Nowy numer 42/2019 Archiwum

Europa feniksów

Nigdy w historii w tak krótkim czasie nie doszło do tak wielkich zmian na mapie Europy, jak po I wojnie światowej. Polska odzyskała niepodległość w towarzystwie wielu innych narodów. Wszystko na gruzach porządku, który przez ponad 100 lat wydawał się wieczny.

Trudno w pełni świadomie świętować 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości bez przypomnienia, że w 1918 r. geografia polityczna uległa radykalnej zmianie w niemal całej Europie. Ten truizm okazuje się „odkrywczy”, gdy na chwilę zapomnimy o przełomie, jakim dla nas okazało się zakończenie I wojny światowej, a skupimy się na doświadczeniach bliższych i dalszych sąsiadów, współtowarzyszy czasu odrodzenia. Dla jednych była to pierwsza okazja, by stworzyć własne państwo, dla innych – powrót to utraconej wolności, jeszcze dla innych – eksperyment w nowym układzie federacyjnym. Cztery lata wcześniej nikt nie wyobrażał sobie, że mapa Europy może zmienić się tak gwałtownie w tak krótkim czasie… i tak ogromnym kosztem. Bogaty i syty kontynent, rozpędzony rozmachem rewolucji przemysłowej i czerpiący gigantyczne zyski z kolonii, podzielony między mocarstwa, których władcy piszą do siebie przyjacielskie listy, przy jednoczesnym uciskaniu podległych im narodów i dławieniu wszelkich zrywów niepodległościowych, sypie się w ciągu zaledwie paru lat. Koszty materialne, ale przede wszystkim ludzkie są ogromne i nieznane dotąd światu. Jeśli jest coś pozytywnego w upadku tego porządku, to właśnie odzyskanie lub uzyskanie niepodległości przez kilka narodów europejskich. Niektórzy historycy mówią, że to tylko krótki epizod w przerwie między dwiema wojnami. Może i epizod, ale pomimo kolejnej wojennej zawieruchy, która przyjdzie po dwóch dekadach (a która dla naszej części Europy trwać będzie jeszcze przez kolejne dekady zniewolenia przez Sowietów), pewnych procesów zapoczątkowanych w 1918 r. nie udało się odwrócić nawet największym oprawcom.

Samostanowienie

Zanim nadejdzie rok 1918, niepodległość ogłoszą m.in. Ukraina i Finlandia. To paradoks, że oba narody, które doświadczą wkrótce grozy bolszewizmu i sowieckich represji, swoją niepodległość zawdzięczają w pewnym sensie właśnie bolszewikom. Gdy ogarnięta bolszewickim szaleństwem Rosja w listopadzie 1917 r. ogłasza jedną z niewielu słusznych (teoretycznie) deklaracji – o prawie do samostanowienia narodów – nie trzeba długo czekać na efekty. Deklaracja Lenina dawała formalnie prawo narodom podbitym przez carską Rosję do oderwania się od imperium i ogłoszenia niepodległości. Jako pierwsza skorzystała z tego Ukraina, a parę tygodni później Finlandia. Dla bolszewików warunkiem „niepodległości” tych narodów było poddanie się twórcom nowego porządku socjalistycznego. I na Ukrainie, i w Finlandii doprowadziło to do wojny domowej, ale aspiracje narodowościowe zostały uruchomione. W styczniu 1918 r. bolszewicy w końcu uznali niepodległość Finów, co nie oznaczało jednak końca wojny domowej.

Inaczej wyglądało to w krajach bałtyckich. Od 1915 r. Litwa znajdowała się pod niemiecką okupacją i gdy 16 lutego 1918 r. Litwini ogłosili powstanie niepodległego państwa, nadal pozostawali częściowo uzależnieni od Niemiec. Mimo to do dziś ten dzień jest obchodzony jako święto niepodległości. Krótko po Litwinach z deklaracją niepodległości wystąpili Estończycy. 24 lutego w Tallinie proklamowano powstanie państwa estońskiego. Dużo później, bo dopiero 18 listopada, dołączyli Łotysze. Proklamacja powstania niepodległego państwa łotewskiego w Rydze odbyła się przy wyraźnym sprzeciwie i Niemców, i bolszewików. Łotwa musiała stoczyć jeszcze dwuletnią wojnę o niepodległość.

Pożegnanie Habsburgów

Jeszcze inne procesy zachodziły na terenie upadającej Monarchii Austro-Węgierskiej. Klęski militarne na froncie sprawiły, że w listopadzie 1918 r. dyplomaci w całej Europie praktycznie nie uznawali istnienia Austro-Węgier. Jeszcze miesiąc wcześniej cesarz, chcąc ratować rozsypujące się imperium, próbował przekształcić je w państwo związkowe – każdy z tworzących je narodów miałby prawo do stworzenia własnych struktur państwowych. Nie dało się już jednak zatrzymać niepodległościowej fali. Jako pierwsi niepodległość ogłosili Czesi i Słowacy, proklamując 28 października w Pradze powstanie Republiki Czechosłowackiej. Zrobienie tego wspólnie przez Czechów i Słowaków było możliwe dzięki idei tzw. czechosłowakizmu, który głosił istnienie jednego narodu czechosłowackiego. Dla Słowaków była to forma obrony przed tzw. madziaryzacją, czyli nadmierną asymilacją z węgierską ludnością, językiem i kulturą. Słowacy woleli „stopić się” w jeden organizm z bliższymi sobie Czechami, niż ulec wpływom węgierskim.

Dzień po „Czechosłowakach” w Zagrzebiu ogłoszono powstanie Państwa Słoweńców, Chorwatów i Serbów, które przyjęło nazwę Królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców (Kraljevina SHS), by 11 lat później przekształcić się w Królestwo Jugosławii. Przypieczętowaniem rozpadu imperium było uchwalenie 30 października zerwania unii austro-węgierskiej i powstania oddzielnego państwa austriackiego, a 16 listopada w Budapeszcie proklamacja powstania Węgierskiej Republiki Ludowej.

Nowicjusze międzywojnia

Z punktu widzenia dotychczasowych potęg rok 1918 oznaczał koniec świata, z punktu widzenia nowych państw – początek nowego świata. Jednocześnie dwie dawne potęgi – Rosja i Niemcy – stosunkowo szybko na gruzach dawnego świata stworzyły nowe wcielenia, tym razem z diabolicznym obliczem. Dla Niemców, którzy po przegranej wojnie musieli zadowolić się Republiką Weimarską (jak potocznie określano Rzeszę Niemiecką po I wojnie światowej), upokorzenie wywołane utratą dotychczasowej potęgi było podłożem rodzącego się nazizmu, który rozpętał kolejną zawieruchę wojenną z ambicjami podbicia świata. Dużo wcześniej upadek imperium „odbiła” sobie Rosja, która obalając „białą” dyktaturę, zafundowała sobie „czerwoną”, z tymi samymi ambicjami, co później Niemcy Hitlera. W tym wszystkim musiały funkcjonować państwa, które na zgliszczach dawnego porządku uzyskały lub odzyskały po latach niepodległość. Praktycznie żadne z nich nie miało szans na pełną neutralność w okresie „międzywojennej przerwy”. Jedne radziły sobie, balansując między rosnącymi na nowo potęgami, inne otwarcie wchodziły z nimi w sojusze, jeszcze inne stawiały opór.

Imperia nie zapominają

Przypominamy ten dość oczywisty dla przeciętnego absolwenta szkoły średniej kontekst po to, by świętowanie niepodległości przebiegało w dwóch wymiarach jednocześnie: jako niekwestionowane i najważniejsze dla nas święto narodowe i jako lekcja pokory oraz wezwanie do czujności, bo nic nie jest dane na zawsze. Pokory – bo sami możemy roztrwonić to dobro, jakim jest w ostatnich dziesięcioleciach integracja europejska (my jako Europejczycy, nie tylko Polacy). Czujności, bo państwa, które odrodziły się po I wojnie światowej, są nieustannie narażone na powtórkę scenariusza z pierwszej połowy XX wieku. Bo imperia na dłuższą metę nie zapominają o „swoim”. Widać to nawet w przypadku tak cywilizowanych imperiów jak Wielka Brytania. Warto tu przywołać przykład Irlandii, która niepodległość wywalczyła w 1922 r. Norman Davies trafnie jednak zauważył w jednym z wywiadów: „Czy wie pan, jak długo sprawami Irlandii zajmowano się w brytyjskim Home Office, ministerstwie spraw wewnętrznych? Do 1975 r. To oczywiście symbol, ale pokazuje, jak długo brytyjska opinia publiczna nie mogła się pogodzić z tym, że istnieje ten niepodległy kraj, który nie jest częścią imperium brytyjskiego. Bardzo długo ta oczywista prawda przebijała się do świadomości społeczeństwa żyjącego nostalgią za dawną wielkością”. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie jako events programmer, odpowiedzialny m.in. za organizację festiwalu filmowego „Across the borders" i współpracę z brytyjskimi instytucjami kulturalnymi. W „Gościu" od 2006 r. Autor wywiadu rzeki z ks. Henrykiem Bolczykiem „Mocowałem się z Bogiem", wywiadu rzeki z ks. Markiem Dziewieckim „Psycholog w konfesjonale" oraz współautor zbioru reportaży z Bliskiego Wschodu „W drogę ze św. Pawłem". Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Syrii, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi, Wielkiej Brytanii i innych. Publikował m.in. w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus"), „Cywilizacji", Onet.pl. Jest również założycielem i właścicielem Wydawnictwa Niecałe (wydaje szeroko rozumianą literaturę faktu). Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, życiem Kościoła i teologią, a także fotografią, filmem, turystyką i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii i Bałkanów, a także związane z życiem Kościoła na świecie i nową ewangelizacją.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Zobacz także

  • Adalbert S.
    04.12.2018 23:00
    Polecam komentarze do artykułu z fb, zacytuję jeden: "Oj tak! Litwa zajęła Prusy Wschodnie, sama wypędzona ze swoich terenów przez Łotwę. Ta ostatnia oddała swe ziemie Estonii... Cóż za precyzyjna mapa!"
    doceń 1
  • Anakin
    05.12.2018 12:13
    Ukraina i Finlandia nie skorzystały z łąski bolszewików. Ogłosiły niepodległość jak straciły złudzenia co do bolszewickich rządów gdy rozpędzili Konstytuantę a eszelony z czerwonogwardzistami jechały na Kijów. W artykule pobrzmiewa cień dawnej propagandy o samostanowieniu narodów z łaski Lenina. Ukraina nie miała planów niepodległościowych (wystarczyła im daleko idąca autonomia w ramach demokratycznej Rosji) ale zrobiła to ze strachu przed czerwonym Piotrogrodem.
    doceń 10
  • Gość
    07.12.2018 13:26
    Norman Davies to ten co fantazjuje o szarżach ułanów na czołgi
    doceń 10

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji