GN 31/2020 Archiwum

Prywatność głupstw

Co oznaczają nieprawidłowości? To, że trzeba wrócić do prawidłowości.

W okolicy Wielkanocy wielką popularność w sieci zdobył filmik przedstawiający przelot konsekrowanej Hostii podwieszonej do drona. Co to miało symbolizować – nie bardzo wiadomo, wiadomo za to, że pomysł ten wygrał w rankingu tegorocznych dziwactw wielkanocnych. Nie miały z nim szans ani figura zmartwychwstałego Jezusa, wyskakująca z grobu jak zabawka na sprężynie, ani płyta zasłaniająca krucyfiks w ołtarzu po odpaleniu petardy. Ale i w okresie zwykłym zdarzają się przedziwne rzeczy, a ponieważ teraz wszystko się filmuje, ludzkość ma się czym ekscytować.

W takich razach w internecie odzywają się chóry oburzonych, drących szaty nad obecną liturgią Kościoła, która ich zdaniem jest tego przyczyną.

E tam. Przyczyną takich rzeczy jest odwieczna ludzka skłonność do dziwaczenia.

Pewnie, że w Kościele nie powinny się zdarzać głupie rzeczy – ale się zdarzają. Tak samo na drogach nie powinny zdarzać się wypadki – a też się zdarzają. I tam, i tu najczęstszą przyczyną jest niezachowanie przepisów. Tu tkwi istota rzeczy: amatorzy okołokościelnych głupstw łamią zasady, które OBOWIĄZUJĄ. Bo wszystko jest ustalone. Dokładnie wiadomo, jak należy traktować Najświętszy Sakrament – zawsze z najwyższym szacunkiem, a nigdy jako gadżet w czyimś teatrzyku.

Za łamanie prawa odpowiadają ci, którzy je łamią, a nie ci, co je stworzyli. Zasady są po to, żeby nie było głupstw, ale zawsze znajdą się mądrzejsi, którzy po te głupstwa sięgną. Bo, cytując wojaka Szwejka, „nie wolno, ale można”. Nie wolno robić cyrku z kościoła, ale można, nie wolno traktować rzeczy świętych jak zabawki – ale można.

Na szczęście te rzeczy wcale nie są tak częste, jak się wydaje. Jeśli wrażenie jest przeciwne, to z powodu powszechnego dostępu do natychmiastowej informacji. Gdziekolwiek na świecie wydarzy się coś osobliwego, durnego, a zwłaszcza skandalicznego i bluźnierczego, natychmiast wszyscy o tym wiedzą. Gdy nasi pradziadkowie dowiadywali się po godzinie o tym, co stało się na drugim końcu wsi, my szybciej dowiadujemy się o lokalnej sensacji zaistniałej na drugiej półkuli. I wydaje się, że sprawców zła jest dziś więcej – od dręczycieli wiewiórek po pedofilów. No i że także w Kościele jest więcej przegięć niż kiedyś, przy czym z rozpędu za przegięcia bierze się także to, co nimi nie jest. Jeśli na przykład Kościół daje wybór co do sposobu przyjmowania Komunii św. – na stojąco lub na klęcząco, do ust lub na rękę – to każda z tych form jest godna i dobra. Kiedyś o tym pisałem. Otrzymałem potem sporo listów pełnych oburzenia, popartego przykładami liturgicznych nieprawidłowości. Ale to były nieprawidłowości właśnie. Trzeba być posłusznym Kościołowi – a będzie prawidłowo.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także