Nowy numer 49/2018 Archiwum

Przerażeni

Zamartwiałem się, a rozwiązanie było na wyciągnięcie ręki. Na razie zakryte.

Pojechałam w góry – opowiadała mi niedawno przyjaciółka ze wspólnoty. – Wieczorem wszyscy zgromadzili się przy ognisku. Usiadłam i ja. Byłam rozgoryczona, załamana. Wszyscy śpiewali piosenki, rozmawiali, a ja użalałam się nad sobą. Miałam wielkiego doła. „Nigdy nikogo nie spotkam – chlipałam – już do końca życia będę sama”. Przepłakałam pół wieczoru. Wołałam: „Duchu Święty, musisz coś z tym zrobić, bo już dłużej nie wytrzymam”. Obok mnie siedział Michał. Człowiek, który dokładnie dwa lata później (co do dnia!) został moim mężem. Dopiero później zorientowaliśmy się, że to ta sama data… Użalałam się nad sobą, a Bóg już dawno znalazł odpowiedź.

Wielokrotnie miałem identyczne doświadczenie. Zamartwiałem się, a rozwiązanie było na wyciągnięcie ręki. Na razie zakryte.

To doświadczenie drogi do Emaus, gdy zwiewasz z miejsca porażki, maszerujesz krok w krok z Mesjaszem i… nie dostrzegasz Jego obecności.

„Za-martw-ianie się, jak sama nazwa wskazuje, jest stanięciem po stronie śmierci” – wyjaśnia dominikanin o. Tomasz Nowak.

Bywało, że w czasie modlitwy przychodził mi do głowy pewien obraz. Był wyrazisty, wracał jak bumerang. Wieczernik. Grupka apostołów. Siedzą przerażeni w milczeniu. Wzrok wbity w ziemię. Wstydzą się siebie nawzajem. Nie mają odwagi spojrzeć sobie w oczy, bo są świeżo po upokarzającym doświadczeniu tchórzliwej ucieczki spod krzyża. Kamera odjeżdża na drugą stronę zabarykadowanych z obawy przed Żydami drzwi. Do Wieczernika zbliża się Jezus. Jest radosny, promienny, pełen światła. Jest już tuż-tuż, zaczyna wchodzić na schodki. Nie przeszkadzają mu zaryglowane drzwi. I znów najazd kamery na Wieczernik. Duszno. W powietrzu gęsto od nieufności, podejrzliwości, samooskarżenia. Rozdrapujący rany, skupieni na sobie apostołowie nie mają pojęcia, że odpowiedź jest tak blisko.

« 1 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

  • thorgi
    03.12.2018 13:32
    W samo sedno. Tacy jesteśmy :-)
  • nie tak słodko
    03.12.2018 18:07
    Nie jest tak, że to nasze martwienie się, cierpienie, odczuwanie braku kogoś jest bez sensu. To znaczy że właśnie ten brak zaczęliśmy odczuwać, czegoś szukać, do czegoś dojrzewać, przede wszystkim być otwartym na takie tematy, mieć otwarte oczy, a wtedy mamy szansę "rozwiązania" nie przegapić. Mnie "otworzyły się oczy" na pewnym koncercie, gdzie chór młodych ludzi pełnych nie tylko muzycznej pasji, ale zaraźliwej życiowej energii i poczucia wspólnoty, śpiewał coś o tym, jak to jest być we dwoje... Dane mi później było doświadczyć czegoś co mogłoby się wydawać rozwiązaniem, odkryć sprawy o których nie miałem pojęcia (spokojnie, nic złego się nie działo), ale Pan jak się okazało miał na mnie swoje, zupełnie inne rozwiązanie. Pewnie najlepsze z możliwych, niech się dzieje wola Nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba...
    doceń 2

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.