Reklama

    Nowy numer 38/2018 Archiwum

Zasłużyć sobie na proroka

Dorastanie upływało mi w małym kościółku poświęconym stygmatom św. Franciszka.

Zawsze robił na mnie ogromne wrażenie tryptyk umieszczony nad głównym ołtarzem, przedstawiający Chrystusa rozpiętego w geście ukrzyżowania nad Franciszkiem, pozostawiającego ślady swej udręki na jego ciele. Zastanawiałem się, jak to jest żyć razem ze świętym. Jak wyglądało życie mieszkańców Asyżu w czasach słynnego Biedaczyny? Jak postrzegali św. Antoniego obywatele Padwy, gdy głosił im słowo Boże na targach i placach i gdy mnożyły się cuda? Jak upływała egzystencja rolnikom i rzemieślnikom z Bagnoregio, gdy pośród nich żył i tworzył św. Bonawentura? Wydawało mi się to niezwykłą przygodą i jeszcze większym przywilejem. Coś podobnego i nam się przydarzyło. Staliśmy się pokoleniem św. Jana Pawła II i bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

Papież Benedykt XVI, biorąc pod uwagę aktualne trudności Kościoła w coraz bardziej zlaicyzowanym świecie, mówił, że decydująca będzie obecność ludzi – świętych, którzy z całkowicie dobrowolnym zaangażowaniem tworzą coś nowego i żywego. Skuteczność Ewangelii zależała i wciąż zależy od tych, którzy słowo przemieniają w życie. Ocalenie Kościoła może przyjść, i przychodzi, tylko z jego wnętrza, nie jest ono uzależnione od dekretów hierarchii. Jan Paweł II mawiał, że „Kościół dzisiejszy nie potrzebuje nowych reformatorów. Kościół potrzebuje nowych świętych”. Wielokrotnie przekonywałem się o tym podczas rozmów o polskim papieżu. Wiele osób, nawet niezwiązanych z Kościołem i krytycznie do niego nastawionych, na wspomnienie Jana Pawła II reagowało łzami w oczach i opowieściami o niepokojach i wzruszeniach łączących się z jakimś epizodem kojarzącym się z nim. To był taki ktoś – mówili – że wystarczyło wspomnieć jego imię, a człowiek automatycznie myślał o Bogu.

Kluczową kwestią dla Kościoła konfrontującego się nieustannie z kryzysem duchowym ludzkości zdaje się to, czy istnieją święci, którzy są gotowi dokonać czegoś nowego i żywego. Bez owego radykalnego wezwania do świętości Kościół, zamiast wnosić w świat zaczyn Ewangelii, odbije w sobie jego kryzys. Nie chodzi o akceptację i oklaski, ale o zapach obecności Boga pośród ludzkich spraw i wyzwań. „Czy będą słuchać, czy też zaprzestaną – są bowiem ludem opornym – przecież będą wiedzieli, że prorok jest wśród nich”. •

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.