GN 45/2018 Archiwum

Latem oddaj krew!

Dlaczego potrzeba jej więcej akurat teraz? I kim są honorowi krwiodawcy? Warto dołączyć!

Lato to czas wyjazdów (również krwiodawców) i... niestety większej liczby wypadków. Dlatego w szpitalach latem niemal zawsze brakuje krwi, szczególnie rzadkich grup. A krew potrzebna jest nie tylko do ratowania życia osób po wypadkach czy w czasie operacji, ale także do regularnego podtrzymywania życia przewlekle chorych na choroby krwi. Dlatego każdy dawca, właśnie latem, jest na wagę złota. Może to dobry moment, by zostać honorowym krwiodawcą? A przynajmniej spróbować. „Tracimy” jednorazowo niecałe pół litra krwi, tymczasem ktoś, kogo nie znamy, zyskuje życie. Warto „przelać krew” dla bliźniego? Zapytaliśmy „krwawych”, choć cichych bohaterów...

Honorowa siostra

Anna Mikołajewicz należy do Zgromadzenia Adoratorek Krwi Chrystusa, mieszka i pracuje w Bolesławcu, a od 15 lat honorowo oddaje krew. Skąd pomysł? – Fantastycznej historii z dobrym zakończeniem tu nie będzie – odpowiada. – Pracowałam wtedy w Warszawie. Mój znajomy ksiądz ciężko zachorował i potrzebował przeszczepienia wątroby. Cała parafia włączyła się w zbiórkę krwi, bo do operacji potrzeba jej dużo. Niestety, mimo naszych wysiłków ksiądz zmarł.

Jednak podczas pogrzebu lekarze ze szpitala, w którym był operowany, podziękowali parafii za akcję krwiodawstwa. Okazało się, że w tym samym czasie przeprowadzono jeszcze dwa zabiegi. Krew od parafian uratowała dwóm chorym życie. – To dało mi kopa – opowiada s. Anna. – Oddaję od tamtego czasu krew regularnie, co trzy miesiące [mężczyźni mogą oddawać co dwa miesiące – przyp. red]. Gdy jakiś czas temu sama przeszłam operację i miałam „szlaban” na oddawanie krwi przez pół roku, bardzo mnie to bolało i czekałam, gdy będę mogła znów pójść do punktu krwiodawstwa.

Siostra Anna pracuje na co dzień z młodzieżą. – W naszej szkole jest świetna atmosfera wokół krwiodawstwa. Uczniowie wzrastają w przekonaniu, że skoro jesteś zdrowy, skoro możesz oddać krew potrzebującym, to... musisz to zrobić! Tego kawałka dobra we mnie, którego przecież sama nie stworzyłam, tylko otrzymałam, nie mogę trzymać dla siebie. To cząstka mnie, okruch dobra, w dawaniu którego nikt mnie nie zastąpi. Nikt nie podaruje potrzebującemu tej krwi, która jest we mnie. Młodzież to rozumie, czuje się ważna i potrzebna. Więc dzieli się krwią chętnie i bez przynaglania.

W technikum, w którym s. Anna uczy religii, panuje swoista moda na oddawanie krwi. Uczniowie kończą 18 lat i już czekają na krwiobus, który przyjeżdża regularnie do ich miejscowości. – Zabawne, bo zwykle nastoletnie dziewczyny głodzą się, chcąc schudnąć. Moje uczennice odwrotnie: często chcą przytyć do wymaganych 50 kg, żeby móc honorowo oddawać krew.

Według s. Anny wszyscy jesteśmy „zaprogramowani” na dzielenie się. Dzielenie się tym, co mamy, z potrzebującymi. – A ponieważ nie ma krwi sztucznej, mamy wręcz obowiązek nią się dzielić.

A jeśli ktoś się boi? – Nie wiem, skąd się bierze ten strach. Ukłucia się boimy? Zawrotów głowy? To po chwili mija. Osobiście mam do siebie żal, że późno zaczęłam, nie rozumiałam ogromu potrzeb. Niektórzy żartują, że ze względu na moje zgromadzenie krew oddaję „branżowo”. Coś w tym jest, choć oczywiście Adoratorki Krwi Chrystusa w swoim charyzmacie nie mają krwiodawstwa. Jednak ja (i wiele innych zakonnic z różnych zgromadzeń) mam to w sercu.

Sto litrów na wielki jubileusz

Krew można oddawać w regionalnych centrach krwiodawstwa i krwiolecznictwa (wykaz wszystkich można znaleźć w internecie), ale również w krwiobusach, które jeżdżą po całym kraju. Niektóre z nich zatrzymują się regularnie przy parafiach. A parafie regularnie zabezpieczają całą zbiórkę i zachęcają potencjalnych dawców do działania. Obecnie nikogo to już nie dziwi. Ale jeszcze kilkanaście lat temu było nowością.

Jednym z prekursorów organizowania zbiórek przyparafialnych był Janusz Krupa z Józefowa. Urzędnik, społecznik, ojciec piątki dzieci, zbiórki krwi przy parafii Matki Bożej Częstochowskiej organizuje od 21 listopada 1999 r. – Datę pamiętam doskonale, bo to moje imieniny – śmieje się. – Zbliżał się rok jubileuszowy, zastanawiałem się, jak w naszej parafii godnie uczcić milenium. Chciałem dać parafianom możliwość, by pokazali, że miłować można nie tylko językiem, ale i czynem. Ówczesny proboszcz chętnie się zgodził i tak się zaczęło.

« 1 2 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji