieje tylko gdy wokół niego coraz więcej głupoty. Trzeba uparcie, w porę i nie w porę, wbrew wszystkiemu głosić Tego, który jest głupstwem dla Greków i zgorszeniem dla Żydów. Dlatego stanowczo odrzucam „nowo-mowę” w kategoriach innych niż tylko krytyczna ocena jej neologizmów i mechanizmów oraz absurdalna groteska. Będę się starał ze wszystkich sił unikać używania określeń typu „mowa nienawiści”, „polityczna poprawność”, „tolerancja”, „homofobia”, „islamofobia” itd., bo „Nieporządek w słowach prowadzi do nieporządku na świecie”.
  • abc
    07.02.2019 21:51
    Zacznijmy zatem OD SIEBIE!!! Zacznijmy SZANOWAĆ innych. Dopilnujmy siebie żeby nie ranić słowem, nie obmawiać, itp. Bądźmy ŻYCZLIWI na codzień. Jeśli nie zaczniemy od siebie, to inni też nie zaczną. Zatem - spróbujmy. Tyle i aż tyle!
  • amato
    17.04.2019 08:57
    Najgłośniej o walce z mową nienawiści ci, którzy najczęściej i najmocniej tę nienawiść sieją.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji