Nowy numer 42/2018 Archiwum

Kościół od nowa

Na obecną burzę na szczytach kościelnej hierarchii najspokojniej patrzą historycy. Wiedzą, że to tylko kolejny etap… wzrostu Kościoła. Od kryzysów i wstrząsów zaczynał się każdy nowy i świętszy rozdział jego historii.

Reforma się skończyła, jesteśmy na progu rewolucji. Polecą głowy, będą ofiary, powstaną barykady, będzie może mało przyjemnie, bo rewolucje przyjemne nie są, ale najdalej za 100 lat wszystko się wyklaruje…

Grzegorz Wielki… po stu latach

Takie rzeczy od blisko dwóch tygodni słyszę od historyków. Bulwersujące? Weźmy głęboki oddech. To nie jest próba bagatelizowania tego, co się dzieje tu i teraz. A tu i teraz – obok zwyczajnej, świętej codzienności życia Kościoła – dzieją się również rzeczy bolesne, a czasem straszne. I wymagają odpowiednich kroków i decyzji na szczytach władzy w Kościele. Tak, także tego, że polecą głowy tam, gdzie powstało zgorszenie wywołane zwłaszcza skandalami homoseksualnymi i pedofilskimi oraz tuszowaniem spraw i kryciem sprawców. Tylko, z drugiej strony, nie możemy też ulec ciężarowi tej chwili. Ulec w takim sensie, że pozbawi nas on wiary w asystencję Ducha Świętego – a po licznych komentarzach można odnieść wrażenie, że Pan Bóg o Kościele zapomniał. Po drugie, nie udźwigniemy ciężaru chwili bez uznania, że obecny problem Kościoła to problem w rodzinie – albo wierzymy w Kościół jako mistyczne ciało, a jeśli ciało, to żywy organizm, w którym, gdy niedomaga jedna jego część, cierpią na tym wszystkie pozostałe, albo uznajemy to wyłącznie za wzniosłą metaforę.

To z tego powodu perspektywa historyka jest tak potrzebna: ona nie znieczula na bieżący kryzys, przeciwnie – pozwala spojrzeć na niego szerzej i z wiarą jako na kolejny etap w burzliwej, grzesznej i świętej zarazem historii Kościoła. Im więcej burz i skandali, tym większa eksplozja świętości w późniejszym okresie. Perspektywa historyka pomaga też dostrzec to, czego nie jesteśmy w stanie uchwycić dzisiaj, ulegając pospiesznym odpowiedziom i medialnym komentarzom. – Rewolucja Grzegorza VII w XI wieku skończyła się tym, że sam papież umarł na wygnaniu w Salerno, z poczuciem klęski – mówi o. Tomasz Gałuszka OP, historyk średniowiecznego Kościoła. – Rzym nienawidził papieża, duża część kleru uważała, że był uzurpatorem i szkodnikiem. Mówili: „Dotychczas jakoś to było, a przyszedł taki Hildebrand (wrogowie Grzegorza, chcąc podważyć jego autorytet, świadomie unikali jego papieskiego imienia) i wprowadził nowe porządki, i nie wiadomo dlaczego wziął się za duchownych”. A 100 lat po jego śmierci wszyscy wierni i cały kler uważał go za wielkiego świętego. A my teraz widzimy, że to największy papież całego II tysiąclecia – dodaje.

Wtedy, po trwającym kilkaset lat modelu gelazjańskim (od św. Gelazjusza I, papieża), zaczął kształtować się model gregoriański, który praktycznie – pomimo kolejnych odsłon, faz i wstrząsów mających miejsce po drodze i zmian wywołanych najpierw reformacją, później XIX- i XX-wiecznymi rewolucjami i kryzysem wiary – przetrwał praktycznie do dzisiaj. Sobór Watykański II w latach 60. XX wieku rozpoczął nowy etap w życiu Kościoła. Zaczęła się reforma i kształtowanie się nowego modelu życia Kościoła. Natomiast teraz reforma wkroczyła w fazę rewolucji. I dlatego tak boli. I możliwe, że będzie bolało jeszcze mocniej.

Kościół idealny

„Idealna historia Kościoła skończyła się w piątym rozdziale Dziejów Apostolskich”, usłyszałem kiedyś od abp. Grzegorza Rysia podczas jednej z debat o kryzysie w Kościele. Przypomnijmy tę historię: Ananiasz i Safira zostają oskarżeni przez św. Piotra o kłamstwo nie tylko wobec wspólnoty, ale i wobec Ducha Świętego, w sprawie zapłaty za sprzedaną ziemię. Pierwszy zgrzyt i pęknięcie? Gdyby historię Kościoła liczyć nie od Pięćdziesiątnicy, tylko jeszcze wcześniej, to można by równie dobrze wskazać ten moment, gdy uczniowie za plecami Jezusa spierają się o to, który z nich będzie największy w królestwie niebieskim. Zbawiciel jeszcze nawet nie zdążył umrzeć na krzyżu… „Pan Bóg zaryzykował takie działanie i wybrał ludzi, o których my mówimy, że »przechodzą kryzys«, a tak naprawdę są ciężkimi grzesznikami. To mnie przekonuje o niesamowitej pokorze Pana Boga, który ryzykuje objawianie samego siebie przez człowieka, który jest bardzo ograniczony swoim grzechem”, mówi abp Ryś. „Kryzys nie musi zawsze oznaczać czegoś wyłącznie negatywnego. Jest przecież takie pojęcie jak kryzys wzrostu” – dodaje.

– Przechodzenie Kościoła z jednej fazy do kolejnej, Kościoła, który się rozwija, żyje życiem Ducha, zawsze wiąże się z kryzysem – przekonuje również o. Tomasz Gałuszka. – Kryzys, który poprzedził reformę gregoriańską w XI wieku, był kryzysem wielkiego grzechu duchownych, w tym również papieży. My nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić dziś takiego newsa, ale na przykład papież Benedykt IX – nazywany przez historyków „kompletnym dnem” – ożenił się, sprzedał urząd papieski, kilkukrotnie napadał na Rzym, by zasiadać na stolicy Piotrowej. I później papiestwo przechodziło z rąk do rąk różnych świeckich rodów. Reakcją na ten grzech papieży i rozpustnych duchownych była właśnie reforma i rewolucja gregoriańska. Prawie wszyscy papieże i pionierzy tego nowego etapu Kościoła okazali się prawymi ludźmi, a nawet świętymi, wywodzili się często z reformowanych nurtów monastycyzmu, mieli wręcz „hopla” na punkcie świętości pojmowanej bardzo radykalnie. Ta eksplozja świętości była reakcją na wielki grzech pewnej wąskiej grupy duchownych – dodaje o. Gałuszka. Owocem tego są m.in. nowe zakony, przede wszystkim dominikanie i franciszkanie, ale również rozwój architektury (gotyk), filozofii, powstanie uniwersytetów i niemal wysyp świętych.

« 1 2 »
oceń artykuł
  • Savonarola
    05.10.2018 17:48
    A moze jest to poczatek konca Kosciola,jaki znamy? Moze kolejna reforma jest niezbedna,zeby postawic BOGA w centrum adoracji,a nie instytucje,ktora podobno jest swieta,ale sklada sie z grzesznych czlonkow.Obecnie najwazniejsze jest by Kosciol w koncu zaczal brac w obrone ofiary moralne upadlych ksiezy,a nie ich samych,bo takie postepowanie udowodnilo jak obludna instytucja jest Kosciol. Naprawa dobrego imienia Kosciola zajmie wiele czasu,a ludzie nie beda juz tak naiwnie wierzyc we wszystko,co Kosciol mowi sam o sobie. Wierni zdjeli rozowe okulary i zobaczyli Kosciol,ktory jest dokladnie taki,jak ludzie,ktorzy Go tworza
    doceń 4
  • katolik
    05.10.2018 20:34
    > Sobór Watykański II w latach 60. XX wieku rozpoczął nowy etap w życiu Kościoła.

    SW2 rozpoczął nowy etap? Niewątpliwie, tylko trzeba napisać, jaki to etap, bo ktoś mógłby pomyśleć, że jest to etap odnowy, a nie dzisiejszego straszliwego kryzysu. Od samego SW2 okłamywano nas, że sobór przyniesie "wiosnę Kościoła" - taki mini dogmat. Ten "dogmat" wielokrotnie powtarzał np. JP2, podczas gdy było widoczne, że przyniósł straszliwy kryzys: kapłaństwa, życia zakonnego, moralności, liturgii. Pokazują to jednoznacznie wszystkie statystyki życia kościelnego.

    A przede wszystkim SW2 przyniósł kryzys doktrynalny, bo dokumenty soborowe zostały naznaczone herezją modernizmu - tego ścieku wszystkich herezji, jak go trafnie nazwał św. Pius Xty. Uderzenie w Doktrynę musiało po prostu doprowadzić do tak strasznego kryzysu.

    > Trzeba tu podkreślić, że nie był to kryzys wiary jako takiej, ale kryzys Kościoła Rzymskiego ... bo ludzie, porzucając Kościół katolicki, niemal od razu przyłączali się do jednej ze wspólnot protestanckich ...

    Protestantyzm we wszystkich swoich nurtach jest HEREZJĄ, a więc też sensu stricte kryzysem, a dokładniej negacją Wiary. To podejście jest zresztą bardzo charakterystyczne dla obecnego straszliwego kryzysu - to jest kryzys niejako od wewnątrz, kryzys samej istoty. Deformacja Martina Ludera oderwała niemal pół Europy od Kościoła, ale nie uderzyła w jego istotę - protestanci zanegowali Wiarę Katolicką i po prostu odeszli z Kościoła. Dzisiejsza soborowa deformacja uderza od środka negując tę Wiarę, jak robi to powyżej redaktor Dziedzina. Dzisiaj herezja i apostazja, śmiertelne dla duszy, nie tylko nie są piętnowane, ale nawet nie są nazywane po imieniu i traktuje się je jako coś normalnego - pokazuje to charakter głębię obecnego kryzysu.

    > [Reformy Soboru Trydenckiego] była to krótkotrwała odnowa.

    Doprawdy? Kościół żył tą odnową przez ponad 400 lat, do SW2. A i dzisiaj postanowienia tego wielkiego Soboru, jego Katechizm i liturgia są doskonałą odtrutką na herezję modernizmu.
    doceń 7
  • gregg84
    05.10.2018 23:05
    "Na obecną burzę na szczytach kościelnej hierarchii najspokojniej patrzą historycy. Wiedzą, że to tylko kolejny etap… wzrostu Kościoła. Od kryzysów i wstrząsów zaczynał się każdy nowy i świętszy rozdział jego historii".

    Historycy? Czy może tylko wyznawcy i krzewiciele historycyzmu w wersji chrześcijańskiej, zajmujący się badaniem przeszłości w celach apologetycznych? Ludzie poszukujący w historii niezmiennych praw rozwoju społecznego (np. postępu ku coraz większej świętości Kościoła), które jakoby pozwalały im przewidywać przyszły rozwój wypadków.
    doceń 0
  • Jurek
    06.10.2018 19:53
    Nie jestem historykiem i dlatego patrze na yen kryzys z duzym niepokojem. Takze ze wsyydem i niedoqierzaniem ile zla wyrzadzili ci ktorym ufalem
    doceń 6

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji