Nowy Numer 25/2019 Archiwum

W poszukiwaniu wspólnoty

Cała Polska świętowała 100. rocznicę odzyskania niepodległości. Główne obchody, zorganizowane w stolicy, przyciągnęły rekordową liczbę uczestników.

Jeszcze kilka dni przed Narodowym Świętem Niepodległości opozycja zarzucała rządzącym wyrzucenie w błoto 200 mln zł przeznaczonych na organizację obchodów w całym kraju. „Newsweek” wyliczył, że za taką kwotę Beyonce zagrałaby 10 koncertów na Stadionie Narodowym. Dziennikarze wyrażali oburzenie, że zamiast ściągnąć do Polski zagraniczną gwiazdę, władza wolała wydać część tej kwoty na występy słabo rozpoznawalnych rodzimych artystów. Oliwy do ognia dolała Hanna Gronkiewicz-Waltz, zakazując Marszu Niepodległości. Wieszczono, że wybuchną zamieszki, a w świat pójdą obrazki rozwścieczonych kiboli, skandujących nacjonalistyczne hasła.

Ostatecznie koncert na Stadionie Narodowym okazał się dobrze zrealizowanym widowiskiem, transmitowanym na antenach największych stacji telewizyjnych, a na poziomie lokalnym zorganizowano wiele ciekawych imprez kulturalnych. Najważniejsze było jednak to, że obóz rządzący, przejmując Marsz Niepodległości (co nie do końca okazało się prawdą, ale o tym później) i doprowadzając do porozumienia z narodowcami, uratował największą manifestację patriotyczną w kraju. W tym roku zgromadziła ona aż 250 tys. osób. Chociaż w pochodzie nie zabrakło radykałów, a także włoskich neofaszystów, było spokojnie. Trzeba także przyznać, że polskie elity obniżyły w tym dniu temperaturę politycznego sporu. To jednak nie oznacza, że zbudowały prawdziwą jedność, której jako naród tak bardzo potrzebujemy.

Razem, ale osobno

Plac Józefa Piłsudskiego, wczesne popołudnie. Nad tłumem łopoczą biało-czerwone flagi, orkiestra wojskowa gra skomponowaną przez Feliksa Nowowiejskiego melodię „Pod sztandarem pokoju”. Kończy się uroczysta odprawa wart, po chwili głos zabiera Andrzej Duda: „Chciałbym, żebyśmy zawsze umieli być tak razem. Jestem przekonany, że pod biało-czerwonym sztandarem jest miejsce dla każdego z nas, niezależnie od jego poglądów” – podkreśla prezydent. Po przemówieniu składa kwiaty przed pomnikiem Józefa Piłsudskiego. Kilka godzin wcześniej w tym samym miejscu wieniec pozostawia przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. Po uroczystości mówi dziennikarzom: „Czasami tak bardzo emocje nas wszystkich ponoszą, kiedy się spieramy o Polskę, i czasami pewnie niektórzy przesadzają, ja też mogę się bić w piersi”.

Jedność polskiej klasy politycznej – czy to możliwe? Teoretycznie tak: były premier z ramienia PO i wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska biorą udział w oficjalnych uroczystościach państwowych. W praktyce opozycja utrzymuje jednak wyraźny dystans w stosunku do obozu rządzącego. Jacek Saryusz-Wolski przyznaje, że obecnie nie ma miejsca na porozumienie obydwu stron. – Elity, którym zawdzięczamy niepodległość, zdały egzamin: pomimo ogromnych różnic razem walczyły o wolną Polskę. Dzisiaj totalna opozycja nie tylko o nią nie walczy, ale donosi i próbuje jej zaszkodzić. Powinniśmy wyplenić z polskiego życia publicznego syndrom Targowicy. Możemy się między sobą różnić, ale nie w sprawie tak fundamentalnej jak polska racja stanu – mówi GN deputowany do PE.

Polak mały

Rozbrzmiewają salwy armatnie, chłopcy zatykają uszy. Ojciec tłumaczy im, że takie dźwięki zwykle towarzyszą wojnie. Na szczęście żyjemy teraz w czasach pokoju – żołnierze strzelają w górę tylko po to, aby upamiętnić 100. rocznicę odzyskania niepodległości. Nieopodal młode małżeństwo zastanawia się, w jaki sposób sprostać oczekiwaniom trojga swoich dzieci: jak wziąć na barana wszystkie naraz? Z pomocą spieszy starszy mężczyzna: „Proszę się nie obawiać, jestem doświadczony, mam dziewięcioro wnucząt!”.

Na placu Piłsudskiego nie brakuje najmłodszych, wielu rodziców zabrało ze sobą zaledwie kilkuletnie potomstwo. Rodzina Szymaników z Krakowa przyjechała do Warszawy na cały weekend. – Przygotowywaliśmy się do tego od wielu miesięcy. Wszystko jest podporządkowane dzieciom, to święto przede wszystkim dla nich. Ostatnio uczymy nasze córki kolejnych zwrotek hymnu. Mamy zamiar cieszyć się z naszej niepodległości – mówi GN pan Stanisław. I dodaje, że wraz z żoną i dziećmi weźmie udział w marszu, który ruszy z ronda Dmowskiego w stronę Stadionu Narodowego. Krakowianin namawia do tego swoich przyjaciół. Przekonuje, że nie ma się czego bać – agresywne zachowania to margines.

Na Krakowskim Przedmieściu rozpoczyna się Festiwal Niepodległa. Koncerty, warsztaty i specjały kuchni polskiej przyciągają wielu zainteresowanych. Na Starym Mieście panuje atmosfera radosnego festynu: warszawskie szlagiery przeplatają się z dixielandowymi melodiami, odgrywanymi przez orkiestrę przebraną w stroje z dwudziestolecia międzywojennego.

Strefa kiboli

Nie ma jeszcze 14.00, a pod Pałacem Kultury już leżą puste butelki po czystej i orzechówce. Wybuchają petardy, płoną race, padają obraźliwe okrzyki na temat Hanny Gronkiewicz-Waltz, która wydała, uchylony później przez sąd, zakaz organizacji marszu. Chociaż kibole i działacze skrajnych organizacji nacjonalistycznych stanowią niewielką część wszystkich uczestników wydarzenia, jak zawsze robią sporo hałasu. – Uznałem, że przy okazji setnej rocznicy warto tutaj przyjść. Chociaż nie czuję się komfortowo, słysząc hasła wygłaszane przez narodowców – mówi GN Paweł z Warszawy.

Decyzja o „przejęciu” marszu przez Andrzeja Dudę nie budzi kontrowersji. – Cieszy mnie, że rząd i prezydent dogadali się z organizatorami marszu. Dzisiaj powinniśmy świętować wspólnie, mam nadzieję, że zgodnie z sugestiami rządzących w spokoju przejdziemy całą trasę pod biało-czerwoną flagą – mówi GN Jakub, student SGH. Mężczyźni ubrani w dresy i w czapki z napisem „Cześć i chwała bohaterom” nie chcą rozmawiać o porozumieniu narodowców z rządzącymi. W grupie kiboli zajmujących skwer przy Pałacu Kultury panuje nieufność w stosunku do mediów.

Dwa marsze

Zdecydowana większość uczestników wydarzenia odpowiedziała na apel głowy państwa i zabrała ze sobą wyłącznie flagi narodowe. Gdzieniegdzie powiewają sztandary ONR-u, nie ma jednak mowy o banerach z tak kontrowersyjnymi hasłami jak rok temu. Po oficjalnym rozpoczęciu marszu przez prawie godzinę razem z innymi stoję w tłumie. Dowiadujemy się, że czoło zgromadzenia jest już na moście Poniatowskiego. Okazuje się, że prezydencki marsz „Dla Ciebie, Polsko”, idąc przodem, przy pomocy służb porządkowych oddzielił się od Marszu Niepodległości. Organizatorzy tłumaczą to względami bezpieczeństwa, wszyscy zmierzamy jednak w tym samym kierunku. Obok mnie maszeruje rodzina z dziećmi, starsza pani i kilku narodowców. Pan Jacek z Łodzi śmieje się z kibolskich okrzyków. Po chwili dzieli się ze mną poważniejszą refleksją. – Dla mnie, dla człowieka, który żył w okresie komunizmu, to zgromadzenie jest czymś niesamowitym. Nie podobają mi się pijani goście, ale tutaj są przecież obecni przedstawiciele całej wspólnoty narodowej, do której oni także należą. Przyjechaliśmy z różnych zakątków kraju po to, aby dziękować Bogu i ludziom, którzy walczyli o naszą wolność – wyjaśnia.

Uroczystości kończy widowiskowy pokaz fajerwerków, a ja mam w głowie słowa czytania z Księgi Izajasza, odczytanego rano w Świątyni Opatrzności Bożej: „Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji