Nowy numer 49/2018 Archiwum

Pamięć i tożsamość

Pamięć potrafi być przekleństwem, przyznasz, Czytelniku? Zwłaszcza gdy człowiek nie potrafi wybaczyć. Gdy ciągnie się za nim życiowa historia albo historia jego otoczenia, narodu, ojczyzny. Sama w sobie jednak pamięć jest błogosławieństwem – tym aspektem naszego życia, dzięki któremu przywołujemy ponownie to, co przeminęło: wrażenia, skojarzenia, informacje. Mało się dzisiaj o tym mówi, bo modne jest bycie człowiekiem młodym, bez obciążeń z przeszłości. Ale to przecież pamięć stanowi o naszej tożsamości. Jestem tym, kim ukształtowało mnie życie, inni ludzie, moja historia. Pamięć i tożsamość są ze sobą nierozerwalnie związane.

Kiedy w 1993 roku w Castel Gandolfo doszło do spotkania Jana Pawła II z ks. Józefem Tischnerem i Krzysztofem Michalskim, nikt nie przypuszczał pewnie, że owocem ich rozmów będzie ostatnia książka Ojca Świętego. Odbyli wiele rozmów, a głównym tematem była analiza dwóch systemów, które wpłynęły na kształtowanie się dziejów XX wieku – nazizmu i komunizmu. Minęło kilkanaście lat i na kilka tygodni przed śmiercią Ojca Świętego, 23 lutego 2005 roku, ukazała się „Pamięć i tożsamość”. Ostatnie dzieło Jana Pawła II. Nawiązuję do niego, wspominając wybór Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową... ze wzruszeniem, szacunkiem, miłością. Jest bowiem w „Pamięci i tożsamości” fragment, który streszcza nie tylko pontyfikat, ale i życie tego wielkiego człowieka. Fragment nawiązujący do problematyki grzechu i odkupienia. Papież napisał między innymi, że „pierworodny” wymiar grzechu mógł znaleźć rekompensatę jedynie w krzyżu. I nazwał to „miłością Boga aż do negacji siebie”. A potem dodał słowa, które powinny były zostać wyryte na jakimś kamieniu, a nie tylko wydrukowane w książce: „Tutaj właśnie dotykamy tajemnicy odkupienia człowieka, a do tego poznania prowadzi nas Duch Święty. To On pozwala nam tak głęboko wniknąć w mysterium Crucis, a równocześnie pochylić się nad otchłanią zła, którego sprawcą i zarazem ofiarą stał się człowiek na początku swoich dziejów. Do tego właśnie odnosi się wyrażenie: »przekonać świat o grzechu«. A celem tego »przekonywania« nie jest potępienie świata. Jeżeli Kościół w mocy Ducha Świętego nazywa zło po imieniu, to tylko w tym celu, ażeby wskazywać możliwość jego przezwyciężenia. (...) Bóg w Jezusie Chrystusie pochyla się nad człowiekiem, aby podać mu dłoń, ażeby go dźwignąć za każdym razem, gdy upada, ażeby go stale podnosić i wspomagać w podejmowaniu z mocą nowej drogi”.

Powiem krótko: wspominając dzień wyboru (a czterdziesta to już rocznica) i dokonując rozmaitych podsumowań, ja nie odważę się na więcej. Bo mam świadomość, że książka, która weszła na półki księgarskie w ostatnich chwilach Jego życia, zawiera podsumowanie najlepsze. Nie tylko całego pontyfikatu, ale również całej Ewangelii. Kościół ma nazywać zło po imieniu, po to by wskazywać możliwość jego przezwyciężenia. Bóg pochyla się nad człowiekiem. Gdyby człowiek o tym zawsze pamiętał, to pewnie... nie miałby kłopotów z tożsamością. Janie Pawle II – dziękuję!

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji