Nowy numer 38/2018 Archiwum

Wołyńska rana

Wołyńska rana sprzed 75 lat ciągle krwawi, gdyż ofiary tej zbrodni nadal nie są pochowane, zbrodniarze nie napiętnowani, a prawda o niej jest fałszowana.

Ta zbrodnia poraża także dlatego, że jej ofiarą padła przede wszystkim bezbronna ludność cywilna, a napastnikami często byli sąsiedzi, a nawet krewni. Na terenie czterech kresowych województw II Rzeczypospolitej: wołyńskiego, tarnopolskiego, lwowskiego i stanisławowskiego, gdzie dochodziło do zbrodni ludobójstwa ukraińskiego, zamordowano ok. 133 tys. Polaków, w tym ok. 60 tys. na Wołyniu i ok. 70 tys. na pozostałych terenach. Mordy miały miejsce w ok. 4300 miejscowościach. Straszliwe straty poniósł także Kościół katolicki. W metropolii lwowskiej (archidiecezja lwowska, diecezje łucka i przemyska) z rąk ukraińskich nacjonalistów zginęło 75 księży i zakonników. Trwa proces bea- tyfikacyjny jednego z nich, oblata o. Ludwika Wrodarczyka. To, co ukraińscy nacjonaliści nazywali „akcją antypolską”, w istocie było ludobójstwem.

Wojna wszystko zmienia

Przed wojną ludność Wołynia liczyła około 2 mln mieszkańców. Polaków było 346 tys., czyli ok. 17 proc. Relacje polsko-ukraińskie układały się nieźle, zwłaszcza we wsiach, gdzie Polacy i Ukraińcy mieszkali obok siebie od pokoleń. Nie brakowało na Wołyniu małżeństw mieszanych, co nie było oczywiste, gdyż poza różnicami narodowymi występowały także wyznaniowe. Ukraińcy na Wołyniu byli najczęściej prawosławnymi i należeli do ukraińskiego Kościoła autokefalicznego, który otwarcie wspierał hasła nacjonalistów.

Wojna wszystko zmieniła. Jesienią 1939 r. po zajęciu tych terenów przez Sowietów, na mocy porozumienia sowiecko-niemieckiego przesiedlono miejscowych Niemców na tereny kontrolowane przez III Rzeszę. Odejście etnicznych Niemców z Wołynia było pierwszą zmianą demograficzną, jaka zaszła na tym terytorium podczas wojny. Następną było uderzenie w polskie elity w wyniku masowych deportacji przeprowadzonych przez władze sowieckie w lutym i w kwietniu 1940 r. Wywożono na Sybir, a później do Kazachstanu rodziny polskich oficerów, służby leśnej, policjantów, osadników wojskowych, urzędników państwowych, księży. Społeczność polska została w ten sposób pozbawiona swej warstwy przywódczej, zdolnej do organizowania oporu w momencie zagrożenia.

Kolejną zmianę przyniosło wkroczenie na ten teren jednostek niemieckich w czerwcu 1941 r. Ukraiński ruch nacjonalistyczny skupiony wokół Stefana Bandery, szefa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), już przed wojną stawiał na Niemców jako siłę, która pomoże zbudować niepodległe ukraińskie państwo. Wkraczające na Wołyń w czerwcu 1941 r. jednostki Wehrmachtu zostały owacyjnie powitane przez miejscowych Ukraińców. Wołyń pod niemiecką okupacją stał się częścią Reichskommissariat Ukraine z siedzibą w Równem. Natomiast tereny Małopolski Wschodniej (województwa lwowskie, stanisławowskie i tarnopolskie) zostały wcielone do Generalnego Gubernatorstwa jako Distrikt Galizien. Niemcy wykorzystywali Ukraińców, ale nie zamierzali dzielić się z nimi władzą. Próba proklamowania rządu ukraińskiego we Lwowie skończyła się aresztowaniem jego działaczy. Do więzienia, a później obozu koncentracyjnego trafił Stefan Bandera. Ukraińskie bataliony, które wspomagały Wehrmacht, nie stworzyły zalążka ukraińskiej armii, ale zostały zamienione na oddziały policyjne i rzucone do walki z partyzantką sowiecką na Białorusi. Póki jednak Niemcy zwyciężali, ukraińscy nacjonaliści trwali u ich boku. Oni byli burmistrzami, sołtysami, a przede wszystkim schutzmanami, funkcjonariuszami podporządkowanej Niemcom policji.

W 1942 r. Niemcy, wykorzystując policyjne formacje ukraińskie, przystąpili do zagłady społeczności żydowskiej na Wołyniu oraz na innych okupowanych przez siebie terytoriach. Szacuje się, że w ciągu kilku miesięcy wymordowano ok. 240 tys. Żydów, od wieków będących trwałym elementem pejzażu społecznego i religijnego Wołynia. Dla przywódców ukraińskich nacjonalistów był to dowód, że masowe mordy mogą być skuteczną metodą „oczyszczania” etnicznego, jak pisali w rozkazach wydawanych wiosną 1943 roku.

Agitacja z Galicji

Pomysł ludobójczej akcji nie narodził się na Wołyniu. Rozsadnikiem zbrodniczych planów byli nacjonalistyczni emisariusze i agitatorzy ze Wschodniej Galicji. Zanim w ruch poszły kosy i siekiery, ziarno nienawiści zostało zasiane przez agitatorów OUN. Korzystając z dominacji czynnika ukraińskiego w lokalnych samorządach i administracji, jeździli po całym terenie, organizując propagandowe wiece. Przekonywali miejscowych chłopów, że póki tutaj żyją Polacy, nie będzie wolnej Ukrainy, dlatego trzeba lasznię, jak pogardliwie nazywali polską społeczność, wybić albo zmusić do opuszczenia tych terenów na zawsze.

Nie należy tej grupy fanatycznych zwyrodnialców utożsamiać z całym narodem. Według szacunków prof. Grzegorza Motyki w zbrodniach na Polakach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej uczestniczyło ok. 35 do 45 tys. osób spośród ponad 5-milionowej społeczności ukraińskiej tam żyjącej. Było to mniej niż 1 proc. ukraińskiej populacji na tym obszarze. Banderowcy nieraz z równym okrucieństwem jak Polaków i Żydów mordowali swoich rodaków, którzy nie podzielali ich przekonań i nie chcieli uczestniczyć w mordach. Początkowo tylko niewielka część miejscowych uległa propagandzie, która trafiała szczególnie do ludzi młodych. Oni tworzyli we wsiach grupy, które wraz z sotniami banderowskimi ruszyły na polskich sąsiadów latem 1943 r. Ci, którzy mieli odmienne poglądy, woleli siedzieć cicho, zwłaszcza że latem 1943 r. otwarty sprzeciw przeciwko banderowskim poleceniom karano śmiercią.

Jesienią 1942 r. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, skupiająca radykalne grupy związane ze Stefanem Banderą (OUN-B), powołała do życia Ukraińską Powstańczą Armię (UPA), formację zbrojną, mającą walczyć o niepodległe państwo ukraińskie. Od klęski Niemców pod Stalingradem w kierownictwie OUN dojrzało przekonanie, że Niemcy wojnę przegrają, należy więc podjąć na szeroką skalę walkę z Polakami, aby na „oczyszczonych” etnicznie terenach Wołynia zbudować fundament ukraińskiej państwowości, zanim nadejdą jednostki Armii Czerwonej. Na początku 1943 r. kierownik wołyńskiej OUN-B i dowódca UPA Dmytro Klaczkiwski „Kłym Sawur” rozkazał, aby na Wołyniu dokonać fizycznej eksterminacji Polaków. 9 lutego 1943 r. oddział UPA wymordował pierwszą polską wieś Parośle. Siły UPA rosły, gdyż w marcu 1943 r. schutzmani zdezerterowali i poszli do lasów wspierać UPA. Coraz częściej zdarzały się ataki na polską ludność, przy czym agresorom wyraźnie chodziło nie tylko o usuwanie polskiego elementu, ale także sianie strachu. Mordowano z niesłychanym okrucieństwem, nie oszczędzając kobiet oraz małych dzieci.

Kulminacją tych ataków była niedziela 11 lipca 1943 r. Sotnie banderowskie dokonały wtedy jednoczesnego ataku na 99 miejscowości na Wołyniu. OUN-UPA starała się tej zbrodniczej akcji nadać charakter rewolucji społecznej, podejmowanej oddolnie przez złaknione zemsty miejscowe chłopstwo. Po wymordowaniu Polaków demonstracyjnie przeprowadzono reformę rolną, przekazując ziemię i dobytek pomordowanych miejscowym Ukraińcom. W istocie wszystko było od dawna przygotowane, a „spontaniczny” udział miejscowych od początku był wkalkulowany w to działanie. Często nie poprzestawano na wymordowaniu ludności, ale niszczono wszelkie polskie ślady: palono domostwa, wyrąbywano sady, burzono kościoły. Latem 1943 r. banderowcy i podburzane przez nich chłopstwo wymordowali na Wołyniu co najmniej około 20 tys. Polaków. Polska samoobrona była skuteczna jedynie w rejonie Przebraża, gdzie znalazło schronienie ok. 25 tys. uciekinierów z całej okolicy i udało się, wspólnie z partyzantką sowiecką, odeprzeć ataki wielokrotnie silniejszych jednostek UPA.

Mordy na Wołyniu trwały aż do stycznia 1944 r., kiedy wkroczyły tam jednostki Armii Czerwonej. W 1944 r. antypolskie akcje oddziałów UPA przeniosły się na ziemię lwowską i Podole. Przyjmuje się, że w czasie zbrodni wołyńsko-galicyjskiej ukraińscy nacjonaliści wymordowali ok. 130 tys. Polaków. W akcjach odwetowych, prowadzonych w następnym okresie przez polskie podziemie, zabito ok. 15 tys. Ukraińców, wśród nich była także ludność cywilna. Warto także pamiętać, że w czasie tych tragicznych wydarzeń Polacy wielokrotnie spotykali się z gestami pomocy ze strony ukraińskich sąsiadów. Lista Ukraińców ratujących Polaków liczy ponad 1300 nazwisk i nie jest kompletna. Kilkuset z nich za tę pomoc zapłaciło życiem, zostali zamordowani przez ukraińskich nacjonalistów.

Zbrodnia kwestionowana

75. rocznica ludobójstwa na Wołyniu nie przyniosła przełomu we wspólnej pamięci Polaków i Ukraińców o tamtych wydarzeniach. Strona polska, zgodnie z faktami przekonuje, że na Wołyniu wydarzyło się ludobójstwo na polskiej ludności, za które pełną odpowiedzialność ponosi OUN-UPA. Strona ukraińska, gdzie głównym kreatorem polityki historycznej jest kierownictwo IPN w Kijowie, kwestionuje odpowiedzialność OUN-UPA za przeprowadzenie „antypolskiej akcji” i stara się wszystko sprowadzić do konfliktu o charakterze wojny polsko-ukraińskiej, w której odpowiedzialność za zbrodnie spada na obie strony. Przyjęta w kwietniu 2015 r. przez ukraiński parlament ustawa uznaje członków OUN i UPA za „bojowników o niezależność Ukrainy w XX wieku”, bez względu na to, czy w trakcie swej działalności popełnili zbrodnie przeciwko ludzkości. W stosunku do tych, którzy to kwestionują, mogą być stosowane sankcje karne.

– Współpraca z ukraińskim IPN jest ograniczona do minimum – mówi prezes IPN Jarosław Szarek, pytany o możliwość przeprowadzenia wspólnych studiów historyków obu krajów nad najważniejszymi problemami dotyczącymi wydarzeń na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. – Historycy z obu krajów w roku ubiegłym spotykali się dwukrotnie, aby rozmawiać o różnych kwestiach, ostatnio o wydarzeniach na Chełmszczyźnie. Jednak ta formuła częściowo się wyczerpała, a przewodniczący tego zespołu prof. Waldemar Rezmer podał się do dymisji. Wtedy zwróciliśmy się do strony ukraińskiej z propozycją wydania wszystkich wygłoszonych już referatów, a później zastanowimy się co dalej. Na naszą decyzję miało wpływ także odsłonięcie tablicy na Przełęczy Wereckiej na Rusi Zakarpackiej, gdzie bez jakichkolwiek dowodów napisano, że spoczywa tam 600 Ukraińców z formacji siczowych zamordowanych rzekomo w marcu 1939 r. przez Polaków. Nie znajduje to jednak potwierdzenia w żadnych dokumentach czy wiarygodnych relacjach.

Konflikt pamięci więc trwa i obecnie nie widać możliwości jego rozwiązania. Pomniki ku chwale UPA stoją w wielu miejscowościach na zachodniej Ukrainie i na Wołyniu. Jeden z centralnych prospektów w Kijowie otrzymał imię Romana Szuchewycza, który ponosi osobistą odpowiedzialność za ludobójstwo Polaków na Wołyniu oraz w Małopolsce Wschodniej. Wcześniej swoją aleję w stolicy Ukrainy otrzymał Stefan Bandera. Obaj zostali uczczeni także w nazewnictwie ulic w kilkudziesięciu innych ukraińskich miastach. Część spośród nich pojawiała się w ramach ustaw dekomunizacyjnej i o pamięci historycznej, przyjętych po rewolucji na Majdanie w 2015 r. i zastąpiła nazwy sowieckich bohaterów lub wydarzeń kojarzących się z latami komunizmu. Upamiętnia się partyzantów i twórców OUN-UPA dlatego, że zginęli, walcząc o wolną Ukrainę z jednostkami NKWD. „I w tym kryje się największa przeszkoda dla ukraińsko-polskiego porozumienia” – napisała Olena Betlij, założycielka Centrum Studiów Polskich i Europejskich przy Akademii Kijowsko-Mohylańskiej w Kijowie. OUN i UPA są jak bóg Janus o dwóch twarzach – „do Ukrainy zwrócony obliczem bohaterów, którzy walczyli o niepodległość państwa, ginęli w nierównych bojach z Armią Czerwoną i umierali w łagrach ZSRR: do Polski obliczem morderców, którzy wyrzynali polskie wsie na Wołyniu”.

Realnym krokiem na rzecz pojednania mogłoby być odblokowanie ekshumacji oraz upamiętnienie wszystkich miejsc, gdzie w dołach śmierci nadal spoczywają tysiące ofiar rzezi wołyńskiej. Jednak od wiosny 2017 r. strona ukraińska zakazała poszukiwań i ekshumacji szczątków polskich ofiar wojen i konfliktów na terytorium Ukrainy. Został on wydany po zdemontowaniu pomnika UPA w Hruszowicach na Podkarpaciu i wcześniejszych przypadkach niszczenia upamiętnień ukraińskich na terytorium Polski. Próby rozwiązania tego konfliktu poprzez rozmowy prezydentów i premierów Polski i Ukrainy nie doprowadziły do przełomu. Na szczęście nie prowadzi to do całkowitego zamrożenia kontaktów historyków z Polski i Ukrainy.

– Kijowski IPN to niewątpliwe ważne i wpływowe środowisko, ale nie jedyne – przekonuje prezes polskiego IPN. – Prowadzimy dialog także z innymi ukraińskim historykami, reprezentującymi różne ośrodki akademickie. Z SBU w Kijowie kontynuujemy natomiast współpracę archiwalną. Niedawno ukazały się dwa obszerne tomy dokumentów na temat rozpracowania OUN-UPA przez komunistyczną bezpiekę. Czekamy także na reakcję strony ukraińskiej na wnioski po ekshumacjach w Hruszowicach, która wykazała, że nie są tam pochowani członkowie UPA. Wnioskowaliśmy do Ministerstwa Kultury Ukrainy o rozpoczęcie 10 ekshumacji, zresztą nie tylko związanych z ludobójstwem wołyńskim, ale także z rokiem 1916, a więc polem bitwy pod Kostiuchnówką, oraz rokiem 1939. Wśród tych żołnierzy, którzy zginęli w obronie Polski we wrześniu 1939 r. byli przecież także Ukraińcy, obywatele Rzeczpospolitej, chociażby z pułku huculskiego, i chcemy ich godnie upamiętnić.

Ważną inicjatywą może się okazać zaprezentowany w kwiet- niu br. przez Ukraiński Uniwersytet Katolicki we Lwowie program badań naukowych, którego celem jest identyfikacja ofiar konfliktu polsko-ukraińskiego z lat 1939–1947. Badania z udziałem naukowców z obu krajów mają trwać cztery lata. Kierownikiem projektu jest prof. Igor Hałagida z Wydziału Historycznego Uniwersytetu Gdańskiego, autor wielu ważnych publikacji o dziejach Kościoła greckokatolickiego. Prezes IPN pytany o tę inicjatywę stwierdza, że Instytut nie został do niej zaproszony. – Dr Leon Popek policzył miejsca, w których mordowano Polaków, i wiemy, że były ich tysiące, zarówno na Wołyniu, jak i w Małopolsce Wschodniej. Trzeba ogromnej pracy, aby ich zidentyfikować, i pracę tę należy z pewnością wykonać, ale bez ekshumacji i tak nie będzie to możliwe – dodaje prezes Szarek. •

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji