Nowy numer 24/2018 Archiwum

Odchudzanie portfela

Obniżka uposażenia posłów zyskała poklask większości społeczeństwa, ale w dłuższej perspektywie może przynieść negatywne konsekwencje.

Uposażenie zasadnicze posła i senatora wynosi około dwóch średnich pensji krajowych, ale jest wielokrotnie mniejsze od zarobków menedżerów czy adwokatów. Po obniżce przegłosowanej 10 maja przez Sejm parlamentarzyści będą zarabiać niewiele ponad półtorej średniej krajowej, a dystans do osób wykonujących zawody prawnicze czy piastujących kierownicze stanowiska jeszcze się zwiększy. Badania opinii publicznej pokazują, że zmniejszenie pensji posłów i senatorów ma powszechną aprobatę, popiera je ponad 72 proc. respondentów. Jednak taki kierunek zmian może mieć negatywne skutki.

Pod publiczkę

Złożenie projektu obniżającego uposażenie podstawowe parlamentarzystów o 20 proc. zapowiedział na początku kwietnia Jarosław Kaczyński. Nie ukrywał, że jest to reakcja na kryzys związany z przyznawaniem nagród członkom rządu. Opinia publiczna bardzo negatywnie zareagowała na tę informację, a opozycja zyskała powód do uderzenia w obóz rządzący. Początkowo PiS bronił nagród. Jednak gdy okazało się, że sprawa wciąż bulwersuje opinię publiczną i szkodzi partii, prezes Kaczyński ogłosił, że ministrowie przekażą nagrody na cele charytatywne, a jednocześnie zapowiedział obniżkę pensji posłów i PiS odpowiednią regulację w tej sprawie przyjął. W głosowaniu nie wzięli udziału posłowie PO, Nowoczesnej i PSL-UED na znak protestu przeciwko obniżce.

Jarosław Kaczyński otwarcie uzasadniał, że zmniejszenie uposażenia parlamentarzystów wypływa z głosów płynących od społeczeństwa. – Jeśli społeczeństwo tego chce, a widać wyraźnie, że chce, to my się przychylamy do tej decyzji i będziemy w związku z tym ponosić finansowe straty – mówił. Także w uzasadnieniu do projektu czytamy, że jest on związany „ze społecznymi oczekiwaniami dotyczącymi wynagrodzeń posłów i senatorów”.

Ile zostanie w kieszeni

Wysokość zarobków parlamentarzystów reguluje ustawa z 9 maja 1996 r. o wykonywaniu mandatu posła i senatora. Mówi ona, że uposażenie podstawowe posła ma wynosić tyle, ile wynagrodzenie podsekretarza stanu. Te z kolei wyznacza się na podstawie przepisów o wynagrodzeniu osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe. Obecnie poseł otrzymuje wynagrodzenie zasadnicze w wysokości 10 020,80 zł brutto. Podlega ono podatkowi dochodowemu, pobierane są od niego składki na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne. Dostają je tylko tzw. posłowie zawodowi, czyli tacy, którzy zrezygnowali z dotychczasowej pracy albo np. wzięli bezpłatny urlop. Obecnie większość to posłowie zawodowi.

Oprócz tego wszyscy parlamentarzyści otrzymują diety, które są traktowane jako wyrównanie kosztów ponoszonych przez nich podczas wykonywania mandatu na terenie kraju. Wynoszą one 25 proc. uposażenia zasadniczego, czyli obecnie 2 505 zł. Dieta ta jest wolna od podatku. Ponadto posłom przysługują dodatki z tytułu pełnionych funkcji w wysokości 20 proc. uposażenia dla przewodniczącego komisji, 15 proc. dla zastępcy przewodniczącego oraz 10 proc. dla przewodniczących stałych podkomisji. Posłowie otrzymują też dodatkowe środki na prowadzenie biur poselskich (obecnie 10 150 zł), z których pokrywają koszty wynagrodzenia pracowników, ekspertyz, wydatki bieżące, np. czynsz, opłaty za energię itp. Muszą być one dokumentowane i są rozliczane przez Kancelarię Sejmu, dlatego nie można ich wliczać do zarobków osobistych posła.

Przyjęty przez Sejm projekt przewiduje obniżenie jedynie uposażenia zasadniczego posła i senatora o 20 proc., czyli będzie ono wynosić 8016,60 zł. Wszystkie dochody, czyli diety i dodatki z tytułu pełnionych funkcji, pozostają bez zmian. Dieta w wysokości 25 proc. będzie naliczana od pensji zasadniczej podsekretarza stanu, a więc nie ulegnie zmianie. Cała operacja zmniejszenia dochodów parlamentarzystów sprowadza się więc do ich obniżenia o 2 tys. zł. W uzasadnieniu do projektu podano, że dzięki obniżce wpływy do budżetu państwa zwiększą się w skali roku o 13 mln złotych.

Na szarym końcu

Z badań przeprowadzonych przez brytyjską Niezależną Komisję ds. Standardów Parlamentarnych (IPSA) wynika, że polscy posłowie mają jedno z najniższych uposażeń zasadniczych na świecie. Według danych z 2012 r. krezusami są parlamentarzyści Japonii, którzy w przeliczeniu na złotówki rocznie zarabiają 846 270 zł. W przedziale do 500 tys. zł rocznie mieszczą się członkowie parlamentów Australii, Włoch, Stanów Zjednoczonych (4. miejsce) i Kanady. W Europie w przedziale między 300 a 400 tys. zł są Norwegowie, Irlandczycy, Niemcy, Brytyjczycy i Szwedzi. W momencie sporządzania raportu Polacy byli na ostatnim miejscu w tym zestawieniu, otrzymywali 118 709 zł rocznie, a po obecnej obniżce dostaną 96 199 zł.

Również w zestawieniu uposażeń posłów z płacą minimalną w danym kraju jesteśmy na szarym końcu. W Polsce płaca minimalna to 2100 zł, więc poseł po obniżce będzie zarabiał ok. 3,8 razy więcej, niż wynosi płaca minimalna. Z danych Eurostatu wynika, że wśród 22 krajów UE będziemy na 18. miejscu (przed obniżką byliśmy na 14.) Rekordzistą jest Grecja, gdzie parlamentarzysta zarabia 7,51 minimalnych pensji, na końcu znajduje się Malta ze współczynnikiem 2,42. Poza Rumunią wyprzedzają nas wszystkie kraje z dawnego bloku wschodniego, np. Estonia ma współczynnik 6,8, a Litwa 6,3; najbliżej nas są Czechy, gdzie uposażenie posłów wynosi 5,09 płac minimalnych. Z danych tych wynika, że polscy parlamentarzyści otrzymują relatywnie niskie uposażenie w stosunku do swoich kolegów na świecie.

Mniej, a może więcej

Rodzi się pytanie, czy obniżenie pensji posłom i senatorom jest dobrym rozwiązaniem. PiS argumentuje, że spełnia oczekiwania społeczne. Problem w tym, że w tym przypadku jest to populizm, odwołujący się do stereotypu, że politycy to „darmozjady”, które nic nie robią, więc nie powinni dużo zarabiać, najlepiej najniższą krajową. Taka argumentacja jest normą w dyskusjach na forach internetowych. Także niektóre skrajne ugrupowania idą w tym kierunku, np. partia Razem postuluje, aby uposażenie posła wynosiło trzykrotność minimalnego wynagrodzenia, czyli 6300 zł. Takie dążenia można zrozumieć, biorąc pod uwagę średnie zarobki Polaków, które są bardzo niskie. Według danych GUS z grudnia ubiegłego roku 66,3 proc. pracowników zarabiało poniżej średniej krajowej, a 17,5 proc. poniżej najniższego wynagrodzenia. Dla tej grupy uposażenie posła jest bardzo wysokie.

Prezes Kaczyński tłumaczył obniżkę również tym, że służba Polsce nie może sprowadzać się do osobistych korzyści. Podkreślał, że „do polityki nie idzie się dla pieniędzy”. Pełna zgoda z tymi twierdzeniami, problem w tym, czy dotychczasowe uposażenia poselskie były rzeczywiście „skokiem na kasę”. Otrzymywanie stosunkowo wysokich zarobków nie musi oznaczać, że ktoś źle służy Polsce, i do tego z niskich pobudek. Taka teza dla wielu byłaby krzywdząca. Jeśli poseł utrzymuje rodzinę z trojgiem dzieci, którymi zajmuje się niepracująca żona, a do tego wziął kredyt na mieszkanie, to okaże się, że krezusem nie jest. Z dochodami na osobę poniżej 2 tys. zł do bogactwa mu daleko.

Wielu posłów to prawnicy. Jest to wykształcenie bardzo pożądane, gdyż w Sejmie uchwalane jest prawo. Jednak dobry prawnik ma możliwość zarobienia wielokrotnie więcej niż poseł. Na przykład starszy prawnik w kancelarii – do 30 tys. zł miesięcznie, a partner w kancelarii – do 60 tys. zł. Także w innych zawodach, takich jak menedżerowie firm czy informatycy, zarobki są wielokrotnie wyższe niż poselskie uposażenie. Dlatego obniżka pensji może doprowadzić do selekcji negatywnej.

Pojawia się też niebezpieczeństwo korupcji, posłowie bowiem z pewnością staną się obiektami nacisków różnych lobbystów, aby uchwalali prawo korzystne dla danych podmiotów. Nie przypadkiem sędziowie mają zagwarantowane wysokie dochody (w sądzie apelacyjnym ponad 16 tys. zł, a w najwyższym ponad 27 tys. zł). To jeden z elementów zapewniania im niezawisłości.

Biorąc pod uwagę różne argumenty, wydaje się, że z perspektywy dobra państwa zmniejszanie uposażenia posłów nie jest dobrym rozwiązaniem, gdyż stwarza niebezpieczeństwo korupcji i prowadzi do negatywnej selekcji.•

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji