Nowy Numer 26/2019 Archiwum

Płoną synagogi

Co łączy skrajną prawicę, różne odcienie lewicy i fanatyków islamskich? Nieukrywany antysemityzm. Tym większy, im dalej od… Polski. Czy powtórzy się historia sprzed wieków i Żydzi znów zaczną szukać schronienia nad Wisłą?

Niedawne wydarzenia w Pittsburghu w stanie Pensylwania (napastnik otworzył ogień do uczestników nabożeństwa w synagodze, zabijając kilkanaście osób) obudziły na nowo dyskusję o antysemityzmie w krajach zachodnich. A jest o czym dyskutować, bo w ostatnich latach zarówno w Europie Zachodniej, jak i w Stanach Zjednoczonych rośnie liczba różnego rodzaju aktów przemocy wobec społeczności żydowskiej.

Polin II

Jeśli na wstępie zasugerowaliśmy, że Polska może ponownie stać się miejscem, w którym Żydzi zechcą szukać schronienia, to bynajmniej nie dlatego, że u nas nic złego im nie grozi. Niestety, antysemityzm w wielu kręgach ma się u nas całkiem dobrze, czego objawem są nie tylko zdarzające się akty wandalizmu wobec miejsc kultu, pamięci i działalności różnych środowisk żydowskich, ale przede wszystkim zadomowione w komentarzach i zwykłych rozmowach „przekonanie”, że za wszelkie zło tego świata odpowiadają Żydzi jako naród. Jednak w porównaniu z tym, co dzieje się na zachód od Odry, chyba bez przesady można powiedzieć, że Polska na mapie świata ponownie jawi się jako paradisus Iudaeorum, raj dla Żydów. Szesnastowieczny rabin krakowski Mojżesz Ben Israel Isserles pisał: „Jeśliby Bóg nie dał Żydom Polski jako schronienia, los Izraela byłby rzeczywiście nie do zniesienia”. To nie oznacza, że równolegle nie miały miejsca wydarzenia, które burzyły ten rajski wizerunek kraju Polin. Również dziś Żydzi i Polacy mają wiele nieprzepracowanych tematów, które wybuchają przy takich okazjach jak niedawna burza związana z nowelizacją ustawy o IPN. Jednak ani w Izraelu, ani w Europie czy Ameryce nikt z Żydów nie powiedział o Polsce tego, co np. o Wielkiej Brytanii mówił niedawno w BBC tamtejszy naczelny rabin Jonathan H. Sacks: „Wielu moich kolegów rabinów z całej Europy było obrażanych i atakowanych na ulicach. Synagogi są bezczeszczone, szkoły żydowskie – palone. To prawdziwe tsunami antysemityzmu”. Opinię rabina potwierdzają raporty żydowskich organizacji na całym świecie i opracowania izraelskich agend rządowych: antysemityzm przestaje być marginalnym problemem i staje się coraz bardziej zauważalny.

Statystyki w górę

W Stanach Zjednoczonych w 2017 r. liczba antysemickich incydentów wzrosła o 57 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim (1986 wobec 1267). Taką informację podała w swoim raporcie amerykańska organizacja żydowska Liga Przeciwko Zniesławieniu (Anti-Defamation League – ADL). Można mieć wiele zastrzeżeń do niektórych działań tej organizacji i nadwrażliwości na krytykę pod adresem Żydów i Państwa Izrael, ale trzeba jej też przyznać skrupulatność w monitorowaniu przejawów antysemityzmu (ADL opiera się nie tylko na doniesieniach mediów, ale też na zgłoszeniach ofiar oraz informacjach dostarczonych przez policję i liderów lokalnych społeczności). Z raportu za 2017 r. wynika, że liczba odnotowanych ataków w USA była najwyższa od 1994 r. i zarazem był to największy skok, rok do roku, od czasu, gdy ADL zaczęła taki monitoring, czyli od 1979 r. Organizacja w 2017 r. doliczyła się 952 aktów wandalizmu (co oznacza wzrost o 86 proc. w porównaniu z 2016 r.), 1015 przypadków nękania, w tym 163 fałszywych alarmów bombowych dotyczących żydowskich organizacji, oraz 19 napaści fizycznych. Liczba antysemickich incydentów w szkołach i na uczelniach niemal podwoiła się drugi rok z rzędu do 457 takich zajść w 2017 r.

Efekt Trumpa?

Trudno w paru zdaniach wyjaśnić, skąd rosnący antysemityzm w USA. To paradoks, bo Stany Zjednoczone są jednocześnie najbardziej proizraelskim i prożydowskim państwem na świecie. Nie tylko z powodów politycznych, ale i religijnych – co w tym wypadku przenika się bardzo mocno. Lwią część elektoratu republikanów stanowią chrześcijanie ewangelikalni, dla których wspieranie Państwa Izrael i Żydów, także w sensie politycznym, ma znaczenie duchowe. Paradoks polega także na tym, że do tego elektoratu odwołuje się mocno Donald Trump, choć zarazem to jemu zarzuca się, że na skutek swojej kampanii wyborczej, opartej na radykalnych hasłach przeciwko imigrantom i generalnie przeciwko „obcym”, przyczynił się do przebudzenia najbardziej skrajnych przejawów nienawiści także wobec Żydów. Co więcej, Trumpowi zarzuca się, że nie dość stanowczo i zazwyczaj za późno reaguje na nagłaśniane akty przemocy wobec Żydów. Kiedy w lutym 2017 r. tylko w ciągu jednego dnia ponad 30 centrów żydowskich (i blisko 100 w ciągu paru tygodni) w całych Stanach Zjednoczonych otrzymało pogróżki mówiące o podłożonych bombach i czekającej na Żydów masakrze, gdy w Pensylwanii w ciągu tygodnia dwukrotnie zdewastowano żydowski cmentarz, a w największych amerykańskich miastach w metrze, na murach synagog i szkół coraz częściej zaczęły pojawiać się swastyki i napisy w rodzaju „miejsce Żydów jest w piecu”, zarzucono Trumpowi, że ignoruje te fakty i zabiera głos dopiero pod presją mediów.

Latynoski trop

To również paradoks, bo obecny gospodarz Białego Domu uchodzi za najbardziej prożydowskiego i proizraelskiego prezydenta USA od lat. Było to widoczne już w jego obietnicach wspierania Izraela, jakie składał podczas kampanii wyborczej, jak i w czasie sprawowania urzędu. Najmocniejszym akcentem było przeniesienie Ambasady USA w Izraelu z Tel Awiwu do Jerozolimy. Można sobie tylko wyobrazić, że część wyborców Trumpa, najbardziej skrajna, nie potrafi się w tym odnaleźć: jeszcze w czasie kampanii wyborczej jego silnie nacjonalistyczna retoryka była „obiecująca” dla otwarcie antysemickich i neonazistowskich organizacji. Sam Trump w swoich przemówieniach korzystał z pomocy Stephena Bannona, szefa kampanii wyborczej i późniejszego głównego stratega Białego Domu, niekryjącego antysemickich poglądów i szefującego portalowi skrajnej prawicy. Bannon nie jest już w drużynie Trumpa – Biały Dom podał, że został zdymisjonowany – ale prezydentowi trudno pozbyć się łatki, którą doszył mu najbliższy współpracownik.

Jego obrońcy podkreślają, że za antysemityzm co najmniej tak samo, jeśli nie bardziej niż radykalna „biała prawica”, odpowiadają… imigranci latynoscy. Poglądy antysemickie deklaruje ponad 40 proc. Latynosów urodzonych poza USA. A że jest to wyraźnie dominująca grupa imigrantów w Stanach, niewykluczone, że przekłada się to na wzrost aktów antysemickich. To kolejny paradoks, bo stawia to Latynosów w jednym szeregu z „białą prawicą”, która była zachwycona przedwyborczą retoryką Trumpa, wymierzoną także w latynoskich imigrantów.

Exodus z Francji

Ameryce poświęciliśmy więcej miejsca, bo zazwyczaj Stany Zjednoczone nie kojarzą się nam z rosnącą falą antysemityzmu. Już prędzej Europa Zachodnia pod tym względem wydaje się „tradycyjnie” podatna na antysemickie objawy. Tu jednak również nawet najbardziej świadomi i znający historię obserwatorzy są zaskoczeni skalą zjawiska: dotyczy to szczególnie Francji, Belgii, ale też Niemiec i coraz częściej Wielkiej Brytanii. Ponad pół miliona francuskich Żydów żyje w poczuciu nieustannego strachu. Tylko w 2014 r. Francję opuściło ich… ponad 7 tysięcy. Powodem był właśnie strach przed prześladowaniami. Kontekst stanowiły tragiczne wydarzenia z lipca tego samego roku w podparyskim Sarcelles – tłum demonstrantów, protestujących przeciwko polityce Izraela wobec Palestyny, podpalił synagogę. Modlący się w środku ludzie przeżyli tylko dzięki sprawnej akcji policji. To zmieniło niemal zupełnie klimat w tym rejonie, ale też w wielu innych miejscach we Francji. Jeszcze w 2012 r. kraj ten opuściło ok. 1900 Żydów, jeśli więc 2 lata później liczba ta była niemal czterokrotnie wyższa, to trudno mówić, że nic się nie stało. W badaniach socjologicznych, przeprowadzonych w 2016 r., aż 63 proc. francuskich Żydów deklarowało przekonanie, że w ich kraju panuje antysemicki rasizm. Jeszcze więcej – 78 proc. – niemieckich Żydów deklarowało wzrost zagrożenia w 2017 r., podobnie połowa społeczności żydowskiej w Holandii i Belgii.

Nowe szaty

Skąd ten wyraźny wzrost napięcia? Najprostsza odpowiedź brzmi: rosnąca liczba imigrantów muzułmańskich – tradycyjnie nastawionych niechętnie lub wrogo do Żydów i przenoszących napięcia z Bliskiego Wschodu do Europy. Faktem jest, że do aktów przemocy dochodziło najczęściej w ramach protestów przeciwko działaniom Izraela w Strefie Gazy. I to jest z pewnością liczący się odsetek takich przypadków. W samych Niemczech, choć nawet kanclerz Merkel mówiła o nowym rodzaju antysemityzmu, odnosząc to do imigrantów muzułmańskich, „tradycyjni” antysemici trafiają także na podatny grunt. W tym roku głośno było o płycie młodych niemieckich raperów, którzy w tekstach wprost nawołują do „zrobienia znowu jakiegoś Holocaustu” – płyta otrzymała nawet prestiżową nagrodę przyznawaną przez liderów przemysłu muzycznego (co Centralna Rada Żydów w Niemczech nazwała hańbą).

Problem z Europą Zachodnią jest jednak podwójnie złożony. Bo to nie tylko muzułmańscy imigranci i nie tylko skrajna prawica – polityczna czy „tylko” popkulturowa – nie tolerują Żydów. To również silny problem europejskiej lewicy różnych odcieni. Wszystko ubrane jest zazwyczaj w szaty krytyki polityki Izraela w obronie Palestyńczyków. Nierzadko jest to krytyka trafna, wskazująca na stosowanie przez Izrael nieproporcjonalnych sił, nieliczenie się z tragedią humanitarną w Strefie Gazy itd., itp. Tylko europejska lewica najczęściej nie próbuje nawet zrozumieć racji Izraela, który broni się przed nieustannymi atakami ze strony Palestyńczyków i ciągłymi groźbami ze strony innych sąsiadów. Pytanie, czy stoi za tym tylko racjonalna krytyka polityczna – konieczna i naturalna, jak w przypadku polityki każdego innego narodu i państwa – czy jednak to nowe szaty, „bardziej wiarygodne”, starego antysemityzmu.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • EM
    17.12.2018 18:22
    Jeżeli anytsemityzm rozpatruje się tylko w kontekście polityczno-socjalnym , to zawsze będzie mnóstwo znaków zapytania i wątpliwości. W Bibli jest jest odpowiedź dlaczego "świat" nie lubi Żydów i dlaczego nie lubi chrześcijan...
    doceń 4
  • kskiba19
    19.12.2018 01:14
    Trudno też nie rozumieć Palestyńczyków, którym w sposób brutalny zabrano ich kraj. Okupacja od ponad pół wieku. Wszędzie na Bliskim Wschodzie jest to traktowane w ten sposób, głośno lub po cichu. Współodpowiedzialność za ten stan rzeczy spada na Wielką Brytanię, która to umożliwiła i USA, które to podtrzymują.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL