GN 45/2018 Archiwum

Trudny kompromis

„Konstytucja dla nauki” to pierwszy w historii III RP projekt reformy szkolnictwa wyższego tak szeroko konsultowany społecznie. Pogodzenie skrajnie różnych wizji okazało się dużym wyzwaniem dla jego autorów.

Kilkanaście konferencji w największych ośrodkach akademickich. Prawie dwa lata dyskusji na temat finansowania uczelni, ścieżek kariery i modeli kształcenia doktorantów. Otwarty konkurs na najlepszy projekt reformy. Lista działań, które podjęło Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w celu wypracowania najlepszych rozwiązań dla polskiej nauki, jest długa. Na etapie konsultacji społecznych autorzy ustawy byli otwarci na głosy krytyki, do projektu wprowadzali kolejne zmiany zgłaszane przez różne środowiska. Później reformę niespodziewanie skrytykowali niektórzy politycy PiS-u, ale kiedy publicznie poparł ją Jarosław Kaczyński, wydawało się, że zaplanowane na 15 czerwca głosowanie w Sejmie będzie tylko formalnością. Stało się jednak inaczej: podjęcie ostatecznej decyzji dotyczącej dalszych losów ustawy przełożono na 3 lipca.

Zmianę planu tłumaczono ograniczeniami technicznymi związanymi z przygotowaniem głosowań, obejmujących ok. 200 poprawek. W dużej części zgłosiło je samo ministerstwo, które uległo naciskom niezadowolonych z kształtu ustawy posłów rządzącego ugrupowania. Pewien wpływ na złagodzenie reformy miały także odbywające się w kilku miastach protesty studenckie oraz działalność nieprzychylnego projektowi Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej.

Od miesięcy toczy się spór o kolejne artykuły „Konstytucji dla nauki”, a posłowie opozycji złośliwie zwracają uwagę, że już sami nie wiedzą, która wersja jest ostateczna. Do przeczytania mają w sumie 222 strony i 209 stron przepisów wprowadzających, które modyfikowano już kilka razy.

Rada bez pazura

Największym ustępstwem MNiSW wobec krytyków reformy wydaje się zmiana zapisów dotyczących Rad Uczelni. W lutym br. wiceminister Piotr Müller tłumaczył „Gościowi Niedzielnemu”, że ich zadaniem ma być monitorowanie gospodarki finansowej oraz wskazanie kandydatów na rektora. Najwięcej kontrowersji budziła jednak nie rola nowego organu, ale jego skład, którego 50 proc. miały stanowić osoby spoza uczelni. Autorzy reformy przekonywali, że obecność w Radzie przedsiębiorców oraz przedstawicieli organizacji pozarządowych zmotywuje uniwersytety i politechniki do nawiązywania relacji z otoczeniem społeczno-gospodarczym.

Do skostniałych struktur miało wpaść trochę świeżego powietrza. Krytycy reformy powtarzali jednak, że proponowane zmiany są atakiem na autonomię uczelni. Pod naciskiem części środowiska akademickiego oraz nieprzychylnych projektowi polityków PiS ustalono, że większość Rady będą mogły stanowić osoby z uczelni, a o tym, kto wskaże kandydatów na rektora, zadecyduje Senat. „Zdecydowaliśmy się na dokonanie korekty w elemencie, który budził najwięcej emocji, chociaż moim zdaniem było to nieuzasadnione” – tak komentował tę decyzję Piotr Müller. Funkcjonowanie Rad Uczelni w obecnym, zmodyfikowanym kształcie wydaje się pozbawione sensu. W rozmowie z naszym tygodnikiem wiceminister podkreślał zresztą, że warunkiem powodzenia reformy w tym aspekcie jest zapewnienie większości osobom spoza uczelni: „Gdybyśmy nie wprowadzili takiego przepisu, nic by się nie zmieniło: koledzy wybieraliby kolegów” – przekonywał kilka miesięcy temu Piotr Müller.

« 1 2 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji