Nowy numer 42/2019 Archiwum

Krzyczałem razem z Nim

Jak dziękować Bogu, widząc swoją bidę z nędzą, i dlaczego zamieszanie przedszkola jest lepsze od porządku cmentarza, mówi Johannes Hartl.

MARCIN JAKIMOWICZ: Czy może być coś dobrego z Niemiec?

Johannes Hartl: Typowy Polak… (śmiech) Skoro Bóg, co widać w Biblii, może posłużyć się osłem, to dlaczego nie zwykłym Niemcem?

Zabawiłem się w Natanaela znad Wisły. Czy takie kpiące słowa mają w świecie duchowym moc?

Słowa zawsze mają moc. Przekleństwo czy szyderstwo nie zawisa w próżni. Jesteśmy stworzeni na obraz Tego, który stwarzał świat, wypowiadając słowo. Jest czas na humor, i to jest dobre, ale zdaję sobie sprawę, że kwestia relacji między Niemcami a Polakami to historia bardzo newralgiczna, pełna ran i wzajemnych uprzedzeń.

Miałeś doświadczenie, jak bardzo te rany leczy akt przebaczenia?

Wielokrotnie. Mój dziadek brał udział w II wojnie. Odpowiadał za obronę jednego z miast atakowanych przez Sowietów. Tak naprawdę był wrogiem Hitlera i walczył z nazizmem. Zawsze wypowiadał się o Polakach z największą estymą. Wzrastałem w poczuciu, że historia domaga się tego, byśmy uczyli się sztuki pojednania. Przed laty brałem udział w wielotysięcznym spotkaniu w Częstochowie, które było przestrzenią pojednania między Polakami a Niemcami. Bardzo mnie to wówczas dotknęło, poruszyło…

W Polsce nie ma domu modlitwy, w którym uwielbiałoby się Jezusa 24 godziny na dobę. W Augsburgu taka modlitwa płynie od lat.

Kościół w Polsce jest silniejszy niż u nas, ale czasami Pan Bóg używa Niemców, by wprowadzać nowe rzeczy. Często przychodzą do was z Zachodu rzeczy złe, ale to, co wróg wykorzystuje do złego, Bóg obraca w dobro. Ludzie noszą w sobie ogromną tęsknotę za relacją z żywym Bogiem. Zaprosiliśmy ich do uwielbienia i chętnie odpowiedzieli.

Praktyczni do bólu Niemcy muszą zadawać Wam pytania: „Po co się modlicie? Co z tego macie?”.

Odpowiadamy: Nic. Interesuje nas tylko Bóg i Jego miłość. Nic więcej. On nas nie chce „po coś”. Jeśli wszystko musi być wykorzystane „po coś”, traci swe prawdziwe znaczenie. Jaki jest użytek z piękna? Ono jest piękne samo w sobie. Jak pocałunek, jak miłość, jak modlitwa.

Ludzie pytają: „Twoim zawodem jest… rozmawianie z Bogiem?” „Tak”. „A co to daje?” „Nic. Nic to nikomu nie da. I właśnie dlatego da wszystkim… wszystko, czego potrzeba”. Czy modlitwa nie ma być przestrzenią, której nie musimy, jak chce świat, mierzyć poziomem produktywności czy efektywności? Ona nie ma się nam opłacać. Ma być wyrazem czystej miłości. Modlitwa jest bezużyteczna i dlatego jest piękna. Zakony kontemplacyjne zawsze były dla świata solą w oku. Zamykać się na jakiejś pustyni, by „jedynie” śpiewać psalmy? To nie ma sensu. Jeżeli Boga nie ma, rzeczywiście wszystko to jest bez sensu. „Marnowanie” życia na modlitwę (tak robili mnisi w XIII wieku i ludzie w Augsburgu) jest dla świata świadectwem. Jak pocałunek.

A jeśli całujesz Go, ale On nie odpowiada? Nie czujesz pocałunku Boga przez dwa, trzy lata?

Nie spotykam ludzi, którzy nie czuliby Jego pocałunku przez trzy lata. Przeważnie jest to jedynie jakiś sezon. Jak w małżeństwie. Masz gorszy czas, ale przecież on jedynie wzmacnia wasz związek. A jeśli uczucia nie powracają, potrzebujesz terapii małżeńskiej. Jeśli twoja relacja z Bogiem jest zniszczona, złamana, potrzebujesz uzdrowienia i kogoś, kto ci w tym pomoże.

Lubisz tracić czas dla Boga?

Bardzo. Wiem, że modlitwa to nie wszystko, ale bez modlitwy wszystko jest niczym.

Jak reagują Niemcy, którym starasz się to wytłumaczyć?

Każdy jest wrażliwy na piękno, więc zamiast mówić o traceniu czasu, mówię o pracy z pięknem. I wtedy nawet Niemcy to łykają. (śmiech)

Masz doświadczenie, że Bóg ze wszystkiego jest w stanie wyprowadzić dobro?

Oczywiście! Krytyka i prześladowania ze względu na Jezusa, które nas spotykają, są zapowiedzianą przez Niego samego ewangeliczną normą. Jeśli ktoś do ciebie strzela, to znaczy, że sam dobrze wcześniej wypaliłeś. Trafiłeś w dziesiątkę. Jeśli nikt do ciebie nie strzela, to znaczy, że spudłowałeś, chybiłeś i nie jesteś dla przeciwnika groźny. Nie przejmujmy się tak bardzo opiniami innych. Gdy umrzemy, ważna będzie tylko jedna opinia – Tego, którego „oczy są jak płomień ognia”. Mogę opowiadać godzinami historie, w których Bóg wykorzystał prześladowania czy moje cierpienie do tego, by wyprowadzić z nich dobro, ale nie chcę tego robić. Wiesz dlaczego? Bo właśnie wracam z Chin, gdzie katolicy są prześladowani w niewyobrażalny dla nas sposób. Widziałem jednak potężny wzrost podziemnego Kościoła. To paradoks! Pierwsi wyznawcy Chrystusa byli okrutnie prześladowani, a przecież „każdego dnia liczba ich wzrastała”.

Pierre-Marie Delfieux powiedział mi przed laty: „Historia pokazuje, że jeśli chrześcijaństwo nie promieniuje, to nie dlatego, że napotyka w świecie opór, ale dlatego, że zabrakło mu gorliwości i świętości”.

Zgadzam się w stu procentach. Słona sól – tylko ona przemieni świat. Młodzi w naszym Domu Modlitwy opowiadali: „Jeśli mówimy, że musimy trenować przed zawodami przez trzy godziny dziennie, ludzie wołają »Wow! To robi wrażenie!«, ale gdy mówimy, że chcemy się przez kilka godzin modlić, słyszymy: »Co to za sekta?«. Głęboko wierzę w to, że nieustanna modlitwa – dniem i nocą – jest radykalnym, prorockim znakiem, którego bardzo potrzebuje świat.

W czasie uwielbienia – słyszałem to wielokrotnie – otwiera się nad nami niebo. To ono jest zamknięte?

Obiektywnie jest otwarte. Od czasu chrztu Jezusa w Jordanie. Tak jak obiektywnie Jezus zmarł za wszystkich ludzi. Co przecież nie znaczy, że wszyscy pójdą do nieba. Są takie szczególne chwile, gdy czujesz, że otwiera się nad tobą niebo. Wówczas dużo łatwiej jest Go spotkać. Widzimy to w historii Kościoła. To nadzwyczajne chwile łaski, w których o wiele łatwiej jest rozpoznać, że niebo jest otwarte. Nawet jeśli jest otwarte przez cały czas, niestety, nie przez cały czas mamy tego świadomość. Jak w małżeństwie: jestem żonaty przez 24 godziny na dobę, ale nie myślę o żonie przez cały ten czas. Potrzebujemy szczególnego czasu sam na sam, by pogłębiać relacje.

Bóg jest samotny?

Nie, nie wierzę w to. Jest zakochany. Dlatego szuka człowieka. Gdy jestem bardzo złamany, czuję się bliski Człowiekowi na krzyżu. Ale nie mam doświadczenia, że jestem osobą, która musi pocieszać czy uszczęśliwiać Boga.

Czytaj dalej na kolejnej stronie

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • Ewa
    05.12.2018 08:41
    Bardzo dziękuję za ten artykuł. Mieszkam od 10 lat w Niemczech i świadomość, że w tym kraju są ludzie kochający Jezusa i dający tego świadectwo, jest dla mnie bardzo pocieszające. Szczęść Boże.
    doceń 12
  • Germanus
    05.12.2018 21:35
    Ja mieszkam już 11 lat w Niemczech. Samego Johannesa nie miałem przyjemności poznać, ale znam kilka osób z teamu Gebetshaus Augsburg. To niesamowici ludzie. Co roku w styczniu organizują kilkudniowe spotkanie pod hasłem MEHR , czyli WIĘCEJ. Na te spotkania przybywają tysiące ludzi głównie młodych.
    doceń 3
  • A.M.
    24.09.2019 23:38
    Zapraszam do Częstochowy n.a. spotkania Wspolnoty Miłość I Miłosierdzie Jezusa .Wcale nie jesteśmy gorsi , a Dom z planowaną adoracją 24/7 naszego Pana jest w trakcie budowy .
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL