Nowy numer 08/2020 Archiwum

Jan Paweł II o miłości do ojczyzny

100-lecie niepodległości Polski skłania do refleksji o patriotyzmie. Wybór Karola Wojtyły na stolicę Piotrową był potężnym przełomem w myśleniu o ojczyźnie.

Dwa tygodnie po śmierci Jana Pawła II, a 3 dni przed wyborem Benedykta XVI, Joseph Ra- tzinger ułożył modlitewną Litanię do Jana Pawła II. Wśród wielu wezwań pojawiło się również i takie: „Nauczycielu patriotyzmu, módl się za nami”. W ustach niemieckiego kardynała wobec polskiego papieża wezwanie to brzmi wyjątkowo. Oto wielki Niemiec składa hołd wielkiemu Polakowi w jakże dla obu narodów delikatnej przestrzeni i w jak wielkiej sprawie.

Ojczyzna jest dziedzictwem

Czego Jan Paweł II chce nas nauczyć na temat istoty tego, co patriotyczne i tego, co obywatelskie oraz na temat ich wzajemnej relacji?

Papież Polak nie rozróżnia wyraźnie patriotyzmu i obywatelskości. Zasadniczy nurt jego myślenia i nauczania idzie w stronę pogłębienia rozumienia i opisu patriotyzmu, z którego wynika m.in. obywatelski etos. W poemacie „Myśląc Ojczyzna…” tłumaczy fundamentalne treści swojej teologii patriotyzmu/obywatelskości, ojczyzny i narodu, ich historii i kultury. W skrócie przedstawiają się one tak:

Ojczyzna jest dziedzictwem, zasobem dóbr (wartości duchowych i materialnych, kultury i ziemi) otrzymanych „po ojcach”. Najgłębsze elementy teologicznej wizji ojczyzny zawiera w sobie nauczanie Chrystusa, które „otwiera pojęcie ojczyzny w kierunku eschatologii i wieczności, ale bynajmniej nie odbiera niczego jego treści doczesnej”. Patriotyzm jest „ojczyzny umiłowaniem”, postawą wewnętrzną (pietas) i cnotą moralną, wchodzącą w zakres IV przykazania Dekalogu. Zarówno ojczyzna, jak i naród mają swoje teologiczne zakorzenienie i egzystencjalne odniesienie w tajemnicy stworzenia i – podobnie jak rodzina – są społecznościami „naturalnymi” (natura człowieka ma charakter społeczny; naród to „nie owoc zwyczajnej umowy”) i „pozostają rzeczywistościami nie do zastąpienia”. Co więcej: „Nie można (…) zastąpić narodu państwem”, „tym bardziej nie można zamienić narodu na tak zwane społeczeństwo demokratyczne”. Również tu sięga papież po chrystologię: „Tajemnica wcielenia, fundament Kościoła, należy do teologii narodu” i nadaje jej właściwe uzasadnienie i niezbywalność, ukierunkowanie i głębię.

Apelując o „»jagielloński« wymiar polskości” papież pisze, że „polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie”. A zarazem broni atakowanego współcześnie dążenia do zachowania i rozwijania „tożsamości narodu” przed rozpłynięciem się w strukturach ponadnarodowych i kosmopolitycznych. Pyta: „Czy XX stulecie nie świadczy o rozpowszechnionym dążeniu ku strukturom ponadnarodowym albo też w kierunku kosmopolityzmu? A to dążenie czy nie świadczy również o tym, że małe narody powinny dać się ogarnąć większym tworom politycznym, ażeby przetrwać? Te pytania są uprawnione”. Uprawnione, lecz papież odpowiada na nie wyraźnie negatywnie: nie, „rodzina, naród i ojczyzna pozostają rzeczywistościami nie do zastąpienia”. To kluczowy moment jego nauczania w tej dziedzinie.

Broni patriotyzmu przed nacjonalizmem i kosmopolityzmem poprzez kategorię kultury. W przemówieniu w siedzibie UNESCO brzmiało to tak: „Naród jest tą wielką wspólnotą ludzi, którą łączą różne spoiwa, ale nade wszystko właśnie kultura. Naród istnieje »z kultury« i »dla kultury«. (…) Istnieje podstawowa suwerenność społeczeństwa, która wyraża się w kulturze narodu. Jest to zarazem suwerenność, przez którą równocześnie najbardziej suwerenny jest człowiek”. O swoim doświadczeniu papieskiej posługi mówi rzecz kapitalną: „z moim doświadczeniem historii ojczyzny, z moim narastającym doświadczeniem wartości narodu nie byłem wcale obcy ludziom, których spotykałem. Wręcz przeciwnie, doświadczenie mojej ojczyzny bardzo mi ułatwiało spotkanie się z ludźmi i narodami na wszystkich kontynentach”.

To szczególnie ważne i istotnie antynacjonalistyczne u Jana Pawła II: naród nie jest dziełem biologii, ale wspólnotą duchową, dziełem kultury.

Patriotyzm, czyli miłość

W świetle refleksji Jana Pawła II, nauczyciela patriotyzmu, polskość to nie nienormalność. Nie wytrzymałby też konfrontacji z tą myślą czekoladowy orzeł.

Zewsząd można usłyszeć, że tzw. nowoczesny patriotyzm to płacenie podatków, kasowanie biletów w komunikacji miejskiej i sprzątanie kup po własnym psie. Na tym ma polegać obywatelskość i patriotyzm razem wzięte, w ten sposób się spłaca dług (nie przez nas zaciągnięty) wobec „tego kraju”. Oczywiście: polska czekolada, płacenie podatków, kasowanie biletów oraz walka ze smogiem są jak najbardziej OK (żeby utrzymać się w tonacji nowoczesnego patriotyzmu), bez cienia wątpliwości. Ale to zdecydowanie za mało. Głównie dlatego – już zupełnie serio – że patriotyzm jest według Jana Pawła II „umiłowaniem tego, co ojczyste”; jest miłością, po prostu, a ta jest wszystkim, ale nie chłodną neutralnością wobec „tego kraju”. Według nauczania wielkich papieży przełomu wieków XX i XXI prawdziwa miłość jest zawsze syntezą agape i erosa, czyli w przybliżeniu: racjonalnej postawy i namiętnego uczucia; i dopiero ich połączenie daje prawdę miłości – miłość prawdziwą. Każdy, kto kiedykolwiek prawdziwie kochał, wie, że tak właśnie jest.

Rzecz jasna: istnieje patriotyzm dnia codziennego i sytuacji niezwyczajnych, miłość ojczyzny czasu pokoju i czasu wojny. I oby tylko ten pierwszy był naszym zadaniem i wszystkich pokoleń po nas. Ale wykorzystanie tej kwestii w pogardzie wobec polskiego rednacka, przeciwko powstańcom i wyklętym jest głęboko chybione, najłagodniej mówiąc. Pomyślmy, aż jak daleko sięga etos patriotycznej ofiary, jak daleko poza polskie, sarmackie granice. Zapytajmy, korzystając z intuicji prof. A. Nowaka i mówiąc Biblią: czy „nierealistyczna” i „nieracjonalna” walka Dawida z Goliatem jest niczym więcej niż „romantyczną bzdurą”? A mówiąc „Iliadą”: czy ciało Hektora wleczone za rydwanem Achillesa, w tumanach pustynnego kurzu, który zdaje się być daleką zapowiedzią kłębów pyłu i dymu wysadzanych kamienic Warszawy przez dywizję Dirlewangera, Hektora, który poległ w beznadziejnej walce z mocniejszym przeciwnikiem w obronie Troi, ojczystego miasta, jest wyłącznie „polskim dziwactwem” czy dziedzictwem tego, co największe, praeuropejskie, praludzkie wręcz? Przecież to wszystko nie ma innego uzasadnienia poza tym jednym: istnieje Bóg na niebie, a ludzki los sięga poza śmierć.

Miłość. Właśnie miłość. Teo-logika tej kwestii, którą buduje Jan Paweł II, ale i całe chrześcijaństwo i jego teologia koncentruje się na trzech tajemnicach – mysteriones. Stworzenia (Bóg chciał nas tu i teraz, i godzi się stworzeniu powiedzieć miłosne „tak” miłości i mądrości Stwórcy, do istoty bycia stworzonym należy wpisanie człowieka we wspólnotę i w prawo do jej współrządzenia; jednostka ludzka nie jest absolutem, a kolektywizm jest kłamstwem: człowiek jest osobą we wspólnocie – Kościoła, narodu, małej ojczyzny), Wcielenia (Polska ma być dla Polaka tym, czym Palestyna dla Jezusa – z zachowaniem wszelkich proporcji, rzecz jasna; to, co uniwersalne może być wyrażone w tym, co konkretne, ba, wyrażone w tym być musi!) i Miłości (ta jest u podłoża Stworzenia i Wcielenia, a tym samym z nich wynika jako powinność moralna człowieka).

Między chorobami kolektywizmu i indywidualizmu jest zdrowie – osoba i ojczyzna, mała ojczyzna, śląski Heimat, rodzina. Tędy wiedzie droga szukana przez Wojtyłę.

Droga biegnie przez chrzest

„Biblia rozpoznaje w narodzie i w przynależności do niego istotne dobro, które Ewangelia zachowuje i oczyszcza” (R.R. Reno). Dokładnie tak uczyli Wojtyła i Wyszyński.

Oskarża się polski Kościół o sojusz z tronem. Kiedy widzę jak Jean-Claude Juncker, przewodniczący Komisji Europejskiej, czci Karola Marksa, zbrodniczego myśliciela odpowiedzialnego za krew i bezbożność milionów, przed ołtarzem bazyliki Konstantyna w Trewirze, jednej z najstarszych bazylik Europy, myślę, że widzę prawdziwie demoniczny sojusz tronu i ołtarza, najnowszą wersję Babilonu.

Trzeba wytrzymać medialny lincz. Ani chrześcijaństwo, ani patriotyzm nie mogą się wystraszyć pohukiwania: że faszyzm, nacjonalizm, populizm. Choć też trzeba słuchać wrogów z pokorą, bo może przez nich mówić Pan, jasne. Ale pokornie nie znaczy potulnie.

Podstawowy wniosek byłby taki: kiedy w chrześcijańskiej, eklezjalnie moderowanej przestrzeni, „wyrażam się i zakorzeniam” w tym, co ojczyste i narodowe, wówczas proces ten (i współtworzące go postawy) służy temu, co ogólnoludzkie, ponadnarodowe, uniwersalne, wieczne. Wzmacnianie (budzenie, rozwijanie, oczyszczanie) patriotyzmu jest najlepszą drogą do wzmacniania (budzenia, rozwijania, oczyszczania) cnót i postaw obywatelskich. Podkreślmy: i jedno i drugie potrzebuje ochrony – patriotyzm przed demonami nacjonalizmów, obywatelskość przed pustką liberalnego państwa.

„Kiedy myślę: Ojczyzna, szukam drogi” – pisze Wojtyła 44 lata temu. Ta droga biegnie przez Chrzest Polski, uczy. I ten sprzed przeszło tysiąca lat i ten, w którym winno się obmyć każde kolejne pokolenie. Chrzest ocali Niepodległą i jej obywateli, on da im przyszłość – Ojczyźnie i Państwu. Chrzest będzie ją i ich stale na nowo zakorzeniał w zbawczych Boskich tajemnicach stworzenia, wcielenia i miłości.

Sto lat temu, wraz z Niepodległą, powstał Katolicki Uniwersytet Lubelski. Ksiądz Radziszewski, zakładając uczelnię, kierował się następującym motywem: trzeba kształcić katolicką inteligencję, ona jest potrzebna Polsce jak tlen, bo inaczej utracimy niepodległość. Bez przywiązania polskiej inteligencji do Chrystusa popadniemy znów w niewolę.

Wybór Karola Wojtyły na stolicę Piotrową 40 lat temu, był potężnym przełomem w myśleniu o Ojczyźnie dla naszych pokoleń. Wydarzenie to odrodziło w nas na skalę masową przekonanie, że „stać nas na niepodległość, że Polska to nie jest coś marnego, tylko coś najwspanialszego”. Że warto być Polakiem, „że to jest ogromne zobowiązanie, którego nieodzowną częścią jest walka o niepodległość i o jej umacnianie” (A. Nowak).

Mówię to jako polski teolog i uczeń Jana Pawła II. Ale mówię to też bardzo osobiście, jako wnuk powstańców śląskich. Obaj moi dziadkowie, Antoni i Teodor, walczyli o polskość Górnego Śląska. To byli wówczas nastolatkowie; wiele lat później zdążyli mi przekazać, że polszczyzna, Jasna Góra i Kraków są godne miłości. I naszej krwi. I mówię to też jako ksiądz, który z brewiarza, oficjalnej modlitwy mojego Kościoła, odmawia wezwanie, które brzmi: „Boże, naucz nas prawdziwej i czynnej miłości do naszego narodu i wszystkich ludzi bez wyjątku; obdarz wszystkie narody pomyślnością i pokojem”. Oto patriotyzm w stanie czystym – jest wprost proporcjonalny do miłości wobec innych/innego, nie odwrotnie. Nie musi się kurczyć, żeby rosła uniwersalność. Wręcz odwrotnie.•

Fragmenty wykładu na konferencji w ramach projektu „Polonia Restituta. Dekalog dla Polski w 100-lecie odzyskania niepodległości” na Wydziale Teologicznym UŚ, 14 maja 2018 r.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Polecamy

  • K
    27.06.2018 13:04
    Trzeba odróżnić nauczanie JP2, kościelnych hierarchów oraz gremiów, kiedy mówią jako prywatni teologowie, od odwiecznego nauczania Kościoła.

    Niestety na SW2 zastąpiono teocentryczną doktrynę Kościoła antropocentryczną. Gaudium et spes, jeden z kluczowych dokumentów soborowych, ujmuje to tak: "człowiek będąc jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego, nie może odnaleźć się w pełnie inaczej, jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego".

    Kościół jednak naucza, że Pan Bóg stworzył człowieka, żeby Go wielbił i służył Mu, a przez to otrzymał zbawienie. I to nie człowiek robi "dar z siebie", ale to Pan Bóg Wszechmogący daje łaskę człowiekowi, żeby mógł Mu służyć - czyli jest to teocentryczne, a nie antropocentryczne podejście Kościoła.

    JP2 szedł tą linią.
    doceń 0
  • K
    27.06.2018 13:15
    PS, JP2 szedł oczywiście niestety linią Gaudium et spes, którego był współautorem.
    doceń 0
  • KLIO
    27.06.2018 20:45
    Z całym szacunkiem dla ks. J. Szymika, którego cenię i lubię, ale ta powielana wszędzie zbitka "100-lecie niepodległości" jest nieuprawnionym, wprowadzającym w błąd, strasznym skrótem myślowym. Czyni on rzecz niedopuszczalną, czyli pomija II wojnę światową. Polska po odzyskaniu niepodległości trwała dokładnie 7 599 dni (czas II RP) - potem wybuchła wojna i Polska przestała istnieć, najpierw w ogóle (okupacja niemiecka), a potem jako niepodległy byt polityczno-państwowy (okupacja sowiecka). Trwało to dokładnie 50 lat, pół wieku - więc jak tu mówić/pisać/ o 100-leciu niepodległości?!
    doceń 0
  • Syrba
    28.10.2018 20:07
    Nie obchodzimy 100-lecia niepodległości, tylko setną rocznicę odzyskania niepodległości... faktycznie takie wydarzenie jak odzyskanie niepodległości miało miejsce 100 lat temu
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama