Nowy numer 46/2018 Archiwum

Kto nie lubi Piłsudskiego?

Roman Dmowski powiedział, że są Polacy, którzy bardziej nienawidzą Rosji, niż kochają Polskę. Dzisiaj jest wielu „endeków”, którzy chyba bardziej nienawidzą Piłsudskiego, niż kochają Dmowskiego.

Kwestia nowelizacji ustawy o IPN była z pewnością zgrzytem we w miarę spójnej polityce PiS. Partia ta nigdy nie ukrywała, że wzoruje się na sanacji. Dlatego też obóz obecnie rządzący w Polsce stara się prowadzić politykę według zalecenia Józefa Piłsudskiego, czyli politykę dystansu zarówno wobec Rosji, jak i Niemiec. A to wymaga sojuszu z jakimś odleglejszym mocarstwem. Przed wojną były to przede wszystkim Wielka Brytania i Francja. Dzisiaj są to Stany Zjednoczone. Przyjaźń z USA wiąże się zazwyczaj z dobrymi relacjami z Izraelem. Ale dla polityków odwołujących się do tradycji piłsudczykowskiej nie powinno to stanowić problemu.

Polityka PiS spotyka się z krytyką z różnych stron. Oczywiście można dyskutować o skuteczności tej polityki, ale tę zawsze można poprawić. O wiele ciekawsza jest dyskusja o samym założeniu podwójnego dystansu. Założenia geopolityczne partii Jarosława Kaczyńskiego spotykają się oczywiście z krytyką publicystów i polityków odwołujących się do tradycji Narodowej Demokracji. Nic w tym dziwnego. To właśnie zwolennicy Romana Dmowskiego byli głównymi przeciwnikami Piłsudskiego. Oczywiste jest więc, że współcześni „endecy” będą krytykować współczesnych „piłsudczyków”.

Z pozoru krytyka polityki PiS ze strony „endeków” wydaje się zrozumiała. Stawianie na sojusz z USA przypomina im sojusz z Francją i Wielką Brytanią przed wojną. A to już budzi słuszne obawy o podobny efekt takiego sojuszu. Ale czy II wojna światowa mogłaby się skończyć dla Polski jeszcze gorzej? Niektórzy historycy twierdzą, że tak. Mogliśmy zostać okrojeni do rozmiarów Księstwa Warszawskiego, bez dostępu do morza. Lub po prostu stać się częścią ZSRR. Tym mógłby grozić sojusz z Hitlerem. A o takim sojuszu napomyka się czasem w środowiskach, które jednocześnie wysoko oceniają realizm myśli narodowej.

Realizm polityczny, także ten promowany przez Romana Dmowskiego, każe opierać się w polityce na zimnej analizie, nie na emocjach. Z tych pozycji krytykowany był Józef Piłsudski. Niechęć budziło jego przywiązanie do tradycji powstań narodowych. A były one krytykowane za nieskuteczność i negatywne efekty dla narodu. Dzisiaj, podobnie jak sto lat temu Józef Piłsudski, tradycję powstańczą dużą estymą darzy obóz rządzący. Dlatego często politykę Piłsudskiego, jak i politykę PiS, krytykuje się jako „insurekcyjną”, czyli opartą na emocjonalnym optymizmie, charakterystycznym, zdaniem „endeków”, dla kolejnych pokoleń powstańców, a nie na zimnej kalkulacji.

Ale czy polityka Piłsudskiego była rzeczywiście taka bezrefleksyjna? Wydaje się, że to jego przewidywania dotyczące efektów pierwszej wojny światowej okazały się trafniejsze. Niemcy pokonały Rosję, a mocarstwa zachodnie Niemcy. I w zaistniałej sytuacji odrodziła się Polska w nie najgorszych granicach. Również pomysły Piłsudskiego dotyczące sojuszu państw Międzymorza wydają się po czasie logiczne. Innym przykładem jest stosunek do mniejszości narodowych. Przywódcy sanacji bliższa była tradycja wielonarodowej I RP. A w tym obszarze większy wpływ w II RP miała postawa endecka, niechętna mniejszościom. A naprawdę trudno ją ocenić jako dającą wymierne efekty całemu krajowi.

Dzisiaj, wraz z coraz powszechniejszym odwołaniem obozu rządzącego do postaci Piłsudskiego, pojawia się też krytyka w stylu „endeckim”. Krytykuje się np. projekt Trójmorza, stawianie na sojusz z USA czy stosunki z Izraelem. I krytyka ta w dużym stopniu ogniskuje się na rzekomym powtarzaniu błędów II RP pod rządami sanacji. Błędów, które swoje źródło, zdaniem „endeków”, mają w „insurekcyjnym” myśleniu o polityce. „Insurekcyjnym”, czyli z zasady nieracjonalnym. Ale czy rzeczywiście Roman Dmowski ze swoim analitycznym umysłem byłby przeciwnikiem założeń polityki PiS?

Możemy rozłożyć założenia tej polityki na czynniki pierwsze. Jak pewnie zrobiłby to Dmowski. Na przykład dystans zarówno wobec Niemiec, jak i Rosji. Oba państwa są sąsiadami Polski. Oba są od Polski silniejsze. Wątpliwe jest, aby któreś z nich chciało ten stan rzeczy zmienić. Nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby zmieniać stosunku sił z sąsiadem na swoją niekorzyść. Przykładem jest chociażby polityka gospodarcza Niemiec względem Polski.

Polityka ta nie jest wyrazem żadnej dobrej woli. Takiej nie ma w stosunkach gospodarczych. Niemcy wolą utrzymywać Polskę w roli taniego podwykonawcy dla swojej gospodarki, nawet za cenę relatywnie niewielkich transferów pieniężnych w postaci środków unijnych czy inwestycji bezpośrednich. Starają się też wpływami politycznymi nie dopuścić do wyswobodzenia się Polski z regulacji (unijnych i własnych), co mogłoby uczynić z niej konkurenta gospodarczego.

Wielu „endeków”, rozumiejąc niebezpieczeństwo zależności gospodarczej do Niemiec, spogląda na Rosję. Tak jak uczył Roman Dmowski. Jego nauki jednak w pewien sposób zweryfikował okres PRL. Okres ten, w którym pozostawaliśmy pod wpływem Rosji, doprowadził tylko do naszego zapóźnienia gospodarczego względem reszty świata. A dzisiejsza Rosja nie ukrywa, jak kluczowe są dla niej relacje gospodarcze z Niemcami. Nie jest więc ona żadną alternatywą dla Polaków obawiających się efektów uzależnienia polskiej gospodarki od Niemiec.

W Polsce są osoby, które są w stanie zaakceptować uzależnienie gospodarcze Polski od Niemiec w ramach UE. W czasach PRL było też wiele osób będących w stanie zaakceptować uzależnienie od ZSRR. Bardzo często obie grupy odwoływały się w swoich poglądach do realizmu politycznego, mierzenia zamiarów na siły. I nie można im wcale zarzucać nieszczerości. Tylko trudno w tych grupach dostrzec endeków. A ci przecież zawsze mieli na sztandarach realizm polityczny.

„Bądź realistą, chciej niemożliwego” mówi przysłowie. I doskonale pasuje ono do procesów historycznych, które naprawdę mogą wydawać się nieprzewidywalne. Kto w 1895 r. mógł się spodziewać, że za 30 lat będzie istnieć niepodległa Polska ze Śląskiem i dostępem do morza? Kto w 1975 r. mógł się spodziewać, że za 30 lat suwerenna Polska będzie należeć do NATO i Unii Europejskiej? W ten właśnie sposób można dostrzec realizm w dosyć wysoko mierzących strategiach Piłsudskiego czy rządu PiS dla Polski.

Zła i nieumiejętna realizacja strategii powinna podlegać radykalnej i ostrej krytyce. Np. fatalnie rozegrana kwestia nowelizacji ustawy o IPN czy, zachowując oczywiście proporcje, fatalne przygotowanie do II wojny światowej. Współcześni „endecy” nie chcą jednak dostrzec pozytywów nawet w założeniach obecnie realizowanej polityki. Dla nich sojusz z USA czy projekt Trójmorza jest wyrazem polityki piłsudczykowskiej, czyli „insurekcyjnej” i złej.

Nikt nie jest w stanie powiedzieć, jak politykę dzisiejszej Polski oceniłby Roman Dmowski. Jego oceny, jako człowieka do bólu analitycznego, mogłyby ulegać ewolucji. Współcześni apologeci myśli lidera Narodowej Demokracji traktują jednak bardzo sztywno. Jak choćby niechęć do wielu koncepcji ideowego rywala Dmowskiego, Józefa Piłsudskiego. I parafrazując słowa właśnie sławnego endeka, bardziej nienawidzą Piłsudskiego, niż kochają Dmowskiego.

« 1 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

  • wujek_Olek
    06.07.2018 19:54
    Tez go nie lubie. Ale byl, to historia. A Polacy, którzy bardziej nienawidzą Rosji niż kochają Polskę są i dzisiaj.
  • Qwerty
    07.07.2018 21:25
    W którym miejscu wzorują się niby na polityce równego dystansu? Przecież z Rosją że facto nie utrzymujemy stosunków dyplomatycznych.
  • mrvn
    09.07.2018 13:27
    Czytam i oczom nie wierzę. Choć może powinienem przywyknąc do tych peanów na cześć Umiłowanego Przywódcy. Nowy Piłsudski, tak? Między/Trójmorze działa, jak widać, równie skutecznie jak za czasów Piłsudskiego, gdy Czechy i Słowacja dały się bez wystrzału zaanektować, nie przyjmując Polskiej pomocy, a Węgry i Rumunia pozostały neutralne (nawet jeśli życzliwie) w obliczu pożarcia Rzeczpospolitej przez III Rzeszę i ZSRR. Teraz nie jest inaczej, deklaracje można składać, ale gdy przychodzi co do czego, nawet Orban nie wygłupia się głosując z Polską (pamiętny sukces 1:27, tak dobrze nie poszło nam nawet na Mundialu...).
    Nasz najbliższy sojusznik (USA) właśnie układa sobie stosunki z naszym głównym wrogiem (Rosją), przed którym miał nas tak rzekomo chętnie bronić. Podobnie jak i Węgrzy. Nasze sabotowanie pozycji Niemiec przyczynia się wyłącznie do wzmocnienia w Unii (do której, czego zdaje się nie zauważać nasz Przywódca, należymy) sił centralistycznych (Marcon) i skrajnych (Włochy, Austria), dążących de facto do likwidacji Unii. Ani Unia dwóch prędkości, ani zmarginalizowana nie jest dla Polski korzystna, bo znów zostawia nas samych w starciu z potężniejszą militarnie Rosją, i silniejszymi ekonomicznie Niemcami.
    A więc mamy dokładnie powtórkę z sanacji - wszystko chcemy zrobić i wyprodukować sami, opierając się na papierowych gwarancjach, które - jak liczymy głupio - kupią nam tyle czasu, żebyśmy zdążyli stać się globalną potęgą.

    Jest jeszcze jedno podobieństwo - wspomniany przez Redaktora problem monoetnicznego modelu społeczeństwa, za które całą winę Redaktor zwala na Endecję, odbywał się przy cichym (lub wcale nie cichym) przyzwoleniu władz centralnych. Getta ławkowe czy szykanowanie mniejszości etnicznych nie odbywało się w II RP wbrew decyzjom Warszawy, tylko przy jej cierpliwym przyzwoleniu. Może to się panu Redaktorowi jednak skojarzy z naszym "nowym Piłsudskim"?

    Jednak pewne podobieństwa czy inspiracje daje się faktycznie zauważyć - PiS prezentuje podobną do środowiska Marszałka pogardę dla instytucji demokratycznych, które w ich modelu mają pełnić funkcję wyłącznie fasadową dla silnej centralnej władzy Wodza. Stąd kluczowe stanowiska obsadzane są przez potakiwaczy, którzy potrafią dobrze słuchać i powtarzać, ale twórcze myślenie i perspektywiczne spojrzenie jest im obce. Zemściło się to na nas w Dwudziestoleciu, gdzie wielu wybitnych przedstawicieli tak inteligencji jak i dowództwa wojskowego (choćby gen. Rozwadowski czy Zagórski), którzy potrafili postawić się Piłsudskiemu i myśleć poza wytyczonymi przez niego koleinami skończyło marnie. W rezultacie, II RP, która jak nigdy chyba w historii potrzebowała pełnej mobilizacji najlepszych swych obywateli, by przygotować się do nieuchronnej konfrontacji, została pozostawiona w rękach karierowiczów i ślepców, których jedyną umiejętnością było podążanie śladem Marszałka.

    Dziś też podążamy jego śladem, nie biorąc absolutnie żadnej lekcji z historii. Obóz władzy stanowią ludzie, którzy mają umieć iść w szeregu. Od myślenia jest Partia (mówisz Partia, w domyśle - Prezes, mówisz Prezes, w domyśle - Partia). Ludzie z charakterem i pomysłami, którzy mieli jakikolwiek ślad wizji dawno już zostali z Partii usunięci. Pluralizm jest fikcją, pozostali fanatycy i karierowicze. To też podobieństwo do władz Sanacji. Zobaczymy, czy nasz nowy Śmigły-Rydz równie skutecznie przejmie schedę po Marszałku, prowadząc nas w kolejną złotą erę, zakończoną kolejną katastrofą. Oby tym razem młyny historii okazały się dla nas choć trochę bardziej łaskawe...
    doceń 2
  • Gość
    11.11.2018 21:47
    Piłsudski zmarł na 3 lata przed Monachium, zaś Beck nie był skłonny pomagać Czechosłowacji (podobnie jak ona wbijała Polsce nóż w plecy w 1920)
    doceń 9

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.