Nowy numer 42/2019 Archiwum

Język polski na ulicach

– Polonistka w litewskiej szkole musi być wszystkim – nauczycielem, reżyserem, scenarzystą, aktorem w założonym przez siebie teatrze – wylicza Ludmiła Siekacka, polonistka, od roku na emeryturze. – Musi szykować uczniów do olimpiad, akademii, konkursów recytatorskich. I umieć dobrze oprowadzać po Wilnie.

Może to banalne nazywać polonistki na Litwie „siłaczkami”, ale nasza praca jest bardzo trudna ze względów obiektywnych – mówi Ludmiła Siekacka. – Okazuje się jednak, że wielu nas potrzebuje i dobrze wspomina. Kiedyś poszłam do dentystki, bo wiedziałam, że ona rozmawia po polsku. Siedzę w fotelu, a ona, pochylając się nade mną, pyta: „Czy pani mnie sobie przypomina?”. Przyznałam, że nie. Powiedziała, że 25 lat temu była moją uczennicą. Wtedy w ekspresowym tempie zaczęłam się zastanawiać, jakie stopnie miała z polskiego. Kiedy zobaczyła, jak zmieniła mi się twarz, natychmiast mnie uspokoiła: „Proszę się nie bać, ja z polskiego miałam piątkę. Ale gdyby tu fizyczka siedziała, toby już zębów nie miała”. W tym samym dniu, po wyjściu z gabinetu, miałam podobny przypadek. Wsiadłam do busika pod dworcem, daję kierowcy trzy lity, a on uśmiecha się do mnie: „Pani Siekacka, toż pani mnie nie poznała, a ja jestem pani uczniem. Niech pani nie płaci”. Mam wychowanków, którzy nadal do mnie dzwonią, pytają, w czym pomóc. Jeden Grześ, choć ma już ponad 30 lat, odwiedzał mnie w szpitalu, nieraz telefonuje. Czyż to nie są przepiękne chwile z życia polonisty? – uśmiecha się. – Ciastka, herbata, może bliny zrobić? Proszę się czuć jak w domu – prosi, byśmy się rozgościli w jej gabinecie wśród półek z książkami.

Najlepsza szkoła

– Podziwiam uczniów, którzy wybierają szkołę polską, bo przecież mają świadomość, że po jej skończeniu polski nie przyda im się praktycznie do niczego – chwali swoich wychowanków. – Proszę pomyśleć, że uczeń może nie składać matury z polskiego, a jednak to robi. Uważam to za bohaterstwo. Jeśliby młodzi podeszli do tego pragmatycznie, wybraliby szkołę litewską. A tak – ze względu na naukę polskiego – mają więcej obowiązków. Trzeba też pochwalić dyrektorów polskich szkół, którzy niedawno podjęli decyzję, że młodzież będzie zdawać maturę także z polskiego. A stan jest alarmujący, bo jest coraz mniej uczniów, którzy poprawnie posługują się polskim. Aktualnie zwiększono litewski do siedmiu godzin, a polskiego są tylko cztery, góra pięć. Inne przedmioty są wykładane po litewsku. W domu i po szkole młodzież mówi po litewsku bądź rosyjsku, dlatego na lekcjach polskiego zdarza im się często popełniać błędy. Surfując w internecie, obserwuję, że ze swoją grupą klasową moi uczniowie komunikują się po polsku, natomiast z pozostałymi kolegami – po litewsku. To wszystko wpływa na tę naszą mowę polską. Polonista powinien stale poprawiać młodzież. Ale czy w ciągu 45 minut da się z 25-osobową grupą wyszlifować ten język? Przez ostatni rok pracy miałam w klasie ucznia, którego matka była Litwinką, a ojciec pół Rosjaninem, pół Polakiem. Trudno było zrozumieć, co ten chłopak mówi. To była nietypowa sytuacja, dlatego zapytałam rodziców, dlaczego go posłali do nas. Usłyszałam, że szkoła polska jest najlepsza. Sama muszę przyznać, że w polskich szkołach dyscyplina jest o wiele większa i nauczyciele litewskiego to potwierdzają.

Nielegalna polskość

– Nie zamieniłabym tego zawodu na inny, może dlatego, że moja mama Maria była polonistką – opowiada. – Mama bardzo mnie zniechęcała do tego wyboru. Przechowuję do dziś jej konspekty lekcji. Jako dziewczynka na co dzień obserwowałam, jak się przykładała do pracy. Mama skończyła gimnazjum im. Orzeszkowej, a potem seminarium nauczycielskie w Grodnie. W okresie międzywojennym pracowała w tamtejszym seminarium nauczycielskim, ale po wybuchu wojny przyjechała na Wileńszczyznę i uczyła polskiego w klasach początkowych. Kiedy na te ziemie wkroczyli Rosjanie i oddali Wilno Litwinom, natychmiast została aresztowana. Oskarżono ją, że bez pozwolenia uczyła polskiego, nielegalnie propagując polskość. Odsiedziała za to parę miesięcy w ciężkim więzieniu na Łukiszkach w Wilnie. Po wojnie chciała wrócić do pracy w szkole, ale nie przyjęli jej ze względu na zasady, jakimi żyła. Podczas przesłuchania przed komisją weryfikacyjną postawiono jej pytanie: „Czy jest pani wierząca?”. „Oczywiście” – odpowiedziała zgodnie z prawdą, a wtedy usłyszała, że chyba zwariowała, że z takimi przekonaniami ma czelność ubiegać się o pracę w szkole. Wyszła z zaświadczeniem, że w związku z brakiem etatów nie otrzyma angażu.

Wolny dyplom

– Rodzice chcieli, żebym była lekarką – opowiada. – Po skończeniu szkoły średniej nr 11 w Wilnie zdawałam na medycynę, ale oblałam egzamin z chemii i byłam z tego powodu szczęśliwa. Poszłam na pół roku do pracy w aptece, a potem złożyłam papiery na polonistykę do Instytutu Pedagogicznego w Wilnie i dostałam się. To był rok 1967. Polonistyka dała mi bardzo dużo, choć z wykładowców tylko jedna pani była Polką. Wiele zawdzięczam kontaktom ze środowiskiem akademickim we Wrocławiu, gdzie jeździliśmy na wymianę. Wtedy poznałam słynnych profesorów – Miodka, Hernasa. Na pierwszym roku przyjechała do nas wycieczka IBL-owska, a z nią profesorowie Wyka, Stróżewski i Zgorzelski, pochodzący z Wileńszczyzny. Miałam szczęście ich oprowadzać po Wilnie. Skończyłam studia w 1971 r. Kiedy patrzę z perspektywy czasu, widzę, że chyba dzięki poparciu moich wykładowców otrzymałam tzw. wolny dyplom. To znaczy mogłam sama szukać pracy. Wybrałam bibliotekę Akademii Nauk, chcąc mieć do czynienia z polską książką. Ale dostałam angaż w filii Instytutu Fizyki i Matematyki i nie było tam beletrystyki. Jak pani widzi, moja droga do nauczycielstwa była kręta.  (śmiech)

Po roku zadzwoniono do niej z informacją, że zwolniło się miejsce na polonistyce w Pedagogicznym Instytucie. Została tam zatrudniona jako tzw. laborantka i prowadziła zajęcia ze studentami.

W „jedenastce”

Pracowała tam 10 lat. – Często wyjeżdżałam ze studentami na praktyki pedagogiczne do Wrocławia – wspomina. – A profesorowie stamtąd przyjeżdżali do nas, do Wilna. Kiedy w 1980 r. wróciłam z Wrocławia, gdzie świętowaliśmy Nobla Miłosza, zaczęli mnie ciągać na przesłuchania do KGB. Zarzucano mi, że przebywam w środowisku klerykalnym. Bo mój wujek Sawicki był księdzem. To był właściwie wujek mamy, ale ja też tak go nazywałam. Miał ciekawą historię, studiował za czasów carskich w Akademii Petersburskiej, a potem przeżył tragedię, bo po święceniach w 1906 r. powoli tracił wzrok. Lubiłam spędzać z nim czas i głośno czytać mu książki. Pewnego dnia zaproponowano mi, żebym zaczęła współpracę z tajnymi służbami.

Kuszono ją możliwością szybkiego zrobienia doktoratu, ale wszystkie propozycje odrzucała. – Po dziesięciu latach pracy w Pedagogicznym Instytucie mój dziekan Czeczot powiedział mi: „Wiesz, zmuszają mnie do zwolnienia ciebie. Będzie lepiej, żebyś sama złożyła wymówienie” – opowiada. – Tak się złożyło, że zostałam zaproszona do swojej dawnej szkoły, „jedenastki”, na studniówkę. Dyrektorem jest tam do dziś mój kolega Czesław Dawidowicz. Właśnie wtedy, nie wiedząc o moich przykrościach, powiedział do mnie: „Polonistka wychodzi z naszej szkoły, przychodź do nas!”. Od razu się zgodziłam i od tej pory przestali mnie męczyć przesłuchaniami. Tak zaczęła się moja praca z młodzieżą, która trwała aż do ubiegłego roku, kiedy zaczęłam mieć problemy ze stawem biodrowym. Ale nadal żyję tym, co się dzieje w szkole.

Miłość

– Nauczyciel cieszy się, kiedy dostaje od uczniów siły do dalszej pracy – mówi. – Choćby wtedy, kiedy przypominają, jak było przyjemnie, gdy na lekcjach chodziliśmy po Wilnie, omawiając romantyzm. Bo sporym problemem w nauczaniu polskiego są podręczniki – przestarzałe, naszpikowane makaronizmami, niedostosowane do nauczania uczniów szkoły średniej. Dlatego ucząc, wolałam odwoływać się do konkretnych tekstów literackich. Wilno jest kolebką romantyzmu, a ja najbardziej lubię tę epokę. Więc sporo lekcji zamieniłam w spacery po ulicach miasta. Na dziedzińcu uniwersytetu czytaliśmy wczesne utwory Mickiewicza, a w „Celi Konrada” fragmenty jego Wielkiej Improwizacji. Cztery razy wystawiałam z klasą II część „Dziadów” na cmentarzu Na Rossie. Dzięki zaprzyjaźnionym dominikanom z kościoła Świętego Ducha zaprowadziłam uczniów przez zakrystię na wąski jak studnia dziedziniec, gdzie Janek Rollinson rzucił się z celi więziennej.

Wiem, że młodzież korzysta z bryków, ale wiele razy swoimi sposobami udało mi się ją zachęcić do lektury książek. Boże, jak ja lubię czytać! Uwielbiam „Lalkę” Prusa i uważam, że jak nauczyciel coś lubi, to chciałby, żeby inni też za tym przepadali. Jestem zachwycona stworzonym przez Prusa studium psychologicznym Wokulskiego, który przeżywa miłość toksyczną. Warto polecić tę książkę mężczyznom, żeby się uczyli, jakie straszne bywa zaślepienie, bezrefleksyjna miłość. – Aż się chce zapytać: czy pani też przeżyła taką wielką miłość? – przerywam opowieść.

– Ja byłam bardzo kochliwa jako studentka – wybucha śmiechem. – Na czwartym roku poznałam starszego ode mnie chłopaka ze Lwowa, z którym przyjaźniliśmy się aż siedem lat. On chciał, żebym przeniosła się do Lwowa, a ja, żeby on do Wilna. Nie mogłam wyjechać, bo zajmowałam się starszą już mamą. Aż nagle dowiedziałam się, że on wyjechał do Polski i ułożył sobie życie. No i ot, tak to było. Gdybym nie lubiła swojego zawodu, to może wszystko ułożyłoby się w moim życiu inaczej. Ale niczego nie żałuję.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • katolik
    07.12.2018 22:03
    Należy pamiętać, że „ z każdego słowa próżnego, które by wyrzekli ludzie, zdadzą liczbę w dzień sądu. Albowiem ze słów twoich będziesz usprawiedliwiony, i ze słów twoich będziesz potępiony” (Mt 12, 36-37).
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL