Nowy numer 31/2020 Archiwum

Przeszłość myślenia

Prawda w zgubnych ideach służy do zwiększania zasięgu kłamstwa.

Karol Marks – facet z potężną białą brodą. Za Peerelu byli ponoć tacy cwaniacy, którzy wykorzystywali jego podobizny, dorabiali mu aureolę i sprzedawali jako obrazy św. Józefa. Musieli tego trochę sprzedać, bo liczni chrześcijanie wciąż mylą tego pana ze św. Józefem. Dzieje się tak zwłaszcza tam, gdzie ludzie nie mieli okazji doświadczyć na własnej skórze praktycznych skutków teoretycznych rozważań filozofa.

Niedawno, z okazji 200. rocznicy urodzin Karola Marksa, ciepłych słów pod adresem jubilata nie pożałował nawet jego „nazwisknik”, kard. Reinhardt Marx. Przewodniczący Episkopatu Niemiec, czerpiąc z krynicy myśli teoretyka komunizmu, zauważył m.in., że „dobrobyt i zyski to nie wszystko, czym może się kierować społeczeństwo”.

A zapewne, zapewne, ale żeby dojść do takich wniosków, nie trzeba czytać „Manifestu komunistycznego”, a tym bardziej się na niego powoływać i opowiadać, że „napisano go w imponującym języku”. Wystarczyło sięgnąć do Ewangelii. Jezus Chrystus ujął tę kwestię dużo lepiej, m.in. w słowach: „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”. Problem w tym, że Karol Marks, o ile pewnie zgodziłby się z pierwszą częścią tego stwierdzenia, o tyle wściekłby się przy drugiej części. To przecież on określił religię jako „opium ludu”, co przez lata tłukli w głowy nam, uczniom peerelowskich szkół, funkcjonariusze komunizmu.

Wydawałoby się, że ten człowiek nic takiego złego nie zrobił, tylko sobie siedział i myślał, no i to, co wymyślił, zapisywał. Wielu się na to łapie. – Myślenie ma przyszłość – mówią ludzie, zakładając, że myślenie to rzecz dobra lub w najgorszym razie obojętna. Warto więc sobie uświadomić, że myślenie ma też przeszłość, i ona bywała bardzo mroczna. A ten mrok sprowadzili na ludzkość ludzie myślący, w swoim przekonaniu, niezależnie. Tak właśnie myślał Marks, nieświadom, że kto „uniezależnia” się od Boga, staje się narzędziem diabła. To dlatego jego „niewinne” myślenie poskutkowało bezmiarem cierpień i milionami ofiar zabitych fizycznie oraz nieoszacowaną liczbą tych, którzy ponieśli szkodę najstraszniejszą, bo duchową.

– Ale w tym, co Marks pisał, jest wiele racji! – powie ktoś. Ależ oczywiście – problem polega na kroplach trucizny w szklance zasadniczo zdrowego napoju. U każdego coś miłego, nawet u Hitlera i Lenina znajdzie się coś „chrześcijańskiego”. Rzecz w tym, że powoływanie się na czyjś dorobek myślowy bez uwzględniania jego prawdziwych intencji uwiarygodnia tego kogoś. A to może być zgubne.

Jezus określił owoce jako podstawowe kryterium rozeznania, czy „drzewo” jest dobre, czy złe.

Marksizm przyniósł koszmarne owoce. To drzewo nic już dobrego nie urodzi, niech więc wreszcie w spokoju do cna zmurszeje.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także