Nowy Numer 16/2019 Archiwum

Czy prawda zwycięży?

Producenci serialu „Nasze matki, nasi ojcowie” mają przeprosić za przypisywanie żołnierzom AK antysemickich postaw. Ich obrońcy zapowiedzieli odwołanie od decyzji sądu.

Jest gdzieś granica wolności artystycznej. Film fabularny nie może korzystać z pełnej swobody, nie może kształtować historii, nie może być nośnikiem ideologii i sąd powinien postawić granice – podkreślał w uzasadnieniu wyroku sędzia Kamil Grzesik. Sąd Okręgowy w Krakowie nakazał telewizji ZDF oraz firmie UFA Fiction umieszczenie przeprosin w polskich i niemieckich kanałach telewizyjnych, w których wyemitowano budzący kontrowersje serial. Obydwa podmioty zostały także zobowiązane do wpłacenia 20 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz byłego żołnierza AK, który wytoczył im proces w tej sprawie. W komentarzach kpt. Zbigniew Radłowski podkreślał, że wszyscy Polacy powinni walczyć o dobre imię Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego. – Jesteśmy to winni naszym poległym kolegom i przyjaciołom, a także naszym nieżyjącym już członkom rodzin, którzy narażali życie, ratując Żydów – zaznaczył.

Podczas rozprawy twórcy filmu przekonywali, że darzą Armię Krajową dużym szacunkiem. Wykreowany przez nich obraz formacji walczącej z niemieckim okupantem świadczy jednak o tym, że jest zupełnie inaczej.

Źli naziści

Miniserial „Nasze matki, nasi ojcowie” został wyprodukowany w 2013 r. przez niemiecką telewizję publiczną ZDF. W trwającym ponad 4,5 godziny filmie, podzielonym na trzy części, przedstawiono historię pięciorga dwudziestokilkuletnich mieszkańców nazistowskich Niemiec. Latem 1941 r. Charlotte rozpoczyna pracę jako pielęgniarka w szpitalu dla żołnierzy. Kiedy przekonuje się na własne oczy, jakie są konsekwencje wojny, jej przyjaciółka Greta wdaje się w romans z funkcjonariuszem Gestapo. W ten sposób kobieta stara się pomóc w ucieczce ukochanemu, któremu grozi wywózka do obozu koncentracyjnego. Pomimo jej starań pochodzący z rodziny żydowskiej Viktor i tak trafia do pociągu jadącego do Auschwitz. W tym samym czasie bracia Winterowie biorą udział w walkach na froncie wschodnim. Zależy im na wygraniu wojny, ale nie kosztem cywilów, których z rozkazu przełożonych są zobowiązani likwidować. Z czasem wrażliwy Friedhelm przemienia się w wyrachowanego mordercę, a zawsze posłuszny dowództwu Wilhelm decyduje się na dezercję, za co spotyka go surowa kara.

Oglądając serial, widz szybko zaczyna współczuć głównym bohaterom. Uwypuklając podział na złych nazistów i dobrych Niemców, reżyser rozmywa odpowiedzialność swojego narodu za wybuch II wojny światowej. Twórcy posunęli się jednak jeszcze dalej, praktycznie nie pokazując niemieckich aktów wrogości wobec Żydów (wyjątkiem jest zepsuty do szpiku kości funkcjonariusz SS). Zamiast tego skupili się na antysemickich zachowaniach Polaków.

Parszywi jak ruskie

W drugiej części serialu Viktor ucieka z transportu do obozu koncentracyjnego i wraz z pochodzącą z Warszawy Aliną trafia do jednego z oddziałów Armii Krajowej. Partyzanci pytają go, czy nie jest Żydem. Mężczyzna musi zdobyć ich zaufanie, biorąc udział w kolejnych akcjach zbrojnych. Od tego momentu antysemickie postawy Polaków są pokazywane niemal w każdej scenie z ich udziałem. Pytania: „Czy jest tutaj jakiś Żyd?” i stwierdzenia „Żydów potopimy jak koty” itp. pojawiają się w rozmowach partyzantów nadzwyczaj często. Najbardziej szokująca jest jednak scena napadu na niemiecki pociąg towarowy. Członkowie oddziału przejmują broń, ale nie mają zamiaru otwierać wagonów, w których zamknięto setki ludzi. Jeden z partyzantów mówi wprost: „Większość z nich to Żydzi. A Żydzi są tak samo parszywi jak komuniści czy ruskie. Lepiej martwi niż żywi”. Kiedy wbrew woli swoich towarzyszy Viktor uwalnia więźniów, zostaje wyrzucony z oddziału.

W niemieckiej telewizji serial obejrzało ponad 21 mln widzów. Przeciwko jego emisji protestowała Ambasada RP w Niemczech. W liście skierowanym do dyrektora generalnego ZDF ówczesny prezes TVP Juliusz Braun wyraził zaniepokojenie treścią i formą przedstawienia polskich wątków w produkcji: „Na okupowanych przez Niemcy ziemiach polskich najmniejsza pomoc na rzecz Żydów karana była śmiercią. Mimo to wielu Polaków zdecydowało się nieść taką pomoc, zaś Armia Krajowa była nawet do tego zobowiązana przez władze Polskiego Państwa Podziemnego” – tłumaczył.

TVP postanowiła umożliwić Polakom wyrobienie sobie własnego zdania na temat produkcji. W czerwcu 2013 r. serial obejrzało ponad 3 mln polskich widzów.

Niewygodna ekspertyza

W 2016 r. producenci filmu zostali pozwani przez żołnierza AK, który w wieku 16 lat wraz z rodziną został wywieziony do Auschwitz-Birkenau. Kiedy Zbigniewowi Radłowskiemu cudem udało się uniknąć śmierci, powrócił do Warszawy i rozpoczął działalność konspiracyjną. Uczestniczył w akcjach ratowania Żydów, brał udział w powstaniu warszawskim, walczył we Włoszech i w Wielkiej Brytanii. Po zakończeniu wojny został aresztowany przez funkcjonariuszy UB, oskarżony o szpiegostwo i skazany na 12 lat więzienia. W 1956 r. uwolniono go na mocy amnestii.

W procesie cywilnym o „naruszenie dóbr osobistych w postaci prawa do tożsamości narodowej, prawa do dumy narodowej i narodowej godności oraz wolności od mowy nienawiści” weterana walk o wolność wspierał Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej. Jako biegłego z zakresu kinematografii powołano dr. hab. Konrada Klejsę z Uniwersytetu Łódzkiego. Filmoznawca stwierdził, że serial „Nasze matki, nasi ojcowie” przypisuje Polakom współodpowiedzialność za Holokaust, a sceny z udziałem żołnierzy AK sugerują, że nasi rodacy uczestniczyli w zabijaniu Żydów. Specjalista zwrócił uwagę nie tylko na zachowanie partyzantów podczas napadu na pociąg, ale także na zabiegi montażowe: bezpośrednio po sobie następują sceny oczekiwania na wyrok Gestapo oraz oczekiwania na wyrok AK. Profesor Klejsa ocenił, że serial miał i nadal ma duży wpływ na kształtowanie powszechnej wiedzy historycznej. Jego ekspertyza nie spodobała się obrońcom ZDF, którzy bezskutecznie wnioskowali o wyłączenie badacza z przesłuchania.

To nie koniec

Podczas trwającego dwa lata procesu obrona dowodziła, że centralnym elementem fabuły jest ukazanie winy Niemców. Przekonywano, że antysemickie postawy niektórych żołnierzy AK to jedynie zabieg artystyczny, który nie wpływa na wydźwięk całości. Ostatecznie sąd przyznał jednak rację kpt. Zbigniewowi Radłowskiemu. – Cieszymy się, że prawda zatriumfowała, jesteśmy wdzięczni sądowi za obiektywne podejście do sprawy. Szkoda tylko, że to tak długo trwało, ale wynikało to głównie z obstrukcji strony niemieckiej – komentował orzeczenie Maciej Świrski, prezes Reduty Dobrego Imienia, która monitorowała i wspierała proces. Pełnomocnik AK-owców mec. Monika Brzozowska-Pasieka podkreśliła, że to pierwszy tego typu wyrok w orzecznictwie europejskim. Prawniczka nie ukrywała jednak, że najbardziej prawdopodobny scenariusz rozwoju wydarzeń to ostateczne rozpatrzenie sprawy przez Europejski Trybunał Praw Człowieka. – Każda ze stron, łącznie z sądem, ma przeświadczenie, że to nie jest koniec – dodała.

Wiele wskazuje na to, że niezależnie od orzeczeń kolejnych instancji producenci serialu tak czy inaczej nie zastosują się do postanowień polskiego sądu. W sierpniu 2018 r. niemiecki Federalny Trybunał Sprawiedliwości (BGH) uznał, że wydany w naszym kraju wyrok dotyczący umieszczenia przeprosin za użycie zwrotu „polskie obozy zagłady” na stronie internetowej telewizji ZDF nie może być egzekwowany w RFN. Pełnomocnik Karola Tendery, który wytoczył proces kanałowi, stwierdził, że to rażące naruszenie unijnego rozporządzenia w sprawie wzajemnego uznawania i wykonywania wyroków. Czas pokaże, czy w przypadku sprawy dotyczącej serialu „Nasze matki, nasi ojcowie” niemiecki wymiar sprawiedliwości zachowa się w podobny sposób.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji