Nowy numer 38/2018 Archiwum

Zapomnij o pomarańczach

Donata miała 17 lat. Przypadkowo poznany chłopak zaproponował jej wyjazd na plantację pomarańczy do Hiszpanii. Gdy już była na miejscu, usłyszała: od teraz będziesz prostytutką.

Została sprzedana. „Płakałam, nie zgadzałam się. Bunty nie pomogły. Bili mnie, przywiązywali do łóżka, gwałcili – aż do dnia, kiedy policja zrobiła nalot na ten burdel. Znaleźli moje fałszywe dokumenty. Zabrali mnie. Bałam się zeznawać przeciw temu człowiekowi. Przechodzi ludzkie pojęcie, jaką krzywdę jest w stanie wyrządzić”.

Historię Donaty i wiele innych podobnych przytacza na swojej stronie internetowej Sieć Bakhita ds. Przeciwdziałania i Pomocy Ofiarom Współczesnych Form Niewolnictwa. To istniejąca od 2011 r. inicjatywa sióstr z różnych zgromadzeń zawiązana w celu zapobiegania handlowi ludźmi i pomocy osobom pokrzywdzonym w wyniku tego procederu. Za patronkę siostry obrały św. Józefinę Bakhitę, byłą sudańską niewolnicę, późniejszą kanosjankę, która przeszła przez wiele życiowych cierpień i dramatów. Obecnie w Sieci Bakhita zaangażowane są siostry z 19 zgromadzeń. Działają w ramach Komisji Dzieł Charytatywnych przy Konferencji Wyższych Przełożonych Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych. Pomagają im również osoby świeckie.

Po godzinach

– Handel ludźmi przybrał na sile. A Ojciec Święty Franciszek uwrażliwia na ten dramat – mówi s. Stella, dyrektor Domu Pomocy Społecznej w Pruszkowie prowadzonego przez benedyktynki samarytanki od Krzyża Świętego. Ośrodek jest miejscem opieki nad niepełnosprawnymi, lecz schronienie znajdują w nim też osoby doświadczone dramatami życiowymi. – Mieliśmy rodzinę uchodźców z Republiki Środkowoafrykańskiej. Stracili bliskich w rebelii. Najpierw do Polski przedostał się mężczyzna. Przeżył załamanie, bo inni namawiali go, aby porzucił żonę, która uciekła do Kamerunu. Mówiliśmy mu, że jeśli zostawi ją na obczyźnie, to ona łatwo będzie mogła stać się ofiarą wykorzystania lub handlu ludźmi. Na szczęście udało się ich ocalić, dziś są razem. Miałyśmy też dziewczynę, Cygankę, ofiarę handlu ludźmi. Mieszkała tu z dzieckiem przez pół roku. Pomagałyśmy jej, aby uwierzyła, że życie jeszcze się uda – opowiada s. Stella.

W ośrodku schronienie znalazła zimą muzułmańska rodzina z Krymu. – To byli Tatarzy, potrzebowali dachu nad głową, pomocy… Wzięłam ich, bo nie mieli się gdzie podziać... Zgłosiła się też pewna kobieta z ulicy. – Wszystko już było gotowe na jej przyjęcie. Ale zrezygnowała. Nic na siłę. To jeszcze nie był ten moment w jej życiu… – zamyśla się siostra.

Siostra Stella w Bakhitę angażuje się po godzinach. Na co dzień zajmuje się ośrodkiem. Opiekę znajdują tu osoby o różnym stopniu niepełnosprawności. – Te osoby mają swój świat duchowy, który jest dla nas tajemnicą. Często nas zaskakują. Obserwuję je w kaplicy. Wiele z nich nie umie mówić, jednak emocjami i mimiką twarzy wyrażają spotkanie Bogiem. Bóg do każdego dociera, z każdym ma swoje życie i tajemnice… – mówi s. Stella.

Na dworcu

Siostry Edyta i Goretti należą do Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej we Wrocławiu. Tu zaczynały swoją misję dworcową – wychodzą do osób bezdomnych, w sytuacji kryzysowej. – Na początku prowadziłyśmy dom dla kobiet z dziećmi - mówią. - Nie czekałyśmy, aż się same zgłoszą, ale szłyśmy na dworzec, bo tam przebywały. Skoro są na dworcu, to znaczy, że potrzebują pomocy. Pan Bóg posyła nas do wszystkich.

Pomogły między innymi kilku kobietom wyjść z prostytucji. – Kobieta w kryzysie jest zawsze łatwym łupem, łatwo ją wykorzystać. Naszym celem jest zapobiegać takim sytuacjom, aby kobieta nie wplątała się w coś niebezpiecznego. Bo jeśli nie ma co jeść, nie ma w co się ubrać, to znajdą się tacy, którzy jej to dadzą, ale wykorzystując ją – mówi s. Edyta. – Zawsze myślę, kto w sytuacji kryzysowej będzie pierwszy: czy my z pomocą bezinteresowną, czy sutener?

Siostry zwracają uwagę, że głównym problemem kobiet, którym niosą pomoc, jest zawsze brak rodziny. – To pokutuje przez całe ich życie. Nikt tego nie nadrobi, to jak kalectwo emocjonalne. Nasze dziewczęta i kobiety mają od 18 do 35 lat. Średnia ich wieku w ośrodku to 25 lat. Są jak biedne, poranione dzieci, które szukają pomocy. A gdy jakiś mężczyzna się nimi zainteresuje, to rozum odmawia posłuszeństwa i wpadają w pułapkę – mówi siostra.

W ośrodku prowadzonym przez siostry kobiety przebywają od pół roku do roku. – Ich głód emocjonalny jest wielki – przyznają. – Ale dziewczyny się też przemieniają, doświadczają tu miłości. Coś zmienia się w ich życiu. Ale to tylko i wyłącznie działanie Boże – zastrzegają siostry.

Boli, bo wiem

– Handlarze? To się zdarza. Przy ośrodkach jak nasz czy przy domach dziecka. Kilkaset metrów dalej… – mówi s. Leo- arda (Zgromadzenie Sióstr Opatrzności Bożej) z Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii w Przemyślu. – Gdy dziewczynki oddalą się od ośrodka, to zaraz znajdą kogoś, kto im da papierosa, gdzieś podwiezie, zaoferuje mieszkanie, no i się zaczyna. Dziewczynki bywają naiwne, łatwowierne, pójdą z pierwszym lepszym chłopakiem. My mamy taki ośrodek, że dziewczyny samodzielnie nie wyjdą do miasta, bo teren jest zamknięty – podkreśla siostra. Ale dramatyczne sytuacje dokonują się na zewnątrz. – Dwie dziewczyny, które jechały z domu dziecka do nas, zamiast wsiąść do autobusu, złapały stopa, no i zostały wywiezione. Dopiero po pół roku jedną z nich odnaleziono w Niemczech – mówi siostra. W ośrodku działają profilaktycznie. Ich podopiecznymi są dziewczęta w wieku od 14 do 18 lat. – Są u nas tzw. trudne dziewczęta, które inaczej trafiłyby do poprawczaka. Szukają lepszego życia w galeriach, bo rodziny są dysfunkcyjne, nie utrzymują ich.

W ośrodku prowadzonym przez siostry pomoc znajduje 45 dziewcząt. – Są tu przede wszystkim, aby ukończyć naukę. Umieją po naszej szkole ocenić dobro i zło, idą dalej do szkół, mamy pierwsze maturzystki. To ta dobra strona. Ale są sytuacje, że dziecko wraca do swego otoczenia, rodzina dalej nie pomaga, no i dziecko leci na dno – zauważa siostra.

Siostry prowadzą wśród dziewcząt szkolenia przestrzegające przed handlem ludźmi i wykorzystywaniem. – Te szkolenia są bolesne, bo uczestniczki przyznają, że takie życie prowadziły. Teraz są bardziej uświadomione, ale niektóre uważają, że życie zmusza je do tego, by nie rezygnować z takich okazji. Jednak większość dziękuje, że już nie są tak łatwowierne. I dobrze wchodzą w nasz projekt.

Co miesiąc o 3 w nocy z piątku na sobotę siostry wraz z dziewczętami wstają, aby wspólnie odmawiać koronkę. Sieć Bakhita organizuje również czuwania „Zamień noc w moc miłosierdzia”. – Dziewczęta czują ten ciężar, bo spora część z nich była wykorzystana. Niektóre boją się wracać do swoich środowisk. Teraz mają większą wiedzę o zagrożeniach – podkreśla siostra. •

Więcej informacji o sieci Bakhita, programach pomocowych na: www.siecbakhita.com

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji