Nowy numer 42/2018 Archiwum

Wystarczy tylko spojrzenie

Ojciec Jean-Philippe Chauveau od lat pomaga wychodzić na prostą przestępcom, narkomanom i prostytutkom. Doskonale rozumie ich świat, sam był kiedyś jego częścią.

Kapelan aresztu w Nanterre, organizator tzw. Śród Serca w parafii św. Cecylii w Boulogne. Założyciel Stowarzyszenia „Nadzieja św. Jana”, prowadzącego domy dla uzależnionych, twórca Stowarzyszenia „Magdalena” pomagającego osobom prostytuującym się. Długo jeszcze można wymieniać inicjatywy francuskiego kapłana, który poświęcił życie ludziom z marginesu. W swojej autobiografii o. Jean-Philippe wzorem Matki Teresy z Kalkuty podkreśla, że najsłabsi w pierwszej kolejności nie potrzebują pomocy społecznej ani wsparcia psychologicznego. Pragną przede wszystkim miłości i przyjaźni, relacji z drugim człowiekiem. „Krzyczą o tym swoim cichym wołaniem, które zakłóca mój spokojny sen” – pisze duchowny.

Pochodzący z La Garenne-Colombes duszpasterz dobrze rozpoznaje potrzeby swoich podopiecznych. Wychowywany w patologicznej rodzinie, podobnie jak oni długo czuł się samotny i odrzucony. Dopiero kiedy spotkał na swojej drodze prawdziwych chrześcijan, jego życie uległo diametralnej zmianie. Bóg go uzdrowił, a blizny i rany stały się dla niego paliwem do głoszenia Dobrej Nowiny. „Moja historia jest dowodem na to, że nic nigdy nie jest stracone na zawsze. Zbawienie jest zawsze możliwe. Człowiek nie jest skazany z powodu utartych kolein swojego dzieciństwa na podążanie nieuniknionym torem prowadzącym go ku przepaści” – pisze o. Jean-Philippe.

Rany dzieciństwa

Urodził się w 1950 r. w niespełna 30-tysięcznej miejscowości położonej na przedmieściach Paryża. Wzrastał w oparach alkoholu i dymu papierosowego. Tylko tyle byli mu w stanie zaoferować rodzice, którzy zupełnie nie interesowali się losem syna. Duchowny wspomina, że płakał z samotności, a kiedy próbował przytulić się do matki, był zawsze brutalnie odtrącany.

Z powodu problemów w małżeństwie rodziców Philippe od 5. roku życia nie mieszkał razem z nimi. Wraz z trojgiem rodzeństwa był nieustannie przenoszony z internatu do internatu. Żadnego z nich nie wspomina dobrze – nawet w tych prowadzonych przez siostry zakonne spotykał się z przemocą werbalną i brakiem zrozumienia. W tamtym czasie był przymuszany do regularnych spowiedzi, podczas których dla świętego spokoju zmyślał grzechy. Prawdziwych nie potrafił rozpoznać, nikt go tego nie nauczył.

Po rozwodzie ojciec wziął dzieci do siebie. Nie przestawał ich bić, zaczął molestować seksualnie córkę. Przeżywający rodzinne piekło Phillippe szukał przyjaciół poza domem. Wydawało mu się, że znalazł bratnią duszę w miłym robotniku, którego poznał w okolicy torów kolejowych. Szybko okazało się jednak, że mężczyzna nie miał wobec niego dobrych zamiarów. Korzystając z okazji, że znajdowali się sam na sam, zgwałcił nieświadomego swojej seksualności dwunastolatka. Zraniony Philippe zaczął uciekać z domu i kraść. Szybko trafił do poprawczaka.

Upośledzony sercem

W ciągu dnia pracował jako cukiernik, wieczorami szukał przygód na dyskotekach. Nie miał w życiu innych celów. Co może wyrosnąć z takiego chłopaka: złodziej, ćpun, alkoholik? Philippe mógł skończyć tak, jak wielu rówieśników, którzy uzależniali się od substancji psychoaktywnych, tracili panowanie nad sobą i trafiali za kratki. Miał jednak szczęście, podczas pracy w zakładach Peugeota poznał Fernanda. „To pierwszy prawdziwy chrześcijanin, jakiego spotkałem. Wiedział, że byłem biedny i że spałem na ziemi” – pisze o nim o. Jean-Philippe. Przyjaciel przyszłego duchownego podarował mu materac, zapraszał na obiady, a podczas coraz dłuższych rozmów odwodził go od sięgania po narkotyki i alkohol. Od czasu do czasu wspominał także o Jezusie, ale dwudziestolatek z bagażem trudnych doświadczeń nie chciał o Nim słyszeć. O Kościele miał jak najgorsze zdanie, pamiętał siostry zakonne, które nie okazały mu choćby odrobiny miłości. Widział jednak, że dzięki wierze z twarzy Fernanda nie znika uśmiech. Może jednak coś w tym jest?

W wojsku wszyscy pili i chodzili na dziewczyny, on niespodziewanie zaczął się modlić. Po zakończeniu służby trafił na rekolekcje Ognisk Miłości w Châteauneuf-de-Galaure, to tam odbył pierwszą od wielu lat spowiedź. Wkrótce dołączył do ekipy wolontariuszy, która wraz z członkami wspólnoty opiekowała się upośledzonymi umysłowo w domu w Clamart. „Osoby upośledzone odsłoniły przede mną samego siebie. Otwarły mnie na rzeczywistość trudną do zaakceptowania: upośledzony to ja. Upośledzony sercem. Nie potrafiłem kochać, bałem się miłości” – pisze kapłan.

Kocham Jezusa

Jedno z nielicznych miłych wspomnień z dzieciństwa: kapelan szkoły z uśmiechem na ustach jedzie na polowanie. Może gdyby został księdzem mógłby robić to samo? Refleksja dziewięciolatka w dorosłym życiu przekształciła się w coś poważniejszego: „To tak jakby Jezus mówił mi wtedy: »To na biednych i zranionych przez życie będziesz polował w moim imieniu i na moją chwałę«” – pisze o. Jean-Philippe.

Był już po dwudziestce, miał dziewczynę, zastanawiał się nad ślubem. Myśl o kapłaństwie nie dawała mu jednak spokoju. Postanowił porozmawiać o tym z o. Marie-Dominique Philip­pe’em. Dominikanin zachęcił go do rozeznania powołania we Fryburgu. Philippe zgodził się, postanowił rozpocząć studia w grupie kilku chłopaków, których o. Marie zdążył już ściągnąć na miejsce. Ostatnie spotkanie z narzeczoną było dla niego bardzo trudne: „Rozstaliśmy się na dworcu, płacząc. Zdołałem jedynie wybełkotać: »Kocham cię, Marie-Françoise, ale jeszcze bardziej kocham Jezusa«” – wspomina.

Z jednej strony wciągające wykłady i rzucająca światło na życie modlitwa, z drugiej walka z tzw. pokusą walizki i chęcią powrotu do ukochanej. Nie było łatwo, ale Philippe wytrwał aż do 1978 r., w którym zawiązała się Wspólnota św. Jana. W Lérins przywdział prosty, dżinsowy habit, przyjął także szkaplerz. Wyświęcony na księdza, cztery lata później odprawiał jedną ze swoich pierwszych Mszy św. Dopiero po przekroczeniu drzwi Karmelu apostolskiego w Nantes zorientował się, że mieszkał tam jako dziecko. Historia zatoczyła koło. „Siostry – powiedziałem wspólnocie – to nie wasza wina, ale nie mam zbyt dobrych wspomnień z tego miejsca. Dzięki Bogu teraźniejsze wspomnienia przesłaniają te starsze” – pisze zakonnik.

Przywracanie godności

Młody Philippe nawet nie przypuszczał, że skończy kiedyś filozofię i teologię. Na kartach książki duchowny wielokrotnie podkreśla, że chrześcijanie, których spotkał na swojej drodze, patrzyli na niego jak na zasługującą na miłość istotę. Sam postanowił traktować w ten sposób wszystkich ludzi wypchniętych za margines.

Kamper „Magdaleny” z napisem „Popatrzyła na mnie jak na osobę” (tymi słowami Bernadetta Soubirous relacjonowała objawienia Maryi w Lourdes) przemierza Lasek Buloński, zabierając po drodze kobiety wykonujące najstarszy zawód świata. Wśród nich zdarzają się także transwestyci i homoseksualiści. Ojciec Jean-Philippe nie moralizuje, prowadzi życzliwe rozmowy, cierpliwie czekając, aż jego goście sami wyrzucą z siebie to, co ich boli. Prędzej czy później większość przyznaje, że chciałaby skończyć z prostytucją, zdarzają się także nawrócenia. A to wszystko dzięki temu, że w życiu tych cierpiących ludzi pojawił się ktoś, kto spojrzał na nich z miłością.•

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji