GN 45/2018 Archiwum

Oślepieni przez ideologię

Wolność słowa albo jest, albo jej nie ma. W Polsce opinie na ten temat zależą od punktu siedzenia.

Niespodzianki nie było. Kolejny, doroczny raport organizacji Dziennikarze bez Granic znów napiętnował Polskę jako kraj, gdzie wolność słowa jest zagrożona. Zaskakujące są trzy informacje związane z raportem: pierwsza, że rok 2017 został oceniony jako najgorszy w minionej dekadzie. Druga dotyczy argumentacji – przedstawiono „przeterminowane” (mówiąc delikatnie) dowody na cenzurę, która jakoby ma w Polsce szaleć. Trzecia, najbardziej niepokojąca, to reakcja części naszego środowiska dziennikarskiego, która raport przyjęła z entuzjazmem, prosząc międzynarodowe organizacje o więcej i mocniej. A mowa jest o roku, w którym nie sprawdziły się kasandryczne przepowiednie dotyczące zamachu na wolność słowa, jaki miał szykować rząd PiS. Odstąpiono wszak od repolonizacji czy też dekoncentracji mediów, rynek prasy jak był, tak jest zdominowany przez niemieckie tytuły, zrezygnowano nawet z uporządkowania kwestii abonamentu, by nie eskalować krytyki mediów publicznych. Trudno przywołać choćby jeden przypadek ścigania krytycznych wobec władzy dziennikarzy, procesów sądowych czy interwencji policji w redakcjach – czyli faktów, które były na porządku dziennym w latach 2007–2015, gdy Polska w tym samym rankingu traktowana była jako kraj niczym niezmąconej wolności.

Niżej od Słowacji

W raporcie Reporterów bez Granic Polska znalazła się na 58. pozycji, po spadku o 4 miejsca. Znaleźliśmy się o 31 pozycji (!) niżej od Słowacji, kraju, w którym doszło do zabójstwa dziennikarza. Notkę o naszym kraju zatytułowano „Oślepieni przez ideologię”. Czytamy w niej, że PiS po wygranych wyborach jesienią 2015 r. „realizuje plan radykalnych reform bez uwzględniania odrębnych opinii, a wolność prasy jest jedną z głównych ofiar tego projektu”. Przykłady owych ofiar są dwie: Tomasz Piątek, dyżurny męczennik, któremu demoniczny Antoni Macierewicz nie chce darować książki o jego „tajemnicach”, oraz TVN, na którą KRRiT nałożyła karę finansową za sposób relacjonowania (przechodzący w inspirowanie) protestów pod Sejmem latem ub.r. Są to przykłady wręcz ikoniczne, bo pojawiają się one także w kilku innych raportach na temat zagrożeń demokracji w Polsce.

To prawda, że w połowie ub.r. ówczesny minister obrony narodowej domagał się wszczęcia postępowania wobec Tomasza Piątka, autora książki „Macierewicz i jego tajemnice”, złożył nawet stosowny wniosek. I trudno mu się dziwić, skoro został pomówiony o powiązania z Kremlem i rosyjską mafią. Tyle że warszawska prokuratura okręgowa odmówiła podjęcia dochodzenia. Oba fakty – pozew i reakcja prokuratury – mieszczą się w granicach porządku demokratycznego. Także KRRiT miała prawo nałożyć karę w wysokości 1,48 mln zł na TVN za naruszenia standardów w relacjach TVN24 z protestów opozycji… ale karę ostatecznie uchylił przewodniczący Witold Kołodziejski po kilku spotkaniach z przedstawicielami TVN. A zatem oba koronne dowody na prześladowania ludzi mediów w Polsce w momencie publikacji raportu były nieaktualne.

Dziennikarz pod presją

Przykład Tomasza Piątka wart jest szczególnej refleksji. Jego słynną, ściganą ponoć książkę można kupić w każdym hipermarkecie. Mimo licznych recenzji wytykających autorowi braki warsztatowe, błędy merytoryczne i zbyt daleko idące wnioski publikacja pt. „Macierewicz i jego tajemnice” jest traktowana jako dzieło wybitne. Zbiera liczne laury od fundacji zajmujących się wolnością słowa. Autor odbywa triumfalny tour ze spotkaniami autorskimi po Polsce i świecie, a jego konto wzbogaca się o kolejne nagrody. Najnowsza to 30 tys. euro od Fundacji Mediów Sparkasse Leipzig. Stephan Seeger, dyrektor zarządzający fundacji, stwierdził, że przypadek Piątka jest przykładem, jak wolność mediów znajduje się pod coraz większą presją „w krajach wyglądających na demokratyczne”.

W roku, którego dotyczy ranking, Tomasz Piątek otrzymał też nagrodę od… Reporterów bez Granic i francuskiej stacji TV5-Monde, oczywiście za książkę „Macierewicz i jego tajemnice”. Odbierając wyróżnienie podczas Światowego Forum Demokracji w Stras­burgu, uświadamiał słuchaczy, w jakim kraju przyszło mu tworzyć: „Minister obrony zarzucił mi terroryzm. Wysłał doniesienie do prokuratora – i to do prokuratora wojskowego! Równocześnie osoby i firmy związane z rosyjską mafią zaczęły mnie pozywać. A polskie media rządowe i prorządowe rozpoczęły kampanię ataków osobistych, kłamstw i obelg na mój temat”.

Co do ataków – rzeczywiście, TVP odmówiła emisji spotu reklamującego książkę, a jeden z biznesmenów pozwał do sądu Piątka i jego wydawcę za podanie informacji o jego rzekomych związkach z handlem bronią. Sam autor zresztą zapowiedział pozwanie m.in. „Gazety Polskiej” i „Do Rzeczy” za naruszenie jego dóbr osobistych w tekstach dotyczących książki. Z pewnością Tomasz Piątek jest dowodem na to, jak dobrze można dziś w Polsce zarobić na straszeniu Antonim Macierewiczem. Bo to wolny kraj.

Ocena krzywdząca

Co się zmieniło w ciągu ostatnich 12 miesięcy, od czasu gdy RbG oraz Freedom House uznały Polskę za kraj, gdzie wolność mediów jest już tylko „częściowa”? Na pewno zaostrzył się konflikt na naszym podwórku. Jeszcze przed rokiem Dominika Wielowieyska w porannym programie Onet.pl komentowała: „Nie powtarzajmy, szczególnie poza granicami, że wolność słowa jest u nas zagrożona. To jest skrajna głupota i niszczenie wizerunku Polski”. Publicystka „Gazety Wyborczej” wypomniała oczywiście, że jej zdaniem PiS łamie konstytucję, „ale my mamy wszelkie możliwości, by przeciw temu protestować” – przekonywała. Dziś tego typu teza w jej środowisku byłaby traktowana jak herezja. Obowiązuje narracja, że w Polsce normalnie nie działa nic, co ma związek z demokracją.

Towarzystwo Dziennikarskie – skupiające przedstawicieli mediów „głównego nurtu” – poparło kuriozalny raport Reporterów bez Granic. Mało tego, prezes TD Seweryn Blumsztajn w specjalnym oświadczeniu napisał, że jego organizacja „apeluje do stowarzyszeń dziennikarskich i instytucji medialnych w Europie o dalsze stanowcze upominanie się o wolność słowa w naszym kraju i śledzenie sytuacji mediów w Polsce”. Ten apel opublikowano tydzień po nadzwyczajnym zjeździe Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, którego delegaci z kolei nie zostawili na raporcie suchej nitki. „Jest to ocena krzywdząca, która nie ma potwierdzenia w rzeczywistości i której nie uzasadniają zdarzenia opisane w raporcie” – czytamy w uchwale przyjętej przez zjazd. Delegaci przypomnieli także, iż obowiązujące w polskim systemie prasowym przepisy respektują wszystkie zasady wolnych i niezależnych mediów, a „tworzenie oraz powielanie na forum międzynarodowym nierzetelnych rankingów jest nadużyciem, które psuje wzajemne relacje między krajami”.

« 1 2 »
oceń artykuł
  • Jacek
    21.07.2018 11:13
    Czy Piotr Legutko to syn TEGO Legutki? Jeżeli tak to wszystko jasne...
    doceń 16
  • PODAJ NICK
    14.08.2018 22:44
    Bardzo trafny tekst. Od dawna odnoszę wrażenie że czytelnicy GW albo oglądacze TVN żyją w alternatywnej rzeczywistości. Mocno wydumanej.
    doceń 4
  • Ppp
    16.08.2018 08:13
    Wolność słowa albo jest, albo jej nie ma – nieprawda.
    Tak szerokie zjawiska z definicji są ciągłe i mają nieskończenie wiele punktów pośrednich.
    Pozdrawiam.
    doceń 13

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji