Nowy numer 3/2021 Archiwum

Kto nie lubi Piłsudskiego?

Roman Dmowski powiedział, że są Polacy, którzy bardziej nienawidzą Rosji, niż kochają Polskę. Dzisiaj jest wielu „endeków”, którzy chyba bardziej nienawidzą Piłsudskiego, niż kochają Dmowskiego.

Kwestia nowelizacji ustawy o IPN była z pewnością zgrzytem we w miarę spójnej polityce PiS. Partia ta nigdy nie ukrywała, że wzoruje się na sanacji. Dlatego też obóz obecnie rządzący w Polsce stara się prowadzić politykę według zalecenia Józefa Piłsudskiego, czyli politykę dystansu zarówno wobec Rosji, jak i Niemiec. A to wymaga sojuszu z jakimś odleglejszym mocarstwem. Przed wojną były to przede wszystkim Wielka Brytania i Francja. Dzisiaj są to Stany Zjednoczone. Przyjaźń z USA wiąże się zazwyczaj z dobrymi relacjami z Izraelem. Ale dla polityków odwołujących się do tradycji piłsudczykowskiej nie powinno to stanowić problemu.

Polityka PiS spotyka się z krytyką z różnych stron. Oczywiście można dyskutować o skuteczności tej polityki, ale tę zawsze można poprawić. O wiele ciekawsza jest dyskusja o samym założeniu podwójnego dystansu. Założenia geopolityczne partii Jarosława Kaczyńskiego spotykają się oczywiście z krytyką publicystów i polityków odwołujących się do tradycji Narodowej Demokracji. Nic w tym dziwnego. To właśnie zwolennicy Romana Dmowskiego byli głównymi przeciwnikami Piłsudskiego. Oczywiste jest więc, że współcześni „endecy” będą krytykować współczesnych „piłsudczyków”.

Z pozoru krytyka polityki PiS ze strony „endeków” wydaje się zrozumiała. Stawianie na sojusz z USA przypomina im sojusz z Francją i Wielką Brytanią przed wojną. A to już budzi słuszne obawy o podobny efekt takiego sojuszu. Ale czy II wojna światowa mogłaby się skończyć dla Polski jeszcze gorzej? Niektórzy historycy twierdzą, że tak. Mogliśmy zostać okrojeni do rozmiarów Księstwa Warszawskiego, bez dostępu do morza. Lub po prostu stać się częścią ZSRR. Tym mógłby grozić sojusz z Hitlerem. A o takim sojuszu napomyka się czasem w środowiskach, które jednocześnie wysoko oceniają realizm myśli narodowej.

Realizm polityczny, także ten promowany przez Romana Dmowskiego, każe opierać się w polityce na zimnej analizie, nie na emocjach. Z tych pozycji krytykowany był Józef Piłsudski. Niechęć budziło jego przywiązanie do tradycji powstań narodowych. A były one krytykowane za nieskuteczność i negatywne efekty dla narodu. Dzisiaj, podobnie jak sto lat temu Józef Piłsudski, tradycję powstańczą dużą estymą darzy obóz rządzący. Dlatego często politykę Piłsudskiego, jak i politykę PiS, krytykuje się jako „insurekcyjną”, czyli opartą na emocjonalnym optymizmie, charakterystycznym, zdaniem „endeków”, dla kolejnych pokoleń powstańców, a nie na zimnej kalkulacji.

Ale czy polityka Piłsudskiego była rzeczywiście taka bezrefleksyjna? Wydaje się, że to jego przewidywania dotyczące efektów pierwszej wojny światowej okazały się trafniejsze. Niemcy pokonały Rosję, a mocarstwa zachodnie Niemcy. I w zaistniałej sytuacji odrodziła się Polska w nie najgorszych granicach. Również pomysły Piłsudskiego dotyczące sojuszu państw Międzymorza wydają się po czasie logiczne. Innym przykładem jest stosunek do mniejszości narodowych. Przywódcy sanacji bliższa była tradycja wielonarodowej I RP. A w tym obszarze większy wpływ w II RP miała postawa endecka, niechętna mniejszościom. A naprawdę trudno ją ocenić jako dającą wymierne efekty całemu krajowi.

Dzisiaj, wraz z coraz powszechniejszym odwołaniem obozu rządzącego do postaci Piłsudskiego, pojawia się też krytyka w stylu „endeckim”. Krytykuje się np. projekt Trójmorza, stawianie na sojusz z USA czy stosunki z Izraelem. I krytyka ta w dużym stopniu ogniskuje się na rzekomym powtarzaniu błędów II RP pod rządami sanacji. Błędów, które swoje źródło, zdaniem „endeków”, mają w „insurekcyjnym” myśleniu o polityce. „Insurekcyjnym”, czyli z zasady nieracjonalnym. Ale czy rzeczywiście Roman Dmowski ze swoim analitycznym umysłem byłby przeciwnikiem założeń polityki PiS?

Możemy rozłożyć założenia tej polityki na czynniki pierwsze. Jak pewnie zrobiłby to Dmowski. Na przykład dystans zarówno wobec Niemiec, jak i Rosji. Oba państwa są sąsiadami Polski. Oba są od Polski silniejsze. Wątpliwe jest, aby któreś z nich chciało ten stan rzeczy zmienić. Nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby zmieniać stosunku sił z sąsiadem na swoją niekorzyść. Przykładem jest chociażby polityka gospodarcza Niemiec względem Polski.

Polityka ta nie jest wyrazem żadnej dobrej woli. Takiej nie ma w stosunkach gospodarczych. Niemcy wolą utrzymywać Polskę w roli taniego podwykonawcy dla swojej gospodarki, nawet za cenę relatywnie niewielkich transferów pieniężnych w postaci środków unijnych czy inwestycji bezpośrednich. Starają się też wpływami politycznymi nie dopuścić do wyswobodzenia się Polski z regulacji (unijnych i własnych), co mogłoby uczynić z niej konkurenta gospodarczego.

Wielu „endeków”, rozumiejąc niebezpieczeństwo zależności gospodarczej do Niemiec, spogląda na Rosję. Tak jak uczył Roman Dmowski. Jego nauki jednak w pewien sposób zweryfikował okres PRL. Okres ten, w którym pozostawaliśmy pod wpływem Rosji, doprowadził tylko do naszego zapóźnienia gospodarczego względem reszty świata. A dzisiejsza Rosja nie ukrywa, jak kluczowe są dla niej relacje gospodarcze z Niemcami. Nie jest więc ona żadną alternatywą dla Polaków obawiających się efektów uzależnienia polskiej gospodarki od Niemiec.

W Polsce są osoby, które są w stanie zaakceptować uzależnienie gospodarcze Polski od Niemiec w ramach UE. W czasach PRL było też wiele osób będących w stanie zaakceptować uzależnienie od ZSRR. Bardzo często obie grupy odwoływały się w swoich poglądach do realizmu politycznego, mierzenia zamiarów na siły. I nie można im wcale zarzucać nieszczerości. Tylko trudno w tych grupach dostrzec endeków. A ci przecież zawsze mieli na sztandarach realizm polityczny.

„Bądź realistą, chciej niemożliwego” mówi przysłowie. I doskonale pasuje ono do procesów historycznych, które naprawdę mogą wydawać się nieprzewidywalne. Kto w 1895 r. mógł się spodziewać, że za 30 lat będzie istnieć niepodległa Polska ze Śląskiem i dostępem do morza? Kto w 1975 r. mógł się spodziewać, że za 30 lat suwerenna Polska będzie należeć do NATO i Unii Europejskiej? W ten właśnie sposób można dostrzec realizm w dosyć wysoko mierzących strategiach Piłsudskiego czy rządu PiS dla Polski.

Zła i nieumiejętna realizacja strategii powinna podlegać radykalnej i ostrej krytyce. Np. fatalnie rozegrana kwestia nowelizacji ustawy o IPN czy, zachowując oczywiście proporcje, fatalne przygotowanie do II wojny światowej. Współcześni „endecy” nie chcą jednak dostrzec pozytywów nawet w założeniach obecnie realizowanej polityki. Dla nich sojusz z USA czy projekt Trójmorza jest wyrazem polityki piłsudczykowskiej, czyli „insurekcyjnej” i złej.

Nikt nie jest w stanie powiedzieć, jak politykę dzisiejszej Polski oceniłby Roman Dmowski. Jego oceny, jako człowieka do bólu analitycznego, mogłyby ulegać ewolucji. Współcześni apologeci myśli lidera Narodowej Demokracji traktują jednak bardzo sztywno. Jak choćby niechęć do wielu koncepcji ideowego rywala Dmowskiego, Józefa Piłsudskiego. I parafrazując słowa właśnie sławnego endeka, bardziej nienawidzą Piłsudskiego, niż kochają Dmowskiego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bartosz Bartczak

Redaktor serwisu gosc.pl

Ekonomista, doktorant na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach specjalizujący się w tematyce historii gospodarczej i polityki ekonomicznej państwa. Współpracował z Instytutem Globalizacji i portalem fronda.pl. Zaangażowany w działalność międzynarodową, szczególnie w obszarze integracji europejskiej i współpracy z krajami Europy Wschodniej. Zainteresowania: ekonomia, stosunki międzynarodowe, fantastyka naukowa, podróże. Jego obszar specjalizacji to gospodarka, Unia Europejska, stosunki międzynarodowe.

Kontakt:
bartosz.bartczak@gosc.pl
Więcej artykułów Bartosza Bartczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także