GN 32/2018 Archiwum

Oddychamy truciznami

Co dostaje się do atmosfery, gdy palą się tony odpadów?

Nie od wczoraj wiadomo, że śmieci to złoty biznes. Ale być może złote do kwadratu jest nie segregowanie i likwidowanie naszych śmieci, tylko sprowadzanie tych z zagranicy? Ktoś zapyta: po co sprowadzać do Polski śmieci, które równie dobrze można utylizować na miejscu? No, chyba że nie chodzi o zwykłe śmieci, tylko śmieci toksyczne. Może się okazać, że koszt ich utylizacji jest znacznie większy niż koszt ich przewozu za granicę. W kraju, który nie spełnia żadnych unijnych norm obchodzenia się ze śmieciami, można się ich pozbyć. Na przykład zakopując je albo spalając. Oczywiście to są tylko przypuszczenia, ale coraz częściej pojawiają się one w przekazie medialnym. Może chodzi po prostu o to, by zmniejszyć ilość śmieci, za których recykling trzeba byłoby zapłacić? To niemożliwe, by w ciągu zaledwie kilku miesięcy czysto przypadkowo paliło się ponad 60 wysypisk.

Dym w płucach

Z tych kilkudziesięciu pożarów prawie połowa była bardzo poważna. Sortownie śmieci, magazyny z już posortowanymi śmieciami (np. magazyny wyrzuconych, tapicerowanych mebli), składowiska odpadów, w tym odpadów chemicznie niebezpiecznych. Wszystko idzie z dymem. Sprawą zajmują się policja i służby specjalne. Palone plastik, guma, kleje, chemikalia, lakiery i nie wiadomo co jeszcze – to potężne źródła emisji zabójczych substancji. Gdy dostają się do atmosfery, są przez nas wdychane. Ludzie mieszkający w okolicach palących się składowisk, magazynów i wysypisk mówili, że nigdy nie spotkali się z tak gryzącym dymem i gdyby nie ewakuacje, mogliby się podusić.

Co znajduje się w takim dymie? Cóż, w zasadzie cała tablica Mendelejewa, i to w kompozycji najbardziej szkodliwej. Sama droga, jaką chemikalia dostają się do naszego organizmu, jest wyjątkowo niekorzystna. Przez płuca od razu trafiają do krwi i są rozprowadzane po całym organizmie. – Z takiego pożaru do atmosfery uwalnia się wszystko, co najgorsze i najbardziej niebezpieczne dla zdrowia, chlorowodór, cyjanowodór, fluorowodór, wszelkiego rodzaju metale ciężkie; dioksyny i furany – należące do najbardziej rakotwórczych związków, a także wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne – powiedział prof. Piotr Skubała, ekolog z Uniwersytetu Śląskiego. To, co dostaje się do atmosfery w czasie pożaru wysypiska śmieci, jest znacznie gorsze niż smog, jaki powstaje w wyniku spalania odpadków w piecu.

Zaplanowana nieprzydatność

Odpady najbardziej niebezpieczne oddawane są do składowisk. Powinny podlegać ścisłej kontroli – właśnie dlatego, że są zagrożeniem dla człowieka i całego środowiska naturalnego. Ich spalanie jest jednym ze sposobów utylizacji, ale musi się to odbywać w odpowiednich warunkach. W całym cywilizowanym świecie zajmują się tym spalarnie, w których w bardzo wysokiej temperaturze najbardziej nawet szkodliwe związki są unieszkodliwiane. Przy okazji produkowana jest energia cieplna i/lub elektryczna. W Polsce spalarni jest tak mało, że nie byłyby w stanie zutylizować wszystkich śmieci, jakie powstają. W efekcie te śmieci zalegają na wysypiskach i składowiskach. Czekają na czasy, kiedy spalarni będzie wystarczająco dużo. Jak widać, komuś zależy, żeby część z tych śmieci zlikwidować, zanim zostaną w odpowiedni sposób zutylizowane.

Polska pod względem gospodarki odpadami to prawdziwy Dziki Zachód. Choć niektóre kraje europejskie poddają recyklingowi i utylizacji niemal wszystkie swoje śmieci, w Polsce dotyczy to zaledwie 20 procent. Obróbce termicznej podlega zaledwie 14 proc. naszych odpadów. Reszta jest po prostu wyrzucana i składowana. Samo to jest dla środowiska niekorzystne. W lasach co i rusz można znaleźć dzikie wysypiska, wiele osób śmieci pali w przydomowych piecach. – Współczesne społeczeństwa tworzą cywilizację odpadotwórczą. Kupujemy mnóstwo rzeczy, ale po pół roku zostaje zaledwie 1 proc. z nich. Aż 99 proc. tego, co przechodzi przez system gospodarczy, staje się odpadem. Jako cywilizacja nie robimy wszystkiego, żeby tych odpadów było jak najmniej. Powinniśmy podejmować konkretne kroki: produkować mniej śmieci, ograniczyć ilość niepotrzebnych opakowań, a przede wszystkim zwalczyć zjawisko zaplanowanej nieprzydatności – powiedział prof. Piotr Skubała, ekolog z Uniwersytetu Śląskiego. Czym jest „zaplanowana nieprzydatność”? To zmora nas wszystkich. Producenci wszystkiego, od samochodów, przez sprzęt AGD, po zwykłe drobiazgi, np. żarówki, zmuszają nas, konsumentów, do kupowania w bardzo nieuczciwy sposób. Produkują urządzenia, które mają z góry zaprogramowaną przydatność. Tak projektują swoje produkty, by te zepsuły się nie wtedy, kiedy zużyją się ich podzespoły, ale wtedy, gdy chce tego producent. Ta praktyka powoduje, że produkujemy góry śmieci, których recykling jest dość skomplikowany i drogi. Nie uda się nowoczesnym gospodarkom produkować mniejszych ilości śmieci, jeżeli „zaplanowana nieprzydatność” będzie legalnym sposobem na zwiększenie sprzedaży. Ale to jest już temat na inny artykuł. •

« 1 »
oceń artykuł
  • Mysz
    09.07.2018 09:05
    O zaplanowanej nieprzydatnosci bardzo chętnie poczytam, tym bardziej że tylko medialny szum ma szansę ją ograniczyć.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji