Nowy numer 49/2018 Archiwum

Wybór Özila

Świetny piłkarz Mesut Özil uznał się za ofiarę rasistowskich zachowań niemieckich kibiców i zakończył grę w reprezentacji. Wywołało to pełną złych emocji dyskusję nie tylko o losach jego kariery.

Özil był filarem niemieckiej reprezentacji od wielu lat, robił także znakomitą karierę międzynarodową, najpierw w Realu Madryt, a obecnie w Arsenalu Londyn. Zawsze imponował świetną techniką, walecznością oraz potężnym strzałem, którym potrafił rozstrzygać spotkania. Dla polityków jego kariera była dowodem, że integracja tureckiej społeczności w Niemczech to proces udany. – Mesut jest superchłopakiem, który przyczynił się do tego, że w świat poszedł taki, a nie inny wizerunek współczesnych Niemiec – mówił o jego dokonaniach ojciec piłkarza Mustafa Özil. Dzisiaj nikt by tych słów nie powtórzył.

Niefortunne zdjęcie

14 maja, tuż przed ogłoszeniem przez trenera Joachima Löwa kadry na mistrzostwa świata w Rosji, w mediach pojawiło się zdjęcie dwóch niemieckich kadrowiczów – Mesuta Özila i İlkaya Gündoğana – z ubiegającym się wówczas o reelekcję prezydentem Turcji Recepem Erdoğanem. Piłkarze wręczyli politykowi swoje klubowe koszulki: Arsenalu oraz Manchesteru City. Gündoğan na swojej napisał dedykację: „Dla mojego prezydenta”. Niemcy przyjęli ten gest z oburzeniem, gdyż Erdoğan słusznie uchodzi za dyktatora, łamiącego w swym kraju prawa człowieka i prześladującego opozycję. Niemieccy kibice wygwizdali obu piłkarzy podczas meczów towarzyskich rozgrywanych przed mundialem. W sondażach przeprowadzonych w internecie ponad 40 proc. ankietowanych była za ich usunięciem z kadry. Kanclerz Merkel próbowała tonować nastroje, ale po nieudanej wyprawie do Rosji skandal wybuchł z nową siłą. Część mediów obarczyła Özila i Gündoğana odpowiedzialnością za klęskę, a menedżer reprezentacji Oliver Bierhoff stwierdził, że należało ich natychmiast po spotkaniu z tureckim prezydentem usunąć z kadry. W prasie i telewizji łagodniej, za to w mediach społecznościowych już bez zahamowań wymyślano Özilowi nieomal od zdrajców. Zaczęto się zastanawiać, jak wielu Turków mieszkających w Niemczech myśli tak samo jak Özil. Nie było to pytanie retoryczne. Spośród ponad 3,5 mln Turków z obywatelstwem niemieckim blisko połowa zachowuje prawo do udziału w wyborach w Turcji i jak wskazywały badania, głosuje przede wszystkim na partię Erdoğana.

„Jestem niechciany”

Özil bronił się przed hejterami, przekonując, że niefortunne zdjęcie nie miało charakteru politycznego, a wykonane zostało na imprezie charytatywnej w Londynie. Jak tłumaczył, nie chodziło o politykę czy wybory w Turcji: „Znaczyło tylko tyle, że szanuję najwyższy urząd w kraju swojej rodziny”. To jednak nie przekonało krytyków. Zapomniano o zasługach piłkarza dla reprezentacji, a dla gawiedzi dającej upust emocjom w internecie stał się on przybłędą z Anatolii, dokąd powinien jak najszybciej wrócić. Sam piłkarz skomentował to z ironią: „Jeśli wygrywamy, jestem Niemcem, gdy przegrywamy, uznaje się mnie za imigranta”. Wreszcie pod koniec lipca opublikował oświadczenie, w którym stwierdził, że kończy grę w reprezentacji z powodu rasistowskich zachowań niemieckich kibiców.

W ten sposób zakończył reprezentacyjną karierę piłkarz, którego gra miała fundamentalne znaczenie dla zdobycia przez Niemcy tytułu mistrza świata w Brazylii w 2014 r. Zagrał w drużynie niemieckiej 92 mecze, podczas których strzelił 23 gole. W obszernym oświadczeniu w internecie napisał, że z ciężkim sercem zrezygnował z reprezentowania Niemiec „z powodu poczucia rasizmu i braku szacunku”. „Czuję, że jestem niechciany, a to, co osiągnąłem z kadrą od mojego debiutu w 2009 roku, poszło w niepamięć. Kiedyś nosiłem reprezentacyjny trykot z dumą i podekscytowaniem, których teraz nie odczuwam”. Ujawnił również, że po opublikowaniu zdjęcia z Erdoğanem odwołano jego udział we wszelkich akcjach marketingowych i reklamowych, łącznie ze spotkaniem w szkole w Gelsenkirchen, do której kiedyś uczęszczał, co go bardzo zabolało. Dyrektorka szkoły odpierała później zarzuty, tłumacząc, że problemem było zgranie terminów, a piłkarz w swej dawnej szkole wciąż jest mile widziany.

Chłopak z Gelsenkirchen

Biografia Özila jest typowa dla wielu jego rodaków, których przodkowie przybyli do RFN w latach 60. ubiegłego stulecia. Karierę zaczynał w rodzinnym Gelsenkirchen, gdzie urodził się w wielodzietnej rodzinie. Do Niemiec sprowadził się jego dziadek, który z rejonu tureckiego wybrzeża Morza Czarnego przyjechał w poszukiwaniu pracy jako jeden z gastarbeiterów, czyli pracowników sprowadzonych specjalnie przez rząd niemiecki na podstawie umowy zawartej z władzami tureckimi w 1961 r. Niemcy przeżywały wówczas boom gospodarczy, ale brakowało im rąk do pracy. Ogromnych strat wojennych nie był w stanie nadrobić wielki wyż demograficzny, jaki miał miejsce kilka lat po wojnie. Nie wystarczało chętnych do pracy z Włoch, Hiszpanii czy Jugosławii, Niemcy sięgnęli zatem po Turków. Liczono, że po jakimś czasie wyjadą. Tak się jednak nie stało. Nie tylko zostali, ale zaczęli sprowadzać swoje rodziny. Kanclerz Helmut Kohl dawał im spore pieniądze, aby wrócili, skąd przyjechali, ale chętnych do powrotu nie było wielu.

Przez wiele lat turecka społeczność żyła w swoistych gettach, wykonując najcięższe prace fizyczne. Jej znaczna część nie mówiła w języku niemieckim, nawet w kolejnych generacjach. Asymilacja szła opornie, a państwo jej nie ułatwiało, nie zgadzając się długo m.in. na przyznanie obywatelstwa i nie tolerując obywatelstwa podwójnego. Özil pierwsze kroki stawiał w proletariackim niegdyś klubie założonym m.in. przez polskich imigrantów w Zagłębiu Ruhry, a więc FC Schalke 04 Gelsenkirchen. Jednak jego wielki talent piłkarski rozwinął się dopiero w Werderze Brema. W końcu otrzymał powołanie do gry w reprezentacji, najpierw młodzieżowej, a później seniorów, co uczyniło z niego postać znaną w całych Niemczech. Natomiast gra w Realu Madryt nadała mu status gwiazdy rozpoznawalnej na całym świecie.

„Jesteśmy z Özilem”

Rezygnacja Özila z gry w reprezentacji wywołała ogólnoniemiecką dyskusję nie tylko o piłkarzu. Tamtejsze media lały krokodyle łzy nad niewdzięcznością sportowca, który dostąpił awansu, jakiego nie doświadczyłby w ojczyźnie swoich przodków, a teraz przeszedł na ciemną stronę mocy, wspierając dyktatora. O sprawie było jednak głośno także w światowych mediach. Wydźwięk większości wypowiedzi użytkowników mediów społecznościowych był zdecydowanie antyniemiecki. Jak wyliczył „Bild”, ponad 1,3 mln wpisów komentowało incydent w sposób niepochlebny dla Niemców. Powstał nawet specjalny hashtag „WeAreWithÖzil” (Jesteśmy z Özilem), pod którym odnotowano ponad 3 mln użytkowników. W końcu zareagował niemiecki kontrwywiad, Federalny Urząd Ochrony Konstytucji, ostrzegając przed organizowaną przez władze tureckie propagandą nienawiści do Niemców. Jej celem miałoby być skłócenie Turków z Niemcami.

Jednak w mediach społecznościowych pojawiły się także ostre, a często rasistowskie głosy niemieckich użytkowników internetu. W ten sposób pielęgnowany przez niemieckie elity polityczne i medialne wizerunek Niemiec jako kraju tolerancyjnego, szczycącego się swą wielokulturowością, zachwiał się.

Szersze uwarunkowania

Oczywiście trudno na podstawie spektakularnej decyzji jednego piłkarza stawiać diagnozę w sprawie integracji społeczności tureckiej w Niemczech. Z pewnością można znaleźć wiele przypadków wskazujących na to, że ten proces się powiódł. Świadczą o tym kariery Niemców o tureckich korzeniach w mediach, polityce, biznesie, sporcie. Niemało jest jednak dowodów mówiących o czymś wręcz przeciwnym. Jedno nie ulega wątpliwości: krajobraz społeczny Turków żyjących w Niemczech zmienia się również dlatego, że punktem odniesienia dla nich jest dzisiaj inna Turcja aniżeli ta, którą opuszczali ich przodkowie. Z kolei jej autorytarny rząd otwarcie wykorzystuje mniejszość turecką na Zachodzie dla realizacji własnych planów. Na to nakłada się renesans islamu, i to w radykalnej wersji, jaką przynoszą do Niemiec zarówno muzułmanie pochodzenia arabskiego, jak również mułłowie przybyli ostatnio z Turcji. Niegdyś znajdowali się tam pod rygorystyczną kontrolą tureckiego urzędu ds. religii, dbającego o przestrzeganie rozdziału religii od państwa. Obecnie przyjeżdżają do Niemiec bardziej radykalni islamscy duchowni, gdyż w ich macierzystym kraju klimat religijny wyraźnie się zmienił. W Niemczech działają nieraz na pograniczu prawa, gdyż państwu nie udało się ustalić jednolitych regulacji przestrzeganych przez wszystkie wspólnoty muzułmańskie.

Choć wielu młodych Turków laicyzuje się, islam jest nadal siłą podtrzymującą odrębną tożsamość kolejnego pokolenia Turków urodzonych w Niemczech. Skutkiem ubocznym radykalizacji społeczności islamskiej w Niemczech jest wzrost postaw antysemickich, jawnie demonstrowanych przez przybyszy z ostatniej fali migracyjnej. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jakie to będzie miało dalsze konsekwencje, gdy ta grupa zyska kiedyś pełnię praw obywatelskich i zacznie decydować o kształcie niemieckiej polityki.

Nauczka dla nas

Z tej lekcji wynika nauczka także dla nas, gdyż stoimy u progu zjawisk i procesów, które Niemcy przechodziły w poprzednim stuleciu. Gospodarka, aby się rozwijać, potrzebuje nowych rąk do pracy, a zasoby demograficzne Polski nie są w stanie sprostać temu zapotrzebowaniu. Na naszym rynku pracy jest już blisko 1,5 mln pracowników ze Wschodu, najwięcej z Ukrainy. Rząd obecnie negocjuje umowy z Filipinami i Wietnamem, które pozwolą sprowadzić do nas tysiące kolejnych pracowników, a w istocie imigrantów ekonomicznych. Nie jestem pewien, czy podejmując te decyzje, dokonujemy bilansu wszystkich zysków i strat nie tylko w perspektywie najbliższych lat, ale dziesięcioleci oraz kolejnych pokoleń. Niemcy niegdyś także chcieli rozwiązać jedynie problem deficytu rąk do pracy. To rzeczywiście im się udało, ale zapoczątkowali procesy, których skutków nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Czasem, jak w przypadku Özila, wystarczy zdjęcie i wpis na Twitterze, aby rozbudziły się emocje, o których istnieniu nie miano dotąd pojęcia.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Wierny czytelnik
    09.09.2018 10:10
    Artykuł jest trafioną diagnozą zagrożeń społecznych, które nas czekają. Jesli rząd nie zmieni polityki. Jest u nas blok, na który trzeba uważać z powodu zachowania mieszkających w nim prawie samych Ukraińców. Mieszkańcy nawzajem przestrzegają się przed nim. Jest to mała enklawa, w której są pijackie imprezy, wypadki samochodowe po pijanemu, praca na czarno i zapewne poczucie odrębności bo Ukraińcy nie posługują się językiem polskim. Przez co uniemożliwiają integrację z miejscową społecznością.
    doceń 5
  • T
    11.09.2018 14:58
    Bardzo słuszna uwaga - potrzeba jest dyskusja, bo tych decyzji nie da się odwrócić. I tak jest już częściowo za późno, bo mamy ok. 1,5 mln przybyszów z Ukrainy, jednak kolejni przed nami, więc lepiej późno niż wcale. Niestety, w głównym dyskursie publicznym nie ma tego tematu, za to jak zawsze są pyskówki.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy