Nowy numer 41/2019 Archiwum

Niepodległość – wykorzystana szansa

Niezwykła erupcja narodowej aktywności w listopadzie 1918 r. brała się stąd, że zaborcom wprawdzie udało się wymazać Polskę z mapy Europy, ale nie został przerwany i zatarty wspólny kod kulturowy Polaków. Żyjący w obcych państwach, służący często pod obcą komendą, Polacy nigdy nie zapomnieli, kim są.

Dlaczego Polska odrodziła się w 1918 r.? Polacy z trzech zaborów potrafili wykorzystać szansę, jaką była jednoczesna klęska wszystkich zaborców w Wielkiej Wojnie. Wszystko, co dzieje się w czasie od 1914 do 1918 r., jest procesem dynamicznym, którego rytm wyznaczają wydarzenia na frontach, początkowo zdecydowanie bardziej korzystne dla państw centralnych, czyli Niemiec i Austro-Węgier, oraz ich bałkańskich sojuszników – Turcji i Bułgarii. Przełomowe są wydarzenia z lata 1918 r., kiedy Niemcy przegrywają II bitwę pod Marną i odtąd stale są w odwrocie. Wielka to również zasługa ponad miliona żołnierzy amerykańskich, których przybycie latem 1918 r. ratuje aliancki front przed załamaniem. To stwarza także nowe szanse dla sprawy polskiej.

Latem 1914 r. wszyscy ci, których dzisiaj nazywamy ojcami niepodległości, zaczynają od programu minimalnego: skupienia ziem polskich pod berłem jednego władcy, wywalczenia większych swobód politycznych czy autonomii. Potrafią jednak elastycznie reagować na rozwój wydarzeń. Dmowski, początkowo wspierający pomysły caratu, ryzykuje później podróż do Londynu i Paryża, aby tam tworzyć zalążek polskiej armii. Jej dowódca, gen. Józef Haller, do marca 1918 r. gotów jest walczyć za Habsburgów, podobnie jak późniejszy premier gen. Władysław Sikorski. Dopiero intrygi Berlina i Wiednia w czasie negocjowania traktatu brzeskiego zmuszają ich do zerwania z iluzją, że Habsburgowie zaakceptują polską niezależność w ramach trzeciego członu Monarchii Austro-Węgierskiej. Piłsudski wraz z legionistami bez oporu ślubuje wierność Wiedniowi, ale w lipcu 1917 r. podobnej roty przysięgi nie chce już powtórzyć, gdyż Berlin zbyt mało daje w zamian. Komendant trafia do twierdzy w Magdeburgu, a jego żołnierze do obozów w Beniaminowie i Szczypiornie. Jednocześnie ci, którzy taką przysięgę składają, wbrew poleceniom Piłsudskiego i jego otoczenia, także nie dokonują złego wyboru. Pod niemiecką komendą tworzą tzw. Polskie Siły Zbrojne (Polnische Wehrmacht), niecieszące się sympatią społeczeństwa, ale w listopadzie 1918 r. to jedyne gotowe do działania polskie jednostki wojskowe. Podobnie jest z Radą Regencyjną, przez część współczesnych uważaną za organ kolaborujący, dzisiaj rehabilitowaną jako zalążek polskiej władzy, której sukcesorem był naczelnik Piłsudski.

Niepodległość nie ma więc jednej twarzy, nie była też efektem działań jednego stronnictwa politycznego. Okazała się efektem działania całej polskiej klasy politycznej, skłóconej między sobą równie mocno jak współcześni politycy, ale w dziejowej chwili potrafiącej działać razem. Później znów będą się nienawidzić, obrażać, a czasem zamykać do więzienia. Ale w listopadzie 1918 r. są razem. Piłsudski w Warszawie, Witos w Krakowie, Dmowski w Paryżu, Paderewski w Gdańsku, Korfanty w Poznaniu, Daszyński w Lublinie. Własne ambicje odkładają na bok i służą Rzeczypospolitej.

Siła polskości

Wysiłek elity politycznej i wojskowej w listopadzie 1918 r. nie przyniósłby efektów, gdyby nie został poparty masowym i powszechnym działaniem Polaków, oddolnie tworzących różne instytucje, rozbrajających żołnierzy zaborców, organizujących wiece, chodzących na manifestacje w przekonaniu, że bieg historii zależy od ich aktywności. Tak działo się nie tylko w wielkich miastach, ale także na prowincji, a uczestniczyły w tym dziesiątki tysięcy ludzi ze wszystkich grup społecznych. Niezwykła erupcja narodowej aktywności brała się stąd, że zaborcom wprawdzie udało się wymazać Polskę z mapy Europy, ale nie został przerwany i zatarty wspólny kod kulturowy Polaków. Najważniejszą jego częścią były język, pamięć historyczna i kultura tworząca ponad granicami przestrzeń wspólnej tożsamości, identycznych symboli, marzeń i bohaterów. Ten polski kod narodowy okazał się silniejszy od wzorców narzucanych przez zaborców, dysponujących wsparciem administracji, wielkimi pieniędzmi, blichtrem i splendorem cesarskiej lub carskiej władzy, wreszcie autentycznymi możliwościami, jakie dawało wtopienie się w elity zaborczego państwa. Pewna część rodaków temu uległa, zmieniając nazwiska, wiarę oraz tożsamość narodową. Niektórzy z nich z neoficką gorliwością zwalczali później polskość. Ten wspólny kod nie powstałby bez twórczości narodowych wieszczów, Trylogii Sienkiewicza, muzyki Chopina i wielu innych dzieł narodowej kultury. Jego utrwaleniu służyła praca edukacyjna wykonywana na uczelniach w Krakowie, Lwowie, Wilnie oraz w Warszawie, a także w wielu znakomitych, najczęściej prywatnych liceach i gimnazjach. Pomocna była także aktywność zapomnianych najczęściej wydawców książkowych, dziennikarzy, ale także wiejskich aktywistów, tworzących ludowe czytelnie czy robotnicze koła samokształceniowe. Oni stworzyli swoisty pas transmisyjny, przenoszący idee wielkiej sztuki do masowego odbiorcy.

W centrum tych wszystkich procesów była rodzina, rozmawiająca i modląca się w ojczystym języku, kultywująca narodowe tradycje, pamiętająca o przodkach, przekazująca marzenie o niepodległości kolejnym pokoleniom. Bez silnej, mówiąc nieco patetycznie, ale przecież prawdziwie wiernej Bogu i ojczyźnie polskiej rodziny wysiłek elit politycznych i czyny zbrojne nie przyniosłyby w listopadzie 1918 r. odrodzenia naszej państwowości. W tym procesie fundamentalna była też rola Kościoła katolickiego, jedynej instytucji wspólnej dla Polaków we wszystkich zaborach. Okres niewoli narodowej pogłębił związek katolicyzmu z polskością, gdyż obca przemoc często miała formę opresji religijnej. Istotny był również fakt, że od połowy XIX w. kolejni papieże byli wielkimi orędownikami polskiej niepodległości, co najlepiej symbolizuje świeca, którą w czerwcu 1867 r. Pius IX podarował Polakom z prośbą, aby ją zapalili, kiedy Warszawa będzie wolna. Papiestwo było ważnym, a często dzisiaj zapoznanym orędownikiem polskiej sprawy na forum międzynarodowym.

Inny kraj

Nasze państwo odrodziło się w kształcie odmiennym od tego, w jakim zlikwidowano je pod koniec XVIII w. Rozebrano bowiem nie Polskę, lecz Rzeczpospolitą Obojga Narodów, państwo federacyjne składające się z ziem Korony Polskiej oraz Wielkiego Księstwa Litewskiego, wieloetniczne, wielowyznaniowe i wieloreligijne. Odrodzona w 1918 r. Polska była krajem bardziej spójnym etnicznie oraz wyznaniowo, gdyż odpadły ziemie zamieszkane głównie przez prawosławną ludność białoruską i ukraińską. Zmieniało to także strukturę socjalną nowego państwa. Największe majątki ziemskie pozostały na wschodzie i zostały zniszczone podczas bolszewickiej rewolucji. Kresowe ziemiaństwo, które ofiarnie płaciło krwią w kolejnych powstaniach narodowych, wyszło z procesu odrodzenia polskiej państwowości rozbite, pozbawione ekonomicznych i społecznych wpływów. Jednocześnie polska kultura traciła w ten sposób niepowtarzalny, uniwersalny wymiar jednoczenia kultury różnych narodów w duchowej syntezie, która zrodziła najwspanialsze dzieła polskiego romantyzmu. Tolerancja, poszanowanie dla odmienności i różnorodności były później wypierane przez ciasny nacjonalizm, wsobne zamknięcie się na wartości innych.

Tracąc część dziedzictwa jagiellońskiego, odradzająca się Polska odzyskiwała nie tylko ziemie zaboru pruskiego, ale i część Górnego Śląska, a wraz z nim ogromny potencjał przemysłowy i ludzki. Dzięki temu możliwa była szybka modernizacja zrujnowanego kraju, a przede wszystkim stabilizacja jego waluty oparta na eksporcie węgla. Był to także impuls do stworzenia dwóch ważnych projektów o znaczeniu ogólnokrajowym: budowy magistrali kolejowej łączącej Śląsk z Bałtykiem oraz budowy Gdyni. Przesuwając punkt ciężkości narodowych interesów na Zachód oraz nad Bałtyk, Polska zyskiwała nie tylko nowe horyzonty polityczne, ale także nowy typ człowieka. Był to obywatel świadomy swych praw i obowiązków, zdyscyplinowany, stosunkowo zamożny, bez kompleksów wobec Zachodu. Zahartowany w walce z germanizacją, ale potrafiący również docenić dobrodziejstwa dobrze funkcjonującego, praworządnego państwa. Ukształtowane pod ich wpływem wzory i zachowania odegrały ważną rolę przy tworzeniu instytucji nowego państwa.

Odrodzona Rzeczpospolita była przede wszystkim innym krajem pod względem społecznym. Ogół obywateli miał wszystkie prawa polityczne, a nie – jak w I Rzeczypospolitej – jedynie 8 proc. przedstawicieli stanu szlacheckiego obdarzonego pełnią praw. Dokonała się emancypacja polskiego chłopa oraz robotnika, chociaż potomkowie dawnej szlachty zachowali ważne pozycje w ziemiaństwie oraz inteligencji, a także w kręgach przemysłowych. Zupełnie nowe miejsce w tym społeczeństwie zajęły kobiety, aktywne zawodowo i politycznie. I Rzeczpospolita u schyłku swego istnienia była krajem z archaicznym ustrojem, odstającym od modelu politycznego, jaki wówczas dominował w Europie. II Rzeczpospolita była nowoczesną demokracją parlamentarną, przestrzegającą praw mniejszości narodowych oraz swobód politycznych wszystkich obywateli. Jaką wartość stanowiła dla wszystkich, pokazała wojna obronna 1939 r., kiedy wobec agresji III Rzeszy oraz późniejszej Związku Sowieckiego w obronie tego państwa stanęły praktycznie wszystkie grupy społeczne i narodowe.

Jesień 1918 r. to jeden z najważniejszych momentów naszej narodowej historii. Pokazuje sprawczą moc narodu oraz jego siłę, jeśli mądrze zostanie wykorzystana. Przesłanie tych wydarzeń będzie aktualne dla kolejnych pokoleń Polaków, gdyż w każdej dobie będą musieli oni odpowiedzieć sobie na pytanie, jaką wartość ma dla nich niepodległość, jak należy ją umacniać i chronić.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji