Nowy numer 50/2018 Archiwum

Połammy się chipsami

Jakieś takie wigilijne „merychristmasy” się porobiły…

Wygląda to tak: trzeba zrobić wigilię dla dzieci w szkole, jeszcze przed feriami świątecznymi. No trzeba. Szybko, tanio, aby było. I żeby się nie czepiali, żeby dzieciaki pojadły, spotkanie odfajkowane i fajrant. Serio? Naprawdę tak powinny wyglądać klasowe (czy też pracowe, branżowe itp.) wigilie?

Kaziu przyniesie colę, Franiu – tonę cukierków, Ania – może jakąś słodką bułę, Hania – mikołajki z czekolady, a Daniel – chipsy. No jak nie? Chipsy muszą być, bo wszyscy lubią. Ma być zabawnie, świątecznie i bez spiny. A wiadomo, że jak są chipsy i cola, to dzieciaki zadowolone i wyluzowane. Nauczyciele podobnie. Opłatek? Opłatek może przyniesie katechetka. A jeśliby nawet zapomniała albo opłatków będzie za mało, to dzieci są twórcze i kreatywne i przecież nie trzeba trzymać się literalnie tradycji. Rok temu w szkole u synka znajomych była niezła zabawa: dzieciaki chipsami się dzieliły! „Połammy się chipsami” – ale był śmiech, mówię wam. Nie, nie śpiewały kolęd siostry Godlewskie. Dzieci poradziły sobie same. Przynajmniej z pierwszą zwrotką.

Jasne, że powyższy opis – na szczęście – nie zdarza się zawsze i wszędzie. Ale wydaje się, że do podobnego zjawiska sporo szkół, miejsc pracy, grup znajomych dąży. Jakieś takie wigilijne „merychristmasy” się porobiły: skrzyżowanie imienin u cioci Geni z prywatką. Że nie wszyscy są wierzący, po co wigilia? A, to dobre pytanie. Jeśli nie są wierzący i nie potrzebują opłatka, tradycji i traktowania z szacunkiem wigilii, to po prostu nie trzeba takich wydarzeń robić. Czy to w pracy, czy w szkole u dzieci. Lub robić dla autentycznie chętnych, którzy rozumieją, po co przyszli. Dlaczego uskuteczniać pseudozabawną (nomen omen) szopkę, która uczy, że wszystko można zamienić, że wszystko jest względne, wszystko jest zabawą i nie ma żadnych wyższych wartości. Bo jeśli wartością jest „fun”, to zamiast branżowej wigilii lepiej zrobić świąteczną dyskotekę. Będzie uczciwiej i szczerzej.

Oczywiście, taka wigilia poza domem nigdy nie będzie domową wigilią. Ale też nie musi nią być. Nikt nie wymaga, by na uczniowskie przedświąteczne spotkania przynosić ościstego karpia w galarecie. Chodzi raczej o to, by zachowując tradycję wspólnych spotkań, życzeń, może też kolęd, nie popaść w plastikową formę pseudoświętowania: byle szybko, byle jak, byle nie chodziło o coś głębszego. Owszem, tu chodzi o głębię. I naprawdę niewielkimi środkami, bez spiny, ale godnie można i trzeba do niej dążyć. Zamiast wigilijnej fiesty i łamania się chipsami wystarczą spokój, połamanie się opłatkiem i dobre życzenia.•

« 1 »
oceń artykuł
  • Tohvri
    07.12.2018 06:35
    Pani redaktor pisze, że wigilijne "merrychristmasy" się porobiły - nie zgodzę się - tak było zawsze. Jeszcze w tych odległych czasach gdy "wigilie" klasowe dotyczyły mnie bezpośrednio, uważałem je za pozbawione sensu. Z biegiem lat, gdy do mich doświadczeń doszły różnego rodzaju "wigilie" pracownicze, zakładowe czy jak tam je zwał, moje poglądy na tego typu wydarzenia tylko się umocniły.
    Wigilia Bożego Narodzenia jest tylko jedna w roku, a wieczerza wigilijna jest z nią ściśle powiązana. Ponadto w Polsce, w związku z tradycją ma ona wyjątkowy charakter. Nie psujmy jej, nie rozmywajmy próbując przenosić zwyczaje z nią związane w przestrzeń zupełnie do nich nie pasującą. "Wygląda to tak: trzeba zrobić wigilię dla dzieci w szkole, jeszcze przed feriami świątecznymi" - otóż właśnie - czy naprawdę trzeba, a może właśnie nie, może to zupełnie niepotrzebne. Czego to ma uczyć? Tradycji? Jak pokazują wspomniane w artykule przykłady - raczej ją rozmywa. Wspomniana w artykule tradycja wspólnych spotkań, jak już wspomniałem odnosi się do innego dnia, innej przestrzeni. Śpiewania kolęd? Jak widać też raczej nie. To może historii Bożego Narodzenia? Znając życie to w najlepszym wypadku jest ona tam obecna w minimalnym stopniu, gdzieś z boku, w tle. W tym celu lepiej by się sprawdziło przygotowanie szkolnych jasełek, być może okraszone jakimś śpiewaniem kolęd. Przestańmy uważać, że szkoła powinna odzwierciedlać wszelkie doświadczenia, które dziecko powinno wynieść z domu, tudzież z innych środowisk. W szkole to niestety zawsze będzie pseudoświętowanie - bo to co najbardziej będzie się świętować to fakt, że jakieś lekcje przepadły.
    Warto na koniec dodać, że na szczęście, jeszcze nikt (chyba) nie uważa, że trzeba w szkołach organizować świąteczne śniadania przy okazji Wielkanocy.
    doceń 2
  • Na rondzie w budynku
    07.12.2018 12:41
    "Oczywiście, taka wigilia poza domem nigdy nie będzie domową wigilią. Ale też nie musi nią być." Ja powiem więcej: WCALE NIE POWINNO JEJ BYĆ. Wigilia i łamanie się opłatkiem ma miejsce 24 grudnia wieczorem. WTEDY I TYLKO WTEDY, w gronie najbliższej rodziny. Takie "wigilie" organizowane w szkołach i zakładach pracy rozmywają wyjątkowy charakter tego jedynego wieczoru i powoduję spowszednienie. A co powszednieje, prędzej czy później też zbrzydnie. Nie jestem uczniem, ale wiedząc o "wigilii" w szkole, nie przyszedł bym w ten dzień do szkoły. Bo i po co, skoro lekcji i tak nie ma, a obecność nie jest sprawdzana. A składanie (nieszczerych) życzeń "bo tak wypada" to zwykła szopka i hipokryzja.
    doceń 2

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji