Nowy numer 33/2018 Archiwum

Zmiana budżetu czy polityki?

Przynajmniej w tej jednej sprawie polska reprezentacja mówi wspólnym głosem.

Komisarz Günther Oettinger (odpowiadający za budżet) twierdzi, że po odejściu tak ważnego płatnika jak Wielka Brytania wydatki Unii Europejskiej nie mogą pozostać bez zmian, chce więc zmniejszyć nakłady na rolnictwo i usuwanie różnic gospodarczych (będących – przypominać nigdy dosyć – rezultatem sowieckiej okupacji Europy Środkowej).

Logika ekonomiczna tego stanowiska jest pozorna. Skoro na wydatki brakuje – przede wszystkim nie należy lekkomyślnie podejmować nowych. A przy ograniczaniu dotychczasowych trzeba się liczyć z ich wagą społeczną, a przede wszystkim z prawami nabytymi. Polscy rolnicy nie korzystają z europejskiej łaski. Mają jedynie częściowe wyrównanie publicznego wsparcia dla rolnictwa Niemiec, Francji i innych krajów zachodnioeuropejskich, a jego zachowanie to kwestia tyleż praw nabytych, co uczciwej konkurencji. Rola, jaką polska wieś odegrała w zablokowaniu ekspansji komunizmu, to prawdziwe źródło dzisiejszego bezpieczeństwa, więc również dobrobytu Unii. Po zakończeniu zimnej wojny państwa zachodnioeuropejskie mogły przekierować setki miliardów euro na rozwój i świadczenia społeczne. A mówiąc o polskiej wsi, trzeba zawsze pamiętać również o wadze polskiego rynku, na który w ciągu ostatnich kilkunastu lat Europa Zachodnia parokrotnie zwiększyła eksport. Te sprzedawane u nas towary to dochody zachodnioeuropejskich przedsiębiorstw, miejsca pracy, pensje ich pracowników oraz przychody budżetowe ich państw.

Są wydatki, których nie można zmniejszać, należy natomiast bardzo ostrożnie uruchamiać nowe. A w ogóle nie należy wydawać pieniędzy na cele służące jedynie władzy, nie społeczeństwom. Mimo spadku przychodów Unia Europejska chce przeznaczyć 13 mld euro na cele zbrojeniowe. Gdyby naprawdę chodziło o bezpieczeństwo, wiceprzewodnicząca Mogherini zaapelowałaby do państw Unii sprzymierzonych w NATO o ścisłe wywiązywanie się z wymogu wydawania pięćdziesiątej części dochodu narodowego na obronę. Jeśli mamy się wspólnie chronić, każde z naszych państw musi się troszczyć o własne zdolności obronne. W ten sposób, bez zwiększania unijnych wydatków, można radykalnie zwiększyć bezpieczeństwo Europy. I taka „wspólna polityka obronna”, wyrażająca się w politycznej solidarności państw europejskich wewnątrz Przymierza Atlantyckiego, byłaby naprawdę potrzebna. Dziś jednak to finansowe zobowiązanie wypełniają tylko Polska, Wielka Brytania (tradycyjnie prowadząca politykę czynnej, nie tylko politycznej solidarności z USA), Estonia (najbardziej zagrożony przez Rosję kraj NATO) i Grecja (pamiętająca ciągle wojnę z Turcją sprzed czterdziestu paru lat). Być może wkrótce do tych państw dołączą kolejne kraje Europy Środkowej – Litwa, Łotwa i Rumunia. Ale nie ma wśród nich Niemiec, ojczyzny komisarza Oettingera, które wspólnie z Rosją budują nowy gazociąg bałtycki, ułatwiający Rosji agresywną politykę energetyczną we wschodniej i środkowej Europie.

Komisja Europejska zapowiada też zwiększenie wydatków na ochronę granic (chociaż czasami nazywa je – o wiele właściwiej – nakładami na imigrację). Ośmiokrotnie ma wzrosnąć zatrudnienie w Europejskiej Agencji Straży Granicznej. Ale przecież gdyby Unia chciała bronić swych zewnętrznych granic przed nielegalną imigracją, wspierałaby państwa, które to naprawdę robią, jak Węgry. Wsparcie polityczne w ogóle nic nie kosztuje, tymczasem właśnie Węgry, za zbyt energiczną ochronę granic, są przez obecne władze Unii atakowane. Warto więc się zastanowić, na co mają pójść te pieniądze: na ochronę granic czy na ich demontaż, na wymuszanie bezczynności wobec nielegalnej imigracji?

Żeby znaleźć pieniądze na te imperialne plany, trzeba znaleźć przekonujące społecznie argumenty. Komisarz Oettinger do Brexitu dorzucił „ochronę praworządności”. Skoro o tym mówi, zacząć powinien od siebie. Praworządność to działanie władzy w granicach zakreślonych przez prawo. A na jakiej podstawie Komisja chce państwom wystawiać polityczne cenzurki i dawać za nie finansowe kary lub nagrody? Bieżącą kontrolą prawa zajmuje się w Unii Trybunał Sprawiedliwości. Naruszenie demokracji mogą zarzucić jakiemuś państwu jedynie te państwa, które zawarły z nim unię, w zasadzie jednomyślnie, a żeby stwierdzić choćby ryzyko odejścia od demokracji – większością wyrażoną przez dwadzieścia dwa rządy na Radzie Europejskiej. Czas byłby więc wobec Komisji uruchomić „procedurę praworządności”. Unii Europejskiej wyszłoby to z pewnością na zdrowie. Tymczasem proces budżetowy trwa i – o czym piszę z największą radością – polska reprezentacja, od Zbigniewa Kuźmiuka po Jana Olbrychta, przynajmniej w tej jednej sprawie mówi wspólnym głosem.•

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji