Nowy numer 45/2018 Archiwum

Ewangelia, a nie „humanizm uprzejmości”

O kondycji Kościoła w Niemczech, ewangelizowaniu młodych oraz interkomunii opowiada bp Stefan Oster z Pasawy.

Tomasz Kycia: W Polsce mówi się, że Kościół w Niemczech umiera. A może jest w nim jakieś przebudzenie i nadzieja, jakieś miejsce, gdzie Kościół w Niemczech rośnie?

Bp Stefan Oster SDB: Istnieją ruchy kościelne i pojedyncze miejsca lub instytucje, gdzie widać przebudzenie. Najbardziej znanym jest Night-Fever, inicjatywa młodzieży, która zebrała się spontanicznie po Światowych Dniach Młodzieży odbywających się w 2005 r. w Kolonii. Teraz ci ludzie spotykają się wieczorami w różnych miastach na modlitwie i uwielbieniu. Ten ruch rozszerzył się na całe Niemcy. Młodzież czuje, że z tego, co pierwotnie było niewiążącą ofertą, rozwija się coś więcej. Rosną wspólnoty zaangażowanej młodzieży, powstają programy katechetyczne.

A czego potrzeba do wzrostu?

Do wzrostu potrzeba trzech warunków. Pierwszym jest autentyczne głoszenie Ewangelii. Ludzie czują, że tam, gdzie Ewangelia głoszona jest w sposób autentyczny, i gdzie nie rozpowszechnia się łagodnego „humanizmu uprzejmości”, tam chodzi o coś ważnego – o osobę Jezusa i o znalezienie odpowiedzi na pytanie, czy mogę się do Niego zbliżyć i pójść za Nim. Drugi warunek to pozytywne doświadczenie wspólnoty, gdzie jest się naprawdę przyjętym i zaproszonym do wspólnego kroczenia w wierze. I wreszcie trzeci czynnik, najważniejszy, to modlitwa i doświadczenie, że ludziom naprawdę zależy na Bogu. Z tego wynika wyczuwalny duchowy klimat oraz prawdziwie z pełnym poświęceniem celebrowana liturgia. Kiedy występują te trzy warunki, wtedy Kościół zaczyna wzrastać, a ludzie zaczynają się zmieniać. Zarówno w mniejszych wspólnotach, jak i w szerszym kontekście. Interesuje mnie na przykład rozwój wspólnoty z Loretto w Austrii. Również w Domu Modlitwy w Augsburgu rozwija się dzieło z silnym ekumenicznym akcentem. Warto przyglądać się takim inicjatywom, ale też i niekatolickim wspólnotom i Kościołom. Można też wskazać pojedyncze parafie, w których można doświadczyć przebudzenia.

Ale czy to nie oznacza, że przechodzimy od Kościoła masowego do mniejszego Kościoła wyznawców, jak zapowiadał w latach 70. ówczesny ks. prof. Joseph Ratzinger?

My wcale nie chcemy stracić mas. Nasz Kościół wciąż jeszcze opiera się na strukturach i formach, które długo powstawały, ale dziś one już nie działają na ludzi jak kiedyś. Wypracowana przez nie postawa wiary często nie wystarcza, nie wytrzymuje presji sekularyzacji. Z zewnątrz wywiera się taką presję na Kościół i wiernych, że potrzebujemy wiary prawdziwej i żywej, by się temu oprzeć i by odważnie podjąć dialog ze sekularyzowanym światem. Takiej wiary jednak często brakuje. Dostrzegamy to i dlatego myślę, że wiele rzeczy się rozpadnie. Czy wtedy będziemy małym Kościołem, tego nie wiem. Jezus nie przyszedł, by założyć małą trzódkę. Ale ci, którzy zapewnili Kościołowi wzrost, w zasadzie zawsze byli zdecydowani i stanowczy. Jezus przemawiał do wszystkich i był otwarty na wszystkich, ale przez trzy lata inwestował w dwunastu mężczyzn. Formował ich. Tych Dwunastu zewangelizowało świat. A to dlatego, że nawet mały Kościół nigdy nie jest dla siebie. Nawet jeśli miałoby nas być mniej, musimy głosić światu Ewangelię.

Przed laty kard. Joachim Meisner w rozmowie z „Gościem Niedzielnym” powiedział, że Niemcy są krajem misyjnym. Potwierdzi Ksiądz Biskup dzisiaj tę diagnozę?

Naturalnie. Jestem salezjaninem. Nasze zgromadzenie prowadzi w północnych Indiach coś w rodzaju prenowicjatu, gdzie przychodzą młodzi mężczyźni, którzy chcą zostać salezjanami. Tam przyjmowani są tylko ci, którzy są gotowi wyjechać na misje do Europy. Oni mówią: „Europejczycy przynieśli nam wiarę, teraz my chcemy im tę wiarę zanieść”. To nie dotyczy wyłącznie Niemiec, ale Kościoła na całym Zachodzie. Zastanawiamy się, jak szerzyć dzisiaj wiarę wśród młodych ludzi, którzy myślą krytycznie. Mamy Dobrą Nowinę, wiemy, jak osiągnąć życie wieczne, ale kiedy organizujemy spotkania, na których o tym mówimy, prawie nikt nie przychodzi. Dlaczego? Być może ludzie nam już nie wierzą, a może i do tej pory nie wierzyli…

Być może zależy to od samego Kościoła? Ma najlepszy produkt, Dobrą Nowinę, ale nie potrafi go rozpowszechnić? Ksiądz Biskup był wcześniej dziennikarzem i zna te mechanizmy. Czyżby wszystko zależało od sposobu głoszenia słowa?

Nie tylko. Oczywiście, mamy problem wiarygodności. Papież mówi, że Kościół powinien wyjść na obrzeża. Myślę, że w sensie struktury nie ma na świecie Kościoła, który bardziej wychodzi na obrzeża niż Kościół w Niemczech. Mamy tak wiele placówek Caritas i innych kościelnych dzieł pomocy dla ludzi, którzy cierpią biedę. Problemem jest, czy tę pomoc ktoś jeszcze kojarzy z Kościołem. Bardzo ją sprofesjonalizowaliśmy, zatrudniliśmy świetnych pracowników socjalnych. Ale ludzie nie są świadomi tego, że za tą służbą ubogim stoi wiara, coś więcej niż tylko profesjonalizm – doświadczenie Boskiej obecności, która nas karmi i przemienia. Świętujemy to w Eucharystii. Ale czy świętujemy to, czy żyjemy tym i czy wierzymy w to tak, by te przemiany, ta nowa rzeczywistość była przez nas widoczna?

Papież Benedykt XVI mówił przed laty o konieczności odświatowienia Kościoła w Niemczech. Jak to osiągnąć? Czy ten proces się rozpoczął?

Trzeba najpierw zapytać, czym jest odświatowienie. W Ewangelii wg św. Jana słowo „świat” ma co najmniej trzy znaczenia. Raz jest to świat w przeciwieństwie do wiary, pod panowaniem Złego. Następnie mamy świat, w którym trzeba się zdecydować – za Chrystusem lub przeciwko Niemu. I wreszcie świat, który Bóg tak umiłował, że Syna swego Jednorodzonego za niego dał.

O którym znaczeniu świata należy mówić w kontekście odświatowienia?

Benedykt XVI pewnie mówił o naszym uzależnieniu od struktur, od finansów, od powiązań i uzależnień, które z czasem narosły. I pewnie tu potrzebujemy większej wewnętrznej wolności, ale ta rośnie tylko razem z większym zaufaniem do Boga i większą wiarą. W mojej diecezji na przykład mamy ośrodki opieki nad osobami starszymi. Pracują w nich również osoby niekoniecznie wierzące. One robią dobrą robotę, ale często jednak nie inaczej niż inni zatrudnieni do pomocy osobom starszym. Czy to jest chrześcijańskie, czy tylko humanistyczne? Diecezja Pasawy ma wielu takich współpracowników. Mógłbym im teraz powiedzieć: kończymy z tą rozwiniętą opieką nad osobami starszymi i prowadzimy tylko parę projektów, przy których będziemy współpracować wyłącznie z osobami wierzącymi. Na taki krok jednak bym się nie odważył. Mamy po prostu zbyt wiele zobowiązań, za tym stoją miejsca pracy i rodziny, a także cała służba na rzecz społeczeństwa. Ale to prawda, że nasza działalność powinna bardziej wypływać z wiary, abyśmy mogli przemieniać świat.

W Niemczech często spotykam księży, którzy nie potrafią manifestować swojej wiary ani o niej mówić. Czy to jest związane z niemiecką mentalnością?

(śmiech) Kościół rośnie w środowiskach charyzmatycznych. W Niemczech nie tak masowo, ale na światową skalę grupy charyzmatyczne mają największy przyrost. To grupy, które bardziej podkreślają emocjonalny moment i osobiste doświadczenie. Ale przecież wiara to coś więcej niż tylko emocje. My, Niemcy, jesteśmy raczej rzeczowi i nie nauczyliśmy się zbyt dobrze rozmawiać o wierze. Jednym z najpilniejszych naszych zadań dziś jest pomóc ludziom poznać prawdy naszej wiary. Myślę, że w przyszłości będzie się to odbywać w małych grupach, we wspólnotach, w których ludzie nauczą się razem modlić i wyrażać swoją wiarę. Jestem głęboko przekonany, że kryzys Kościoła jest przede wszystkim kryzysem duchowym.

Czy właśnie kryzysem duchowym można tłumaczyć dążenie do udzielania Komunii św. niekatolikom?

To ma też związek ze spłyceniem wiary. Ludzie często mówią mi: „Nie potrzebuję wielkiej teologii, najważniejsze jest wierzyć, że Jezus żyje. Przecież On nikogo nie wykluczał”.

Co Ksiądz Biskup wtedy odpowiada?

W takich momentach opowiadam o moim doświadczeniu, że jest coraz więcej wierzących protestantów czy wolnych chrześcijan, którzy chcą zrozumieć, co my, katolicy, w Eucharystii świętujemy. Tak rośnie wzajemny szacunek, a nie postawa roszczeniowa. Postawa w stylu: „obojętnie, co mówią tam na górze, my i tak robimy od dawna po swojemu” wcale nie jest ekumeniczna. Jestem głęboko przekonany, że najważniejszym wymiarem ekumenizmu jest właśnie to, że wierni traktują poważnie własną tradycję i starannie ją poznają i nią żyją. To „ekumenizm zdecydowanych”, tych, którzy chcą być autentycznymi uczniami Chrystusa. Ewangelik ma wtedy głęboki szacunek do tego, co świętuję w Eucharystii, i odwrotnie – u nas wzrasta szacunek wobec tego, jak oni obchodzą się ze słowem Bożym. To jest droga dialogu ekumenicznego, którą powinniśmy pójść. Myślę, że tu działa Duch Święty.

Ksiądz Biskup jest przewodniczącym komisji ds. młodzieży w niemieckim episkopacie. Jak można zachwycić niemiecką młodzież Chrystusem? Z jednej strony mamy Związek Katolickiej Młodzieży Niemieckiej, a z drugiej grupy charyzmatyczne.

To duże wyzwanie. Prowadzę z nimi intensywne dyskusje. Młodzież w katolickich stowarzyszeniach, która angażuje się społecznie i politycznie, zapewnia mnie, że w ten sposób przeżywa swoją wiarę. I dobrze, że się angażują i że jest wielu młodych ludzi, którzy w ten sposób przyznają się do Kościoła. Widzimy też, że rosną nowe ruchy kościelne, choć nie odpowiadają wszystkim młodym. Mam nadzieję, że te dwie grupy wzajemnie się zainspirują i zauważą, że polityczne i społeczne zaangażowanie jest wynikiem głębokiej wiary i odwrotnie – że trzeba być głęboko zakorzenionym w Chrystusie, by móc wychodzić do ludzi.

Czy seksualność będzie głównym tematem, który niemiecka delegacja zawiezie na jesienny synod o młodzieży?

To niejedyny temat. Na presynodzie było 9 młodych ludzi z Niemiec. Wśród nich byli przedstawiciele ruchów kościelnych i stowarzyszeń, jeden kleryk i ktoś z „Pietre Vive”, młodzieżowego ruchu założonego przez jezuitę, którego nie znałem. Oni oprowadzają turystów po kościołach, opowiadają im o swojej wierze, czyli dają świadectwo, i spotykają się na modlitwie. Widać więc, że mamy różnorodną młodzież i różne tematy. Choć trzeba przyznać, że temat seksualności młodzież nurtuje. I ma prawo nurtować. Oni chcą o tym dyskutować, choć szybko dodają do tego inne żądania, jak kapłaństwo kobiet, błogosławienie par homoseksualnych, zniesienie celibatu...

I co wtedy Kościół odpowiada młodzieży?

Mamy teologię ciała Jana Pawła II, czyli teologię, która odpowiada na pytania dotyczące moralności, płciowości i małżeństwa. Zawsze mieliśmy głęboką antropologię, czyli naukę o człowieku, w której znajdujemy odpowiedzi. Ale wątpię, czy te treści przedostały się do głów i serc większości tych, którzy są w Kościele odpowiedzialni za głoszenie Ewangelii. Raczej nie wiemy, co powiedzieć albo nie mamy odwagi, by występować przeciwko trendom społecznym.

O teologii ciała w Niemczech raczej nie ma zbyt wielu publikacji.

Diecezja Eichstätt od lat organizuje na ten temat sympozja na wysokim poziomie. Niedawno ukazała się publikacja zbiorowa. Ale tu, w Niemczech, czuje się sceptycyzm wobec teologii ciała – czy nie jest ona zbyt konserwatywna. Nie ma ona tu dużego wsparcia. Czasem jesteśmy wyśmiewani.

Z jaką nadzieją uda się Ksiądz Biskup na synod do Rzymu?

Liczę na przykłady praktyczne: jak można dziś otworzyć na wiarę młodych ludzi, jak z nimi wejść w dialog, aby zanieść Ewangelię w świat młodych? Jako Kościół mamy z tym problem. Sam też coś próbuję robić z młodymi ludźmi, ale nie jest to ruch na masową skalę. Mam nadzieję, że rośnie świadomość, jak ważna jest młodzież dla Kościoła. Mam też nadzieję, że możemy się wraz z młodzieżą nauczyć, jak uczynić dla nich Ewangelię słyszalną.

Miał Ksiądz Biskup na swojej drodze sprzyjającą duchową atmosferę czy raczej upadek z konia, kiedy jako dziennikarz radiowy odkrył swoje powołanie do kapłaństwa?

Trochę jedno i drugie, choć najpierw nie miałem powołania do kapłaństwa, a raczej odkryłem, że muszę się oddać Bogu do dyspozycji. Pierwsze było powołanie do zakonu. Jestem salezjaninem. Dopiero w zakonie wyjaśniłem sobie, czy moja droga prowadzi do kapłaństwa. Przekonałem się, że nieustannie do tego dorastałem, a niektóre wydarzenia zrzucały mnie z konia. Jako prezenter radiowy byłem krytyczny wobec Kościoła i właściwie daleko od niego. Studiowałem filozofię i w którymś momencie zacząłem bronić celibatu, choć nie miałem z nim jeszcze nic wspólnego. Ale zrozumiałem, dlaczego ma sens, że ludzie żyją w celibacie dla Chrystusa. Pamiętam, że dyskutowałem wtedy bardzo żywo z moją partnerką. To był więc nieprzerwany rozwój.

W swojej diecezji w Pasawie zainicjował Ksiądz Biskup program „Believe and pray” (Wierz i módl się).

Często mówię o nowej ewangelizacji. Co drugą niedzielę wieczorem spotykamy się, modlimy się i śpiewamy. Głoszę słowo i omawiamy je. Rośnie wspólnota. Przychodzi od 40 do 70 młodych osób. Niedawno powstały dwie nowe grupy. Są nawrócenia, a następnie chrzty i bierzmowania nawróconych osób. To się rozwija, ale na małą skalę. Słowo „uczniostwo” znamy raczej od ewangelikalnych protestantów, choć przecież prawie co niedzielę w Ewangelii występuje słowo „uczniowie”. W katolickim kontekście o nim zapomnieliśmy. Ale gdybym był dzisiaj proboszczem, zebrałbym parę osób, które chcą czegoś więcej. Zacząłbym się z nimi modlić, tworzyć wspólnotę i dzielić wiarę. Nieważne, czy chcieliby zostać księżmi, kucharzami czy dziennikarzami. Chciałbym sprawić, by oni sami stali się uczniami i tam, gdzie żyją, zaczęli być misjonarzami.•

Bp Stefan Oster SDB

Ur. 3 czerwca 1965 w Ambergu, w 1999 r. wstąpił do zakonu salezjanów, w 2001 został wyświęcony na kapłana. Od 2014 r. biskup diecezjalny Pasawy (Bawaria). Przed wstąpieniem do zakonu był dziennikarzem prasowym i radiowym.

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji