Nowy numer 3/2021 Archiwum

Zbezczeszczenie

Zazdroszczą jej nam nawet aniołowie. Nie mogą, jak my, spożywać Ciała Syna Bożego. Dlaczego św. Paweł pisze, że przyjmowanie jej niegodnie ściąga na nas… wyrok? Czym jest świętokradcze przyjęcie Komunii św.?

Niemcy. Jedna z niedzielnych Mszy św. W kościele niewiele osób, ale większość z tych niewielu maszeruje do Komunii św. Wygląda nieźle. − Na pierwszy rzut oka – wzdycha siedzący obok mnie kapłan. – Większość z tych ludzi nie była od wielu lat w spowiedzi. „Nie wiedzą, co czynią”, przystępując do Komunii św. w stanie grzechu ciężkiego. To nie wigilijny opłatek, który połykamy bez konsekwencji…

Biblia nie pozostawia złudzeń: możesz przyjąć Ciało Chrystusa i chwilę później wejść w śmierć, zdradzić Boga, zamienić błogosławieństwo na brzęk 30 srebrników. Ewangelia dwukrotnie wspomina o tym, że szatan wstąpił w Judasza tuż po tym, jak ten… spożył Ciało Chrystusa w czasie Ostatniej Wieczerzy. „Judasz po spożyciu kawałka chleba zaraz wyszedł. A była noc”.

A nawet wielu umarło

– Paweł Apostoł, pisząc do Koryntian, napomina ich bez owijania w bawełnę: „Kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije, nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije. Dlatego to właśnie wielu wśród was słabych i chorych i wielu też umarło” (1 Kor 11,27-30) – przypomina o. Radosław Rafał, misjonarz Świętej Rodziny. – Jeśli przyjmujemy Komunię św. w stanie grzechu ciężkiego albo gdy nie jesteśmy z kimś pojednani, ściągamy na siebie wyrok. Pierwsi chrześcijanie bardzo poważnie traktowali tę kwestię, skoro Apostoł Narodów pisał wprost: „dlatego to właśnie wielu wśród was słabych i chorych i wielu też umarło”. Oni mieli konkretne do bólu doświadczenie, do czego prowadzi niegodne przyjmowanie Ciała Chrystusa. To nie było teoretyczne rozważanie, pierwszy Kościół naprawdę traktował to serio, a chrześcijanie potrafili umierać za Eucharystię. Gdy mieli wybrać: „sprofanujesz Eucharystię albo zginiesz”, wybierali śmierć męczeńską.

Nie można przyjmować Komunii św. w stanie grzechu ciężkiego. Konsekwencją takiego postępowania jest zaciągnięcie kolejnego grzechu ciężkiego. Błędne koło. Jak wyjść z tej matni? W konfesjonale wyznać wszystkie grzechy i wyspowiadać się ze świętokradzkich Komunii i umyślnego zatajenia grzechów ciężkich.

Jak stanowczo brzmią słowa patrona proboszczów: „Wielu przystępuje do Stołu Pańskiego po złej spowiedzi, jako że albo zataili swoje grzechy, albo nie mieli najmniejszego żalu i postanowienia poprawy. Inni znów przystępują do Komunii w gniewie i z przywiązaniem do grzechów i w ten sposób znieważają Ciało i Krew Pana. Sprawdzajcie sami siebie, czy przypadkiem nie popełniliście kiedyś świętokradztwa! − wołał św. Jan Maria Vianney. − Gdybym był w stanie wyciągnąć z płomieni piekła zdrajcę Judasza i pokazać wam, jak on tam okropnie jęczy i cierpi przez to, że niegodnie przyjął Ciało i Krew Pańską, to może choć trochę byście się przestraszyli! A co będzie z grzesznikami, którzy całe niemal życie dopuszczają się takich świętokradztw! Nie potrafię we właściwy sposób przedstawić wam tego, jak wielkim grzechem jest świętokradzka Komunia Święta! Zbawiciel świata raz jeden poniósł śmierć na ziemi, tymczasem ludzie przewrotni wciąż odnawiają tę Jego mękę przez niegodne przyjmowanie Go do swoich serc!”.

Przebacz!

Świętokradztwo − co to właściwie oznacza? Zerknijmy do słownika PWN: „zbezczeszczenie lub znieważenie świętego miejsca lub przedmiotu” bądź „znieważenie czegoś uważanego za świętość”.

− Pamiętajmy, że aby doszło do świętokradztwa, musi mieć miejsce świadoma zła wola − wyjaśnia o. Piotr Jordan Śliwiński, kapucyn, założyciel Szkoły dla Spowiedników. − Nie chodzi o sytuację, w której uświadamiamy sobie, że wiele lat temu popełniliśmy grzech ciężki (a wówczas nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy). Ważna jest świadomość i intencja w chwili popełniania grzechu, nie po latach. Może być wszakże niewiedza zawiniona. Jeśli ktoś uczestniczy w życiu Kościoła – w Mszach św. niedzielnych, to nie wierzę, żeby np. nie wiedział dzisiaj, że aborcja jest grzechem. Grzech ciężki zaciągają ci, którzy przystępują do Komunii św., zdając sobie sprawę z tego, że świadomie zataili w spowiedzi grzech ciężki. Przed laty część teologów, zwłaszcza niemieckich, chciała wprowadzić trzystopniowy podział grzechu: lekki, ciężki i „opcji fundamentalnej”, czyli radykalne odrzucenie Chrystusa, które miałoby przerywać jedność sakramentalną. Stolica Apostolska nie przyjęła tego podziału, pozostając przy rozróżnieniu na grzech lekki i ciężki. Grzech śmiertelny domaga się pojednania sakramentalnego. Musi być to grzech świadomy, dobrowolny (nie może być żadnej formy przymusu) i w znaczącej materii. Z tym ostatnim mamy największy problem. Weźmy „zwykłą” kłótnię. Jeśli kłócisz się z kimś i świadomie oraz dobrowolnie, „na zimno” upokarzasz i obrzucasz tę osobę wyzwiskami i przekleństwami, wiedząc, jak bardzo ją ranisz, to może to być grzech ciężki. Gdzie jest granica? Tego nie da się przedstawić matematycznie, zero-jedynkowo. Musimy to rozeznać w sumieniu. Gdy mamy wątpliwość, opowiedzmy o tym spowiednikowi.

− Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak ważnym zagadnieniem jest przebaczenie − przypomina o. Radosław Rafał. − Jako psycholog widzę, jak kluczowe jest to w wychodzeniu wielu osób z depresji. Ileż razy w czasie Mszy św. Kościół daje nam szansę uderzenia się w piersi, powiedzenia „wybaczam innym i samemu sobie”. Epikleza, „Panie, zmiłuj się nad nami”, „Ojcze nasz” z porażającymi słowami: przebacz mi tak, jak ja przebaczam, „Baranku Boży, zmiłuj się nad nami” i tuż przed przyjęciem Ciała Chrystusa: „nie zważaj na grzechy nasze” i „Panie, nie jestem godzien”. Zobaczmy, ile razy Jezus mówi: „Przygotuj się, przebacz. Przyjmij Mnie z czystym sercem”. W tych wezwaniach brzmi echo Jego słów: „Idź, aby ci się coś gorszego nie przytrafiło”.

Wyciągnij osła ze studni!

− Przebaczenie jest kluczowe − opowiada o. Piotr Jordan Śliwiński. − Jest decyzją, nie emocją. Nie chodzi o gotowość rzucenia się krzywdzicielowi na szyję. Powinienem być jednak gotów na to, by nie odpłacać złem za zło. Biblia daje znakomity papierek lakmusowy pokazujący, czy jestem gotowy do przebaczenia: „jeśli osioł twojego nieprzyjaciela wpadnie do studni, pomożesz mu go wyciągnąć”.

Ezechiel, opisując dramatyczną wizję chwały Pańskiej opuszczającej świątynię, pisze wyraźnie, że Bóg wycofał się, wygnany przez grzechy i obrzydliwości Izraela. Pokorny Stwórca spakował walizki, zatrzymywał się. Tak jakby nie mógł uwierzyć w to, że został wygnany. − Pamiętajmy, że w Komunii nie przyjmujemy czegoś, tylko Kogoś! Kogoś, kogo – jak naucza Kościół – z mojego serca może… wyrzucić grzech − podsumowuje o. dr Bogdan Kocańda, franciszkanin z Rychwału. − Gdy „połykamy” Komunię św. jak wigilijny opłatek, bez świadomości, Kogo przyjmujemy, nie mamy świadomości mocy łaski. Jezus jest wprawdzie ten sam, ale my nie mamy świadomości przyjęcia daru. I widzimy zachodnie Kościoły pozbawione mocy tego, by przeobrażać ziemię i dawać świadectwo. Przy przyjmowaniu Ciała Jezusa nie można wpaść w rutynę.

Jeśli nie możemy przyjąć Komunii sakramentalnej, Kościół proponuje nam Komunię duchową. To wyrażenie olbrzymiego pragnienia przyjęcia Jezusa. „Życzy sobie w szczególności, aby chrześcijanie, zwłaszcza gdy trudno im przyjąć eucharystyczny pokarm w rzeczy samej, przyjmowali go przynajmniej pragnieniem; mianowicie w ten sposób, by wzbudziwszy żywą wiarę i sercem w czci pokornym oraz całkowicie ufnym wobec woli Boskiego Odkupiciela, zjednoczyli się z Nim najpłomienniejszym jak tylko mogą uczuciem miłości” – pisał Pius XII w encyklice Mediator Dei. Chodzi o to, by wzbudzić w sobie żywą wiarę i zatęsknić za Nim pokornym sercem. Komunia duchowa jest aktem miłości, który wyznaję Zbawicielowi, którego nie mogę przyjąć w sposób sakramentalny. To dar, z którym związany jest odpust! Odpustu cząstkowego udziela się wiernemu, który za pomocą jakiejkolwiek pobożnej formuły prawnie zaaprobowanej dokona aktu Komunii duchowej. Taka Komunia jest aktem pragnienia serca. Teologia duchowości mówi, że polega ona na pamięciowo wyobrażeniowym zaktualizowaniu doświadczenia bliskości Jezusa Eucharystycznego. Nie mogę Go przyjąć w darze sakramentalnym, ale spotykam się z Nim w darze duchowym. Wołam: „Kocham Cię, błogosławię Cię, wywyższam Cię. Nie mogę Cię przyjąć, ale przyjmuję Cię w swoim sercu”. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także