Nowy numer 50/2018 Archiwum

Większość bezwzględna

Wybory samorządowe pokazały, że antypisowski elektorat na pewno pójdzie do urn. Tymczasem PiS robi co w jego mocy, żeby zniechęcić do siebie własnych wyborców.

Konstytucja gwarantuje, że obywatel może wierzyć, w co tylko chce. Psychologia uczy z kolei, że człowiek może uwierzyć w cokolwiek, jeśli tylko chce. Istnieją mechanizmy, które pozwalają uwierzyć, że rzeczywistość jest inna, niż to, czego namacalnie doświadczasz. Nie wiem, który z nich działa u polityków rządzącego obozu zajmujących się ustawą antyaborcyjną, ale musi być naprawdę mocny.

Kilku polityków Prawa Sprawiedliwości i okolic stwierdziło ostatnio publicznie, że ustawa zakazująca aborcji nie zostanie uchwalona. Dwaj, Janusz Śniadek i Jarosław Gowin, tłumaczyli, że byłoby to nierozsądne z politycznego punktu widzenia. Z pewnością nie są w tej opinii odosobnieni. Gdyby inaczej rozumowało kierownictwo PiS, kazałoby posłom pracować nad projektem, albo po prostu go przyjąć, zamiast kłaść na dnie szuflady i obrażać się, że ktoś o niego pyta.

Jeszcze nie tak dawno działanie w obronie życia było jak najbardziej rozsądne. Będąc w opozycji, posłowie PiS popierali obywatelskie projekty autorstwa prolajferów. Ostatni raz zrobili to we wrześniu 2015 r. – wszyscy posłowie PiS poparli wtedy całkowity zakaz aborcji. Półtora miesiąca później wygrali wybory.

Tym razem PiS gra o głosy ponad 800 tys. aktywnych wyborców, którzy podpisali się pod projektem zakazującym aborcji eugenicznej. To ok. 15 proc. wyborców Prawa i Sprawiedliwości z 2015 r. Dużo, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że gra toczy się o to, czy partia Jarosława Kaczyńskiego zdobędzie samodzielną większość, czy da się prześcignąć wielkiemu antypisowskiemu blokowi. Kierownictwo partii zakłada najwyraźniej, że prawicowi wyborcy i tak nie mają dokąd odejść. Myli się, mają kilka możliwości. Jedną jest głosowanie na ludzi Prawicy RP startujących z list Ruchu Kukiz’15. Partia Marka Jurka sama nie weszłaby pewnie do sejmu, ale w sojuszu z większym ugrupowaniem ma na to duże szanse. Inną opcją jest poparcie kogoś z drobniejszych prawicowych stronnictw. A znajdą się pewnie i tacy wyborcy, którzy uznają, że to wszystko jedno, czy na aborcję pozwala PiS czy PO i świadomie nie zagłosują w ogóle. Tak czy inaczej, ludzie, którym zależy na ochronie nienarodzonych tracą motywację, by popierać partię, która ten postulat lekceważy.

Z punktu widzenia rządu, na drugiej szali leżą czarne marsze i działalność organizacji proaborcyjnych. Jak państwo sądzą, czy zablokowanie ustawy antyaborcyjnej sprawi, że demonstrantki od wieszaków i stowarzyszenia sponsorowane przez George’a Sorosa pokochają PiS?

Ja na przykład uważam, że nie. Więcej, szczytem naiwności jest nadzieja na to, że takim grupom można nie dawać paliwa. Rządy PiS same w sobie są dla nich paliwem, a sukces, jakim była kapitulacja władzy w sprawie poprzedniego projektu antyaborcyjnego zachęcił zwolenników aborcji do działania. Wybory samorządowe pokazały zresztą, że antypisowski elektorat – skądkolwiek by swój antypisizm wywodził – na pewno pójdzie do urn. Tymczasem PiS robi co w jego mocy, żeby zniechęcić do siebie własnych wyborców.

Genialna strategia.

« 1 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

  • Eugeniusz_Pomorze_
    04.12.2018 18:30
    Poniżej przedstawiam artykuł ojca Jacka Salija OP, który chyba nieźle rozjaśni problem brzydoty "letniości" wiary - problem bardzo istotny w powyższej dyskusji pod ważnym artykułem red. Jakuba Jałowiczora. "OBYŚ BYŁ ZIMNY ALBO GORĄCY!"
    "Obyś był zimny albo gorący! - brzmi jedno z najbardziej przejmujących upomnień, jakie znajdują się na początku Apokalipsy, w listach do siedmiu Kościołów. - A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust" (Ap 3,15n)?

    Ktoś mnie kiedyś dosłownie zalał zastrzeżeniami wobec tej biblijnej wypowiedzi: "Czyżby zimny drań był lepszy niż zamykający się w swoich sprawach, ale nie szkodzący innym egocentryk? Bo ta termiczna symbolika tak mi się mniej więcej kojarzy. Albo czy agresywny cham lub człowiek żerujący bezlitośnie na cudzej biedzie jest lepszy niż ktoś, kto wprawdzie mało przejmuje się losem bliźniego, ale stara się przynajmniej przestrzegać reguł dobrego wychowania? Czy lepiej być sadystą dla żony albo zdradzać męża niż - skoro małżonków nie łączy gorąca miłość - żyć spokojnie obok siebie jak dwoje dobrych i lojalnych znajomych?"

    Spróbuję pokazać, że te słowa Apokalipsy odsłaniają wiele prawdy na temat tajemnicy zła oraz tajemnicy miłości Bożej. Spójrzmy najpierw w ich świetle na tajemnicę zła. Otóż chyba w każdym z nas działa taki fałszywy odruch, ażeby obecność zła utożsamiać z jego postrzegalnością. Chodzi o coś więcej niż o to przedziwne zaślepienie w stosunku do własnych grzechów, któremu podlegamy chyba wszyscy. Polega ono na tym, że ludzie może już nawet nie mogą ze mną wytrzymać, a mi się wydaje, że jestem niemal święty. Może być we mnie również takie zło, którego nawet moi bliźni nie dostrzegają. Ja zarówno sam sobie, jak również innym ludziom wydaję się człowiekiem bez zarzutu, a przecież toczy mnie ciężka choroba ducha.

    Krótko mówiąc, z chorobami ducha bywa podobnie jak z chorobami ciała. Jest choroba, którą pacjent dostrzega (czasem nawet uda mu się ukryć ją przed innymi). Jest choroba, z której pacjent nie zdaje sobie sprawy do końca, ale jest ona znana lekarzowi, a może jeszcze innym ludziom. Jest wreszcie choroba, i to śmiertelna, która ujawni się dopiero przez nagłą śmierć chorego.

    Pan Jezus poświęcił wiele swojej nauczycielskiej uwagi, żeby uświadomić nam, że grzeszność jest czymś równie obiektywnym jak choroba ciała - i że to nie jest tak, iż grzeszni jesteśmy tylko wtedy, kiedy to sami widzimy albo kiedy widzą to inni. Można być ciężko chorym duchowo, a zarazem nie tylko w swoich, ale również w cudzych oczach uchodzić za człowieka dobrego i uczciwego.

    Najczęściej mówił o tym Pan Jezus w sporach z faryzeuszami. Wystarczy sobie przypomnieć scenę z jawnogrzesznicą, której okazał miłosierdzie w domu faryzeusza Szymona, albo przypowieść o dwóch ludziach, modlących się w świątyni: faryzeuszu i celniku. Jezus chciał nam w ten sposób zwrócić uwagę na to, że grzech jest nie tylko tam, gdzie my go dostrzegamy. Co więcej, z grzechu, który sobie uświadamiamy (a zwłaszcza kiedy budzi on niesmak w naszych bliźnich), łatwiej się nawrócić. To właśnie dlatego "celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego" (Mt 21,31).

    W myśl powyższego wyjaśnienia, człowiek "zimny" to ktoś zdający sobie sprawę ze swych ciężkich grzechów (zwłaszcza kiedy jest z tego powodu potępiany przez innych), zaś człowiek "letni", to ktoś ciężko chory duchowo, a mimo to uważający się za człowieka bez zarzutu.

    Trafną uwagę na temat tej bardzo groźnej postawy znalazłem kiedyś w notatkach Artura Górskiego: "Typ człowieka filistra we współczesnej kulturze, który jest ani zły, ani dobry, i który w życiu swoim nie ma nic do zmienienia. Jest to dla religijnego stosunku do życia zagadnienie najtrudniejsze. Dla takich ludzi stworzone są wojny jako ruszenie ich z posad, potrzebne są choroby, a w końcu śmierć, ta ostatnia jako jedyny sposób odnowy z gruntu".

    Równie prawdziwe wydaje mi się drugie wyjaśnienie: "zimny" jest człowiek, któremu nie dane jeszcze było poznać Boga, natomiast "letni" to człowiek znający Boga, któremu brak jednak odwagi, żeby Go pokochać całym sercem. Tak wyjaśniał ten tekst Apokalipsy św. Tomasz z Akwinu.

    Zatem być letnim to kochać Boga miłością, która jest Mu wstrętna, miłością byle jaką, połowiczną, która nawet nie próbuje osiągnąć miary "całego serca, wszystkich sił i wszystkich myśli". Być letnim to próbować pogodzić rzeczy nie do pogodzenia - zachowywanie Bożych przykazań i swoich niezgodnych z przykazaniami przyzwyczajeń, służbę Bogu i hołdowanie bożkom. "Dopókiż będziecie chwiać się na obie strony? - pyta Eliasz, «prorok jak ogień». - Jeżeli Pan jest Bogiem, to Jemu służcie, a jeżeli Baal, to służcie jemu!" (1 Krl 18,21) Z kolei Pan Jezus mówił o wąskiej i szerokiej drodze i o tym, że lepiej pozbyć się oka lub ręki niż utracić życie wieczne.

    W tym miejscu niejednego, kto zechce przeczytać ten list, może ogarnąć niepokój: Tak bardzo chciałbym kochać Boga gorącym sercem, ale przecież jestem tak słaby i ułomny! Otóż istotne jest, żebym ja naprawdę chciał służyć Bogu i kochać Go całym sercem, bo wówczas (ale dopiero wówczas) wolno mi powierzyć Mu całą moją słabość. "Wie On, z czego jesteśmy stworzeni, pamięta, że jesteśmy prochem" (Ps 103,14).

    Tę prawdę, że również słaby człowiek może gorącym sercem kochać Pana Boga, najlepiej potrafią opisać mistycy i poeci. Przypomina mi się tutaj czterowiersz Beaty Obertyńskiej z Grudek kadzidła:

    Gdybym dwie siebie mając, gorszą Ci dawała,

    mógłbyś mnie precz odtrącić, minąć jak niczyją...

    Nie mam lepszej... Mam jedną... I stąd moja śmiałość.

    Cóż zrobisz, mój Najdroższy? Już musisz mnie przyjąć!

    Rozpoznanie własnej słabości pomaga więc poetce zrozumieć, że Bóg to nie człowiek: On nie tylko kocha, z Niego jest również ta miłość, jaką ja Jego kocham. Co więcej, gorące serce nawet w doświadczeniu własnej grzeszności znajdzie bodziec do tego, żeby się umocnić w swoim kochaniu Boga:

    Niech Cię, Panie, źle kocham... Ale za to sprawże,

    aby Cię nikt ode mnie nie miłował - gorzej!

    Trudno wątpić, że jest to już ta miłość, o której pisał Apostoł Paweł: "Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus" (Ga 2,20). Z podziwu godną dyskrecją, a zarazem tak bardzo prawdziwie miłość tę przedstawił Tadeusz Żukowski w wierszu pt. Namiot i może tym wierszem zakończę niniejszą medytację:

    O serce me

    uczyń Panie

    Namiotem Przymierza

    Zamieszkacie w nim

    razem: Ty i nie znane mi

    tylko Tobie

    moje?

    ja.




    opr. aw/aw



    Copyright © by o. Jacek Salij OP

    Data publikacji: 2006-08-02
  • Jan
    04.12.2018 19:22
    Ale aby polansować się u ojca dyrektora to są pierwsi :)
    doceń 11
  • demokr
    04.12.2018 20:56
    Jeśli zmienię zdanie na temat PiS, to niekoniecznie z tytułu aborcji, bo tu wolę zaufać sumieniu rodziców, a nie prawnym zakazom, które kto zechce, obejdzie, tylko będzie ewentualnie drożej. Robi ta nasza władza kupę innych, zabójczych dla siebie błędów, to już taka tradycja czy co? Czy brak odpowiednich kadr i doradców, czy brak tam speców od strategii i też propagandy, czy nikt ich nie słucha? Czy są, ale zbyt wyrafinowani i pięknoduchowscy, podczas gdy by skutecznie trafiać do ludzi, wystarczy jakiś "Farmazon"? Niepokoi być może względny brak wśród elit władzy ludzi o bardziej konkretnym, wymagającym logiki i dyscypliny myślenia wykształceniu, choćby technicznym. Chciejstwo i nieprzygotowana improwizacja zastępują skuteczność, w wyniku czego szefem najwyższego sądu pozostaje osoba wypłakująca się obcym za niemieckie pieniądze... Cały eksperyment z ugłaskiwaniem wewnętrznej i zagranicznej opozycji przez nowego Premiera, od początku skazany na niepowodzenie, zdaje się dobiegać końca i znów nie bardzo wiadomo co robić dalej. Od popełnionych błędów i poniesionych porażek, jeszcze gorsze dla notowań wśród własnego elektoratu jest tchórzostwo, nieumiejętność przyznania się do nich i niechęć do poważnej z tym elektoratem rozmowy. A może słynna "alienacja władzy" dotyczy w równym stopniu każdej władzy, choć tym razem liczyliśmy że będzie inaczej? Poprzedni reżim też przepadł w wyborach na własne życzenie, wręcz prowokując Obywateli aroganckimi i dotykającymi ich osobiście decyzjami. Może to taka gra obu aktorów sceny, by samemu naobiecywać i zostawić realizację lub wycofywanie się z obiecanek drugiemu? A może Polacy to schizofreniczny naród, którym w ogóle nie da się rządzić? Ech dużo tych pytań i możliwych odpowiedzi, i może wszystkie one są naraz prawdziwe... K15 nie jest żadną poważną alternatywą, głosu na nich nie mam zamiaru marnować. Zawsze głosowali jak Pe-O. Biorąc wszystko w kupę, albo pojawi się poważna partia na prawo od PiS, zdolna oczywiście do współpracy i koalicji by naprawdę Polskę zmieniać, albo nie będę miał wyboru i nieszczęsny PiS tylko mi zostanie, w którym mam nadzieję, też coś się do nowych wyborów wyklaruje.
    doceń 1
  • tinka
    07.12.2018 15:31
    Co Pan się tak martwi o PiS? PiS się o nas nie martwi, a my mamy się martwić o PiS? PiS wykorzystał katolicki elektorat, aby zrealizować jakieś swoje tajemne cele, a teraz szantażuje nas tym, że nie mamy swojej reprezentacji politycznej i chce wymusić na nas poparcie. Naiwnym jest liczyć na to, że PiS będzie wobec nas lojalny, jeżeli ma w pogardzie życie tych najmniejszych. Wykorzysta nas i porzuci. Nikt rozumny w to nie wątpi. Na końcu, gdy uzyska przewagę nad POKO, to wyściska się z Donkiem, Grzechem i Kaśką i będziemy wystrychnięci na dutka.
    doceń 2

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.