Nowy numer 42/2018 Archiwum

Ukąszenie

Błąd marksizmu nie „wyszedł na jaw” dopiero wraz z budową gułagów. Błąd tkwi w samej istocie teorii Karola Marksa.

Moda na Marksa i marksizm wcale nie wraca na europejskie salony. Ona jest tam obecna od zawsze. Szczególnie widoczne to było w czasie niedawnej celebracji urodzin Karola Marksa. To zamiłowanie do skompromitowanej ideologii wiele mówi o intelektualnej i duchowej kondycji Starego Kontynentu.

Od teorii do gułagu

W 200. rocznicę urodzin Karola Marksa w bazylice Konstantyna w Trewirze przemowę na cześć jubilata wygłosił szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. Już sam fakt, że jeden z czołowych przedstawicieli unijnych elit uznał za właściwe, by poświęcić czas na celebrację tej rocznicy, jest wymowny. Z ust Junckera usłyszeliśmy m.in., że nazwisko Marksa jest dziś symbolem „rzeczy, za które nie odpowiada i którym nie zawinił”. Twierdził też, że wiele sformułowań Marksa zostało przeinaczonych, choć przyznał, że… „rozumie zastrzeżenia wobec niego”. Przemawiająca na cześć Marksa – na tle ołtarza i krzyża w jednej z najstarszych europejskich świątyń – twarz instytucji, która przeżywa największy od dekad kryzys tożsamościowy, to obrazek, który stanie się symbolem rozsypującej się stopniowo Unii Europejskiej. Jeśli bowiem to teorie Karola Marksa, które dały podwaliny pod najbardziej – obok niemieckiego nazizmu – zbrodniczą ideologię i ustrój państwowy, mają być punktem odniesienia w projekcie integracji, to pytanie o to, w jakim kierunku zmierza Europa, jest retoryczne.

W tym kontekście jeszcze mniej zrozumiałe są słowa kard. Reinharda Marxa, który przyznał, że w teoriach swojego „imiennika” widzi „ważną korektę systemu kapitalistycznego” i że w swoim czasie „Manifest komunistyczny” Marksa „zrobił na nim wrażenie”. Jeszcze bardziej kuriozalnie zabrzmiała opinia kardynała, że chociaż istnieją w pismach Marksa „jedna lub druga totalitarna myśl”, jak idea kolektywizmu, który nie szanuje jednostki, to jednak jego filozofii nie można bezpośrednio łączyć z późniejszym politycznym marksizmem-leninizmem, a nawet z sowieckimi łagrami i niewolniczą pracą… Prawdą jest, że to nie Marks wzywał do budowania gułagów, rozstrzeliwania wrogów ludu, nie on sterował czerwonym terrorem i czystkami w imię rewolucji proletariatu, nie on szantażował i werbował tajnych współpracowników, nie on łamał ich sumienia, czy wprowadził kartki na żywność… Tyle tylko, że błąd marksizmu nie „wyszedł na jaw” dopiero wraz z budową gułagów i tworzeniem aparatu komunistycznej represji. Błąd tkwi w samej istocie teorii Karola Marksa. Leszek Kołakowski, były marksista, a później krytyk tej filozofii, w „Głównych nurtach marksizmu” zaznaczał wielokrotnie, że oddzielenie marksizmu od socjalizmu jest „nieco sztuczne”. I to na razie najłagodniejsza krytyka sposobu myślenia, które próbuje oddzielać drzewo od jego owoców. Marksizm zasługuje na odrzucenie nie tylko z powodu całego nieszczęścia, jakie sprowadziło widmo komunizmu. Błędna, wewnętrznie sprzeczna i zarazem groźna już w punkcie wyjścia teoria nie powinna być punktem odniesienia dla żadnego racjonalnego i opartego na wartościach projektu politycznego.

Marks = marksizm

Trudno pisać o całej rozpiętości poglądów i teorii Marksa, skupmy się więc tylko na tych elementach, które miały przełożenie na praktykę życia społeczno-politycznego. W punkcie wyjścia warto przywołać opinię Karla Poppera, wielkiego krytyka marksizmu, który zwracał uwagę, że teoria ta „tłumaczy” wszelkie zjawiska w jeden, zunifikowany sposób i próbuje przewidzieć ogólny przebieg przyszłych zdarzeń, opierając się tylko na rzekomej odwiecznej walkce klas. Błąd polega nie tylko na tym, że konflikt klas jest tutaj jedynym wytłumaczeniem procesów historycznych, ale też na tym, że dzieje się to niezależnie od ludzkiej woli, co jest klasycznym przykładem determinizmu. Wiąże się z tym również materializm historyczny (czy też dialektyczny), czyli teoria głosząca pierwszeństwo stosunków, jakie tworzą się między ludźmi w procesie produkcji, przed wszystkimi innymi stosunkami społecznymi. Mówiąc prościej – to charakter pracy, własność środków produkcji decyduje o tym, jak wyglądają relacje między ludźmi. I byłoby to tylko niewinne, choć prymitywne, założenie, gdyby nie ciąg dalszy teorii. Oto bowiem wszystko, co było do tej pory, zdaniem Marksa, wiedzie nas nieuchronnie w stronę jednego scenariusza: rewolucji proletariatu, który ma wyjątkową rolę w dziejach. Leszek Kołakowski podkreśla: „Dlatego niepodobna akceptować marksizmu bez przyjęcia jego proroctwa komunistycznego: tak okrojony marksizm nie jest już marksizmem”. To znaczy, że oddzielanie tego, co przyniósł komunizm, od teorii Marksa jest nieuprawnionym zabiegiem. Co ciekawe, Marks twierdził, że kapitalizm wyłonił się niejako z przypadku – byli właściciele, którzy rozwijali swoje biznesy, ale kapitalizm nie był celem samym w sobie, tylko raczej skutkiem własności prywatnej. W przypadku socjalizmu mówił już o „dziejowej konieczności”.

Przemoc „przejściowa”

Jakie to ma znaczenie dla rozwoju ruchu socjalistycznego i komunizmu? Marks wyrażał wprost przeświadczenie, że przeciwieństwo między dwiema klasami może i musi być zniesione w globalnej rewolucji proletariackiej. Zdaniem Marksa to proletariat jest klasą uniwersalną, a właściwie to proletariat przywraca uniwersalność gatunkowi ludzkiemu, „urzeczywistnia powołanie gatunku i (…) usuwa źródła społecznych antagonizmów”. Stąd już prosta droga do dyktatury proletariatu. Ciekawe jest to, że Marks wcale nie uważa państwa za doskonałe narzędzie do realizacji „dziejowej sprawiedliwości”. Przeciwnie – docelowo państwo ma zniknąć, gdy zniknie już własność prywatna (stanie się „społeczna”), a tym samym zniknie podział klasowy i walka klas.

Ale żeby ostudzić zapał np. pana Junckera, dodajmy: zniesienie burżuazyjnego państwa jest wprawdzie dla Marksa drogą ku zniesieniu państwa w ogóle, jednak – zauważa Kołakowski – „w okresie, w którym klasa zwycięska będzie musiała jeszcze toczyć walkę z wyzyskiwaczami, musi ona rozporządzać własnym aparatem ucisku, który po raz pierwszy w dziejach stanie się narzędziem większości; będzie to okres dyktatury proletariatu, w którym przemoc – niemaskowana żadnym frazesem – służyć będzie proletariatowi jako instrument wiodący ku likwidacji klas w ogólności (…). Jeśli potrzebna będzie proletariatowi przejściowa forma przemocy, to będzie ona rzeczywistym panowaniem olbrzymiej większości społeczeństwa”. Czy trzeba czytelniejszego przykładu niemal bezpośredniego związku teorii Marksa z ich późniejszymi mutacjami realizowanymi w praktyce?

Narzędzie tyranii

We współczesnych pochwałach Marksa przebija się sugestia, że jego rozeznanie niewątpliwie tragicznej sytuacji robotników było trafną diagnozą ówczesnych bolączek całych mas społecznych. Gdyby diagnoza Marksa i jego kontynuatorów była trafna, nie wywołałaby zapewne reakcji Kościoła i nie powstałaby pierwsza encyklika społeczna Leona XIII. Papież musiał zmierzyć się z dwoma błędami: po pierwsze, podkreślanie antagonizmów pomiędzy dwiema klasami i proponowana rewolucja, która miałaby „uspołecznić” własność prywatną, były nie do przyjęcia z punktu widzenia chrześcijańskiej antropologii, po drugie, skrajny liberalizm, który uzasadniał wyzysk stosowany przez wąską grupę posiadaczy dóbr, wykorzystujących pracę najemną ludzi bez żadnych regulacji, też wołał o pomstę do nieba. Problem w tym, że socjalizm jako odpowiedź na ówczesny kapitalizm był jak leczenie dżumy cholerą. Leon XIII w encyklice „Rerum novarum” podkreślał, że marksizm odrzucił naturalne ludzkie dążenie do rozszerzenia stanu posiadania dóbr materialnych, co ma też wymiar duchowy. Uderzeniem w „bezbożny komunizm” były też te słowa papieża: „Człowiek powinien uznać tę konieczność natury, która sprawia, iż zupełna równość w społeczeństwie ludzkim jest niemożliwa”. Chrześcijańska równość to równość w godności dzieci Bożych, nie zaś odgórne, rewolucyjne „wyrównywanie” przez zawłaszczanie cudzego mienia. To też były słowa prorocze – ile zła dokonało się w imię rzekomego „wyrównywania” i walki proletariatu, pokazują grube tomy dokumentów i prac historycznych.

Trudno też w tym miejscu zbyć milczeniem poglądy Marksa na temat religii, które stały się uzasadnieniem późniejszych represji wobec Kościoła. Prof. Krzysztof Pomian we wstępie do „Głównych nurtów marksizmu” pisze: „Zdaniem Marksa religia jest zakorzeniona w stosunkach społecznych opartych na podziale pracy, które sprawiają, że człowiek ulega odczłowieczeniu, że staje się obcy samemu sobie, że jego empiryczna egzystencja okazuje się sprzeczna z właściwą mu naturą. Toteż religia może być zniesiona tylko wraz ze stosunkami społecznymi, których jest nieuniknionym wytworem. I wraz z nimi zniesiona zostanie, gdyż w tym kierunku zmierza historia”. Brzmi nieźle w kontekście przemawiającego w bazylice w Trewirze Junckera, który przekonywał, że Marks niekoniecznie odpowiada za „błędy i wypaczenia”. Pisze prof. Pomian w innym miejscu: „Jeśli bowiem brało się marksizm na serio, to niepodobna było zdjąć zeń odpowiedzialności za to, co dokonało się w jego imieniu (…). A skoro tak, to trudności z jednostką, wolnością i rozumem są właściwe marksizmowi jako takiemu i to z nimi jest związana jego podatność na wykładnie, które uczyniły zeń narzędzie tyranii”.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Panna Joanna
    19.06.2018 11:38
    Czy słowa Marksa nie brzmią jak ostro krytykowana przez politpoprawniaków mowa nienawiści? Szkoda że nikt z tego powodu nie zakażenie propagowania marksizmu.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy