Nowy numer 33/2020 Archiwum

Kościół od nowa

Na obecną burzę na szczytach kościelnej hierarchii najspokojniej patrzą historycy. Wiedzą, że to tylko kolejny etap… wzrostu Kościoła. Od kryzysów i wstrząsów zaczynał się każdy nowy i świętszy rozdział jego historii.

Reforma się skończyła, jesteśmy na progu rewolucji. Polecą głowy, będą ofiary, powstaną barykady, będzie może mało przyjemnie, bo rewolucje przyjemne nie są, ale najdalej za 100 lat wszystko się wyklaruje…

Grzegorz Wielki… po stu latach

Takie rzeczy od blisko dwóch tygodni słyszę od historyków. Bulwersujące? Weźmy głęboki oddech. To nie jest próba bagatelizowania tego, co się dzieje tu i teraz. A tu i teraz – obok zwyczajnej, świętej codzienności życia Kościoła – dzieją się również rzeczy bolesne, a czasem straszne. I wymagają odpowiednich kroków i decyzji na szczytach władzy w Kościele. Tak, także tego, że polecą głowy tam, gdzie powstało zgorszenie wywołane zwłaszcza skandalami homoseksualnymi i pedofilskimi oraz tuszowaniem spraw i kryciem sprawców. Tylko, z drugiej strony, nie możemy też ulec ciężarowi tej chwili. Ulec w takim sensie, że pozbawi nas on wiary w asystencję Ducha Świętego – a po licznych komentarzach można odnieść wrażenie, że Pan Bóg o Kościele zapomniał. Po drugie, nie udźwigniemy ciężaru chwili bez uznania, że obecny problem Kościoła to problem w rodzinie – albo wierzymy w Kościół jako mistyczne ciało, a jeśli ciało, to żywy organizm, w którym, gdy niedomaga jedna jego część, cierpią na tym wszystkie pozostałe, albo uznajemy to wyłącznie za wzniosłą metaforę.

To z tego powodu perspektywa historyka jest tak potrzebna: ona nie znieczula na bieżący kryzys, przeciwnie – pozwala spojrzeć na niego szerzej i z wiarą jako na kolejny etap w burzliwej, grzesznej i świętej zarazem historii Kościoła. Im więcej burz i skandali, tym większa eksplozja świętości w późniejszym okresie. Perspektywa historyka pomaga też dostrzec to, czego nie jesteśmy w stanie uchwycić dzisiaj, ulegając pospiesznym odpowiedziom i medialnym komentarzom. – Rewolucja Grzegorza VII w XI wieku skończyła się tym, że sam papież umarł na wygnaniu w Salerno, z poczuciem klęski – mówi o. Tomasz Gałuszka OP, historyk średniowiecznego Kościoła. – Rzym nienawidził papieża, duża część kleru uważała, że był uzurpatorem i szkodnikiem. Mówili: „Dotychczas jakoś to było, a przyszedł taki Hildebrand (wrogowie Grzegorza, chcąc podważyć jego autorytet, świadomie unikali jego papieskiego imienia) i wprowadził nowe porządki, i nie wiadomo dlaczego wziął się za duchownych”. A 100 lat po jego śmierci wszyscy wierni i cały kler uważał go za wielkiego świętego. A my teraz widzimy, że to największy papież całego II tysiąclecia – dodaje.

Wtedy, po trwającym kilkaset lat modelu gelazjańskim (od św. Gelazjusza I, papieża), zaczął kształtować się model gregoriański, który praktycznie – pomimo kolejnych odsłon, faz i wstrząsów mających miejsce po drodze i zmian wywołanych najpierw reformacją, później XIX- i XX-wiecznymi rewolucjami i kryzysem wiary – przetrwał praktycznie do dzisiaj. Sobór Watykański II w latach 60. XX wieku rozpoczął nowy etap w życiu Kościoła. Zaczęła się reforma i kształtowanie się nowego modelu życia Kościoła. Natomiast teraz reforma wkroczyła w fazę rewolucji. I dlatego tak boli. I możliwe, że będzie bolało jeszcze mocniej.

Kościół idealny

„Idealna historia Kościoła skończyła się w piątym rozdziale Dziejów Apostolskich”, usłyszałem kiedyś od abp. Grzegorza Rysia podczas jednej z debat o kryzysie w Kościele. Przypomnijmy tę historię: Ananiasz i Safira zostają oskarżeni przez św. Piotra o kłamstwo nie tylko wobec wspólnoty, ale i wobec Ducha Świętego, w sprawie zapłaty za sprzedaną ziemię. Pierwszy zgrzyt i pęknięcie? Gdyby historię Kościoła liczyć nie od Pięćdziesiątnicy, tylko jeszcze wcześniej, to można by równie dobrze wskazać ten moment, gdy uczniowie za plecami Jezusa spierają się o to, który z nich będzie największy w królestwie niebieskim. Zbawiciel jeszcze nawet nie zdążył umrzeć na krzyżu… „Pan Bóg zaryzykował takie działanie i wybrał ludzi, o których my mówimy, że »przechodzą kryzys«, a tak naprawdę są ciężkimi grzesznikami. To mnie przekonuje o niesamowitej pokorze Pana Boga, który ryzykuje objawianie samego siebie przez człowieka, który jest bardzo ograniczony swoim grzechem”, mówi abp Ryś. „Kryzys nie musi zawsze oznaczać czegoś wyłącznie negatywnego. Jest przecież takie pojęcie jak kryzys wzrostu” – dodaje.

– Przechodzenie Kościoła z jednej fazy do kolejnej, Kościoła, który się rozwija, żyje życiem Ducha, zawsze wiąże się z kryzysem – przekonuje również o. Tomasz Gałuszka. – Kryzys, który poprzedził reformę gregoriańską w XI wieku, był kryzysem wielkiego grzechu duchownych, w tym również papieży. My nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić dziś takiego newsa, ale na przykład papież Benedykt IX – nazywany przez historyków „kompletnym dnem” – ożenił się, sprzedał urząd papieski, kilkukrotnie napadał na Rzym, by zasiadać na stolicy Piotrowej. I później papiestwo przechodziło z rąk do rąk różnych świeckich rodów. Reakcją na ten grzech papieży i rozpustnych duchownych była właśnie reforma i rewolucja gregoriańska. Prawie wszyscy papieże i pionierzy tego nowego etapu Kościoła okazali się prawymi ludźmi, a nawet świętymi, wywodzili się często z reformowanych nurtów monastycyzmu, mieli wręcz „hopla” na punkcie świętości pojmowanej bardzo radykalnie. Ta eksplozja świętości była reakcją na wielki grzech pewnej wąskiej grupy duchownych – dodaje o. Gałuszka. Owocem tego są m.in. nowe zakony, przede wszystkim dominikanie i franciszkanie, ale również rozwój architektury (gotyk), filozofii, powstanie uniwersytetów i niemal wysyp świętych.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także