Nowy numer 33/2018 Archiwum

Masz to ogarnąć!

Weronika: – Widziałam oczyma wyobraźni, jak idę na jego pogrzeb. Paweł: – „Nie nadajesz się na żadną terapię. Najwyżej możemy cię w psychiatryku przez pół roku faszerować psychotropami” – usłyszałem. W sierpniu biorą ślub. Też nie możecie się nadziwić, do czego zdolna jest miłość?

Paweł: – Jak zawsze wszystko zaczyna się w rodzinie. Gdy byłem mały, tata zaczął coraz częściej wyjeżdżać. W końcu wyjechał na dobre. Mama została z trojgiem dzieci na głowie. To nie jest łatwa sprawa. Zwłaszcza że byliśmy dziećmi wymagającymi: ja grałem na fortepianie, brat na skrzypcach, siostra na gitarze. Problemy miałem już w podstawówce. Uczyłem się świetnie, ale byłem bardzo ruchliwy i słyszałem nieustannie skargi na to, że jestem nadpobudliwy. Do 8. roku życia miałem z ojcem świetną relację. Był dla mnie wszystkim. I nagle zniknął.

Ostro

W gimnazjum wszedłem w narkotyki. Pierwszy raz spróbowałem na wagarach. Alkohol i papierosy były już w podstawówce. Wszedłem w dopalacze. Początkowo niewinnie. Raz na jakiś czas, na imprezkach. Pełna kontrola. Tak mi się wydawało. Wbrew obiegowym poglądom ludzie, którzy ze mną brali, nie byli z rodzin patologicznych. Sami wrażliwi, błyskotliwi młodzi z dobrych inteligenckich domów. Wygrywali olimpiady. Chodziłem do dobrego gimnazjum. W klasie niemal wszyscy pochodzili z rozbitych lub niepełnych rodzin. Nieobecny ojciec, rozwód… Początkowo nie identyfikowałem się z nimi. Tłumaczyłem sobie: „Mam tatę!”. Po pewnym czasie zrozumiałem, że gramy w tej samej lidze.

Zdałem do świetnego liceum. I wtedy zaczęło być ostro. Przez narkotyki miałem pierwsze zatargi z policją. Wiedziałem, że mogę mieć spore kłopoty. Mama była bezradna. Długo nie mogła uwierzyć, że jestem ćpunem. Od chwili, gdy zacząłem być „w ciągu”, wysiadła psychicznie. Sytuacja kompletnie ją przerosła.

Czy nauczyciele reagowali? Nie. Liceum było elitarne, liczyły się tylko stopnie. Żadnych relacji z nauczycielami. Zaliczyłeś? OK. Miałem chwilę przerwy od narkotyków po akcji z policją, ale na maturę z fizyki nie przyszedłem zupełnie trzeźwy. Mimo pogrążania się w nałogu, świetnie zdałem maturę: 100 proc. z matmy (rozszerzonej i podstawy), zdałem rozszerzoną fizykę. Mogłem dowolnie wybierać w ofertach uczelni. Wrocław, Warszawa… Wybrałem Automatykę i Robotykę na politechnice w Gliwicach. Poczułem się totalnie wolny.

Kiedyś po czterech miesiącach ostrego ciągu zaczęliśmy z kumplem (niesamowicie zdolny chłopak) liczyć opakowania po dopalaczach. Nie potrafiliśmy się doliczyć. Takie stosy... Skąd zdobywałem kasę? Zawsze miałem do tego smykałkę. {BODY:BBC} (śmiech){/BODY:BBC} Udzielałem korepetycji, kombinowałem, zacząłem podkradać, tata zaczął przysyłać okrągłe sumy dla syna studenta.

Autodestrukcja

Na terenie parafii wystartowało duszpasterstwo dominikanów. Zachodziłem tam od czasu do czasu. Coś mnie ciągnęło. Zdarzało się, że przychodziłem do jakiegoś dominikanina naćpany, by wywalić z siebie wszystko, wyrzucić wszystkie emocje. Byli cierpliwi. Nikt mnie nie wygonił. Potrafiłem zapukać do o. Andrzeja czy Michała sponiewierany, naćpany, śmierdzący.

Kiedyś, gdy brałem „euforyki” pomieszane z jakimś „speedem”, przez tydzień nie spałem i schudłem aż 15 kilo. Miałem omamy. Widziałem przed sobą… samego siebie.

Pamiętam, jak raz powiedziałem w domu, że idę z psem. Mama czuła, co się święci i rzuciła: „Idę z tobą”. Zbiegłem po schodach, zażyłem, co trzeba, i zanim zjechała windą, byłem naćpany. Miałem atak, przewróciłem się na środku chodnika, a ona stała nade mną bezradna… Niszczyłem siebie, relacje, rodzinę. Totalna autodestrukcja.

Brałem świństwa, które odłączały mózg od reszty ciała. Potrafiłem siąść i zastygnąć na trzy godziny. To nie jest tak jak na filmach, pokazujących, jak to ćpuny cieszą się i żartują. Nie! Siedzisz i nawet nie rozmawiasz. Jedyny temat? Narkotyki. Po pewnym czasie zaczyna się konkretny wyzysk. Jeśli jesteś słabym ogniwem i masz kasę, to masz przechlapane… Narkotyki są w mieście na wyciągnięcie ręki. Daj mi pół godziny i przynoszę ci towar.

W duszpasterstwie akademickim poznałem Weronikę. Początkowo prawie nie rozmawialiśmy, ale mnóstwo do siebie pisaliśmy. Często pisałem „pod wpływem”. Gdy byłem w dołku, pisałem z nią, by się podbudować. Pewnego dnia o. Kruk powiedział: „Będziesz odprowadzał Weronikę do domu, bo nie jest bezpieczne, by sama wracała z centrum na Koszutkę”. Zgodziłem się. Gadaliśmy i gadaliśmy. Budowała się relacja. Zaczęło nam na sobie zależeć. Weronika nie wiedziała, że jestem ćpunem. Zastanawiała się, dlaczego czasem mieliśmy supertydzień, a potem nagle znikałem na dwa tygodnie. Pojawiałem się, pisaliśmy, rozmawialiśmy i ponownie znikałem. Chora sytuacja.

Po jednym z zabójczych ciągów pojechałem na dwa miesiące do ośrodka w Wiśle. Znów spotkałem „elitę” z dobrych domów, dzieci wykładowców akademickich, ludzi zasłużonych dla miasta. Wychodząc, usłyszałem: „Z tego wychodzi jedynie 2 proc. ludzi. Masz farta! Tobie się udało”. Po wyjściu powiedziałem Weronice wszystko. Zrozumiała, dlaczego dotąd znikałem.

Prosto w śmierć

Gdy rezygnujesz z czegokolwiek (nawet z uzależnienia od Facebooka), musisz to czymś zapełnić. Albo w tę lukę wejdzie Zły albo Dobry. Natura nie znosi próżni. Niczym nie zapchałem luki po ćpaniu. Po jakimś czasie wyjechałem w Bieszczady. Był alkohol. Po tygodniu byłem już naćpany. Dopalacze dzień w dzień. Wyniosłem mamie z domu całe złoto. Równia pochyła.

Przełomem był pewien poranek. 17 maja 2015 r. (nawiasem mówiąc imieniny Weroniki) wyszedłem z imprezy o szóstej rano. Coś we mnie pękło. Poczułem, że straciłem coś najważniejszego w życiu. Straciłem tożsamość. Wiedziałem, że jeśli czegoś nie zrobię, pójdę prosto w śmierć. Wybiegłem z imprezy i spity, naćpany pognałem do franciszkanów. Przyjął mnie o. Bartymeusz. Czuł, jak śmierdzę wódą, ale spokojnie wysłuchał moich grzechów. Ta spowiedź dała mi siłę, bym w domu uklęknął i prosił rodziców, by wysłali mnie do ośrodka. Bez niej nie zdobyłbym się na ten gest, bo miałem już w głowie plan, jak sprzedać laptopa, którego dostałem od ojca…

Znalazłem się w ośrodku w Kotlinie Kłodzkiej. Usłyszałem, że absolutnie nie nadaję się na żadną terapię. „Na pół roku do psychiatryka i walić mu cały czas psychotropy”.

Przyjechał po mnie tata. Trafiłem na pełny cykl do ośrodka w Wiśle. To był pobyt pełen pokory. Wiedziałem, że nie jestem silniejszy od nałogu, uznałem swą bezsilność. Dowiedziałem się, że moja koleżanka, która brała to, co ja, wylądowała w psychiatryku. Wyniosła całe mieszkanie. Gdy rodzice wyjechali na tydzień, pozwoliła znajomym wynieść wszystko, byle tylko dali jej narkotyki.

To był czas pokory, rachunku sumienia. Zobaczyłem jak na dłoni zło, które wyrządziłem innym. Czułem, że jestem na dnie. I wtedy przyjechali znajomi z DA. Powiedzieli, że cały czas się za mnie modlą, że im na mnie zależy. Nie miałem pojęcia, że jestem dla nich tak ważny. Odwiedzała mnie też Weronika…

Harówka

Nie chciałem wracać do Katowic. Pojechałem na 4 miesiące do hostelu dla uzależnionych w Kielcach. Solidnie nad sobą pracowałem. To była ciężka harówka. Pracowałem, uczyłem się nawyków, które zabrały mi narkotyki. Ratowała mnie cotygodniowa spowiedź u franciszkanów.

Rozłąka z Weroniką bolała coraz bardziej. Znajomość, fascynacja przerodziły się w miłość. Byliśmy strasznie zakochani, tęskniliśmy za sobą jak szaleni. Pisaliśmy nieustannie. Modliliśmy się ze sobą przez telefon. Zacząłem regularnie czytać Pismo Święte.

Wiedziałem, że Weronika ma prawo powiedzieć: „Nie dam rady. To mnie przerasta”. Czy to jej wina, że pokochała człowieka, który był uzależniony? Po powrocie do Katowic zerwałem absolutnie wszystkie kontakty z dawnym środowiskiem. Pozbyłem się numeru telefonu. Nie odpowiadałem na wiadomości. Angażowałem się mocno w pracę, studia, duszpasterstwo, w służbę, kursy Alpha. Totalnie zmieniła mi się hierarchia wartości. Wiedziałem, że nie mogę zamienić nawet jednego słowa z ćpunem. Nie biorę od ponad trzech lat. Skończyłem studia i znalazłem świetną pracę. Zajmuję się robotyką. Nowe życie − to nie jest określenie na wyrost.

Nie przeliczyłam się

WERONIKA: – Zaczęłam się wszystkiego domyślać, gdy Paweł zniknął na trzy miesiące i nagle pojawił się kościele w czasie nieszporów. Myślałam, że emocjonalnie zjadę. {BODY:BBC} (śmiech){/BODY:BBC} Nie powiedział mi jeszcze wtedy prawdy. Wyznał ją dopiero po kilku dniach. Stanęłam przed decyzją, czy chcę, by ten człowiek był częścią mojego życia, czy poradzę sobie z jego historią. Nikt przecież mnie nie nauczył, jak mam budować relacje z człowiekiem uzależnionym, w taki sposób, by być dla niego wsparciem, a nie przeszkodą w zdrowieniu. Czułam, że nie jestem na to wszystko gotowa, ale nie potrafiłam z niego zrezygnować.

Powiedziałam Bogu: „Jeśli mam z powrotem wpuścić do mojego życia Pawła, to nie pozwól, by kiedykolwiek z niego zniknął”. Ratowała mnie relacja z przyjaciółką, która studiuje psychologię i jest naprawdę wierzącą osobą. Towarzyszyła mi we wszystkim od początku.

Co ciekawe, gdy po raz pierwszy pogadałam na duszpasterstwie z Pawłem, postanowiłam, że codziennie będę się za tę relację modliła. Nie wiedziałam, kim jest ten człowiek, ale czułam, że mam się za niego modlić. Powiedziałam: „Panie, Boże, jeśli to ma być ważna relacja, to masz to ogarnąć!”.

Modliłam się każdego dnia. Przez półtora roku jedynie się kumplowaliśmy. Paweł zaczął odprowadzać mnie do domu tylko dlatego, że duszpasterz kazał mu się o mnie zatroszczyć. Chodziliśmy razem na spacery. Przegadaliśmy dłuuugie godziny. Gdy drugi raz Paweł przepadł, a już znałam prawdę, widziałam oczyma wyobraźni, jak idę na jego pogrzeb. Straszny czas. Bardzo cierpiałam. Przeryczałam mnóstwo nocy. A z drugiej strony przez cały ten czas modliłam się i wierzyłam, że Bóg jest w stanie z tego wyprowadzić ogromne dobro. I jak widać… nie przeliczyłam się.

4 sierpnia mamy ślub. U dominikanów.•

« 1 »
oceń artykuł
  • Ewa
    15.07.2018 15:53
    Kochani, gratuluje i niech Wam Bog blogoslawi!
    doceń 7
  • Tomaszszcz
    15.07.2018 16:13
    Bóg jest WIELKI ! Gratuluję Wam a szczególnie Pawłowi !
    doceń 5
  • MS
    16.07.2018 15:56
    Wielkie szczęście Weronika i Paweł. Niech Was pan Bóg błogosławi, by nikt nie zniszczył Waszej miłości. Mam ogromną prośbę: pomódlcie się za mnie. Ponad rok temu rozsypała mi się najważniejsza w moim życiu relacja. Tęsknię za nim i bardzo pragnę, żeby wrócił do mojego życia. I Wy, którzy czytacie ten artykuł, a możecie się w tej intencji pomodlić, to bardzooo proszę. Dzięki!
    doceń 3

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji